Kategorie
eBilet

Ciekawostki

Scena zrodzona w szkolnych murach. Warszawskie Festiwale Licealne

Fot. Shutterstock/New Africa

W pewnym momencie liceum w Warszawie przestaje być tylko szkołą. W kalendarzu obok sprawdzianów i klasówek pojawiają się wydarzenia, które mają zupełnie inny ciężar - festiwale organizowane przez uczniów, dla uczniów, ale z ambicją wykraczającą daleko poza szkolne mury. Nie są ani oficjalnymi imprezami kulturalnymi, ani zwykłymi akademiami. Funkcjonują gdzieś pomiędzy. Z czasem jednak wyrósł z tego osobny ekosystem - scena licealnych festiwali, która zaczęła działać jak miniatura dużej kultury muzycznej. Z własnymi nazwami, publicznością, hierarchią i momentami, które pamięta się bardziej niż same lekcje.

Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl

Początki

Początki warszawskich festiwali licealnych sięgają drugiej połowy lat 2000. W tamtym czasie w szkołach funkcjonowały głównie konkursy i przeglądy artystyczne. Szkolne akademie nie miały wówczas za dużo wspólnego z przebojowością a raczej kojarzyły się z czymś sztywnym i schematycznym. W pewnym momencie pojawiła się jednak potrzeba zmiany formuły i stworzenia wydarzeń, które będą bliższe energii młodych ludzi. To był też moment, w którym w Polsce bardzo mocno rozwinęła się kultura festiwalowa. Duże wydarzenia muzyczne zaczęły funkcjonować jako punkty odniesienia. Naturalnie pojawiło się więc pytanie: czy da się zrobić coś podobnego w skali szkoły? Taki mini Open’er – tylko we własnej budzie. Tak się narodził świat licealnych festiwali – wydarzeń, które zaczęły się jako szkolne przeglądy, a stały się czymś na kształt miejskiej, młodzieżowej sceny muzyczno-artystycznej przyciągających po kilka tysięcy osób.

UFO, FLAK i cała reszta…

Za moment przełomowy uznaje się powstanie dwóch wydarzeń: UFO – Unikatowy Festiwal Offowy w Batorym oraz FLAK – Festiwal Ludzi Aktywnych Kulturalnie w Cervantesie. To one nadały kierunek temu, co później zaczęto nazywać “sceną licealnych festiwali”. Ich sukces sprawił, że kolejne szkoły zaczęły tworzyć własne wydarzenia – często już według podobnego schematu, także w warstwie językowej. Pojawiła się charakterystyczna logika nazw: krótki, chwytliwy akronim. I tak powstały min: TARA (Teatralno‑Artystyczna Reytaniacka Akademia) w Reytanie, SOFA (Sceniczny Otwarty Festiwal Artystyczny) w Witkacym, SZAFA (“Szkolny / Szlachecki / Sztubacki Awangardowy Festiwal Artystyczny”) w Królówce czy KFAS (Koncertowy Festiwal Artystyczny Sobieskiego) w Sobieskim. To tylko niektóre przykłady, ponieważ takich festiwali było dużo więcej. 

Od uczniów dla uczniów

Choć różniły się skalą i renomą, większość z tych wydarzeń miała wspólny rdzeń: muzykę. Koncerty młodych zespołów były osią programu, ale coraz częściej pojawiały się też inne formy – teatr (jak na SOFIE czy festiwalu w Kochanowskim), film, performance czy sztuki wizualne. Wiele edycji budowano wokół motywów przewodnich. Scenografia, identyfikacja wizualna, a nawet sposób prowadzenia wydarzenia zaczęły przypominać już nie szkolny apel, a miniaturowy festiwal. Artyści rywalizowali o nagrody publiczności i jury, ale równie ważne było samo uczestnictwo. Najważniejszą cechą było to, że były to wydarzenia oddolne – tworzone przez uczniów i dla uczniów. Szkoły udostępniały przestrzeń, ale cała reszta – budżet, promocja, booking artystów, logistyka – spoczywała na młodych organizatorach. Finansowanie pochodziło najczęściej od sponsorów, rad rodziców lub samorządów szkolnych. Mimo, że udawało się wypracować pewne schematy to z racji zmian roczników każda edycja była dla organizatorów czymś nowym.

Fot. Shutterstock/Gorodenkoff

Boom i czas świetności

Druga połowa lat 2010. to czas największego rozwoju i peaku popularności. Festiwale zaczęły przekraczać granice pojedynczych szkół. W skali miasta oznaczało to coś więcej niż pojedyncze eventy – zaczynała się tworzyć realna “scena licealna”. W ciągu roku szkolnego w Warszawie odbywało się nawet kilkanaście takich wydarzeń. W praktyce oznaczało to regularny obieg: zespoły, publiczność i organizatorzy przemieszczali się między festiwalami, które zaczynały funkcjonować jak punkty na jednej mapie. Warto powiedzieć, że Warszawa nie była jedynym miejscem takich inicjatyw, natomiast tylko tutaj osiągnęły one taką skalę. Frekwencja publiczności zaczynała iść w tysiące, zaczynała się realna selekcja artystów i tworzenie prawdziwych lineupów.

Od środka

Miałem szczęście być częścią tego zjawiska od środka zarówno jako początkujący muzyk, jak i osoba zaangażowana w organizację takiego festiwalu. Przy wyborze liceum kierowałem się bardzo konkretnym kryterium: czy szkoła ma swój festiwal. Ostatecznie trafiłem do Cervantesa i w związku z tym do FLAK-a. Nie trudno zgadnąć, że działalność przy festiwalu stała się moim głównym zajęciem – często ważniejszym niż sama szkoła. Z perspektywy czasu to właśnie to doświadczenie dało mi najwięcej – nie tylko zawodowo, lecz życiowo. Ciężko o lepszą okazje, by nauczyć się pracy z ludźmi i brania odpowiedzialności. To był pierwszy moment, kiedy decyzje podejmowane w szkole miały realny efekt poza nią. A gdy już się udawało, to satysfakcja była bezcenna. Myślę, że wiele osób mających podobne doświadczenia mogłoby się pod tym podpisać.

Jest dla kogo grać

Dla młodych kapel te festiwale były czymś absolutnie kluczowym. Gdy wraz z kolegami z zespołów MopS i Red Cape Wolf zaczynaliśmy występować, mieliśmy po 14 lat. W takim wieku trudno o koncerty klubowe czy o znalezienie innych kapel pasujących do nas metryką. Festiwale licealne dawały coś, czego nie dało się łatwo znaleźć gdzie indziej: scenę i publiczność złożoną z rówieśników. W tym sensie festiwale działały jak pierwsza, realna scena – jeszcze nie zawodowa, ale już nie stricte szkolna. Dawało to przysłowiowego kopa, ponieważ skala tych wydarzeń przewyższała koncerty klubowe. Zamiast grać dla kilkudziesięciu osób można było grać dla kilkuset lub nawet kilku tysięcy i to jeszcze dla swoich kumpli. Obrazy, które mam w głowie przypominają momentami kadry z amerykańskiego filmu. 

Różnice po czasie

Pandemia COVID-19 zatrzymała ten rozpędzony pociąg i scena na chwilę zniknęła. Roczniki, które miały ją tworzyć, przeszły przez liceum w trybie zawieszenia. Dziś licealne festiwale funkcjonują dalej. Miałem okazję zobaczyć je ponownie jako juror. Najbardziej rzuca się w oczy profesjonalizacja: światło, scena, produkcja – często na poziomie naprawdę dużych wydarzeń. Kiedyś wiele rzeczy robiono samemu, co nadawało całości pewną surowość, ale też generowało ogromny stres. Dziś wsparcie techniczne zdejmuje część tego ciężaru. Zmieniła się też muzyka. Tam, gdzie kiedyś dominowały zespoły rockowe, dziś coraz większą rolę odgrywa hip-hop. Na niektórych festiwalach proporcje są już pół na pół. Nie jest to nic dziwnego biorąc pod uwagę, że przez ostatnie 10 lat stał się on głównym językiem młodzieży. Kluczowa jest również zmiana w podejściu do promocji w social mediach, która w naturalny sposób jest na dużo wyższym poziomie, niż w czasach gdy rządziły posty na Facebooku i snapchaty. 

Bańka, która pęka

Można by się zastanowić, jak sukcesy na takich wydarzeniach przekładają się na późniejsze kariery. Tutaj sprawa nie wygląda tak kolorowo. Oczywiście mamy artystów, którzy potrafili to przekuć w późniejsze sukcesy jak chociażby shama, która zaczynał na festiwalach jako The Rocking Chair. Większość zespołów nie potrafi przebić tej bańki. Licealne festiwale są jednym z najłatwiejszych sposobów rozpoczęcia muzycznej przygody w młodym wieku, ponieważ dają szybki dostęp do publiczności, sceny i uznania. Niestety nie przygotowują do momentu, który przychodzi później – kiedy ta infrastruktura znika. Bardzo łatwo poczuć się kimś dużym w bańce, w której od razu pojawiają się duże sceny, oprawa, sukcesy i publiczność, o którą nie trzeba walczyć. Wiele zespołów nie ma planu jak wykorzystać ten moment do budowania dalszej kariery. W konsekwencji to, co wygląda na jej początek, często okazuje się zamkniętym w licealnej rzeczywistości rozdziałem.

Mimo wszystko to zjawisko pozostaje wyjątkowe i cieszy fakt, że mimo zmiany pokoleniowej cały czas trwa. Ciężko znależć coś podobnego nawet w skali świata. Nie sposób to porównać do chociażby popularnych amerykańskich “battle of the bands”. Żeby nie było na naszą korzyść. I być może dlatego tak wielu ludzi, którzy tego doświadczyli traktuje to nie jak epizod szkolny, ale osobny fragment życia.

Fot.

Gorące wydarzenia

Gorące wydarzenia

ZORZA 2027

04.06.2027-04.06.2027
Gdańsk, Katowice, Kraków i inne

Open’er Festival 2026

01.07.2026-01.07.2026
Gdynia

Męskie Granie 2026

26.06.2026-26.06.2026
Gdańsk, Kraków, Poznań i inne

Behemoth + Dimmu Borgir + Dark Funeral

25.10.2026-25.10.2026
Katowice

Bezpieczna odsprzedaż w apce eBilet

Red Bull Drift Masters, Grand Finale 2026, Poland

11.09.2026-11.09.2026
Warszawa

A State of Trance Poland 2026

20.06.2026-20.06.2026
Warszawa

Andrea Bocelli

14.08.2026-14.08.2026
Gdańsk, Warszawa

Dizzee Rascal

11.10.2026-11.10.2026
Warszawa

Olsztyn Green Festival 2026

14.08.2026-14.08.2026
Olsztyn

OFF Festival Katowice 2026

07.08.2026-07.08.2026
Katowice

XTB KSW 119

20.06.2026-20.06.2026
Radom

ARTBAT pres. Upperground Poland 2026

13.06.2026-13.06.2026
Warszawa

Altin Gün

06.11.2026-06.11.2026
Kraków

VNL 2026 – Siatkarska Liga Narodów Mężczyzn

24.06.2026-24.06.2026
Gliwice

Jean-Michel Jarre + gość specjalny Zalewski

19.06.2026-19.06.2026
Radom

FIS Grand Prix w skokach narciarskich Wisła 2026

01.08.2026-01.08.2026
Wisła

Audioriver Festival 2026

10.07.2026-10.07.2026
Łódź

Nothing But Thieves: The Stray Dogs World Tour

21.01.2027-21.01.2027
Łódź

ZORZA 2027

04.06.2027-28.08.2027

Open’er Festival 2026

01.07.2026-04.07.2026

Męskie Granie 2026

26.06.2026-22.08.2026

A State of Trance Poland 2026

20.06.2026-20.06.2026

Andrea Bocelli

14.08.2026-16.08.2026

Dizzee Rascal

11.10.2026-11.10.2026

Olsztyn Green Festival 2026

14.08.2026-16.08.2026

OFF Festival Katowice 2026

07.08.2026-07.08.2026

XTB KSW 119

20.06.2026-20.06.2026

Altin Gün

06.11.2026-06.11.2026

Audioriver Festival 2026

10.07.2026-12.07.2026