Jeszcze kilka lat temu polska scena muzyczna kojarzyła się głównie z disco polo i radiowym popem. Dziś wygląda to zupełnie inaczej i to za sprawą pokolenia artystów młodego pokolenia, którzy grają na własnych zasadach, otwierają własne wytwórnie i zdobywają słuchaczy bez proszenia o zgodę radia. Oto oni – artyści, którzy w ciągu ostatniej dekady zmienili oblicze polskiej muzyki. Poniżej przedstawiamy kilkanaście nazwisk (a raczej pseudonimów), które warto znać.
Steve Carell to twój ulubiony aktor? Te role musisz znać!
Niektórzy aktorzy potrafią zmienić się nie do poznania, przygotowując się do nowej roli. Inni znani są z równej, dość podobnej gry. Dla jednych to spora przeszkoda i drzwi do gorszych castingów. Dla innych, np. Steve’a Carella, cecha, za którą uwielbiają ich tłumy.
17.04.2026
Igor Wiśniewski
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Nie trzeba być wybitnym aktorem, żeby zrobić wielką karierę. Czasem od warsztatu ważniejsza jest osobowość (Jack Black wciąż bryluje w tej kwestii!) lub jeden udany występ, który kieruje resztę drogi na właściwe tory. Niektórzy aktorzy nie muszą być nawet dobrzy, by ustawić się na resztę życia. Wystarczy stworzyć franczyzę i przeciągać finał serii przez kolejną dekadę, wystrzeliwując samochody w kosmos.
Steve Carell znalazł inny sposób na siebie. Amerykanin, zamiast poszerzać spektrum swoich możliwości, przyjął z dobrodziejstwem inwentarza wszystko, co ma do zaoferowania widzom i dopracował do bardzo wysokiego poziomu. Bohaterowie, w których wciela się Carell, mają więc sporo cech wspólnych, definiując styl gry gwiazdora. I produkcje, w których występuje.

Kochać i nienawidzić jednocześnie
Nie ma wątpliwości, że na przestrzeni ostatnich 20 lat Steve Carell stał się ikoną światowej komedii. Nierzadko głupkowatej, przerysowanej i… irytującej. Typowa postać grana przez Carella budzi skrajne emocje. Z początku może zniechęcać. Z biegiem akcji zaczynamy ją rozumieć lub przynajmniej stajemy się bardziej wyrozumiali wobec niej, czasem zaczynamy kibicować.
Najlepiej ten proces obrazuje Michael Scott z amerykańskiej wersji “The Office”. Trudno sympatyzować z Michaelem od początku serialu. Wbrew napisowi na kubku, bliżej mu do najgorszego szefa świata, a jego próżność jest zwyczajnie przytłaczająca.
Kolejne sezony zmieniały wizerunek Michaela. Stał się bardziej złożoną postacią. 40-letnim, pogubionym facetem z duszą dziecka, który nie wie, czego chce od życia. Jednocześnie staje się lojalnym przyjacielem, o co nijak nie podejrzewalibyśmy Scotta z pierwszych epizodów.
Całkiem podobnie ewoluuje Nick z “Czterech Pór Roku“, ostatniego hitu Netflixa. Nie mamy wątpliwości, że decyzja bohatera będzie brzemienna w skutkach nie tylko dla niego i najbliższej rodziny. Wpływa także na przyjaciół, wokół których kręci się historia. Nick prędko przestaje być oddanym mężem, a staje się źródłem problemu, byśmy za chwilę zobaczyli go jako całkiem zagubionego faceta w kryzysie wieku średniego.
Przeczytaj też:
Czy powinien to powiedzieć?
Krokiem milowym w karierze Carella nie było wcale “The Office” (choć niewątpliwie odcisnęło wyraźne piętno), a “40-letni prawiczek”. Komedia o nieporadnym Andym, który przez całe życie nie miał szczęścia do kobiet, okazała się hitem, co przeniosło się na wzrost popularności kultowego sitcomu. Główną siłą napędową filmu była świetna obsada z Paulem Ruddem i Sethem Rogenem na czele, którzy razem z Carellem nadali całości wręcz chłopięcej naiwności.

Przez role takie jak Andy Stitzer czy Cal Weaver z “Kocha, lubi, szanuje”, niepoprawny romantyk z kompletnym brakiem wyczucia nosi twarz Steve’a Carella. Czasem przebiegły, jak w “Ja cię kocham, a ty z nim”, lecz w końcowym rozrachunku – porządny, starający się być jak najlepszą wersję siebie, facet.
Ten sam obraz widzimy w najnowszej produkcji HBO – “Roosterze”. To opowieść o skomplikowanej (i uroczej jednocześnie) relacji ojca z córką, przeszyta humorem sytuacyjnym i przerysowanych postaci z Johnem C. McGinleyem i Philem Dunsterem na czele.
Carell wręcz bryluje, przemierzając (bardzo) nietypowy kampus, wprawiając w zakłopotanie siebie i wszystkich wokół. Pozostawia mnóstwo miejsca na niedopowiedzenia, a zarazem odsłania się całkowicie, tworząc karykaturę samego siebie. Mimo atmosfery absurdu, Greg Russo, o którym opowiada serial, to postać nieoczywista, pełna ciepła i lojalności.
Historia Roostera stała się przebojem. Sezon nie dobiegł końca, a już zapowiedziano drugi sezon. Pierwsze cztery odcinki zgromadziły średnio 5,8 mln widzów na epizod, stawiając produkcję Billa Lawrence’a i Matta Tarsesa w pozycji najchętniej oglądanego serialu komediowego na HBO Max od ponad dekady.
Steve opiekun
Amerykanin bardzo dobrze odnajduje się w produkcjach poświęconych rodzinie. Prócz wymienionych, warto wspomnieć także o “Moim pięknym synu”, w którym wystąpił wraz z Timothée Chalametem. Film opowiada o walce z uzależnieniem od narkotyków, rozpoczynającej się zdecydowanie za późno. Nie ma tu miejsca na dosłowność jak w “Euforii”. Brak drastycznych scen, jedynie David, Nic i nadszarpnięta więź. To film o drodze do zrozumienia, specyfice relacji ojca z synem oraz burzeniu wyidealizowanych obrazów.
Bardziej dynamicznie jest w “Małej Miss“, pozornie głupkowatej komedii w stylu “W krzywym zwierciadle”. W rzeczywistości to obfite w skrajne emocje kino drogi, podczas której dysfunkcyjna rodzina przeżywa przymusową terapię. Jednym z uczestników “wycieczki” jest wujek Hank, odgrywany przez Carella, mierzący się trudnym czasem zawodowym i prywatnym. Chociaż z początku wydaje nam się chamski i trudno zapałać do niego sympatią, z każdym kilometrem sytuacja ulega zmianie. Dynamika postaci i trzymające tempo dialogi prowadzą akcję w angażujący, interesujący dla widza sposób, a całość przestaje być jedynie podróżą żółtym minibusem. Film otrzymał liczne nagrody, w tym dwa Oscary – za scenariusz i dla najlepszego aktora drugoplanowego.
Steve Carell nie bez powodu zasiada w gronie najsłynniejszych aktorów komediowych świata. Jego mimika, otwartość, niewymuszona lekkość – asów w rękawie jest sporo. Lecz prawdziwego kolorytu nabiera dopiero w rolach dramatycznych. Tam, gdzie wesołek musi na chwilę przestać się uśmiechać. Carell wie, jak wyważyć humor z powagą. Jak w komicznej sytuacji zmieścić tragedię i na odwrót. Z każdą rolą wydaje się jednak iść w bardziej melancholijnym, bardziej stonowanym kierunku, właściwym do wieku. A to tworzy jeszcze zabawniejszą mieszankę.
Poprzedni artykuł
Następny artykuł













