Oto hip-hopowy pakiet dla początkujących. Przedstawiamy 10 albumów z różnych odmian gatunku, które ułatwią wam wejście w ten zawiły i rozwinięty świat.
Tede – najświeższy weteran w Polsce. Jak on to robi?
Polski hip-hop złapał zadyszkę, której nie może się pozbyć. Chociaż raperzy nie mogą narzekać na brak koncertów i zainteresowania, słuchacze czują znużenie. Gdzie szukać powiewu świeżości? Tede pokazuje, że paradoksalnie tam, gdzie już dawno byliśmy, a formuła mogła się dawno wyczerpać.
07.07.2026
Igor Wiśniewski
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Koncerty Maty i Taco Hemingwaya na PGE Narodowym, świetna passa Palucha z Chrisem Carsonem, Jimek i jego “Etiudy na pianino, sampler, orkiestrę i kolegów”, zaskakująca EP-ka Malika Montany z początku roku. Rap nad Wisłą w 2026 roku wciąż błyszczy, a nawet uraczył nas kilkoma naprawdę dobrymi materiałami i przekroczył kolejne granice, które jeszcze niedawno wydawały się odległe. Jednocześnie odnoszę wrażenie, że dystans między ścisłym mainstreamem a pozostałą częścią peletonu jeszcze bardziej się wydłużył.
Progres, który poczyniła branża, nie znajduje jednak odzwierciedlenia w jakości. Wrażenie odtwórczości i zastoju, towarzyszące mi od dłuższego czasu, niemal w całości przysłoniło tegoroczne premiery. Nieliczne wyjątki to jednak pozycje o dużo mniejszej sile rażenia niż np. “Reklamacja’47″, „Ü UP? Mixtape” czy “#MATA2040”. Ciekawsze okazały się krążki, które zamiast gonić, zwolniły. “Nikoś EP” VBS-a, „Zrobiłem to dla siebie” Gibbsa, EP-ka Eldoki i O.S.T.R.-a, powrót Karwela z Soulpete’em, “Krew” JWP/BC. Uczciwie należy przyznać jednak, że one również wpisują się w trend powrotu do samplowanych bitów i bardziej surowej stylistyki.
Przeczytaj też:
Stare-nowe brzmienie
Nieco inaczej podszedł do sprawy Tede, który… otulił się wygodnie stylistyką sprzed dwóch dekad, znajdując przy tym dobry pretekst. “XXENDE MYLFFON” wydane w drugiej w połowie czerwca to pełnoprawny koncept-album. Krążek powstał przy okazji 20-lecia albumu “Esende Mylffon”, wydanego przez Warszawiaka we współpracy z Matheo. To wciąż jedna z najbardziej kultowych płyt w dyskografii szefa Wielkiego Joł i pod wieloma względami bardzo nowatorska pozycja z perspektywy 2006 roku.
Tym razem, zamiast Matheo, producentem albumu został Yottsu, który wywiązał się ze swojego zadania z nawiązką. Wydawca przekonuje, że płyta “nie jest próbą odtworzenia przeszłości” a “współczesną reinterpretacją“. “XXENDE MYLFFON” rzeczywiście mógłby z powodzeniem kamuflować się wśród 20-letnich pozycji. Plastikowo-chromowany blichtr wylewa się z bitów pełnych ciężkiego basu, bounce’u i piskliwych dodatków. Wszystko przeplecione wyrazistym bębnem, odświeżającym tanecznym vibe’em.
Mimo że próżno szukać tu stricte współczesnych rozwiązań, a słuchacz może mieć poczucie, że odnalazł stary odtwarzacz MP3, muzycznie album stawia odbiorcę w ciągłej gotowości. Jest angażująco, ciekawie i – paradoksalnie – naprawdę świeżo.
Chory Pastor powraca
Podobnie wypada gospodarz, który nie kryje się z metryką. Tede “wypasa Gelendę, wracając na osiedle” bogatszy o 20 lat doświadczeń i chętnie do nich nawiązuje. Dla TDF-a “XXENDE MYLFFON” jest okazją do wspomnień i snucia opowieści niby wujek oprowadzający po okolicy, w której się wychował. Zamiast zwodzić słuchaczy, że to pełnoprawny powrót do przeszłości, podkreśla wagę i wpływ pierwszego “Mylffona” na swoją karierę, ale też resztę sceny.
To już kolejny jubileusz w karierze Granieckiego stał się dla niego dobrą okazją do nostalgicznej podróży, która nie kończy się jedynie na bitach i wpleceniu kilku wspomnień między wersy. Tede aktywnie nawiązuje do stylistyki wczesnych lat obecnego tysiąclecia za pomocą flow, rzuca follow-upami, korzysta z tych samych atrybutów, by opowiedzieć o czymś z innego kąta. Każda z pozycji na trackliście znajduje swoje odzwierciedlenie w pierwowzorze, a jednocześnie doskonale sprawdzają się jako samodzielne numery. Dzięki temu “XXENDE MYLFFON” nie trafi wyłącznie do fanów płyty z 2006, ale też do tych, którzy od wspomnianej się odbili lub nie mieli jeszcze okazji się z nią zapoznać.
Bardzo satysfakcjonujący jest powrót Chorego Pastora, charakterystycznego okrzyku i całej otoczki wylansowanego Tedasa, której przez lata nie doświadczyliśmy w takim stopniu i formie. “ERMAXXY”, czyli współczesna odpowiedź na “Air Max Classic”, są kwintesencją tego, o czym piszę powyżej i de facto całego albumu. Wyjęte z epoki wydają się nawet niektóre punchline’y i porównania jak “Złe wspomnienia wymiatam jak miotła” czy “Co się sadzisz? Co ty jesteś, Saddam?/Nie poradzisz nic, jak ci zrobię Bagdad/To rapowa masakra, ogarnij/Jak źle to zagrasz, to Chory cię zmartwi”. Dziś takie wersy mogłyby wzbudzić uśmiech politowania, lecz w przypadku Tedego broni go konwencja i lekkość w snuciu historii rozwleczonych po 20 latach życia.
Czemu więc “XXENDE MYLFFON” okazał się tak udany? Najważniejsze nie są wcale kwestie stylistyczne, lecz podejście do materiału źródłowego. TDF, razem z Yottsu i zaproszonymi gośćmi, dodali do dobrze znanej i już wyeksploatowanej mieszaniny cząstkę współczesnego dystansu i nostalgii, która nadała całości tak odświeżający charakter.
Tede – król nostalgii
“XXENDE MYLFFON” nie jest jednak niczym innowacyjnym, zwłaszcza w kontekście Tedego. Graniecki nie kryje swojego pociągu do nostalgicznych kroków i sentymentalizmu, a kolejne jubileusze celebruje z ochotą. Od paru lat kariera TDF-a przypomina zresztą pełną wspomnień i refleksji przejażdżkę po post-infamicznej jeździe bez trzymanki. Jako jeden z niewielu weteranów dobrze wie, jak sprawić, by nostalgiczna nuta wybrzmiewała czysto i bez fałszu.
Co ważne, Tede nie celebruje każdego jubileuszu jednakowo. Stawia na albumy, które były kamieniami milowymi, dzięki czemu ich świętowanie to wciąż spore wydarzenie, a nie cykliczny i tani benefis. W 2021 roku, w ramach 20-lecia debiutanckiego “S.P.O.R.T.”, Tede postawił na “ESPEOERTE 0121”.
Album – oparty na dokładnie tym samym schemacie, co “XXENDE MYLFFON” – okazał się bardzo udany i ciepło przyjęty. To zapewne zachęciło stołeczną legendę do powtórzenia zabawy. Chociaż proces wydawniczy niewiele różni się od akcji sprzed 5 lat, to wciąż jeden z najlepszych sposobów na uczczenie okrągłej rocznicy albumu muzycznego. Zwłaszcza jeśli idzie za tym taka jakość, lekkość i chęć utrzymania długowieczności. A to udaje się Tedemu najlepiej spośród wszystkich polskich raperów debiutujących na przełomie wieków
Poprzedni artykuł












