Przygotowaliśmy dla was kolekcję atrakcji dla całej rodziny, które pozwolą czerpać ze słonecznych, sierpniowych dni pełnymi garściami! To propozycja dla tych, którzy cenią piękno architektury, szum wody, bliskość dzikiej natury, powiew egzotycznej przygody i beztroską zabawę pod gołym niebem. Ale nie tylko!
High Five: pięć najciekawszych wydarzeń w polskim rapie [czerwiec i lipiec 2026]
Lato to zazwyczaj w polskim rapie "sezon ogórkowy". Nie inaczej jest i w tym roku, więc nowe High Five wyjątkowo podsumowuje dwa ostatnie miesiące w polskim rapie.
04.08.2026
Jakub Wojakowicz
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
“Sezon ogórkowy”
Sezon letni, jak w zasadzie co roku w przypadku naszej sceny rapowej stał pod znakiem festiwali i ogólnego “sezonu ogórkowego”. Niewiele premier płytowych, szczególnie tych dużych i przysłowiowych “ruchów” dotyczących wydawnictw uśpiło chyba wszystkich obserwatorów sceny łącznie ze mną. Tym bardziej, że wakacyjna aura niespecjalnie sprzyja opowiadaniu o scenie rapowej. High Five domyślnie comiesięczne, tym razem skumuluje najciekawsze wydarzenia z czerwca i lipca. Okazuje się bowiem, że z tych dwóch miesięcy już jest o czym pisać.
“Aoshima”, czyli jak powinno się tworzyć albumy hip-hopowe
Mada z mojej perspektywy był zawsze raperem, którego ogromny potencjał był niepodważalny i potwierdzał go na każdym kolejnym projekcie, a jednocześnie pozostawiał poczucie, że jego “opus magnum” jest wciąż przed nim. “Aoshima” szczerze mówiąc wciąż pozostawia mnie z takim uczuciem, ale jednocześnie zachwyca mnie na nieco innej płaszczyźnie. Na tym albumie nie ma jednego niepotrzebnego momentu, a nie było o to trudno. To płyta wypchana skitami, instrumentalami przygotowanymi przez wielu producentów, pojawili się także goście, a utrzymanie spójności w obrębie kociego motywu przewodniego było tylko dodatkowym utrudnieniem. W roli hip-hopowego producenta wykonawczego Mada sprawdził się jednak wręcz fantastycznie i “Aoshimy” po prostu świetnie się słucha jako całości. Żeby jednak nie umniejszyć rapowanej stronie projektu, chociażby “Pić, jeść, spać” oraz “Łby”, to świetne numery, do których wróciłem niejednokrotnie w formie singli. Gdybyście mieli jednak przesłuchać tylko jeden rapowy album z tego roku od pierwszej do ostatniej sekundy prawdopodobnie poleciłbym wam ten.
Łódź Summer Festival przypomina, jak duży jest obecnie rap w Polsce
Łódź Summer Festival był w pewnym momencie na pierwszych stronach wszystkich mediów zajmujących się muzyką w tym kraju, jednak nie z powodu z jakiego życzyliby sobie tego organizatorzy. Utrzymanie pod kontrolą tłumów okazało się być w tym roku niemożliwe, choć nie była to pierwsza edycja tej darmowej imprezy. Jak to się stało? Cóż, wystarczyło zaprosić popularnych polskich raperów. To trochę uproszczenie historii, bo w 2025 roku na festiwalu wystąpili m.in. Sobel, Bambi czy Oki, ale to właśnie tegoroczna edycja, a w szczególności koncerty Bedoesa 2115 i Maty sprawiły, że organizatorzy musieli zamykać wejście na teren ze względu na zbyt dużą frekwencję. Najczęściej szacuje się uczestnictwo w tych koncertach około 200 tysięcy osób. Oczywiście, część osób przyszła dla innych artystów i została na ten koncert. Oczywiście, częściowo publicznością byli po prostu Łodzianie, którzy wybrali się na darmowe wydarzenie w swoim mieście. Liczba osób na koncercie i okoliczności wciąż robią wrażenie. Znaków na to, jak ogromną popularnością cieszy się w naszym kraju rap nie brakuje, ale ten należy do najbardziej efektownych. Tym bardziej, że nie brakowało już osób wieszczących nadejście bessy dla tego gatunku. Zdecydowanie to jeszcze nie ten moment.
Mainstream na światowym poziomie
Cykl wydawniczy (a może zwykłe koleżeństwo) został zachowany i niedługo po premierze “Reklamacji’47” od Okiego, kolejny członek OIO, a więc Otsochodzi rozpoczął promocję swojego albumu. I trzeba mu oddać, że kolejny raz podnosi poprzeczkę nie tylko sobie samemu, ale całemu rapowemu mainstreamowi. I dotyczy to w zasadzie każdego aspektu “Nic nie mija” i “za tten rap”. Flow, bity, aranżacja i ostateczne brzmienie utworów, ale także klipy – to wszystko stoi na naprawdę światowym poziomie. I choć mnie nie zachwyca, jako starego rapowego marudę, to oglądając te klipy przypomniałem sobie jak wyglądał rapowy mainstream, gdy ja miałem 15 lat i pełen pasji poświęcałem cały wolny czas na poszukiwania kolejnych perełek. Przy całym szacunku do raperów wydających wówczas w Step Records, do światowego mainstreamu z 2015 roku było im daleko (nawet jeśli ciągle płynie w nas ta młoda krew). Gdybym więc dziś był piętnastoletnim słuchaczem zafascynowanym polskim rapem, nowości od Otsa pewnie rozwaliłyby mój mózg w drobny mak. Czy zasłużyliśmy na tak światowy mainstream? Kwestia dyskusyjna. Ale właśnie taki w Polsce mamy.
Malik wciąż “to” ma
Kariera Malika Montany toczy się torami, które ciężko tak naprawdę zrozumieć. Raz gangster, innym król dancehallu. Raz naprawdę duże, europejskie i amerykańskie ksywki na gościnkach, innym razem współprace z Blanką czy Majką Jeżowską. Dorzućmy do tego jeszcze hardkorowy projekt Tax Free, który tworzy razem z Kaziorem. Trudno tu mówić, o jakiejś spójności i czuć to także po jakości poszczególnych utworów. A czy to się komuś podoba, czy nie, to jeden z najbardziej stylowych raperów w tym kraju, który jak niewielu prócz niego, kuma niemiecką czy francuską scenę. Po serii dość przeciętnych singli, postanowił to wreszcie kolejny raz pokazać utworem “Abi Mosa”, nawiązującym do czasów albumu “Haram Masari”. Jest surowo, nieco prościej niż zwykle, ciężko, ale i z odpowiednim wyczuciem. Malik nie morduje i nie zakrzykuje bitu, a płynie i prezentuje najlepszą rapową przewózkę, której jest idealną reprezentacją.
Tede to najlepszy z polskich “dinozaurów”
Ile razy ten gość wymyślał siebie na nowo? Ile razy stawiano na nim krzyżyk, a raperzy i słuchacze chcieli jego ostracyzmu? Zdarzeniami z biografii Tedego można by obdarzyć życiorysy kilku, jak nie kilkunastu innych polskich raperów. To co jednak interesuje nas w tym wszystkim najbardziej to muzyka, bo trudno znaleźć styl, w którym nie próbował swoich sił na przestrzeni swojej kariery, a przynajmniej jeden z nich sam wprowadził do absolutnego mainstreamu. Ostatnie projekty TDF-a to raczej klasyczne brzmienia, można by rzec, podróż sentymentalna. Określenie to pasuje także do “XXende Mylffon”, najnowszego projektu będącego oczywiście nawiązaniem do “Esende Mylffon”. I choć minęło 20 lat od jej premiery Tede wciąż ma niesamowite wyczucie west coastowego stylu i groove’u, a certyfikowanych bangerów znajduje się na “Xxende” co najmniej kilka. Nie ma tu mowy o żadnym smutnym rozpamiętywaniu młodości, czy dziaderskiego gonienia za sceną. Tede po ćwierć wieku od debiutu wciąż brzmi świeżo i nie mam wątpliwości, że to właśnie jemu przysługuje tytuł najlepszego polskiego rapowego “dinozaura”.
Poprzedni artykuł
Następny artykuł











