Ten rok należy do niej! Adéla z dnia na dzień umacnia swoją pozycję w świecie popu, a płyta "PRIMA" nie schodzi z ust krytyków muzycznych z całego świata. Kim jest Słowaczka, która zawróciła w głowie milionom fanów? Poznajcie jej twórczość!
Stand-up dla dorosłych – dlaczego komicy używają wulgaryzmów i czy to ma sens?
Wchodzisz na widownię, rozsiadasz się wygodnie. Po chwili gaśnie światło, a na scenę wychodzi człowiek z mikrofonem. Zaczyna przemawiać i już po trzech zdaniach pada słowo, po usłyszeniu którego twoja babcia wstałaby i wyszła, wygrażając swoją laską (słowami niemniej wulgarnymi). Albo zostałaby – i śmiała się razem z wszystkimi. Kto wie? Stand-up i wulgaryzmy to para, która wydaje się być nierozłączna. Budzi emocje, kontrowersje i – nierzadko – salwy śmiechu. Czy słusznie? I dlaczego właściwie komicy tak chętnie sięgają po “brzydkie słowa”? Czy da się zrobić dobry stand-up bez wulgaryzmów? Tak wiele pytań… a my na wszystkie mamy odpowiedzi. Czytaj dalej!
16.09.2026
Klaudia Jaroszewska-Kotradii
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Skąd wulgaryzmy wzięły się w stand-upie?
Stand-up, jaki znamy dziś, narodził się w latach 50. i 60. w zadymionych barach Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Na scenę wychodzili wtedy robotnicy, imigranci, przedstawiciele mniejszości etnicznych – innymi słowy: ludzie zapomniani przez polityków – którzy swoje frustracje wyrażali w żartach. Żartach, które według wielu osób były prowokujące, wulgarne i oczywiście atakujące władzę. Jak ujął to Rafał Rutkowski, aktor Teatru Montownia: “oczyszczały one z negatywnych emocji wykonawcę i publiczność”1. Ludzie tego potrzebowali – tego ulżenia sobie w cierpieniu, które spotykało ich na co dzień. Stand-up był dla nich ratunkiem (szczerze mówiąc, znacznie lepszym i bezpieczniejszym niż np. alkohol czy inne używki, po które ludzie sięgali równie chętnie).
Przełomową postacią był Lenny Bruce – komik, którego występy w latach 50. i 60. regularnie kończyły się aresztowaniami za obsceniczność. Problemem nie było rozbieranie się na scenie (tego raczej nie robił), lecz jego ostry język oraz tematy, które poruszał, a których nikt wcześniej nie odważył się podjąć publicznie2. Mimo zagrożenia, które sam na siebie ściągał, Bruce otworzył drzwi, przez które weszły pokolenia kolejnych komików, i dziś nie wyobrażamy sobie stand-upu bez wulgaryzmów.
Co na temat wulgaryzmów w stand-upie mówią językoznawcy?
Wbrew temu, co mogłoby się wydawać, wulgaryzmy nie stanowią już językowego marginesu. Są one pełnoprawnym elementem komunikacji (z którym jednak nie należy przesadzać oraz od którego lepiej stronić w niektórych okolicznościach, np. w szkole, w sklepie, na placu zabaw czy podczas rozmowy z przełożonym, o ile nie jest on naszym dobrym kumplem). Jest on nie tylko wykorzystywany przez zwykłych ludzi, ale również badany naukowo od dziesięcioleci.
Językoznawca Maciej Grochowski wyróżnia zaledwie pięć podstawowych wulgaryzmów w języku polskim (ch*j, pi*da, je*ać, pie*dolić i ku*wa), z których reszta to kombinacje, wyrazy pochodne i związki frazeologiczne. A w tworzeniu nowych obelg, które pochodzą od tych właśnie słów, jesteśmy chyba mistrzami. Raz po raz można usłyszeć nowe, zaskakujące zestawienia.
Co ważniejsze, wskazuje on wyraźną różnicę między przekleństwem a wulgaryzmem: “przekleństwa służą do kanalizowania emocji, są puste, nie niosą za sobą znaczenia i jako takie nie służą przekazywaniu informacji. Służą głównie do informowania o stanie emocjonalnym mówiącego”. Wulgaryzm zaś może przekazywać treść, może być nośnikiem także innych informacji3. Przekleństwa nie muszą być wulgarne, mogą być czasem nawet zabawne, jak np. “jasny gwint”, “a niech to szlag trafi”. Swoją drogą, gdy mówimy o przekleństwach, powinniśmy mieć na myśli przeklinanie kogoś lub czegoś (czyli, innymi słowy, złorzeczenie mu), np. “a niech cię gęś kopnie!”.
Jakie funkcje językowe pełnią wulgaryzmy?
Dawniej przeklinanie kojarzyło się z brakiem wykształcenia, towarzyskiej ogłady i dobrych manier, a przynajmniej tak twierdzi Piotr Fąka, językoznawca i jednocześnie jeden z autorów Słownika polszczyzny rzeczywistej. Dziś – według niego – przekleństwa nie są już powodem do wstydu. Czasem są niemal modą. Przeklina prawie każdy, niezależnie od wykształcenia, wieku czy płci, jak również pozycji społecznej. My zaś uważamy, że są sytuacje, w których jednak warto ugryźć się w język i znaleźć nieco bardziej kulturalne słowa. Ważny jest również umiar, bo jeśli ktoś co drugie słowo wtrąca wulgaryzmy, jest to przegięcie i tego wstydzić się warto.
Słownik polszczyzny rzeczywistej wyróżnia aż 47 funkcji wypełnianych przez wulgaryzmy3. Wśród nich:
- wzmocnienie wymowy wypowiedzi,
- wyrażanie emocji,
- budowanie więzi między rozmówcami.
Ta ostatnia funkcja jest w stand-upie szczególnie istotna.
Kognitywista i językoznawca Benjamin Bergen w swojej książce What the F. Co przeklinanie mówi o naszym języku, umyśle i nas samych przekonuje, że brzydkie słowa bywają pożyteczne – mogą śmieszyć, wyzwalać albo pobudzać emocjonalnie, i że oferują możliwość spojrzenia z nowej perspektywy na to, jak mózg przetwarza język4.
Przeczytaj też:
Dlaczego wulgaryzmy śmieszą?
By odpowiedzieć sobie na to pytanie, musimy spojrzeć na wyniki badań przeprowadzanych przez psychologów. Badacze z Keele University wykazali, że przeklinanie wywołuje stan “gorących przekonań”, pomagając bagatelizować codzienne lęki i obawy. Co ciekawe, humor okazał się najważniejszym z czynników, dzięki którym przeklinanie przynosi ludziom ulgę – jak tłumaczy główny autor badań, dr Richard Stephens: “Komicy od dawna znają związek między śmiechem a dobrze umieszczonym przekleństwem. Nasze badanie sugeruje, że generowanie humoru może być jednym z elementów, dzięki któremu przeklinanie może pomóc ludziom w codziennych sytuacjach, po prostu podążając za tym trochę więcej”5.
Działa tu też mechanizm tabu. Jak wyjaśniają twórcy portalu Babbel, by słowo zostało uznane za wulgaryzm, “musi obrażać, czyli przekraczać granice kultury osobistej i przynajmniej do pewnego stopnia dotykać tematu tabu”6. A łamanie tabu – w bezpiecznych warunkach widowni stand-upowej – wyzwala śmiech właśnie dlatego, że daje poczucie transgresji bez realnych konsekwencji, no bo przecież to tylko takie żarty, prawda? Czasem i tak, a czasem to śmiech przez łzy, bo żarty te dotykają bolesnej prawdy, z którą się borykamy (np. zły stan komunikacji miejskiej czy dróg).
Do tego dochodzi kwestia autentyczności. Badania przeprowadzone na Uniwersytecie w Maastricht wykazały, że osoby, które często przeklinają, są postrzegane jako bardziej szczere4. W stand-upie, który ma wyglądać niczym intymna rozmowa między dwojgiem ludzi, ta szczerość jest bezcenna. Dzięki niej również publiczność utożsamia się ze stand-uperem, a to tworzy między nimi więź i… przez to ludzie chętniej przychodzą na kolejne występy. Pamiętajmy jednak, że co za dużo, to niezdrowo i przesadzanie z wulgaryzmami sprawia, że jesteśmy bardziej męczący niż autentyczni.
Wulgaryzm jako narzędzie – czy zawsze działa?
Nie wszystkie wulgaryzmy są sobie równe. Również ten sam wulgaryzm użyty w różnych okolicznościach może mieć inne znaczenie. Jeśli zostanie wypowiedziany w nieodpowim momencie, wywoła niesmak. Jeśli stand-uper zrobi to nieodpowiednim tonem głosu – wywoła konsternację. Jeśli użyje go wtedy, kiedy trzeba – może wywołać przeróżne, jak najbardziej oczekiwane emocje, jak np. śmiech czy oburzenie na rzecz bądź osobę, której żart dotyczy.
Polski komik Tomek Biskup, który prowadzi zarówno programy z przekleństwami, jak i bez nich, celnie diagnozuje problem: “Wtykanie ku*wy co drugie słowo nie ma dla mnie absolutnie żadnego sensu. Z drugiej strony, wulgaryzm jest środkiem jak każdy inny. Często służy podkreśleniu przekazu. Czasami też buduje napięcie – a konkretnie mówiąc zagrożenie (na przykład kiedy dresiarz w historii przeklina, mówiąc do postaci). Kiedy jednak zaczynamy podkreślać cały czas, już nie widać podkreśleń. Jest tylko denerwująca czerwona linia”7 [wyróżnienie zaznaczone przez redakcję].
Podobnie twierdzi Abelard Giza: “Bycie obrazoburczym jest dość proste – jak już wejdziesz w świat hardkoru, to trudniej jest bawić bez szoku”. I przywołuje Billa Cosby’ego, który “potrafił bawić publiczność przez dwie godziny, w ogóle nie przeklinając. Opowiadał o swoich dzieciach, śniadaniu, o zwyczajnych rzeczach, obywając się bez hardkoru”8.
To ważne rozróżnienie. Wulgaryzm użyty celowo, w odpowiednim miejscu, wzmacnia puentę, buduje napięcie i wywołuje salwy śmiechu. Wulgaryzm wrzucony mechanicznie co kilka zdań (a czasem znacznie częściej) – nudzi, a nawet drażni. W polskim środowisku coraz częściej mówi się o “wyścigu zbrojeń”, w którym komicy próbują “dopieprzyć jeszcze bardziej” niż poprzednicy7. Efektem bywa nie śmiech, lecz zmęczenie eskalacją i niechęć do stand-upu, który przecież może być naprawdę fajną formą rozrywki, jeśli tylko damy szansę tym artystom, którzy mają do przekazania coś więcej, niż tylko “ku*wy”.
Przeczytaj też:
Czy wulgaryzmy w stand-upie mają sens?
Tak – jeśli są narzędziem użytym w odpowiednim momencie, a nie jedynym środkiem przekazu, który ma szokować czy bawić. Nie, jeśli zastępują pomysł na dobry występ. Jeśli artysta ma do zaoferowania tylko “brzydkie słowa”, szybko straci zainteresowanie publiczności. Stand-up ma być bowiem również refleksyjny i błyskotliwy, metaforyczny, ciekawy, a nie tylko szokujący.
Stand-up z natury jest kontrowersyjny. Operuje takimi środkami przekazu, które balansują na granicy tabu, obsceniczności czy wulgarności. Wulgaryzmy są jednym ze sposobów przekraczania tej granicy – ale nie jedynym i niekoniecznie najskuteczniejszym. Historia gatunku zna mistrzów, którzy nie potrzebowali ani jednego przekleństwa, by rozśmieszyć publikę do łez, i takich, dla których dosadny język był częścią precyzyjnie skonstruowanego spektaklu. Nikt w sumie nie zwracał wtedy uwagi na to, że w przemówieniu padały “brzydkie słowa”, bo były one takim samym elementem krajobrazu, jak maki na polu pszenicy w lipcu – bez nich nie byłoby tak samo, nie byłoby tej nici porozumienia i więzi między słuchaczami a stand-uperem.
Jak podsumowuje Abelard Giza: “Ważne, żeby był autentyczny. Ważne, żebyś był przekonany do tego, co mówisz i robisz”8. I to, poza kwestią wulgaryzmów, jest chyba najlepsza definicja dobrego stand-upu.
Źródła:
[1] https://www.rp.pl/kultura/art16646201-czy-komicy-obrazaja-ludzi (dostęp z dnia 23.06.2026)
[2] https://www.serialowa.pl/175356/comedy-club-stand-up-komedia-ciekawostki/ (dostęp z dnia 23.06.2026)
[3] https://pl.wikipedia.org/wiki/Wulgaryzmy_i_przekleństwa_w_języku_polskim (dostęp z dnia 23.06.2026)
[4] https://www.radiokrakow.pl/audycje/lustro-50458/przeklianie-jak-stosowanie-wulgaryzmow-wplywa-na-nasz-mozg-i-emocje/ (dostęp z dnia 23.06.2026)
[5] https://www.poradnikzdrowie.pl/aktualnosci/znamy-kolejne-zalety-przeklinania-jedna-z-nich-ma-zwiazek-z-pewnoscia-siebie-aa-WvQV-F9Md-7VsB.html (dostęp z dnia 23.06.2026)
[6] https://pl.babbel.com/pl/magazine/wulgaryzmy-dlaczego-przeklinamy (dostęp z dnia 23.06.2026)
[7] https://www.jegoeminencja.pl/2019/03/31/stand-up-bez-przeklenstw/ (dostęp z dnia 23.06.2026)
[8] https://natemat.pl/115221,stand-up-bez-cenzury-czyli-panie-giza-powiedz-pan-cos-smiesznego (dostęp z dnia 23.06.2026)
Poprzedni artykuł
Następny artykuł
Klaudia Jaroszewska-Kotradii – multipasjonatka, która nie potrafi usiedzieć w miejscu. Zafiksowana na punkcie rozwoju i zdobywania wiedzy wszelakiej. Prywatnie mama, żona i kreatywna dusza, która na równi uwielbia Sanah i The Hardkiss.













