Na przełomie lat 80. i 90. centrum amerykańskiego hip-hopu wciąż znajdowało się w Nowym Jorku. Los Angeles pozostawało w jego cieniu. To jednak miało się szybko zmienić i z czasem to Zachodnie Wybrzeże zaczęło dyktować warunki, stając się epicentrum hip-hopowego przemysłu i rzucając rękawicę Wschodowi. Dużą rolę w tej zmianie warty odegrało Death Row Records – wytwórnia, która poza wydaniem kilku kultowych dla tamtej ery albumów obrosła wręcz filmową legendą, a jej sposób działania był daleki od standardów profesjonalnych labeli.



















































