Kategorie
eBilet
Fot. PAP/ Hahn Lionel/ABACA

Hip Hop

Starter Pack 10 albumów, które pomogą wejść w świat hip-hopu

Oto hip-hopowy pakiet dla początkujących. Przedstawiamy 10 albumów z różnych odmian gatunku, które ułatwią wam wejście w ten zawiły i rozwinięty świat.

Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl

Notka od autora

Ponad pół wieku minęło od imprezy DJ-a Kool Herca w sercu nowojorskiego Bronxu na 1520 Sedgwick Avenue. To właśnie wtedy, 11 sierpnia 1973, datuje się narodziny hip-hopu. Przez lata gatunek rozwijał się i zmieniał swoją postać. Mniej więcej w połowie poprzedniej dekady stał się najpopularniejszym gatunkiem muzycznym, wyprzedzając rocka. “My jesteśmy kulturą. Rap jest nowym rock and rollem. My jesteśmy gwiazdami rocka”, grzmiał Kanye West w wywiadzie z Zanem Lowem dla BBC Radio 1 w 2013 roku.

Stworzenie hip-hopowego Starter Packu jest bardzo ciężkim zadaniem. Głównie za sprawą serca, które krwawi na samą myśl o tym, ile albumów należy w takim zestawieniu pominąć. Oczywiście, jeśli chce się osiągnąć tytułową paczkę, a nie walizkę czy cały kontener.

Wiernym słuchaczom hip-hopu jestem winien wyjaśnienie – to zestawienie prawdopodobnie nie jest dla was. Powstało przede wszystkim dla ludzi, którzy dopiero zaczynają przygodę z hip-hopem lub chcą dostać szeroki ogląd krajobrazu gatunku, a ten rozwinął się do monstrualnych rozmiarów. Kryterium mojego wyboru było przede wszystkim brzmienie. Z tego powodu w zestawieniu pominięty został hardcore hip-hop oraz scena eksperymentalna. To oczywiste, że większość z nas chciałaby zaproponować od razu największe klasyki, ale uważam, że z muzyką, a właściwie dużą częścią sztuki, jest jak z lekturami obowiązkowymi. Lepiej jest zachęcać niż straszyć.

Zacznijmy to jak należy – od dobrego performance’u DJ-a. Z okazji 40-lecia hip-hopu The Hood Internet przygotował krótki mash-up, który łączy w sobie bogatą historię gatunku. Wiele z postaci, które możecie tu zobaczyć, pojawi się w artykule.

1. Lauryn Hill – “The Miseducation of Lauryn Hill” (1998)

Nie dajcie się zwieść stereotypom – Lauryn Hill jest MC z krwi i kości. W swojej nawijce nie tylko dorównuje, ale i przewyższa wielu graczy, którzy kiedykolwiek rapowali. Dopiero do tego należy dodać jeszcze fakt, że ma świetny wokal. Wydany w 1998 roku album “The Miseducation of Lauryn Hill”, to jej pierwszy i ostatni solowy krążek. Łączy w sobie hip-hop i soul, co zaowocowało mieszanką, którą często określa się neo-soulem.

Wcześniej znana była ze swoich występów z grupą Fugees. Po wydaniu omawianej płyty, przez następne lata była zalewana pytaniami o następne solowe wydawnictwa, lecz te nigdy nie ujrzały światła dziennego. Raperka wielokrotnie przyznawała, że nagrywała kolejne utwory, ale żaden z nich nigdy nie dorósł do standardu, który sobie wyznaczyła. Nie chciała także wydawać muzyki dla samego jej wypuszczania czy zarobku. Efektem takiego podejścia jest tylko jeden album, ale za to jaki. Regularnie zobaczycie go w pierwszej dziesiątce, jeśli chodzi o zestawienia najlepszych hip-hopowych dzieł w historii.

2. Kanye West – “Graduation” (2007)

Ciężko jest mówić o hip-hopie bez Kanyego Westa, a w tym zestawieniu można by umieścić wiele jego albumów. Wybór padł na ten najbardziej popowy. Reprezentant Chicago, a tym samym midwest hip-hopu, jest bardzo dobrym raperem, choć do najlepszych sporo mu brakuje. Jest za to fantastycznym producentem i człowiekiem obdarzonym niesamowitą wizją. Jego kariera wielokrotnie wpływała na brzmienie sceny, czy to za sprawą nowego podejścia do tworzenia beatów czy zrewolucjonizowania wykorzystania auto-tune‘a.

Nie można mu odmówić także jego charyzmy i ego, które uczyniły z niego tak wyrazistą personę. To samo ego, w połączeniu z sukcesem, po latach odbiło się jednak na stanie psychicznym Kanye i przyczyniło się do całej masy kontrowersji. Dzisiaj spychany jest przez wielu na skraj kultury hip-hopowej, choć były czasy, że wszyscy przyglądali się ruchom Westa.

3. J Dilla – “Donuts” (2006)

Określenia “rap” i “hip-hop” bardzo często są stosowane zamiennie. Istnieje jednak spora różnica. Rap jest techniką wokalną, melorecytacją i stanowi tylko jeden z elementów hip-hopu, a ten może istnieć także w wersji instrumentalnej. Na długo zanim internet i playlisty zostały zalane potokiem “Lo-Fi Hip-Hopu” był J Dilla.

Stał się legendą sceny za sprawą swojego mistrzowskiego operowania samplami i charakterystycznemu swingowi beatów. Jego pełne życia i duszy produkcje do dzisiaj inspirują całe rzesze. Żartobliwie utarło się nawet, że “J Dilla prawdopodobnie jest ulubionym producentem twojego ulubionego producenta”. Stwierdzenie to nie jest dalekie od prawdy, jeśli weźmiemy pod uwagę, jak wielu artystów zachwalało jego muzykę. Programowana przez niego perkusja jest nieco przeciągana, co nadaje jej wyjątkowo ludzkie i organiczne brzmienie. Do dzisiaj niektórzy producenci rapowi nie mogą się opędzić od komentarzy, że robią beaty w jego stylu. No cóż, jak się uczyć, to od najlepszych.

4. A$AP Rocky – “Live. Love. ASAP” (2011)

W 2011 roku świat usłyszał nową definicję swagu, która wywodziła się prosto z nowojorskiego Harlemu. A$AP Rocky, członek kolektywu A$AP Mob, był wtedy reprezentantem najmłodszego pokolenia w hip-hopie i wziął scenę szturmem. Choć jego muzyka przyjęła potem nieco inne brzmienie, debiutancki mixtape wprowadził na krótki moment cloud rap do mainstreamu.

Tytuł pionierów cloudu należy się takim raperom jak Lil B, Main Attrakionz czy SpaceGhostPurrp oraz producentom takim jak Clams Cassino. Ostatnich trzech znalazło się także na tym albumie. Cloudrapowe beaty opierają się na wolniejszym tempie i skąpane są w reverbie, a w połączeniu z eterycznymi i pociętymi samplami, tworzą mieszankę przypominającą senne wizje i narkotyczny stan.

5. Travis Scott – “Rodeo” (2015)

Czy to pierwszy trapowy album? Zdecydowanie nie. Czy jest najlepszy? To kwestia sporna. Jest jednak jednym z lepszych przykładów jego nowoczesnej odmiany. Trap stał się w ostatnich latach dominującym nurtem w hip-hopie, choć jego pozycja zdążyła już osłabnąć za sprawą ogromu materiału, który niemal wyczerpał podgatunek. Nagrania, które go kształtowały, sięgają bardzo daleko i wywodzą się z południa Stanów Zjednoczonych, jeszcze na długo przed tym, zanim T.I. nagrał swój hitowy album “Trap Muzik”. Najnowsza odsłona tego podgatunku miała miejsce w poprzedniej dekadzie, głównie za sprawą takich grup jak Migos czy Future.

Charakterystyczna produkcja trapowych beatów przypomniała rapowej scenie o takich maszynach perkusyjnych jak Roland TR-808, od którego nazwę biorą “808” (ang. eight-oh-eight), czyli głębokie, dudniące stopy, które stały się fenomenem na hip-hopowym podwórku. Do dzisiaj stosowane są nawet poza typowo trapowymi kawałkami. Kolejnym elementem trapu są oczywiście triplety, charakterystyczny sposób składania tekstów, za których pionierów uważa się takie grupy jak Three 6 Mafia czy Bone Thugs-n-Harmony. Te także zostały zaadaptowane w wielu innych gatunkach.

Fenomenalne wykorzystanie auto-tune’a, które spopularyzowały takie postacie jak Kanye West czy T-Pain sprawiło, że trap w wykonaniu Travisa Scotta stał się jeszcze bardziej melodyczny i z łatwością przebił się przez hip-hopową bańkę. Dzięki tym wszystkim składnikom podgatunek ten stał się na długie lata dominującym elementem dużej części muzyki pop.

6. Tyler, The Creator – “Flower Boy” (2017)

Znany także ze swojej działalności w hip-hopowym kolektywie Odd Future, Tyler był już cenionym zawodnikiem jeszcze przed wydaniem tego albumu. Wraz z takimi postaciami jak Frank Ocean czy Earl Sweatshirt stanowili przykład tego, jak może zostać wykorzystany internet w promocji swojej muzyki. Obdarzony wyjątkową prezencją Tyler, The Creator był jednak adresatem wielu nieprzychylnych opinii na temat jego twórczość. Według nich, jego repertuar był zbyt dziwny i nadający się jedynie dla wąskiego grona hip-hopowych entuzjastów.

Raper postawił udowodnić sobie i innym, że potrafi napisać naprawdę dobre numery. Na nowo zaczął uczyć się produkcji i teorii muzycznej. Osiągnięty potem efekt był piorunujący. Łącząc hip-hop i brzmienie nowoczesnego R’n’B stworzył wydawnictwo, które do dzisiaj jest uznawane za pop w najlepszym tego słowa znaczeniu. Stanowiło ono także furtkę do ścisłego mainstreamu, w którym Tyler pozostaje do dzisiaj. Poniżej posłuchacie “See You Again” gdzie gościnnie udzieliła się wokalistka Kali Uchis.

7. A Tribe Called Quest – “Midnight Marauders” (1993)

Absolutny klasyk. A Tribe Called Quest to obok takich grup jak Mobb Deep czy Wu-Tang Clan jeden z najważniejszych składów złotej ery hip-hopu. W kontrze do wymienionych przed chwilą dwóch reprezentacji hardcore hip-hopu, Tribe pokazują nieco inną stronę stylu znanego jako boom bap. Ich maniera jest znacznie bardziej wyluzowana, raczej stroniąca od agresji i skupiająca się na pozytywnych wibracjach, choć nie przeszkadza im to w mordowaniu zwrotek.

Muzyka składu stała się sztandarowym przykładem wykorzystywania brzmienia jazzu w hip-hopie. Panowie na zawsze zostaną zapamiętani jako ci pozytywnie zakręceni goście, którzy pałali miłością do składania wersów. Gdy większość wytykała cały gatunek palcem i wskazywała na jego agresywny charakter, zespół zawsze stanowił przykład tego, że da się robić tę muzykę inaczej.

8. Earl Sweatshirt – “I Don’t Like Shit, I Don’t Go Outside” (2015)

Abstract hip-hop jest bardzo ciężki do zdefiniowania, a określenie to dotyczy głównie warstwy lirycznej podgatunku. Siłą rzeczy wpływa ona jednak na jego brzmienie. Wielokrotnie wpisywany jest w bardziej szeroką falę hip-hopu alternatywnego, który mówiąc wprost, jest wszystkim, co nie pasuje do innych podgatunków i wymyka się klasyfikacji. Dużą część artystów reprezentujących hip-hop abstrakcyjny ciągnie do nieco bardziej stonowanego wydźwięku. Znacznie więcej dzieje się tutaj w samych tekstach, które są obfite w symbolikę i kryptyczne znaczenia. W przypadku Earla, oscylują one momentami na pograniczu poezji, jednak w znacznie bardziej miejskim wydaniu, zahaczając nawet o slam poetycki.

Zdaje się, że Earl Sweatshirt ma to we krwi. Jego ojciec Keorapetse Kgositsile był południowoafrykańskim poetą i aktywistą politycznym. Skomplikowana relacja z rodzicem odbiła się na psychice Sweatshirta i skłoniła go do podróży w głąb samego siebie. Jego rap jest pełen introspekcji, nieustannego szukania własnego ja, a wszystko to wypełnione jest mieszanką złości, goryczy i smutku. Jest to wyjątkowo mroczna muzyka, pozbawiona filtra i surowa, choć wiele osób, w tym także ja, znajduje w niej coś kojącego.

9. Big K.R.I.T. – “4eva Is a Mighty Long Time” (2017)

Nie da się moim zdaniem znaleźć albumu, który samodzielnie reprezentowałby brzmienie południa Stanów Zjednoczonych, ale “4eva Is a Mighty Long Time” jest naprawdę blisko. Zawartość krążka to hołd dla takich grup jak OutKast, czy reprezentującego styl dirty south składu UGK. Całość tworzy nowoczesny amalgamat, który jednocześnie posiada swoją osobowość i nie kopiuje zanadto poprzedników.

Pełne energii wydawnictwo, czerpiące inspiracje z takich gatunków jak jazz i soul, a jednocześnie opatrzone zabójczo precyzyjną nawijką Big K.R.I.T.-a to zjawisko, którego najlepiej jest po prostu doświadczyć. Dodatkowo, artysta udowadnia, że południowe dźwięki mogą iść w parze ze świetnymi tekstami, nie tylko dobrze brzmiącymi na beatach, ale pełnymi osobistych przemyśleń. Na kawałku “Big Bang” poniżej możecie usłyszeć także gościnkę od T.I. – weterana południowego brzmienia, którego wkład w takie podgatunki jak trap pozostaje nieoceniony.

10. Dr. Dre – “The Chronic” (1992)

Przynajmniej jeden album reprezentujący west coast (zachodnie wybrzeże) musiał się znaleźć w tym zestawieniu. Mój wybór padł na klasyk w postaci “The Chronic”. Płyta zawdzięcza swoją nazwę slangowemu określeniu na wysokiej jakości cannabis. Solowy debiut rapera i producenta Dr. Dre zawiera się w obowiązkowym kanonie słuchacza hip-hopu. Wydawnictwo jest jednym ze sztandarowych przykładów nurtu g-funk (gangsta funk). To właśnie tutaj usłyszymy charakterystyczne syntezatory, które dla tak wielu stały się symbolem hip-hopu z zachodniego wybrzeża.

Znany ze swojego wkładu w grupę N.W.A Dre, połączył siły z takimi raperami jak m.in. Snoop Dogg, którego udział przełożył się później na start jego własnej kariery, gdy rok później wydał legendarny album “Doggystyle”. “The Chronic” jest przykładem odłamu hip-hopu, który łączy w sobie luz, ale także pewien rodzaj krwiożerczości. Jest jak wolna przewózka kabrioletem z jedną ręką na kierownicy, a drugą położoną na ukrytym pistolecie. Nie doświadczając nigdy niebezpiecznego klimatu lub historii Compton lat 90., polski słuchacz może mieć problem  z prawdziwie głębokim zrozumieniem tego wydawnictwa. Jeśli jednak pozwolicie sobie zanurzyć się w tej płycie, być może waszym oczom ukaże się pocztówka z tamtych czasów.

Fot.

Gorące wydarzenia

Gorące wydarzenia

Open’er Festival 2026

01.07.2026-01.07.2026
Gdynia

Pyrkon 2027

18.06.2027-18.06.2027
Poznań

Audioriver Festival 2026

10.07.2026-10.07.2026
Łódź

Hot Wheels Stunt Show

07.11.2026-07.11.2026
Łódź

CLOUT Festival 2026

10.07.2026-10.07.2026
Warszawa

Męskie Granie 2026

10.07.2026-10.07.2026
Gdańsk, Kraków, Poznań i inne

OFF Festival Katowice 2026

07.08.2026-07.08.2026
Katowice

Pasión de Buena Vista

09.02.2027-09.02.2027
Bielsko-Biała, Gdynia, Jasionka i inne

Papa Roach + Landmvrks + Sleep Theory

16.11.2026-16.11.2026
Katowice

Olsztyn Green Festival 2026

14.08.2026-14.08.2026
Olsztyn

WTA 125 Warsaw T-Mobile Polish Open

07.08.2026-07.08.2026
Warszawa

Open'er Festival 2026

01.07.2026-04.07.2026
Gdynia

Pyrkon 2027

18.06.2027-18.06.2027
Poznań

Audioriver Festival 2026

10.07.2026-12.07.2026
Łódź

Hot Wheels Stunt Show

07.11.2026-08.11.2026
Łódź

CLOUT Festival 2026

10.07.2026-10.07.2026
Warszawa

Męskie Granie 2026

10.07.2026-22.08.2026
Gdańsk, Kraków, Poznań i inne

OFF Festival Katowice 2026

07.08.2026-08.08.2026
Katowice

Pasión de Buena Vista

09.02.2027-17.02.2027
Bielsko-Biała, Gdynia, Jasionka i inne

Papa Roach + Landmvrks + Sleep Theory

16.11.2026-16.11.2026
Katowice

Olsztyn Green Festival 2026

14.08.2026-16.08.2026
Olsztyn

WTA 125 Warsaw T-Mobile Polish Open

07.08.2026-08.08.2026
Warszawa