W latach 90. muzyka wywodząca się z rave'ów stała się częścią mainstreamu. Szybkie, mocne i melodyjne utwory coraz częściej pojawiały się bowiem na listach przebojów, co jedni uważali za komercjalizację nurtów hard trance i happy hardcore, a inni za naturalną drogę ewolucji owych gatunków. Bez względu na to, jakie macie na ten temat zdanie, warto wrócić do 5 klasyków, które dla Was przygotowaliśmy.
Mrok, bezsenność, uzdrowienie. Chelsea Wolfe i jej twórczość
Już wkrótce Chelsea Wolfe opanuje stolicę naszego kraju za sprawą trasy koncertowej "The Dark". W oczekiwaniu na wydarzenie, przybliżamy jej twórczość.
24.06.2026
Martyna Kościelnik
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Chelsea Wolfe wystąpi w Polsce!
Wiele lat twórczości w atmosferze dźwięków balansujących na granicy southern gotyku, folku, doom metalu i masy eksperymentów – tak właśnie prezentuje się rozgałęziona ścieżka kariery amerykańskiej wokalistki, która wkrótce oczaruje Polskę. Chelsea Wolfe już 3 grudnia zaprezentuje się w warszawskiej Progresji, a wydarzenie odbędzie się pod znakiem “The Dark World Tour”. W roli gościa specjalnego usłyszymy A.A. Williams.
W oczekiwaniu na wydarzenie, przybliżamy twórczość Wolfe!
Polecamy na eBilet.pl
Od “beznadziei” do surowości
Chelsea Wolfe odcisnęła swój pierwszy muzyczny ślad równo dwie dekady temu. W jednym z archiwalnych wywiadów przyznała, że jej debiut ukazał się pod szyldem “Mistake in Parting”, lecz nigdy nie został wydany na szerszą skalę. Wokalistka wówczas tłumaczyła, że dzieło zostało naszpikowane jej osobistymi przeżyciami, a efekt… był dla niej niekomfortowy. W rozmowie z Red Bull Music Academy wspominała, że całość brzmiała “zbyt idealnie”, co w ogóle nie pasowało do jej wizji. Podsumowała ten etap, ujawniając, że wyrzuciła do kosza 250 kopii tej płyty. Ostatecznie krążek nazwała beznadziejnym, przepracowanym i okropnym, jednak rezultat nie zniechęcił jej do kontynuowania tej muzycznej podróży.
“Myślę, że to było doświadczenie, które mnie czegoś nauczyło” – tłumaczyła Red Bullowi – “Musiałam stworzyć coś, co do mnie nie przemawiało, by finalnie odnaleźć swój własny głos. Na jakiś czas wycofałam się z muzyki, bo szczerze mówiąc – byłam bardzo zdezorientowana i zagubiona. Czułam, że chcę tworzyć muzykę, ale jeszcze nie wiedziałam dokładnie jak.”. Z pomocą przyszedł jej Steve Vanoni, artysta folkowy, performer i malarz, którego od zawsze podziwiała. Nawiązała z nim kontakt, więc zaprosił ją na trasę koncertową. Pożyczała od niego sprzęt, eksplorowała swój wokal w różnych przestrzeniach. Natchniona i z nowym doświadczeniem – w końcu poczuła odpowiednie “ukierunkowanie”, z którym chciała wkroczyć do świata pełnoprawnych albumów. Wynikiem świadomej i przemyślanej pracy stał się “The Grime and the Glow” z 2010 roku.
Profesjonalne i czyste dźwięki zostały odłożone na bok na rzecz nagrań poczynionych Tascamem 488. Dzięki niekonwencjonalnej w dzisiejszych czasach metodzie zarejestrowania kawałków, chropowaty ton jej repertuaru dodatkowo zbudował atmosferę, która oczarowała słuchaczy z różnych części świata. Zaczęły się porównania do PJ Harvey, jednak Wolfe przez lata udowodniła, że idzie własną ścieżką, a efekt tej pracy stale zachwyca.
Polecamy na eBilet.pl
Idealizm, wielkie wizje i kontrasty
Artystka ma na swoim koncie osiem pełnoprawnych albumów, a wszystkie z nich cieszą się równą popularnością. Zaledwie rok po “The Grime and The Glow”, Chelsea zatraciła się w świecie “Apokalypsis”, balansując na granicy gotyckiego rocka i neofolku. “Tytuł oznacza objawienie, apokalipsę i zrzucenie zasłony” – wyjaśniała autorka w rozmowie z Interview Magazine. Całość została opatrzona okładką, którą część słuchaczy uznała za “niepokojącą”. Zagłębiając się w jej znaczenie, Wolfe nakreśliła, że to reprezentacja poczucia epifanii i objawienia. “Apokalipsa oznacza koniec epoki, koniec pewnej epoki. Dla mnie to różne końce świata i różne rodzaje epifanii. Na tym albumie jest mnóstwo idealizmu i wielkich wizji”.
“Zawsze pociągały mnie kontrasty” – powiedziała Chelsea Red Bullowi, gdy wspominała album “Pain Is Beauty” z 2013 roku. Ujawniła wówczas, że każdy utwór zawiera cząstkę jej samej, dzięki czemu w repertuar jest wplecionych kilka osobistych elementów. Przyznała, że lubi, gdy ludzie zgadują, które fragmenty są faktycznie zainspirowane jej życiem. Rezultatem tej pracy jest mroczna płyta, w której jednak pojawia się iskra nadziei. Wolfe pragnęła stworzyć dzieło, w którym uwypukla, że rzeczywistość czasami bywa brutalna, ale następują chwile jasności. W rozmowie z Fader mocniej zagłębiła się w wyjaśnianie przekazu albumu, uwypuklając, że wiele wątków opowiada o intensywności natury oraz jej korelacji z ludzkością. Przesłanie, które płynie z repertuaru, nawołuje, że przejście przez ciężkie chwile wymaga siły, a gdy już uda nam się przebrnąć przez trudności, stajemy się mądrzejsi.
Bezsenne natchnienie
Szlaki czwartej płyty zostały przetarte ponad dekadę temu pod tytułem “Abyss”. Zagłębiając się w jego treść, okazuje się, że jest podszyty trudnymi doświadczeniami, z którymi musiała zmagać się artystka. Tematyka albumu została zainspirowana jej notorycznymi paraliżami sennymi, powodującymi ogromny ucisk na klatkę piersiową i halucynacje. Ciągłe uczucie presji, przerażenia i duszności znalazły swoje ujście w utworach podejmujących próbę odkrycia przestrzeni między snami a rzeczywistością. Jeden ze snów, w którym Chelsea była w jaskini, stał się katalizatorem do powstania całego albumu. Stwierdziła, że ta wizja była głęboka i pełna metafor, więc postanowiła rozwinąć ją na jawie i skonfrontować mroczne zakamarki umysłu z tym, jakie tajemnice skrywa Ziemia. Gdy dzieło ujrzało światło dzienne, wielu krytyków uznało, że to najcięższa porcja materiału w dorobku Wolfe. “Nie dążyliśmy do metalowego brzmienia ani do żadnego konkretnego gatunku, ale chcieliśmy, żeby było ciężko” – podsumowała brzmienie krążka.
Kłopoty ze snem i bezsenność przeniknęły również do “Hiss Spun”, albumu z 2017 roku. “Zmagam się z ogromnym lękiem, który nasila się podczas napadów bezsenności. Ciągle szukam sposobów na uspokojenie. Wiele z tego przeniosłam na tę płytę, szczególnie na utwory ’16 Psyche’ i ‘Spun’” – wytłumaczyła artystka w rozmowie z Vice. Jednocześnie powiedziała, że każdy z kawałków niesie w sobie wiele światów, a warstwa liryczna była zainspirowana krótkimi wyrazami o wielkim znaczeniu. Z płyty płynie przekaz o tym, że akceptacja własnego bałaganu jest w porządku, ponieważ to pierwszy krok do rozwoju osobistego.
Polecamy na eBilet.pl
W świecie przemocy
“Ten album przynosi ulgę” – powiedziała Chelsea Wolfe w wywiadzie z New Noise Magazine, gdy omawiano “Birth Of Violence”. Płyta została zrodzona w autobusach, w których wokalistka spędziła długie godziny podczas tras koncertowych. Zdała sobie sprawę, że spotykanie się z wieloma ludźmi i poznawanie nowych miejsc jest świetnym źródłem inspiracji, więc przelała te doświadczenia na papier. A podstawa muzyczna? Zależało jej na tym, by wszystkie utwory były łatwe do zagrania na gitarze akustycznej, gdy tylko nadejdzie taka potrzeba. Wynikiem tej pracy jest surowy i szczery materiał. We wcześniej wspomnianej rozmowie wokalistka zagłębiła się w ideę stojącą za tytułem płyty, nakreślając, że przemoc jest pięknym słowem na określenie czegoś okropnego. Rozwinęła tę myśl, twierdząc, że społeczeństwo jest wręcz opętane brutalnością i staje się ona coraz bardziej powszechna. Gdy w starym słowniku sprawdziła to słowo, natknęła się na wyjaśnienie, że przemoc to siła emocji. Napędziło ją to do rozważań na temat kobiet, które są emocjonalne, akceptują swoją siłę i walczą z różnymi trudnościami. “‘W Birth Of Violence’ jest naprawdę dużo kobiecej energii. Narodziny to coś, co mogą dać tylko kobiety. My tutaj dajemy życie nowej sile – zaczynamy powstawać i głośno sprzeciwiać się pewnym rzeczom”.
Wyjątkowa współpraca
Gdy “Birth Of Violence” zachwyciło świat, Chelsea Wolfe wiedziała, że następca musi być wyjątkowy. Kolejny album to “Bloodmoon: I”, czyli wynik kooperacji z Converge, który ujrzał światło dzienne w 2021 roku. Owoc tej współpracy zachwycił wielu krytyków, dzięki czemu znalazł swoje uznanie w muzycznych podsumowaniach. A przepisem na ten sukces stał się… brak zasad. Wokalistka przyznała Guardianowi, że muzycy nie mieli sztywnych ram, których mieliby się trzymać. Uważa, że dzięki temu ujawniono wszystkie oblicza twórców, co idealnie wykrzesało pełny potencjał płyty.
Etap oczyszczenia
Na ten moment muzyczny katalog Wolfe zwieńcza “She Reaches Out to She Reaches Out to She” z 2024 roku, czyli opowieść o zrywaniu więzi, pójściu naprzód i zmianie. Według Kerrang, utwory opowiadają o oczyszczeniu i stawianiu granicy. Patrząc na tematykę w kontekście życia wokalistki, docieramy do jej drogi ku trzeźwości. Przyznała, że w 2021 roku zerwała z nałogiem, a przy okazji pisania płyty poczuła gotowość, by otwarcie o tym opowiedzieć. Autorka powiedziała, że utwory stały się dla niej pewnego rodzaju drogowskazami, które ułatwiły jej ten proces.
Idzie nowe?
Chelsea Wolfe ogłosiła trasę… i zaprezentowała nowy utwór! W sieci pojawił się pełne emocji “The Dark” oraz “Death is Not the End”, które zdecydowanie zwiastują jej nowy muzyczny rozdział. Całkiem prawdopodobne, że nadchodzący koncert odbędzie się w atmosferze nowego repertuaru wokalistki. Na ten moment nie znamy szczegółów nowej płyty, ale wiele wskazuje na to, że zbliża się wielkimi krokami!
Poprzedni artykuł
Następny artykuł











