Masz dostęp do niemal całej muzyki świata za dwadzieścia–trzydzieści złotych miesięcznie (a jak nie przeszkadzają ci pojawiające się raz na jakiś czas reklamy, to możesz i mieć ją za darmo). Możesz słuchać jej na telefonie, na komputerze, w słuchawkach i bez nich, w samochodzie, pod prysznicem, na imprezie – innymi słowy: wszędzie. A mimo to ludzie wciąż kupują płyty CD, które przecież miały wyginąć niczym dinozaury. Co więcej – kupują je coraz chętniej. Jak to możliwe i czy w ogóle ma to sens?


















































