W jednym pokoju spotykają się fani, którzy znają Chivasa jak swojego najlepszego przyjaciela. Problem w tym, że jedna osoba tylko udaje i próbuje przetrwać kolejne rundy bez zdemaskowania.
Wiz Khalifa i MGK to duet idealny?
Jeszcze parę lat temu ten album wstrząsnąłby rapowym mainstreamem. Na "blog era boyz" Wiz Khalifa i MGK przenoszą się w czasie, namawiając słuchaczy do wspólnej podróży po autostradzie nostalgii. Chociaż nawierzchnia nie zawsze jest równa, droga mija zaskakująco przyjemnie.
15.06.2026
Igor Wiśniewski
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Ex-raper i MC na pełen etat łączą siły w ramach pełnoprawnego projektu, który zdaje się skrojony pod każdą ze stron? Brzmi jak marzenie ściętej głowy. Jeszcze do niedawna Machine Gun Kelly i Wiz Khalifa nie byli zbyt wysoko w moim prywatnym rankingu “ci goście muszą wydać wspólny album”. Featuring? Jeszcze jak. Maxi singiel? Jasne! Wspólna EP? Okej, przejdźmy dalej.
Na papierze artyści lata temu stracili wspólny mianownik, a ewentualny powrót Kellsa do rapowania zdawał się kompletnie zbędny zwłaszcza dla zainteresowanego. Jego rockowa kariera ma się świetnie, a ostatni album sprzedaje się doskonale. Jak jednak widać po “blog era boyz” – ponowne wejście w buty rapera było autorowi “Lost Americana” bardziej niż potrzebne.
Cybernostalgia początków mediów społecznościowych
Kluczowym dla całego projektu jest kontekst. “Blog era boyz” nie jest tylko chwytliwym tytułem EP-ki, lecz jasną deklaracją twórców: wracamy do tego, co było, za czym tęsknimy, co wspominamy z uśmiechem. To niejako hołd dla początków internetowych społeczności, które rodziły się na blogach i forach tematycznych, a media społecznościowe dopiero raczkowały.
Zalążki internetowych grup to także początki karier obu twórców, co nadaje albumowi dodatkowego wydźwięku. Zarówno Wiz, jak i MGK rozpoczęli swoją przygodę z muzyką w podobnym okresie, a ich popularność rosła niemal w tym samym czasie. Raperzy po raz pierwszy spotkali się na bicie we wspólnym singlu pt. “Mind of a Stoner”, który po latach dość klarownie pokazuje, jaką drogę przeszli gospodarze “blog era boyz”.
Nastolatkowie dorośli (?)
Niespełna półgodzinny materiał to nie jedynie ckliwe wzdychanie ku minionym czasom. To tribute na własnych zasadach. Gospodarze patrzą za siebie, lecz to, co widzą, traktują jako zamknięty rozdział. Element historii, który doprowadził ich do obecnej pozycji w branży. Charakter EP-ki definiuje już otwierające “family > everything”, w którym Wiz jasno definiuje swoje priorytety i daleko im do marzeń młodego chłopaka pragnącego zaistnieć. Wiz ma listę zadań i jako odpowiedzialny ojciec, skupiony na codzienności, musi je wykonać. Kells z Wizem są zdystansowani i spełnieni, a ich fundamenty niezachwiane.
Gospodarze nadal jednak nie zawiesili mikrofonów na kołek, a ich metryka w żadnym razie nie sugeruje prędkiej emerytury. Podobnie jak styl prowadzenia się. “Blog era boyz” niemal w całości spowita jest dymem z papierosów, oblana kolorowymi drinkami i zapachem, który rozpozna każdy miłośnik roślin. Nawet jeśli w tle nie wybrzmiewa właśnie “stoned”, dedykowane przez MGK-a wszystkim, którzy potrafią przepalić wypłatę. Perspektywa dorosłych facetów, dbających o swoje rodziny, dość często kontrastuje na wspomnianym krążku z hedonistycznymi zapędami obu raperów i trudno traktować ją w pełni na serio.
Przeżyjmy to jeszcze raz!
Jak na projekt hołdujący przełomowi lat zerowych i początku drugiej dekady XXI wieku przystało, krążek zadowoli przede wszystkim fanów trapu i cloud rapu. Otwierające “family > everything”, energiczne “MPH”, “fiberglass”. Twórcy nie pozostawili miejsca na eksperymenty, stawiając na sprawdzone rozwiązania. Nie przeszkadza to jednak w odbiorze materiału, który zarówno brzmieniowo, jak i stylistycznie jest wcale nieźle wyważony.
Gospodarze zadbali o to, by dać słuchaczom chwilę oddechu po bardziej agresywnych momentach. “Everything tatted” z mocarnym, skandowanym refrenem działa wyśmienicie jako samodzielny singiel, budując jednocześnie podwaliny pod mocno rapowe “MPH”. W zaledwie dwóch i pół minuty MGK przypomniał sceptykom, za jaki warsztat pokochała go rzesza słuchaczy. Kells jest ostry, wyrazisty i wyzywający. Pewność siebie wybrzmiewa w każdym wersie, a przyspieszenia wpijają palce w fotel. Flow switch po zwrotce Khalify działa odświeżająco, nadając numerowi melodyjności, które techniczne wypluwanie sylab pod bit skutecznie utrudniało.
Po dwóch mocarnych singlach gospodarze zwolnili w “fill my pockets”. Dużo spokojniejszym, wręcz popowym singlu, choć nie tak spójnym z konceptem “blog era boyz” jak “girl next door”. Jeden z głównych hitów projektu brzmi, jakby został odkopany z prywatnego archiwum twórców, a nie powstał na potrzeby krążka z 2026 roku.
Jak stare małżeństwo
Po tak długim rozbracie MGK-a z rapem, można było się spodziewać, że Wiz będzie ciągnął materiał na swoich barkach. Forma rapera z Cleveland okazała się jednak wyśmienita. Z kolei fakt, że dla Khalify to już szósty krążek od początku tego roku stał się kompletnie nieistotny.
Czuć między gospodarzami chemię i wzajemną chęć prześcigania się. Ta koleżeńska rywalizacja bardzo dobrze przysłużyła się luźnej formule “blog era boyz”. Wiz Khalifa i MGK musieli znaleźć złoty środek, w którym obaj będą mogli zaprezentować największe walory swojego warsztatu i udało się to w pełni. Nie ma znaczenia czy nawijacze prześcigają się w liczbie wersów na sekundę, sięgają po kolejną wypłatę w “grind everyday” czy popadają w beztroską refleksję w “passport”.
Przeczytaj też:
Chociaż nie miałem żadnych oczekiwań wobec “blog era boyz”, nie umiem przejść obok niego obojętnie. Kells z Khalifą rozumieją się na bicie, jakby to nie był ich pierwszy wspólny materiał. Wiedzą, kiedy ustąpić miejsca, kiedy popisać się techniką, kiedy podkręcić tempo. EP-ka ani na moment nie wyrywa się z ram konceptu opracowanego przez artystów. Tym samym naprawdę możemy poczuć się, jakbyśmy znowu czekali na nowości od Mac Millera, Snow Tha Product, Waka Flocki i innych.
“Blog era boyz” to bez wątpienia dopracowany, przemyślany materiał, a Wiz i MGK okazali się dużo lepszym duetem niż się spodziewałem. Jako słuchacz żałuję, że ten materiał powstał tak późno. Wracając do “Mind of a Stoner” głęboko wierzę, że gdyby krążek powstał ok. 2014, dziś mówilibyśmy o jednym z klasyków gatunku. Jednocześnie rozumiem, czemu projekt ujrzał światło dzienne dopiero teraz i nie ujmuję mu walorów. Faktem jest jednak, że zamiast długowiecznej kooperacji otrzymaliśmy ciekawostkę, o której za parę miesięcy niewielu będzie pamiętać.
Poprzedni artykuł
Następny artykuł













