Jeszcze kilka lat temu polska scena muzyczna kojarzyła się głównie z disco polo i radiowym popem. Dziś wygląda to zupełnie inaczej i to za sprawą pokolenia artystów młodego pokolenia, którzy grają na własnych zasadach, otwierają własne wytwórnie i zdobywają słuchaczy bez proszenia o zgodę radia. Oto oni – artyści, którzy w ciągu ostatniej dekady zmienili oblicze polskiej muzyki. Poniżej przedstawiamy kilkanaście nazwisk (a raczej pseudonimów), które warto znać.
Mille Petrozza (Kreator) o kulisach “Krushers Of The World”… i nie tylko!
"Myślę, że całkiem nieźle udało nam się zbudować pomost między nowymi a starymi fanami. To naprawdę ekscytujący czas, i powiedziałbym nawet, że niektóre nasze nowsze utwory spotykają się z lepszym przyjęciem niż te stare klasyki" - Mille Petrozza, wokalista zespołu Kreator, opowiada o twórczości niemieckiej legendy thrash metalu i zaprasza na koncert.
13.04.2026
Martyna Kościelnik
Martyna Kościelnik: Rozpoczęliście nowy rok albumem “Krushers Of The World”. Płyta zachwyciła fanów i krytyków, a jej zapowiedzi wzbudziły wiele emocji. W jednym z wywiadów powiedziałeś, że Kreator wychodzi poza ramy nostalgii i stawia na świeże brzmienie. Czy widząc finalne dzieło i reakcję publiczności, jesteś w stanie powiedzieć, że udało ci się osiągnąć ten cel? Czy uważasz, że podążanie za nowymi dźwiękami jest trudniejszym wyzwaniem niż pozostanie wiernym brzmieniu, które powstało kilka dekad wcześniej?
Mille Petrozza (Kreator): Myślę, że to coś pomiędzy. Oczywiście nie możemy zaprzeczyć naszym muzycznym korzeniom i nie chcemy tego robić, ale poszukujemy też nowych rzeczy, co zawsze stanowi dla nas wyzwanie, a kroczenie ku nowemu jest dla nas intrygujące. To, co powiedziałaś, brzmi, jakbym miał na myśli coś bardzo skomplikowanego. Ale w zasadzie wcale tak nie jest – nawet nie zastanawialiśmy się nad tym aż tak bardzo. Nie mamy jakiegoś konkretnego celu, który chcemy osiągnąć, ani nie czujemy potrzeby, żeby to było “jakieś”. To po prostu kwestia tego, co czujemy w danej chwili. Wiesz, co mam na myśli – to mniej intelektualne, a bardziej po prostu jak reakcja na to, co robiliśmy wcześniej.
Jesteśmy w połowie trasy, a na niej gramy świeże kawałki. Wydaje się, że ludzie naprawdę lubią nasz nowy materiał, podoba im się tak samo, jak starsze utwory. Uważam, że to sytuacja korzystna dla dwóch stron – napisaliśmy coś, co nas satysfakcjonuje i co dobrze sprawdza się na żywo, chociaż to wcale nie jest takie oczywiste. Czasami jest tak, że gra się coś nowego, a słuchacze reagują w stylu “eee tam, dawajcie coś starszego!”, ale u nas tak nie jest. Myślę, że całkiem nieźle udało nam się zbudować pomost między nowymi a starymi fanami. To naprawdę ekscytujący czas, i powiedziałbym nawet, że niektóre nasze nowsze utwory spotykają się z lepszym przyjęciem niż te stare klasyki.
“Krushers Of The World” to dziesięć nowych utworów, chociaż na album przygotowaliście więcej materiału. Co dzieje się z niewykorzystanymi pomysłami? Czy one zostaną jakkolwiek spożytkowane w przyszłości? A może idą w zapomnienie?
To świetne pytanie, bo ostatnio wytwórnia powiedziała nam, że mamy pięć nigdy niewydanych utworów, których nie ma na żadnej płycie, winylu ani nigdzie indziej, i chcą coś z tym zrobić. Zawsze jestem trochę ostrożny w tej kwestii, a nawet oldschoolowy – kiedy mielibyśmy wydać krążek tylko z niepublikowanymi dziełami, czułbym, że jest to niekompletny album. To coś bardziej w stylu zbioru utworów i szczerze nie wiem, czy byłoby nam to potrzebne. Mamy wyprodukowany jeden kawałek, będący pozostałością z sesji do płyty, ale nie pojawił się na niej – i to nie dlatego, że jest słaby, tylko po prostu nie pasował do koncepcji dzieła. Jest też jeden kawałek z “Hate Über Alles”, którego do tej pory nie wydaliśmy. Może zdecydujemy się na jakiś teledysk czy coś w tym stylu. Nie wiem, zobaczymy.
Czy był konkretny moment, w którym poczułeś, że rozpoczynasz pracę nad “Krushers Of The World”? Chodzi mi o przełom lub wydarzenie, które szczególnie popchnęło cię w stronę tworzenia nowej płyty?
Wszystko zaczęło się, gdy przysiadłem do tworzenia demo, bo wtedy zaczęła kształtować się pewna wizja. Pracowałem z Andym z Any Given Day, który ma świetne spojrzenie na kwestie, których sam nie mogłem dostrzec. Bardzo mi pomógł, zwłaszcza że pokazał zupełnie inny punkt widzenia na ten album. Wiesz, co mam na myśli. To bardziej pomogło mi z koncepcją, wypróbowaniem rzeczy, które prawdopodobnie mógłbym uznać za zbyt odjechane. To było bardzo motywujące. W pewnym momencie zrozumiałem, że mam siedem, osiem, dziewięć kawałków, więc poczułem, że tworzenie zamienia się w pełnoprawny album. Ale nie mam pojęcia, kiedy ten moment faktycznie nastąpił. Pamiętam, że po pewnej puli uznaliśmy, że “tak, to jest to, nie potrzebujemy nic więcej”, a całość wyszła bardzo naturalnie. Wiesz, jak już wejdziesz w ten tryb… to jest tak, że gdy jest się muzykiem koncertującym i wraca się do domu, to siedzi się bezczynnie, zaczyna się nuda i samoistnie bierzesz się za pisanie. Właściwie to właśnie zrobiliśmy. To znaczy… ja zrobiłem, piszę sam, w pojedynkę. Następnym krokiem było spotkanie z zespołem, przearanżowanie kilku utworów i podszlifowanie ich, dodanie więcej melodii. Tak, jestem zadowolony z tego, co wyszło.
Uwielbiasz pisać teksty. Czy przez te szesnaście albumów studyjnych wyrobiłeś pewien nawyk lub rytuał, dzięki któremu sztuka tworzenia stała się prostsza?
Cóż, nigdy nie tworzę “od zera”, bo zawsze mam jakieś pomysły, które rozwijam. Czasami zaczynam od jakiegoś starego pomysłu i muszę dbać o dyscyplinę, ale nie w kontekście “muszę teraz stworzyć coś nowego”, tylko to jest niemal wewnętrzny impuls, że robię się wręcz nerwowy, bo czuję coś, co muszę z siebie wyrzucić, zwłaszcza gdy chodzi o teksty. Piszę cały czas, zbieram pojedyncze zdania, zagłębiam się w poezję – jest oldschoolowo. Zapisuję pomysły w dziennikach, ale mam też poukładane foldery z konkretnymi tematami. Musi po prostu nadejść taki moment, w którym wyrzucę to z siebie, bo inaczej czuję się niekompletny.
Skoro z każdym nagraniem śmiało patrzysz w przyszłość i stawiasz na ewolucję, czy ma to również wpływ na twoje postrzeganie współczesnej sceny metalowej? Czy lubisz odkrywać nowe zespoły i jako słuchacz szukasz świeżych doznań wśród młodych muzyków?
Naprawdę lubię poznawać nowe zespoły, a gdy odkrywam ich brzmienie, okazuje się, że tworzą już od dekady, ale po prostu wcześniej ich nie znałem. Ale chodzi mi też o to, że nie poruszam się wyłącznie w ramach metalu – po prostu lubię odkrywać nowe dźwięki. To ma być dobra muzyka, niekoniecznie osadzona w tym konkretnym gatunku. Ale czasami oczywiście moje odkrycia to zespoły metalowe. Dla mnie wszystko sprowadza się do kategorii pisania utworów. A obecny stan metalu… jest całkiem zdrowy. Chociaż jak na mój gust, czasami za bardzo skupia się na brzmieniu i całej otoczce, niż na pisaniu kawałków. Ja preferuję klasyczne tworzenie utworów, bardzo oldschoolowe. Ale z drugiej strony – podobają mi się też te techniczne elementy, a część przedstawicieli nowszej sceny naprawdę szaleje w tej dziedzinie. Na przykład Lorna Shore mi podchodzi, albo Falling In Reverse, ale czy to są nowe zespoły? Pewnie grają już od wieków. W każdym razie uważam, że mają kilka fajnych pomysłów. Oczywiście “starsi” też mają świetne koncepcje, są też tacy, którzy w pewnym stopniu mnie inspirują. Z jakiegoś powodu nie ma ostatnio aż tyle “świeżego” metalu. Nie wiem dlaczego.
Pewne schematy się nie zmieniają – gdy byłeś nastolatkiem, odkrywałeś wiele metalowych zespołów, które później inspirowały cię do tworzenia. Teraz role się nieco odwróciły i młodsi słuchacze czerpią z twojego solidnego dorobku muzycznego. Jak się czujesz ze świadomością, że twoja twórczość jest słuchana przez kilka pokoleń fanów? Czy zaczynając jako młody muzyk, spodziewałeś się długofalowego efektu twórczości Kreatora? A może to była wówczas nierealna strefa marzeń?
Marzenia zawsze były wielkie, ale wiesz, nigdy nie aż na taką skalę. Gdy zaczynasz jako nastolatek, marzysz o tym, by wystąpić na wielkiej scenie. Pragniesz mieć własny sprzęt i wyruszyć w trasę. Ale to nigdy wybiegało w obszar “o, założyłem zespół i marzę o tym, by inspirować inne kapele”. Nie, absolutnie nie. Mimo że marzenia były ogromne, dążyliśmy do ich spełnienia krok po kroku. Z perspektywy czasu wydarzyło się tak wiele i ludzie zdają sobie sprawę, że dużo zespołów czerpało inspirację z Kreatora. Ale czy jest to coś wyjątkowego? Nie, to po prostu scena metalowa. To właśnie lubię w metalu i nie tylko w nim – po prostu w muzyce. Jako artysta jesteś niczym pośrednik między światem duchowym a fizycznym, bo coś sobie wymarzysz, wymyślisz jakąś muzykę czy utwory, a później puszczasz to w świat. Ludziom się to podoba, a później dzieje się “coś więcej” – zakładają własne zespoły i marzenie staje się jeszcze większe, bo przekazujesz dalej tę pałeczkę, że tak to ujmę. Oni robią swoje i to jest piękne. Naprawdę, jestem niesamowicie szczęśliwy, że mogę być tego częścią.
Polecamy na eBilet.pl
Kreator to nie tylko muzyka, ale i silna tożsamość wizerunkowa, jeśli chodzi o okładki płyt. “Krushers Of The World” zaprojektował polski artysta, Zbigniew Bielak. Jak wyglądał proces twórczy nad tym elementem – polegałeś całkowicie na wizji artysty czy mieliście jakieś konkretne wskazówki co do wyglądu okładki?
Cieszę się, że dobrze wymówiłaś jego nazwisko, podoba mi się, w jaki sposób powinno brzmieć (śmiech). No cóż, skoro już o nim mowa, to jest przyjacielem zespołu od dawna, a pierwszy raz spotkaliśmy się około 2010 roku. Pracował nad kilkoma rzeczami dla nas, bo jest fanem naszej starszej twórczości. Przerabiał nasze prace z lat 80., coś w stylu tryptyku, w którym brał na warsztat okładkę “Pleasure to Kill” i dodawał do niej dwa nowe wymiary, z prawej i lewej strony – coś w rodzaju trójwymiarowości, powiększając grafikę. To był pierwszy projekt, nad którym pracowaliśmy, a później, tworząc nowy album, miałem na uwadze, jak cenię jego twórczość, więc zapytałem, czy możemy coś razem zrobić. A później, zdaje się, spotkałem go na festiwalu. Stwierdziliśmy, że próbujemy się za coś zabrać od tak dawna, że czas po prostu to stworzyć. I tak się stało – bez żadnych ograniczeń twórczych. Pokazałem mu kilka utworów, pomysłów, tekstów, z którymi można by było coś zrobić. I wtedy on wpadł na pierwszy “roboczy” pomysł, który był idealny. Na początku to był tylko szkic ołówkiem, a potem przekształcił się w tę piękną grafikę, którą uważam za jedną z naszych najlepszych. Podoba ci się, prawda? Ja też jestem jego wielkim fanem. Zawsze zastanawiałem się, jak to będzie działać z Kreatorem, a wyszło całkiem nieźle. Scena, którą już wkrótce ujrzycie, jest zaprojektowana na podstawie jego grafiki.
Już wkrótce zagracie w Polsce! Setlista jest skierowana głównie na najnowszy album, ale nie zabraknie też pozycji z waszych wcześniejszych wydawnictw. Co jest czynnikiem decydującym o doborze repertuaru na trasę koncertową?
Ciekawe, że o to zapytałaś, bo moja ekipa i zespół pytali mnie o to samo. Byłem pod presją i pomyślałem sobie: “Okej, po prostu coś zapiszę”. No i rozpisałem jakieś półtorej godziny muzyki – nic nie zmieniliśmy. Zazwyczaj jest tak, że idziemy na próbę i kombinujemy “ten numer powinien być tutaj, a tamten tam”. Tym razem ułożenie setlisty poszło wyjątkowo łatwo i myślę, że mamy fajny miks starych i nowych kawałków. Uważam, że ludziom naprawdę to się spodoba. To trudne, bo wiesz, z jednej strony masz fanów, którzy dorastali z pewną muzyką i utworami Kreatora. Znalezienie kompromisu czasami nie jest takie łatwe. Mam na myśli to, że decydując się na pięć nowych kawałków, musimy pozbyć się z setlisty pięciu starszych, które słuchacze uwielbiają. Ale z drugiej strony – to trasa promująca album, więc myślę, że wszyscy będą zadowoleni.
Kreator już wkrótce zaprezentuje polskiej publiczności utwory z “Krushers Of The World”, a to wszystko za sprawą koncertu, który odbędzie się już 15 kwietnia w hali COS Torwar w Warszawie. Tego dnia na scenie staną również Carcass, Exodus oraz Nails.
Kreator + Carcass + Exodus + Nails
Poprzedni artykuł
Następny artykuł












