Wielkimi krokami zbliżają się Mistrzostwa Świata w piłce nożnej. Z tej okazji Krzysztof Szyc i Jakub Wojakowicz przyjrzeli się nieco powiązaniom piłki nożnej i muzyki.
Historia Mai Chwalińskiej – przeszłość i pytania: “co dalej?”
Maja Chwalińska w trzy tygodnie stała się ikoną polskiego tenisa. Jak wyglądały jej początki i co niesie ze sobą przyszłość?
09.06.2026
Mateusz Knyrek
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Przeszłość Mai Chwalińskiej
Maja Chwalińska urodziła się 11 października 2001 roku w Miechowie, a od 2. roku życia wychowywała w Dąbrowie Górniczej. Zaczęła grać w tenisa w wieku 7 lat. Jest wychowanką sekcji tenisowej Centrum Sportu i Rekreacji w rodzinnej Dąbrowie Górniczej. Tam trenowała pod okiem Piotra Kałuży. W 2011 roku w wieku 10 lat dołączyła do powstałego rok wcześniej w Komorowicach BKT Advantage Bielsko-Biała, gdzie jej talent został szybko zauważony przez założycieli klubu Wojciecha Wrzoła i Piotra Szczypkę.
Sam klub narodził się chęci zapewnienia miejsca do grania dzieciom właścicieli. “Sami z Piotrem jeździliśmy do Pszczyny, Kaniowa czy Ligoty, żeby móc zagrać. Tak zresztą się poznaliśmy. Z naszymi dziećmi też musieliśmy jeździć po całej okolicy, żeby mogły grać i trenować” – mówił obecny wiceprezes klubu Wojciech Wrzoła w rozmowie z portalem bielsko.biala.pl
Jednymi z najważniejszych postaci w karierze Mai są jej rodzice – Marcela i Tomasz Chwalińscy. Mama pracuje jako recepcjonistka w Centrum Sportu i Rekreacji w Dąbrowie Górniczej – tam gdzie trenowała kiedyś Maja. Jej tata pracował jako elektryk w kopalni, a obecnie jest już na emeryturze. Przyznają, że początki nie były łatwe. Pieniędzy na rozwój córki często brakowało, lecz dzięki pomocy i wsparciu lokalnego środowiska oraz ciężkiej pracy samej Mai, poradzili sobie z przeciwnościami losu. Rodzice postawili na pasję córki i dostosowali się do niej, aby umożliwić jej spełnienie marzeń. “Maja jest jeszcze dzieckiem, ale na to dzieciństwo nie ma w tej chwili czasu i na pewno już nie będzie miała” – mówiła Marcela Chwalińska, chwilę wcześniej tata Tomasz mówił o tym jak imponująca jest motywacja i dyscyplina ich córki.
W ciągu paru lat jej determinacja zaowocowała. W wieku 14 lat oprócz innych osiągnięć wygrała dwa turnieje do lat 18 z cyklu ITF Juniors. Poniżej możecie obejrzeć wywiad z Mają z roku 2016.
Walka z depresją
Od wczesnych lat przyjaźnią się z Igą Świątek. W 2015 w parze z nią zdobyła tytuł mistrzyni Europy młodzików w grze podwójnej. Rok później para osiągnęła triumf w kategorii kadetów. Oprócz zmagań na korcie, Maja toczyła także walkę z chorobą.
“Ostatnie 2 lata były dla mnie bardzo trudne. Miałam wiele problemów zdrowotnych, przez co wycofywałam się z turniejów lub kreczowałam mecze. Te kilkanaście ostatnich miesięcy jest dla mnie ciężkie również pod kątem psychicznym. Od końca 2019 roku choruję na depresję. Pojawiające się nieustannie kontuzje na pewno nie pomagały mi poradzić sobie z tą chorobą. Próbowałam trenować i rywalizować, ale czułam jak to wszystko coraz bardziej mnie wykańcza i przytłacza. Doszłam do takiego punktu, w którym nie jestem już w stanie zmusić się do trenowania. Moja psychika i ciało dają mi sygnały do zrobienia przerwy i w końcu muszę je uszanować. Mam ogromne wsparcie ze strony bliskich i opiekę specjalistów, za co jestem ogromnie wdzięczna. Nadal kocham tenis, ale wrócę na kort, kiedy będę gotowa” pisała w obecnie usuniętym poście na Instagramie w 30 czerwca 2021 roku.
Od 2019 roku gra w eliminacjach wielkoszlemowych, dwa razy nawet je przeszła, ale nigdy nie wyszła dalej niż za drugą rundę turniejów. Niemalże dokładnie rok później po opublikowaniu zamieszczonego wyżej oświadczenia, doszła do 2. rundy Wimbledonu, co do niedawna było jej największym osiągnięciem.
Na początku 2025 roku zaczęła współpracę z psycholożką Alicją Nowicką. Paryski Roland Garros był pierwszym turniej, na który przyjechała osobiście. Na co dzień żyje w Warszawie i mają ze sobą kontakt głównie telefoniczny. Chwalińska mówi, że w razie problemów zawsze może do niej zadzwonić i liczyć na jej wsparcie.
Roland Garros był długo wyczekiwanym przełomem w jej karierze. A może powinienem napisać “Poland Garros”, jak turniej żartobliwie określili kibice, patrząc na to jaką furorę zrobiła nasza zawodniczka.
Polecamy na eBilet.pl
ROLAND GARROS
Drabinka, która zaprowadziła Maję do finału nie była wcale łatwa. Wszystkie przeciwniczki znajdowały się od niej znacznie wyżej w rankingu WTA (Women’s Tennis Association) Po przejściu eliminacji już pierwszej rundzie zmierzyła się z aktualną mistrzynią olimpijską – Chinką Qinwen Zheng (56. WTA). Następnie stanęła naprzeciwko Belgijki Elise Mertens (21. WTA). Potem trzecia runda i spotkała się oko w oko z Greczynką Marią Sakkari (49. WTA). O ćwierćfinał zawalczyła z gospodarzem – Francuzką Diane Parry (92. WTA). Na tym etapie zaczęto sobie zadawać pytanie, kto powstrzyma Polkę. Nie udało się to także Rosjance Annie Kalinskiej (24. WTA) i Chwalińska była już w półfinale.
Od 1. rundy grała przeziębiona. Jeszcze podczas półfinałowego pojedynku z Dianą Shnaider (18. WTA) dawało się jej to we znaki. Od czasu do czasu mogliśmy zobaczyć jej wypieki, pociągnięcia nosem czy sporadyczne kaszlnięcia. Maciej Ryszczuk ze sztabu Igi Świątek pomagał Mai i został dla niej w Paryżu. Nie mogła sobie wymarzyć lepszej osoby, która mogłaby wziąć ją pod swoją opiekę. W przeszłości Chwalińska była wielokrotnie trapiona kontuzjami, lecz jak zauważyli komentatorzy sportowi podczas turnieju prezentowała wyśmienitą formę i była naprawdę dobrze przygotowana pod kątem kondycji fizycznej.
Co wyróżnia grę Chwalińskiej?
Podczas turnieju cały świat poznał wypracowywany latami styl Chwalińskiej. Jest świadoma swoich warunków fizycznych i rozumiała, że musi mieć własną broń, coś, czym może zagrozić przeciwnikom. Mierząca 164cm zawodniczka zachwyciła publikę swoją zwinnością w mocno jednolitym krajobrazie tenisowym, który obecnie skupia się głównie na sile fizycznej i mocnych piłkach. Kluczem Mai miała być technika. Stylem wielokrotnie porównywana była do Agnieszki Radwańskiej. Sama jednak mówi, że jej największą inspiracją jest Simona Haleb. Technicznie Chwalińska reprezentuje bardzo wysoki poziom, a każdy jej slice i topspin stanowi poważne zagrożenie dla przeciwniczek.
Backhandowy slice grany oburącz, nadający wsteczno-bocznej rotacji piłce, to tylko jedna z broni w jej arsenale Polki. Zagrane tak piłki spowalniają grę i zaburzają jej rytmikę. Gra dla rywalek, szczególnie tych temperamentnych, staje się irytująca, co jeszcze bardziej prowokuje je do grania siłowo w agresji i bardzo często prowadzi do kolejnych błędów, które jeszcze bardziej podpalają zawodniczki w ich frustracji. Wiele z nich, jak na przykład Qinwen Zheng, podeszły do niej lekceważąco, co według wielu było przyczyną ich porażek.
Spośród innych zawodników wyróżnia się także spokojem. Sama nawet uspokajała swój team i rodziców. Z pewnością Maja przeżywa bardzo dużo w środku, ale nie daje tego po sobie poznać na zewnątrz. Jak mówiła na przykład po zwycięstwie ze Shnaider (“I get crazy sometimes too”), przyznaje, że czasami też rozpierają ją emocje, ale rozumie, że to w niczym by jej nie pomogło, więc po prostu tego nie uzewnętrznia. W świecie tenisa wielokrotnie widzieliśmy wybuchy złości innych zawodników, ich krzyki, rzucanie czy uderzenia o ziemię ich rakietami.
Maja stała się złodziejką serc. Jej skromność i spokój zaskarbił sobie uwielbienie wśród fanów. Polscy fani pieszczotliwie zaczęli wiązać ją z Pszczółką Mają. Ich banery mogliśmy wielokrotnie zobaczyć podczas transmisji z późniejszych faz turnieju.
Leworęczność – oprócz Mai w top 100 WTA znajduje się zaledwie jeszcze 8 zawodniczek leworęcznych. Jedną z nich jest właśnie Diana Shnaider. Wyjątkowe style obu pań spotkały się właśnie w półfinale, co sprawiło, że obie musiały je nieco zmienić, częściej grając płasko i wymieniając się backhandami. Według komentatora sportowego Karola Stopy, właśnie to spotkanie mogło ostatecznie wymęczyć naszą reprezentantkę i sprawić, że stawała do finałowego starcia znacznie bardziej osłabiona.
Przy tym wszystkim Maja pozostaje bardzo dokładna. Psuje bardzo mało piłek. Nawet mierząc się w finale z Andriejewą miała mniej błędów własnych, a grała przecież o trzy mecze więcej. Zaskoczyła wiele gwiazd Tenisa. Kalinska po meczu tłumacząc się z porażki mówiła, że chciałaby zawalczyć z Mają na twardej nawierzchni lub na trawie. Tenisowi eksperci śmieją się, na wspomnienie o trawie i odpowiadają: “nie, nie chciałabyś”, ponieważ specyficzny styl Chwalińskiej może być jeszcze bardziej przez trawę uwypuklony. Dla przypomnienia, mierząc się w Wimbledonie, zawodniczki będą grały właśnie na nawierzchni trawiastej.
PŁACZEMY RAZEM Z TOBĄ MAJA 🥲🥲🥲#RolandGarros #RG2026 #JazdaMaja pic.twitter.com/MAT0rlYFx0
— Eurosport Polska (@Eurosport_PL) June 4, 2026
Finał Rollanda Garrosa – Maja Chwalińska kontra Mirra Andriejewa
Mirra Andriejewa grała o trzy mecze mniej. Spędziła znacznie mniej godzin na korcie. Chwalińska zagrała 9 meczów, przy tym straciła tylko jednego seta i 58 gemów. Sumując było to 15 godzin i 44 minuty. Adriejewa grała 7,5h krócej. Do 3:3 w pierwszym secie szły łeb w łeb. Jednak ostatecznie rozkręciła się i wygrała spotkanie z wynikiem 6:3, 6:2.
Trzeba także przypomnieć o tym, że znacznie dłużej niż Maja gra na tak wysokim poziomie i mierzy się z przeciwniczkami na tak wysokich pozycjach. Maja może mieć większy staż, ponieważ jest starsza, ale doświadczenie zdobywane przez obie zawodniczki drastycznie się różni. Tak naprawdę Maja dopiero teraz dołączy do tego elitarnego grona. Z tego powodu na prawdziwe pokłosie RG, możliwe, że będziemy musieli zaczekać jeszcze trochę czasu, aż Maja ugruntuje swoją pozycję w tenisowej topce, a także swój styl i przyzwyczai się do presji związanej z regularnymi pojedynkami na tak wysokim poziomie. Jedno jest pewne, przed naszą zawodniczką masa pracy.
O Mirze mówiono jako fenomenie już od 3 lat, gdy miała 16 lat i typowano ją na przyszłą pierwszą rakietę świata. Eksperci dalej przewidują, że jest w stanie stanąć na szczycie klasyfikacji WTA. O Mai Chwalińskiej większość tenisowego świata dowiedziało się teraz. Niedawno była znana zaledwie garstce osób interesujących się tenisem. W ciągu tych trzech tygodni dla wielu ludzi stała się symbolem i zaskarbiła sobie ich przychylność głównie za sprawą swojej determinacji, ciekawej grze i skromności.
Mai absolutnie nie można zarzucić złego występu w finale. Sama w wywiadach po meczu mówi, że jest z siebie zadowolona, choć trochę smutna, ale dała z siebie wszystko. Trzeba to przyznać, że Adriejewa zagrała bardzo dobre spotkanie. Był to także jej pierwszy występ w finale na tak wielkim turnieju, a nie trudno sobie wyobrazić presję, jaką musiała odczuwać. Tenis zna sporo przypadków, gdy zawodnicy w finale byli wręcz sparaliżowani i przytłoczeni wszystkim, z czym się mierzą, wiedząc, o jaką grają stawkę.
Andriejewa odrobiła zadanie domowe, a na pewno zrobiła to jej trenerka Conchita Martínez, którą mogliśmy zobaczyć podczas półfinałowego starcia Chwalińskiej na trybunach wraz z notesem. Wszystko wskazuje na to, że pozwoliła je Mirze przepisać. Podczas meczu Mirra zmieniła swój styl, wkładając mniej siły w swoje serwy, skupiając się na podniesieniu swojej dokładności i wszystko to zaprocentowało. Nie podpaliła się, co wielokrotnie było przyczyną jej upadku, gdy rozgoryczona w swoich przeszłych starciach wielokrotnie rzucała rakietą, okładała się pięściami po nocach czy wchodziła w żywiołowe dyskusje z sędziami. Jakby nie patrzeć wciąż jest nastolatką, łatwo unoszoną przez swoje emocje, a w tym spotkaniu trzymała je na krótkiej smyczy.

Hotel i kłopoty finansowe
Podczas turnieju wielokrotnie usłyszeliśmy, obróconą już obecnie w anegdotę, historię o hotelu Chwalińskiej. Polka nie spodziewała się, że zajdzie tak daleko i z każdym kolejny zwycięstwem musiała przedłużać swoją rezerwację. Brzmi zabawnie dla osób trzecich, ale trzeba pamiętać o tym, że taki pobyt to dodatkowe koszta. Kariera wielu tenisistów spoza ścisłej topki jest przysłowiowym wiązaniem końca z końcem. Po podsumowaniu wydatków, ich występy bardzo często pozwalają wyjść na zero. I tak od turnieju do turnieju.
Podczas turnieju mediom udało się znaleźć dawny post Piotra Szczypki, trenera Chwalińskiej:
“Australian Open 2023. Szukam kogoś, kto żyje w Melbourne (AUS) i chciałby ugościć polską zawodniczkę Maję Chwalińską i jej trenera podczas Australian Open 2023. Maja będzie grała w kwalifikacjach od 9.01. Więcej informacji prywatnie” pisał 2 listopada 2022 roku na Facebooku. Po wygranej w półfinale mogliśmy zobaczyć w wywiadach, jak wielkie emocje ogarniają Szypkę.
Podczas samego turnieju, gdy temat zrobił się głośniejszy, w pomoc zaangażowało się paru sponsorów, co spotkało się z ogólną aprobatą kibiców. W kolejnych meczach mogliśmy zobaczyć jak na szybko doczepione loga ich marek pojawiają się na stroju Chwalińskiej.
Brutalne realia tenisa, ale także sportu, są takie, że liczy się efekt i nikt nie zadowoli się tym, że po prostu ciężko trenujesz. Takich, którzy ciężko trenują jest masa, po prostu o nich nie słyszymy. Sama Chwalińska już po turnieju mówiła o tym, że dziewczyny grające poza pierwszą setką reprezentują naprawdę wysoki i równy poziom, a przebicie się jest bardzo często kwestią szczęśliwego zejścia się wielu czynników. Historia Kopciuszka (“Cinderella story” w mediach za granicą), jest piękna, lecz powinniśmy zadać sobie pytanie, ile takich Kopciuszków się znajduje gdzieś tam, które być może nie ujrzą światła dziennego?
Gwiazdy także pokochały Maję
Wiele gwiazd światowego tenisa było zachwyconych grą Chwalińskiej. Wielokrotnie mówili o tym, że jest “powiewem świeżego powietrza”. Sama Maja miała okazję spotkać, także wiele z tych znanych postaci w tym swoich idoli. Gdy rozmawiała z Andre Agassim powiedział w segmencie TNT, że jest ciekawy, co Maja kupi jako pierwsze za pieniądze wygrane z turnieju. Osobiście przyznał, że sam kupił samochód Corvettę. Odpowiadając na polskie pytania podczas konferencji prasowej po finale RG Maja zapytana o tę samą kwestię przyznała: “Pewnie coś sobie kupię, ale szczerze mówiąc nie mam jeszcze nic szczególnego. Na pewno będę chciała jeszcze bardziej zainwestować w siebie i w swój tenis. Podpytam tam trenera Maćka co tam mogę sobie pomóc, jakieś sprzęty może? Myślę, że to będzie taki priorytet dla mnie na ten moment.”
Lubimy kibicować underdogom, zawodnikom mniej oczywistym, niż topowym pretendentom do zwycięstwa. Opanowanie i skromność Polki stały się w ostatnich dniach kluczem do serc kibiców, a także wielu innych zawodników. Jedną z nich jest Venus Williams, która tak mówiła po zwycięstwie Chwalińskiej:
“To jak sen. Widzieć ile ma radości, jaka jest uprzejma i w pewnym sensie w tej chwili, gdy sama nawet nie dowierza. Jakby próbowała samą siebie obudzić. Przeszła tak długa drogę i… to naprawdę jak historia Kopciuszka”, a także: “To takie fajne, kocham to oglądać. Czułam się tak szczęśliwa widząc ten moment.”
Na trybunach nie zabrakło również całej gamy celebrytów. Od innych sportowców po aktorów. Był tam także Brad Pitt, który został uwieczniony przez kamery w momencie zwycięstwa Adriejewy. Wydawał się niepocieszony, jednak chwilę później wstał i również pogratulował zwyciężczyni oklaskami. Być może także kibicował Chwalińskiej.
Gratulacje płyną także z Polski i spoza sportowego świata. Dawid Podsiadło na Stadionie Śląskim w Chorzowie oraz kilkadziesiąt tysięcy fanów zaśpiewali jej “sto lat”. Oboje pochodzą z Dąbrowy Górniczej.
Dąbrowa Górnicza łączy ludzi 🙌
— Eurosport Polska (@Eurosport_PL) June 6, 2026
Urodziny ma 11 października, ale STO TYSIĘCY fanów na koncercie Dawida Podsiadły na Stadionie Śląskim śpiewało jej 𝐬𝐭𝐨 𝐥𝐚𝐭 właśnie dziś 🎉
Komu? A jak to komu? Mai Chwalińskiej 🎊#RolandGarros #RG2026 #JazdaMaja pic.twitter.com/5mMgfTMXhV
Co po Roland Garros? Wimbledon i dzika karta?
Nie wiadomo jeszcze jak z Wimbledonem. Szansa na dziką kartę jest, ale bardzo niewielka. Wiele zależy od nacisku medialnego i ze strony publiczności. Zdaniem niektórych znawców tenisa w Polsce, nie powinniśmy się na tę dziką kartę nakręcać. Pojawiły się także opinie, że być może kolejne kwalifikacje będą dobrym sprawdzianem i treningiem dla Mai, która w obecnej formie i tak powinna sobie spokojnie z nimi poradzić. Jeśli chodzi o Australian czy US Open, już wiadomo, że Chwalińska nie będzie musiała brać udziału w kwalifikacjach.
Maja zapowiedziała, że przed Wimbledonem nie będzie brała udziału w żadnych turniejach. Można założyć, że cały ten okres zamierza przeznaczyć na przygotowanie się do kolejnego wielkoszlemowego turnieju.
Pytanie: jak będzie radziła sobie Maja teraz, gdy wywołała wokół siebie taką burzę, gdy zawodniczki już ją znają? Czy znajdą na nią sposób i będą w stanie zaadoptować się do niej lub znaleźć luki w jej stylu? Na ten moment jedną z największych przeszkód było zmęczenie Mai, więc gorąco wyczekujemy Wimbledonu, a także następnych wielkoszlemowych turniejów. Maja przyznała, że w trakcie turnieju zyskała dużo pewności siebie, gdy w końcu miała okazję zagrać z tak wymagającym przeciwniczkami.
Piotr Sierzputowski, który był trenerem Igi Świątek, gdy ta w 2020 roku wygrała Roland Garros, w rozmowie z Markiem Furjanem zalecałby nawet zrobienie sobie przerwy na celebrowanie zwycięstwa. Ostrzega także przed natłokiem osób mogących pojawić się teraz w orbicie zawodniczki. Podkreśla, że Maja powinna mieć teraz przestrzeń, aby móc skupić się na tenisie. Z tego powodu ma nadzieję, że w jej otoczeniu nie dojdzie do przetasowań, skoro wszystko w teamie działa tak jak należy.

Sprawdzian dla polskiego tenisa
To co nastąpi po RG, będzie także sprawdzianem dla nas. Trzeba być świadomym tego, jak inaczej będzie wyglądał teraz Wimbledon. Podczas paryskiego turnieju Maja okazała się miłym zaskoczeniem, dla niektórych przez długi czas pozostanie jeszcze zaledwie ciekawostką. Teraz natomiast wobec niej rosną oczekiwania, a te potrafią sparaliżować, gdy presja okaże się znacznie wyższa niż to, co zawodnik jest w stanie udźwignąć. Do tego dochodzi także całe medialne zainteresowanie wokół jej osoby. Jestem przekonany, że skrzynka odbiorcza już w tym momencie pęka w szwach. Z pewnością pojawi się masa propozycji w kwestii sponsorowanie, kontrakty reklamowe, mówiąc prościej, każdy będzie chciał teraz kawałek Mai. To co najlepsze dla biznesu, może jednak nie być tym czego sama zawodniczka najbardziej potrzebuje, czyli przede wszystkim spokoju i skupienia na tym co robi najlepiej – na grze w tenisa. Przypatrując się jednak Chwalińskiej i jej sztabowi szkoleniowemu jestem nastawiony bardzo pozytywnie, ponieważ dostrzegam w niej głęboką wewnętrzną siłę i rozwagę. Zwyczajnie, nie wydaje się typem, której woda sodowa mogłaby uderzyć do głowy. Nie będzie to jednak prosta walka i my jako kibice powinniśmy ją dopingować, a wszyscy chyba zauważamy jak kapryśni sami bywamy. Kiedy zawodnik wygrywa, to oczywiście jest nasz, jest naszym dobrem wspólnym i dumą. Kiedy jednak zaczyna się robić pod górkę, to wiele osób może zrezygnować z dopingowania Mai równie szybko, jak zaczęła to robić podczas trwania RG.
Paweł Wilkowicz, polski dziennikarz sportowy, apeluje do kibiców, aby “kochali tenis, nie tylko sukcesy”. Pisze, że tenis bywa brutalny w swojej istocie, a wzloty i upadki są naturalną koleją rzeczy. U wielu zawodniczek dostrzega się obecnie kryzys. Sabalenka, mówiła załamana po RG w wywiadzie, że już nie chce grać w tenisa. Świątek czy Gauff także pojawiają się w tej kwestii na ustach wielu komentatorów. Nie tak odległy jest także przypadek Emmy Raducanu oraz jej historii po zwycięstwie w US Open. To ona przez Chwalińską była pierwszą kwalifikantką, która zaszła do finału wielkoszlemowego turnieju, do tego go wygrała. Po podpisaniu wielu kontraktów reklamowych zawodniczka miała komfortową sytuację, lecz szybko zaliczyła spadek formy. Być może zbyt wiele rzeczy rozpraszało ją od skupienia się na tenisie.

Wpływ Chwalińskiej
Pozytywny wpływ Chwalińskiej. Już teraz klub tenisowy BKT Advantage Bielsko-Biała otrzymał ponad 120 zgłoszeń od rodziców chcących zapisać swoje dzieci na tenisa, jeszcze zanim turniej się skończył – przekazał mając informację z pierwszej ręki komentator sportowy Lech Sidor z kanału Trzeci Serwis. Oznacza to wzajemną korzyść, ponieważ dzieciaki mogą się rozwijać, do tego tworzone są liczniejsze grupy treningowe i jest ich więcej, do tego klub ma dofinansowanie, a trenerzy na fali entuzjazmu mogą szkolić następne pokolenie w nadziei na następne objawienie wśród młodzików. Może to doprowadzić do efektu kuli śnieżnej. Maja jest po Agnieszce Radwańskiej i Idze Świątek właściwe trzecią postacią w ciągu ostatnich lat, która wzbudza tak wielkie zainteresowanie i przyciąga do tenisa. Po ich sukcesach polski tenis również świętował wzrost zainteresowania.
Piotr Szczypka, trener i prezes klubu znalazł sposób na radzenie sobie z przeciwnościami oraz tym jak zainteresować zawodniczki na rozwojem klubu. Wiele z nich jest także akcjonariuszkami klubu i mają w nim swoje udziały, zainwestowały także w niego swoje pieniądze. Jeżeli będą robić wyniki, to klub będzie rozwijał się wraz z nimi. BKT Advantage Bielsko-Biała to w tym momencie czterokrotny mistrz “polskiej ligi”. Czech Jaroslav Machowski, którego mogliśmy zobaczyć wraz z resztą sztabu Mai na RG, stanowi istotne wsparcie dla klubu i kultywuje czeską myśl szkoleniową w całym przedsięwzięciu.
Gdzieś trzeba zacząć i przełamać zamknięte koło. Nie ma inwestycji, więc nie ma warunków do treningów, więc nie ma wyników, więc nie ma inwestycji i tak dalej. Inwestorzy chcieli by mieć zwrot, ale rzadko dają się przekonać, żeby wejść w coś w ciemno. To wyniki nakręcają prawdziwe zainteresowanie tenisem i pociągają za sobą większą ochotę na inwestowanie. Przełom taki jak na przykład sukces Mai otwiera okazję, żeby ze wszystkim ruszyć jeszcze mocniej i wykorzystać ogólne nastroje i entuzjazm. Za kulisami toczy się większa walka i jest to walka o przyszłość polskiego tenisa.
Poprzedni artykuł
Następny artykuł












