W 2019 roku The Weeknd wydał Blinding Lights. Wiele osób odniosło wrażenie, że już gdzieś kiedyś tę piosenkę słyszało, choć była de facto nowa. Nie mogli jej znać wcześniej, ale brzmiała… jak muzyka z lat 80. Co ciekawe, wielu słuchaczy tej piosenki nawet jeszcze nie było wtedy na świecie! A jednak muzyka lat 80. w nowoczesnym, synth-popowym wydaniu ma wielu fanów. The Weeknd nie nagrał tego kawałka przez przypadek. Świadomie wybrał takie, a nie inne wpływy muzyczne. Jak się okazuje, wybór był trafny. Tylko… dlaczego?
Tede – najświeższy weteran w Polsce. Jak on to robi?
Polski hip-hop złapał zadyszkę, której nie może się pozbyć. Chociaż raperzy nie mogą narzekać na brak koncertów i zainteresowania, słuchacze czują znużenie. Gdzie szukać powiewu świeżości? Tede pokazuje, że paradoksalnie tam, gdzie już dawno byliśmy, a formuła mogła się dawno wyczerpać.
07.07.2026
Igor Wiśniewski
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Koncerty Maty i Taco Hemingwaya na PGE Narodowym, świetna passa Palucha z Chrisem Carsonem, Jimek i jego “Etiudy na pianino, sampler, orkiestrę i kolegów”, zaskakująca EP-ka Malika Montany z początku roku. Rap nad Wisłą w 2026 roku wciąż błyszczy, a nawet uraczył nas kilkoma naprawdę dobrymi materiałami i przekroczył kolejne granice, które jeszcze niedawno wydawały się odległe. Jednocześnie odnoszę wrażenie, że dystans między ścisłym mainstreamem a pozostałą częścią peletonu jeszcze bardziej się wydłużył.
Progres, który poczyniła branża, nie znajduje jednak odzwierciedlenia w jakości. Wrażenie odtwórczości i zastoju, towarzyszące mi od dłuższego czasu, niemal w całości przysłoniło tegoroczne premiery. Nieliczne wyjątki to jednak pozycje o dużo mniejszej sile rażenia niż np. “Reklamacja’47″, „Ü UP? Mixtape” czy “#MATA2040”. Ciekawsze okazały się krążki, które zamiast gonić, zwolniły. “Nikoś EP” VBS-a, „Zrobiłem to dla siebie” Gibbsa, EP-ka Eldoki i O.S.T.R.-a, powrót Karwela z Soulpete’em, “Krew” JWP/BC. Uczciwie należy przyznać jednak, że one również wpisują się w trend powrotu do samplowanych bitów i bardziej surowej stylistyki.
Przeczytaj też:
Stare-nowe brzmienie
Nieco inaczej podszedł do sprawy Tede, który… otulił się wygodnie stylistyką sprzed dwóch dekad, znajdując przy tym dobry pretekst. “XXENDE MYLFFON” wydane w drugiej w połowie czerwca to pełnoprawny koncept-album. Krążek powstał przy okazji 20-lecia albumu “Esende Mylffon”, wydanego przez Warszawiaka we współpracy z Matheo. To wciąż jedna z najbardziej kultowych płyt w dyskografii szefa Wielkiego Joł i pod wieloma względami bardzo nowatorska pozycja z perspektywy 2006 roku.
Tym razem, zamiast Matheo, producentem albumu został Yottsu, który wywiązał się ze swojego zadania z nawiązką. Wydawca przekonuje, że płyta “nie jest próbą odtworzenia przeszłości” a “współczesną reinterpretacją“. “XXENDE MYLFFON” rzeczywiście mógłby z powodzeniem kamuflować się wśród 20-letnich pozycji. Plastikowo-chromowany blichtr wylewa się z bitów pełnych ciężkiego basu, bounce’u i piskliwych dodatków. Wszystko przeplecione wyrazistym bębnem, odświeżającym tanecznym vibe’em.
Mimo że próżno szukać tu stricte współczesnych rozwiązań, a słuchacz może mieć poczucie, że odnalazł stary odtwarzacz MP3, muzycznie album stawia odbiorcę w ciągłej gotowości. Jest angażująco, ciekawie i – paradoksalnie – naprawdę świeżo.
Chory Pastor powraca
Podobnie wypada gospodarz, który nie kryje się z metryką. Tede “wypasa Gelendę, wracając na osiedle” bogatszy o 20 lat doświadczeń i chętnie do nich nawiązuje. Dla TDF-a “XXENDE MYLFFON” jest okazją do wspomnień i snucia opowieści niby wujek oprowadzający po okolicy, w której się wychował. Zamiast zwodzić słuchaczy, że to pełnoprawny powrót do przeszłości, podkreśla wagę i wpływ pierwszego “Mylffona” na swoją karierę, ale też resztę sceny.
To już kolejny jubileusz w karierze Granieckiego stał się dla niego dobrą okazją do nostalgicznej podróży, która nie kończy się jedynie na bitach i wpleceniu kilku wspomnień między wersy. Tede aktywnie nawiązuje do stylistyki wczesnych lat obecnego tysiąclecia za pomocą flow, rzuca follow-upami, korzysta z tych samych atrybutów, by opowiedzieć o czymś z innego kąta. Każda z pozycji na trackliście znajduje swoje odzwierciedlenie w pierwowzorze, a jednocześnie doskonale sprawdzają się jako samodzielne numery. Dzięki temu “XXENDE MYLFFON” nie trafi wyłącznie do fanów płyty z 2006, ale też do tych, którzy od wspomnianej się odbili lub nie mieli jeszcze okazji się z nią zapoznać.
Bardzo satysfakcjonujący jest powrót Chorego Pastora, charakterystycznego okrzyku i całej otoczki wylansowanego Tedasa, której przez lata nie doświadczyliśmy w takim stopniu i formie. “ERMAXXY”, czyli współczesna odpowiedź na “Air Max Classic”, są kwintesencją tego, o czym piszę powyżej i de facto całego albumu. Wyjęte z epoki wydają się nawet niektóre punchline’y i porównania jak “Złe wspomnienia wymiatam jak miotła” czy “Co się sadzisz? Co ty jesteś, Saddam?/Nie poradzisz nic, jak ci zrobię Bagdad/To rapowa masakra, ogarnij/Jak źle to zagrasz, to Chory cię zmartwi”. Dziś takie wersy mogłyby wzbudzić uśmiech politowania, lecz w przypadku Tedego broni go konwencja i lekkość w snuciu historii rozwleczonych po 20 latach życia.
Czemu więc “XXENDE MYLFFON” okazał się tak udany? Najważniejsze nie są wcale kwestie stylistyczne, lecz podejście do materiału źródłowego. TDF, razem z Yottsu i zaproszonymi gośćmi, dodali do dobrze znanej i już wyeksploatowanej mieszaniny cząstkę współczesnego dystansu i nostalgii, która nadała całości tak odświeżający charakter.
Tede – król nostalgii
“XXENDE MYLFFON” nie jest jednak niczym innowacyjnym, zwłaszcza w kontekście Tedego. Graniecki nie kryje swojego pociągu do nostalgicznych kroków i sentymentalizmu, a kolejne jubileusze celebruje z ochotą. Od paru lat kariera TDF-a przypomina zresztą pełną wspomnień i refleksji przejażdżkę po post-infamicznej jeździe bez trzymanki. Jako jeden z niewielu weteranów dobrze wie, jak sprawić, by nostalgiczna nuta wybrzmiewała czysto i bez fałszu.
Co ważne, Tede nie celebruje każdego jubileuszu jednakowo. Stawia na albumy, które były kamieniami milowymi, dzięki czemu ich świętowanie to wciąż spore wydarzenie, a nie cykliczny i tani benefis. W 2021 roku, w ramach 20-lecia debiutanckiego “S.P.O.R.T.”, Tede postawił na “ESPEOERTE 0121”.
Album – oparty na dokładnie tym samym schemacie, co “XXENDE MYLFFON” – okazał się bardzo udany i ciepło przyjęty. To zapewne zachęciło stołeczną legendę do powtórzenia zabawy. Chociaż proces wydawniczy niewiele różni się od akcji sprzed 5 lat, to wciąż jeden z najlepszych sposobów na uczczenie okrągłej rocznicy albumu muzycznego. Zwłaszcza jeśli idzie za tym taka jakość, lekkość i chęć utrzymania długowieczności. A to udaje się Tedemu najlepiej spośród wszystkich polskich raperów debiutujących na przełomie wieków
Poprzedni artykuł
Następny artykuł













