Zanim zobaczysz cały film na wielkim, kinowym ekranie, trafia on do twoich oczu w zupełnie innej formie. Ma około dwie minuty (zdarza się, że nawet więcej) i składa się muzyki, wielu cięć i emocji. Wszystko to jest starannie zaplanowane, żeby przekonać cię do zakupu biletu na seans. Ale jak właściwie powstaje trailer? Kto go tworzy? Jaka muzyka jest w nim wykorzystana? I dlaczego czasem czujesz się po seansie oszukany, bo film jest zupełnie inny niż to, co obiecywał zwiastun? Na te wszystkie i wiele innych pytań odpowiemy w tym artykule.
Backstage od kuchni: czego nigdy nie widzą fani podczas wielkich, zagranicznych tras koncertowych?
Wyobraź sobie wielki koncert zagranicznej gwiazdy. Kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt tysięcy osób czeka na pierwszy dźwięk,. W końcu światła gasną, na ekranach pojawia się odliczanie, a chwilę później artysta wychodzi na scenę. Wszystko wygląda perfekcyjnie. Ani jeden kabel nie leży tam, gdzie nie powinien, światła uruchamiają się w odpowiednim momencie i pasują do kolejnych dźwięków… A czy wiesz, że to całe wydarzenie w momencie rozpoczęcia koncertu jest już… niemal zakończone? Najwięcej pracy jest przed nim. Chodź, zajrzyjmy za kulisy!
19.08.2026
Klaudia Jaroszewska-Kotradii
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Za kulisami trasy koncertowej
Za kulisami od wielu godzin pracują dziesiątki, a przy największych produkcjach nawet setki osób. Ktoś właśnie kończy montować oświetlenie, ktoś inny sprawdza mikrofony, kolejna osoba pilnuje transportu sprzętu, a lokalna ekipa techniczna próbuje wpasować ogromną produkcję w przestrzeń konkretnej hali czy stadionu, bo te się między sobą potrafią na tyle różnić, że czasem bez pewnych zmian scenograficznych się nie obejdzie. A takie zmiany nigdy nie są łatwe.
Do tego dochodzą ochrona, catering, garderoba, transport, medycy, koordynatorzy, technicy, stage managerowie i ludzie, których nazwisk nigdy nie poznasz, choć bez nich koncert po prostu by się nie odbył.
Zanim fan wejdzie do hali, ktoś musi ją najpierw przygotować
W wielu obiektach nie ma na co dzień sceny. Owszem, w salach koncertowych są, ale gwiazdy ruszające w międzynarodowe trasy koncertowe raczej wybierają większe obiekty – takie, które odpowiadają ich potrzebom, rozmiarowi i kształtowi sceny (a ta potrafi być ogromna i nietypowa), np. stadiony czy lotniska. Dla ekipy technicznej scena jest więc całym, często skomplikowanym, zadaniem do wykonania.
Jednym z najważniejszych etapów dnia jest load-in, czyli dostarczenie i wniesienie sprzętu na miejsce wydarzenia. Potem zaczyna się montaż. Rozstawiane są elementy scenografii, nagłośnienie, oświetlenie, ekrany, konstrukcje i instrumenty. Wszystko zgodnie ze skrupulatnie przygotowaną rozpiską, by artysta nie potknął się np. o leżący w nieodpowiednim miejscu kabel, który można było poprowadzić inaczej.
Przy dużych koncertach pracują między innymi stagehandzi (montaż sceny i obsługa wydarzenia), technicy backline (przygotowanie instrumentów), specjaliści od riggingu (wiszących elementów scenografii) oraz ekipy zajmujące się dźwiękiem i obrazem. Każdy dział ma swoje zadania, a wszystkie muszą zostać wykonane w odpowiedniej kolejności.
Na koniec trzeba sprawdzić, czy wszystko działa, m.in. mikrofon, oświetlenie, dźwięk, instrumenty, ekrany, urządzenia, ruchome elementy scenografii.
A potem… nie, jeszcze nie pora na koncert. Kolejnym krokiem jest próba dźwięku i kolejne testy. Wszystko bowiem musi działać jak w szwajcarskim zegarku.
Ponadto ekipa musi być gotowa na to, że nawet jeśli to już piąty koncert podczas trasy, na kolejnej hali będzie trzeba nieco zmodyfikować scenografię, bo okaże się, że jednak zabrakło kilku centymetrów lub pojawiły się inne problemy. Ekipa musi być gotowa niemal na wszystko.
Rider, czyli dokument, który może być ważniejszy niż niejedna walizka
Jeśli kiedykolwiek zastanawiałeś się, skąd lokalna ekipa wie, czego potrzebuje zagraniczny artysta, odpowiedzią jest między innymi rider.
To dokument zawierający wymagania związane z organizacją koncertu. Może obejmować kwestie techniczne, takie jak nagłośnienie, mikrofony, monitory, oświetlenie, backline czy rozmieszczenie sprzętu na scenie. Istnieje również rider hospitality, dotyczący między innymi garderoby, jedzenia, napojów czy innych elementów zaplecza.
Rider może być krótki i zwięzły, jak ten Eda Sheerana. A może też być bardzo szczegółowy. Tak szczegółowy, że trudno będzie sprostać oczekiwaniom danego artysty.
Niektórzy proszą o konkretną liczbę ręczników, ulubioną wodę do picia, słodycze (takie, które są dostępne tylko za oceanem), odpowiednią temperaturę w garderobie czy… rodzaj deski sedesowej.
Przeczytaj też:
Słynne M&M’s miały swoje drugie dno
Prawdopodobnie słyszałeś historię brązowych M&M’s. Van Halen przygotował rider, w którym znalazło się żądanie, by na backstage’u pojawiły się M&M’s, ale bez brązowych cukierków. W zachowanej kopii ridera z 1982 roku taki zapis rzeczywiście się znajduje.
Przez lata historia była przedstawiana jako przykład rockandrollowej przesady. Tylko że to żądanie miało drugie dno. David Lee Roth tłumaczył, że zespół wykorzystywał M&M’s jako swoisty test (swoją drogą znany jest teraz jako Van Halen test). Jeśli na stole znajdowały się brązowe cukierki, mogło to oznaczać, że ktoś nie przeczytał dokładnie ridera. A skoro nie przeczytał tego drobnego punktu lub przeczytał, ale nie wykonał tak prostej rzeczy, pojawiało się pytanie: czy równie dokładnie potraktował wymagania dotyczące techniki i bezpieczeństwa?
Alex Van Halen po latach potwierdzał tę interpretację, wskazując, że szczegółowe wymagania techniczne miały znaczenie dla bezpieczeństwa produkcji. Brązowe M&M’s były więc sposobem na szybkie sprawdzenie, czy osoba odpowiedzialna za przygotowanie koncertu rzeczywiście zapoznała się z dokumentacją.
Nie każdy rider jest jednak testem bezpieczeństwa
Oczywiście nie oznacza to, że wszystkie słynne wymagania gwiazd mają drugie dno. Czasami chodzi po prostu o ich komfort, a może nawet w niektórych przypadkach pokazanie swojej wyższości nad ekipą techniczną. Tego pewnie nigdy się nie dowiemy. Jednak wygórowane oczekiwania i nietypowe żądania należą na szczęście do mniejszości.
Catering? To nie tylko kanapki dla zespołu
Wielka trasa oznacza również konieczność nakarmienia dużej liczby ludzi. Sam artysta (czy nawet większy zespół) to tylko kropla w morzu żołądków, które trzeba napełnić. Przy produkcji pracują muzycy, tancerze, technicy, producenci, osoby od garderoby, ochrony i wiele innych osób. Co więcej, nie zawsze wystarczy zamówić cokolwiek i wszyscy będą szczęśliwi. Podczas niektórych tras jedzenie dla artysty i jego ekipy jest planowane bardzo szczegółowo. Ma to największe znaczenie, gdy ktokolwiek z ekipy jest np. uczulony na orzeszki ziemne. Nie można ryzykować, że nawet okruszek znajdzie się w jego zasięgu. A takich alergii czy nietolerancji, a także osobistych preferencji jest dużo.
W przypadku Lady Gagi jej chef Bo O’Connor opowiadał o przygotowywaniu posiłków podczas trasy. W menu pojawiały się między innymi komosa ryżowa, czarna fasola, grillowane krewetki i warzywa. Inne gwiazdy również mają swoje wymagania, którym trzeba sprostać.
Kiedy ty przed koncertem zastanawiasz się, czy kupić hot doga, gdzieś za kulisami ktoś może właśnie sprawdzać, czy przygotowano odpowiedni posiłek dla kilkudziesięciu członków ekipy (i czy na pewno uczulona osoba przeżyje ten wieczór).
Garderoba to osobny świat
Przy dużych produkcjach zaplecze może być bardzo precyzyjnie przygotowane. Potrzebne są miejsca na stroje, makijaż, fryzury, przebieranie się i przygotowanie artysty do wyjścia na scenę.
A jeżeli koncert zakłada kilkanaście zmian kostiumów? Wtedy garderoba staje się niemal częścią produkcji.
W przypadku jednej z tras Lady Gagi wymagania dotyczące garderoby obejmowały między innymi osobne pomieszczenie na ubrania, stojaki, wieszaki, deskę do prasowania i steamer.
Niektóre gwiazdy żądają wręcz kilku osobnych pomieszczeń, w których będzie odpowiedni wystrój, kolor ścian, a także w których znajdą wszystko, czego potrzebują. To kolejne godziny przygotowań.
A co z ochroną? Fani widzą tylko jej fragment
Podczas koncertu widzisz ochroniarzy stojących pod sceną, przy wejściach czy na płycie. To jednak tylko część systemu bezpieczeństwa.
W Polsce za bezpieczeństwo imprezy masowej w miejscu i czasie jej trwania odpowiada organizator. Bezpieczeństwo obejmuje między innymi ochronę uczestników, porządek publiczny, zabezpieczenie medyczne oraz odpowiedni stan techniczny obiektów i instalacji.
Organizator musi również zapewnić między innymi służby porządkowe i informacyjne, pomoc medyczną, drogi ewakuacyjne, możliwość komunikacji pomiędzy służbami oraz odpowiednie zaplecze dla osób kierujących zabezpieczeniem wydarzenia.
Czyli za kulisami istnieje cały system, którego większość publiczności nigdy nie zobaczy. Ponadto muszą być odpowiednie procedury (a co za tym idzie – ochroniarze i inne służby muszą być dobrze przeszkoleni) na wypadek “nieprzewidzianych” zdarzeń. Nieprzewidzianych, bo nikt ich nie planuje. Ale służby muszą wiedzieć, co robić, gdy rozpęta się burza, gdy do budynku wpadnie terrorysta lub zamachowiec. Zdarzało się to już na świecie. Nikt tego nie chce, ale przezorny zawsze ubezpieczony, prawda?
Lokalni technicy nie są dodatkiem do zagranicznej ekipy
Duża trasa ma własnych specjalistów, ale przy każdym koncercie potrzebuje również ludzi na miejscu. Lokalne ekipy mogą zajmować się między innymi montażem i demontażem, obsługą sceny (szczególnie, jeśli jest to scena własna obiekt, a nie artysty), backline’em, riggingiem czy wsparciem audio i wideo. Praca przy dużych produkcjach obejmuje cały cykl: load-in, przygotowanie i próby, koncert oraz load-out.
Ludzie pracujący przy kolejnych koncertach muszą nauczyć się ze sobą współpracować niemal natychmiast. Jedni przyjeżdżają z artystą. Drudzy znają obiekt. Jednak nawet jeśli nigdy wcześniej się nie spotkali, wszyscy mają ten sam cel: kiedy publiczność wejdzie do środka, wszystko ma działać idealnie.
Przeczytaj też:
Najbardziej imponująca część backstage’u? To, że wszystko musi zniknąć
Jest jeszcze jedna rzecz, której widz nie zauważa. Otóż… po koncercie trzeba to wszystko rozebrać i posprzątać. Na publiczność spadło wspaniałe konfetti? Cudownie! A teraz kilka osób będzie to sprzątać. Co więcej – trzeba to wszystko zrobić szybko, bo często:
- artysta zaraz rusza dalej, a np. scenografię zabiera ze sobą,
- kolejnego dnia w obiekcie może odbyć się następne wydarzenie, na które też trzeba się przygotować.
Co dzieje się za kulisami, kiedy artysta jest już na scenie?
Właściwie… nadal bardzo dużo. To, że koncert się rozpoczął, nie oznacza, że ekipa może usiąść i spokojnie go obejrzeć. A już tym bardziej nie może bawić się pod sceną.
Ktoś monitoruje dźwięk. Inna osoba odpowiada za światła, a jeszcze kolejna – za obraz na ekranach. Ktoś czego w pełni gotowości na zmianę stroju między utworami, a kolejna osoba tkwi na straży przycisku sterującego ruchomymi elementami scenografii.
Przy bardziej skomplikowanych produkcjach występ jest właściwie serią następujących po sobie zdarzeń, które muszą wydarzyć się dokładnie wtedy, kiedy powinny i ani takt wcześniej czy później (żeby nie wyszło tak, że ktoś zbyt szybko opuszcza dany element, uderzając gwiazdę w głowę).
Czy gwiazda naprawdę ma osobny świat za kulisami?
Tak. Ale niekoniecznie taki, jaki znamy z filmów. Backstage wielkiej trasy to nie tylko luksusowe garderoby, egzotyczne jedzenie i celebryci przechodzący obok techników w szlafrokach. To przede wszystkim miejsce pracy. Często ciężkiej pracy w szybkim tempie i w stresujących warunkach.
Artysta zaś wychodzi na scenę i przez dwie godziny sprawia wrażenie, jakby wszystko było absolutnie proste. Może właśnie dlatego backstage jest tak fascynujący?
Największe koncerty wyglądają czasem niemal na spontaniczne, magiczne i nierealne. Tymczasem za tą magią stoi ogromna liczba ludzi, dokumentów, ciężarówek, procedur, prób, telefonów, garderób, posiłków, identyfikatorów, kabli i rzeczy, o których fan siedzący na trybunach nie ma najmniejszego pojęcia.
Następnym razem, gdy wejdziesz na wielki koncert i zobaczysz idealnie przygotowaną scenę, pomyśl przez chwilę o tym, co wydarzyło się kilka godzin wcześniej. Tym bardziej docenisz całe wydarzenie.
Poprzedni artykuł
Następny artykuł
Klaudia Jaroszewska-Kotradii – multipasjonatka, która nie potrafi usiedzieć w miejscu. Zafiksowana na punkcie rozwoju i zdobywania wiedzy wszelakiej. Prywatnie mama, żona i kreatywna dusza, która na równi uwielbia Sanah i The Hardkiss.














