Z najnowszych badań eBilet wynika, że co drugi uczestnik wydarzeń przyznaje, iż na rynku brakuje bezpiecznego i legalnego miejsca do odsprzedaży biletów. Jednocześnie niemal wszyscy (96%) uważają, że powinni mieć prawo do sprzedaży swojego biletu. Co czwarty badany wskazuje, że odsprzedaż powinna odbywać się wyłącznie po cenie regularnej - bez narzutów i spekulacji. W tle pozostaje silna obawa przed oszustwem przy zakupie z drugiej ręki, którą deklaruje 9 na 10 kupujących.
Chris Naughton (Winterfylleth) o sile natury i black metalu
"Ludzie mają naprawdę głęboką więź z naturą, chociaż wielu z nich zapomina o jej istnieniu. Zapominają o kontakcie z przyrodą, a uważam, że powinni to robić. Poruszając te tematy na naszych płytach, staramy się przybliżyć innym świat przyrody oraz inne problemy społeczne, o których usłyszycie w naszych utworach" - Chris Naughton opowiada o twórczości Winterfylleth, połączeniu z naturą... i nie tylko!
28.04.2026
Martyna Kościelnik
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Martyna Kościelnik: Kiedy poczułeś, że przemawia do ciebie black metal? Czy od początku wychodziłeś z założenia, że chcesz tworzyć muzykę w tym gatunku, a może to był naturalny proces twojej ewolucji?
Chris Naughton (Winterfylleth): Myślę, że to był naturalny proces mojej ewolucji. Przez Winterfylleth mieliśmy projekt death doomowy, nazwany Atavist, więc to była nasza pierwsza muzyczna miłość. Kiedy po raz pierwszy zabraliśmy się za tworzenie nowego materiału, był właśnie osadzony w death doom metalu. Zaczęliśmy myśleć o black metalu najprawdopodobniej w okolicach wczesnych lat 2000, ale w tamtym czasie nadal siedzieliśmy w doomie i koncertowaliśmy. W międzyczasie słuchałem takich albumów, jak “Autumn Aurora” od Drudkh, “In the Nightside Eclipse” Emperora czy “The Gathering Wilderness” od Primordial. Te dzieła naprawdę zachęciły mnie i Simona (perkusistę) do zagłębienia się w tym kierunku metalu. Jesteśmy z Wielkiej Brytanii, a w tamtym czasie nie było wielu rodzimych zespołów blackmetalowych, więc ciężko było znaleźć punkt odniesienia poza Cradle Of Filth czy innymi. Właściwie to wydało się być bardzo interesujące, zająć się muzyką, którą mógłby robić zespół z tamtych rejonów. I tak oto tkwimy w tym już od prawie dwudziestu lat. Tym, co nas do tego doprowadziło, stała się chęć stworzenia czegoś o historii, kulturze, Anglii… i żeby od nas pochodził jakiś konkretny black metal.
Jak opisałbyś współczesną scenę blackmetalową? Wydaje się, że ten gatunek wychodzi poza ramy podziemia. Czy uważasz, że to dobry kierunek dla tego brzmienia?
Osobiście nie uważam, żeby to było dobre. Jest wiele zespołów, które w swojej twórczości wykorzystują elementy wywodzące się z black metalu, ale pewnie wielu z nich nie ma pojęcia, skąd to się wywodzi, nie rozumie tej muzyki, pasji, sentymentu czy emocji kryjących się za tworzeniem tej muzyki. Myślę, że niektórzy sięgają po te dźwięki, bo uważają je za coś fajnego albo nawet popularnego. Martwi mnie to, że ta muzyka jest ciągnięta w tak wielu kierunkach – chociaż oczywiście nikt nie jest jej właścicielem ani nic w tym stylu – ale nie lubię, gdy zespół, który nie siedzi w tej muzyce, nagle zaczyna ją wykorzystywać w swojej twórczości.
Wciąż jednak powstaje świetna muzyka, nadal są zespoły warte uwagi, nagrywające naprawdę dobre płyty. Ale tak, nie jestem pewien, czy faktycznie podoba mi się to, jak wiele osób używa tego w taki… no nie wiem, nieszczery sposób. Tak jakby tylko zapożyczali, zamiast starać się naprawdę to zrozumieć.
Porozmawiajmy o waszym najnowszym dziele – “The Unyielding Season”. Przedpremierowo otrzymaliśmy dwa single na platformach streamingowych. Skąd pomysł, żeby to właśnie “Heroes of a Hundred Fields” stał się pierwszą zapowiedzią płyty? Czy uważasz, że to dobra zapowiedź całego albumu?
Myślę, że tak. To zarówno nasz pierwszy singiel, jak i kawałek otwierający cały krążek. Wyznacza ton całego albumu, a jego tematyka i tekst idealnie oddają to, co całe dzieło próbuje przekazać. Album próbuje opowiedzieć o tym, że świat w tej chwili płonie i żyjemy w szalonych czasach. Ten utwór muzycznie jest pełen gniewu, pasji, przesłania, które niesie cała płyta. Uważam, że to singiel, który w pierwszych chwilach trafia do słuchacza i zdecydowanie oddaje szerszy przekaz całego wydawnictwa. Z drugiej strony znowu te słowa, historia i emocje nawiązują do pozostałych wątków, o których opowiadamy na płycie.
Singiel “Echoes in the After” natomiast jest nawiązaniem do Philipa Sidneya. Skąd wziął się pomysł, by przenieść jego poezję do świata black metalu?
Cóż, cofnijmy się w czasie do 2018 roku i wydania “The Hallowing of Heirdom”. Okładka tego albumu przedstawiała słynne Drzewo Robin Hooda na północy Wielkiej Brytanii. Kilka lat temu doszło do pewnego rodzaju tragedii, przestępstwa… mogłaś widzieć w wiadomościach, że je ścięto, ludziom nie podobał się ten symbol, ale w zasadzie nigdy nie wytłumaczyli, dlaczego to zrobili. My, skoro mieliśmy właśnie to drzewo jako okładkę płyty, uznaliśmy, że to ciekawa historia, o której można by było nagrać kolejny utwór. Sięgnęliśmy po poezję Philipa Sidneya, jego wiersz brzmiący tak, jak gdyby natura rozmawiała sama ze sobą. O drzewie, które czuje się jakby było pozbawione ręki lub ramienia. Natura jakby reaguje tutaj na utratę części samej siebie poprzez ścięcie tego drzewa. Pomysł polegał więc na tym, by wykorzystać ten niezwykle sugestywny, płynny język wiersza i zderzyć go z black metalem. Gdy tworzy się black metal, jest to nastrojowe, podniosłe… Zależy mi na słowach, które są ładne, klimatyczne, interesujące czy nawet eleganckie, ponieważ w mojej głowie to idealnie współgra z muzyką. Myślę, że gdy ma się zbyt proste teksty, to ma się wrażenie, że nie dorównują one warstwie muzycznej. Uznaliśmy więc, że wiersz Philipa idealnie oddaje to, co natura czuje po utracie części siebie. Mam nadzieję, że słuchacze się tym zainteresują, bo to piękny sposób na myślenie o tej okropnej sytuacji.
Jaką rolę odgrywa natura w twojej twórczości? Daje ci inspiracje, spokój, a może coś innego?
Jeśli przyjrzysz się naszym okładkom albumów, dostrzeżesz, że każda z nich reprezentuje naturę nietkniętą przez człowieka. W zespole jest obecny ten proekologiczny pierwiastek – martwimy się tym, jak nieostrożnie obchodzimy się z naturą, jak ludzkość ją eksploatuje i o nią nie dba. A przecież jeśli nie będziemy o nią dbać, to co stanie się z nami wszystkimi? Nie mielibyśmy jedzenia, nie byłoby gdzie uprawiać roślin, no wiesz – nie mielibyśmy z czego żyć. Jeśli woda jest zanieczyszczona, to nie mamy co pić. Właśnie takie rozważania przewijają się przez naszą twórczość. Na naszej płycie “The Dark Hereafter” z 2016 roku znajduje się kawałek “Green Cathedral”, idealnie oddający całą ideę natury będącej częścią Winterfylleth. Ten utwór opowiada o tym, że być może wcale nie potrzebujesz religii, chrześcijaństwa czy czegokolwiek innego, by czuć duchową więź ze światem. Jeśli znajdziesz się na górskim szczycie, poczujesz wiatr we włosach, spojrzysz na ogromne doliny, wielkie jeziora, wzgórza, piękno natury, to znaczy, że nie potrzebujesz kościołów i katedr religijnych. Możesz mieć zieloną świątynię, czyli duchowość, którą odnajdziesz w naturze.
Myślę, że twoje pytanie odnosi się do tej idei, że ludzie mają naprawdę głęboką więź z naturą, chociaż wielu z nich zapomina o jej istnieniu. Zapominają o kontakcie z przyrodą, a uważam, że powinni to robić. Poruszając te tematy na naszych płytach, staramy się przybliżyć innym świat przyrody oraz inne problemy społeczne, o których usłyszycie w naszych utworach.
Polecamy na eBilet.pl
Możemy zagłębić się w “Where Dreams Once Grew”, ponieważ to jedyny instrumentalny utwór na płycie. Czy to oznacza, że każdy słuchacz może go zinterpretować na własny sposób? Jak wyjaśniłbyś znaczenie tego tytułu?
No cóż, ten tytuł jest oparty na podstawie tekstu do utworu tytułowego – “The Unyielding Season”. Pomysł na “Where Dreams Once Grew” w zasadzie mówi o tym, że kraj, w którym żyjemy, Europa, świat – był kiedyś miejscem, które postrzegaliśmy jako naprawdę wspaniałe; gdzie było mnóstwo szans dla ludzi, istniał duch wspólnoty, przestrzeń do rozwoju. W Anglii się często o tym mówi – chodzi o koncept “amerykańskiego snu”, czyli o to, że Ameryka jest krainą możliwości, gdzie nawet nie mając grosza przy duszy, możesz zostać miliarderem, jeśli tylko będziesz ciężko pracował… i cała ta otoczka. Chociaż ta koncepcja wywodzi się z tamtych rejonów, uważam, że w Europie nasze przekonanie kształtowało się w podobny sposób, mając poczucie, że żyjemy w miejscu oferującym ogromne możliwości do rozwoju, założenia własnego biznesu czy po prostu prowadzenia dobrego życia. Uważam, że tak właśnie było w pokoleniu naszych rodziców, ale teraz, gdy myślę o świecie, który zostawiamy młodszym, martwię się, by było to to samo miejsce. Wydaje mi się, że świat staje się gorszym miejscem i obawiam się, że trochę się cofamy. Te wszystkie wojny, które toczymy, konflikty, rosnące koszty życia, rozpad relacji międzyludzkich i międzypaństwowych… Sedno tego utworu to refleksja nad tym, że tam, gdzie mieszkamy, bywało wspaniale, a dziś już tak nie jest. To jest coś, nad czym musimy się zastanowić, co powinniśmy zmienić.
Album zwieńczony jest coverem Paradise Lost. Dlaczego wybór padł akurat na ten utwór?
Jest wiele powodów. Ci, którzy znają nasz repertuar, wiedzą, że zawsze do wersji deluxe dorzucaliśmy bonusowy kawałek, a zwykle jest to cover znanego utworu blackmetalowego, który nas zainspirował. Tym sposobem na naszych albumach przewijają się takie utwory, jak The Majesty of the Nightsky od Emperor czy Wotan od Enslaved… w naszym zespole zawsze istniała taka tradycja, że braliśmy te kawałki, które kochamy i aranżowaliśmy je na własny sposób, oddając jednocześnie hołd tym, których cenimy. A jak wcześniej wspominałem – na początku nie byliśmy blackmetalowcami, ponieważ inspirował nas doom metal. Po prostu poczułem, że tak trzeba. W Wielkiej Brytanii, skąd pochodzę, znajduje się małe miasteczko Huddersfield, umiejscowione bardzo blisko Peaceville Records. Dorastałem w tej samej okolicy, co My Dying Bride, Paradise Lost, a wytwórnia wydawała takie zespoły, jak Anathema, At The Gates i tym podobnych. Po prostu to miły bonus, hołd w stronę doom metalu. Chcieliśmy stworzyć coś, co będzie nawiązaniem do naszych korzeni, a myślę, że styl i tekst utworu pasuje do klimatu panującego na naszej płycie. Po prostu to miły gest. Znasz na pewno oryginał, osadzony w szybszych, gotycko-rockowych ramach, a my zrobiliśmy go bardziej doom metalowo. Spowolniliśmy tempo, wydłużyliśmy je. Jest w nim więcej fortepianu i keyboardu, coś charakterystycznego dla Winterfylleth. Chcieliśmy zrobić coś, co będzie starannym i przemyślanym coverem utworu, który tak cenimy.
Już wkrótce zagracie na Mystic Festivalu! Czy odczuwasz różnice między koncertami klubowymi a występami festiwalowymi? Jak w twoich oczach zmienia się energia płynąca z tych dwóch skrajnych przestrzeni?
Oprócz zbliżającego się Mystica, wystąpiliśmy w Polsce tylko raz w ciągu tych 20 lat. Graliśmy w 2013 roku we Wrocławiu. Ten koncert był dla nas wspaniały, ponieważ po raz pierwszy mogliśmy odwiedzić wasz kraj i poznać polskich fanów.
Cóż, porównując koncerty klubowe i festiwalowe… Gdy grasz w klubie, zazwyczaj wcielasz się w rolę headlinera lub supportu, dzięki czemu możesz sobie pozwolić na dobór bardziej niszowych kawałków, zagrać ich więcej lub po prostu postawić na takie elementy, których nie masz szans zaprezentować na festiwalu. Myślę, że ludzie przychodzący do klubu to wierni fani, więc chcą posłuchać utworów z wszystkich płyt. Na festiwalu gra się najprawdopodobniej dla 80% ludzi, którzy nigdy wcześniej nas nie słyszeli lub przyszli sprawdzić, co to za zespół, dlatego trzeba przyjąć zupełnie inne podejście. Na festiwalach stawia się na największe hity, najbardziej rozpoznawalne numery, które mają szansę zrobić na kimś wrażenie. Choć pod sceną będą stać najwierniejsi fani, to większość pewnie jedynie obiła się o nazwę zespołu, niekoniecznie zagłębiając się w repertuar. Starasz się wtedy pokazać się z jak najlepszej strony, więc sięga się po utwory, które większość uznaje za najważniejsze. Nie zawsze się tak robi, ale myślę, że w tym tkwi różnica. W klubie stawia się na bardziej niszowy repertuar. Dzięki temu jest szansa na zdobycie nowych fanów.
Nowi i starzy fani Winterfylleth – przybywajcie na Mystic Festival! Zespół wystąpi już 04.06 na Sabbath Stage w Stoczni Gdańskiej!
Poprzedni artykuł
Następny artykuł












