W nowym odcinku podcastu “Scena Główna” Krzysztof Szyc i Jakub Wojakowicz kolejny raz gościli u siebie Olega Hakenberga. Tym razem wraz z gościem przyjrzeli się tematowi teledysków.
Arctic Monkeys i Bring Me The Horizon. Lustrzane kariery zespołów z Sheffield
Latem 2022 roku na festiwalach Reading i Leeds głównymi gwiazdami imprezy zostały Arctic Monkeys i Bring Me The Horizon. Dwa zespoły z Sheffield, których członkowie mijali się kiedyś na szkolnych korytarzach, stanęły obok siebie na szczycie jednego z najważniejszych festiwali w Wielkiej Brytanii. Zobaczmy jak to się stało, że dwie nastoletnie kapele mające zupełnie inny punkt wyjścia stały się jednymi z najważniejszych w XXI wieku.
03.08.2026
Krzysztof Szyc
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Wspólne początki, ale inne światy
Historia obu zespołów zaczyna się w tym samym miejscu, czyli w Sheffield. To właśnie w tym przemysłowym mieście na północy Anglii dorastali przyszli członkowie Arctic Monkeys i Bring Me The Horizon. Choć dzieliły ich muzyczne zainteresowania, przez pewien czas dosłownie mijali się na tych samych szkolnych korytarzach. Alex Turner, Matt Helders i Andy Nicholson uczęszczali do Stocksbridge High School. Będący rok niżej Oliver Sykes również był jej uczniem, podobnie jak Matt Kean, który później został basistą Bring Me The Horizon.
Oba zespoły powstały w podobnym czasie. Arctic Monkeys uformowali się w 2002 roku, kiedy Turner, Helders, Jamie Cook i Andy Nicholson postanowili założyć zespół po tym, jak na Boże Narodzenie dostali swoje pierwsze instrumenty. Bring Me The Horizon narodził się dwa lata później z inicjatywy Olivera Sykesa, Lee Malii, Matta Keana i Matta Nichollsa, którzy wywodzili się z lokalnej sceny metalowej i hardcore’owej. Mimo że oba zespoły pochodzą z tego samego miasta, trudno natrafić na wywiady, w których mówiłyby o sobie nawzajem i budowały wokół tego jakąś narrację. Obie kapele wiedziały o swoim istnieniu, jednak przez lata funkcjonowały w zupełnie różnych muzycznych światach.
Od szkolnych korytarzy na wielkie sceny
Oli Sykes przytoczył kiedyś anegdotę, według której Alex Turner wręczył mu demo Arctic Monkeys, a on… wyrzucił je do kosza, bo interesował go wtedy wyłącznie death metal. Po latach przyznał, że był nieco zazdrosny o błyskawiczny sukces zespołu, ale z czasem sam został ich wielkim fanem, a także stali się dla niego jednym z głównych punktów odniesienia. Z kolei Turner wspomniał o Bring Me The Horizon w wywiadzie dla magazynu Another Man:
“Jest teraz zespół z Sheffield, który robi furorę na scenie hardcore. Nazywają się Bring Me The Horizon. To strasznie głośna muzyka, mnóstwo wrzasku. Szanuję to, jest w tym coś świetnego, ale to nie moja muzyka. Wokalista chodził do naszej szkoły, był chyba rok niżej. Nie mogłoby to bardziej różnić się od tego, co robimy, ale wszyscy pochodzimy z tego samego gniazda”
To dobrze pokazuje, że w tamtym momencie oba zespoły funkcjonowały w zupełnie innych rzeczywistościach. Nie było wielu okazji, by ich drogi się przecięły. Do pierwszego spotkania doszło dopiero w 2018 roku, a kilka lat później obie grupy wspólnie headlinerowały legendarne festiwale Reading i Leeds. W ich wypowiedziach było sporo uprzejmości, ale też refleksji nad tym, jak udało im się przejść drogę ze szkolnych korytarzy na największe sceny świata.
Zbawcy indie rocka vs pionierzy deathcore’u
Oba zespoły wydały swoje debiutanckie albumy w 2006 roku. “Whatever People Say I Am, That’s What I’m Not” od razu stało się ogólnokrajowym fenomenem, debiutując na pierwszym miejscu brytyjskiej listy sprzedaży. Arctic Monkeys błyskawicznie stali się jednym z najgorętszych zespołów w Wielkiej Brytanii. Takiego szumu wokół debiutantów nie było od czasów Coldplay. Sukces przyszedł natychmiast i z marszu uczynił ich jedną z najważniejszych nazw brytyjskiego indie rocka.
Bring Me The Horizon budowali swoją pozycję zupełnie inaczej. “Count Your Blessings” stał się jednym z najważniejszych albumów rodzącego się deathcore’u, a sam zespół był jednym z głównych przedstawicieli tego gatunku. Debiut szybko zyskał status kultowego, jednak trudno było porównywać jego oddziaływanie z ogólnokrajową ekstazą, jaka towarzyszyła Arctic Monkeys. Co ciekawe, sami muzycy po latach wielokrotnie przyznawali, że nie są zadowoleni ze swojej pierwszej płyty. Tłumaczyli to młodym wiekiem, brakiem doświadczenia i profesjonalizmu. W tym roku z okazji dwudziestolecia albumu ukazała się nawet nowa wersja album nagrana zgodnie z ich obecną wizją.
Czas świetności MySpace’a
Zarówno Arctic Monkeys, jak i Bring Me The Horizon można uznać za zespoły przełomowe pod względem wykorzystania internetu. Były jednymi z pierwszych kapel, które tak skutecznie zbudowały swoją pozycję dzięki sieci ale funkcjonowały jeszcze na styku dwóch epok. W przypadku Arctic Monkeys ogromne znaczenie nadal miało radio i tradycyjne media, natomiast dla Bring Me The Horizon internet był praktycznie jedynym miejscem, w którym deathcore mógł dotrzeć do szerszej publiczności. Był wręcz jego środowiskiem naturalnym.
Oba zespoły są dziś wręcz modelowymi przykładami ery MySpace’a. Wiele zawdzięczają udostępnianiu plików MP3, forom internetowym, blogom i internetowym rozgłośniom radiowym. Wszystko to działo się jeszcze zanim media społecznościowe przybrały współczesną formę.
2013: przełomowy moment… dla obu
Arctic Monkeys szli za ciosem, wydając kolejne albumy, które umacniały ich pozycję. Do 2012 roku mieli na koncie cztery bardzo udane płyty. Choć każda z nich przynosiła pewne zmiany, zespół wciąż pozostawał wierny swojemu charakterystycznemu stylowi. Ten etap kariery najlepiej podsumowuje piąty album – “AM”. Dla wielu fanów to opus magnum zespołu. Wcześniej Arctic Monkeys byli ogromną gwiazdą indie rocka, ale właśnie krążek z 2013 roku wyniósł ich do poziomu zespołu światowego formatu. “Do I Wanna Know?” było dosłownie wszędzie i dla wielu stało się jednym z największych przebojów dekady.
Bring Me The Horizon z kolei z każdą płytą stopniowo odchodzili od deathcore’u, coraz mocniej zbliżając się do metalcore’u i coraz śmielej wplatając do swojej muzyki elektronikę. Ich przełom nastąpił dokładnie w tym samym roku co u Arctic Monkeys. W 2013 roku ukazał się “Sempiternal”. Album najbardziej przebojowy w ich dotychczasowej karierze, ale wciąż zachowujący metalcore’owy charakter. To właśnie wtedy świat usłyszał “Can You Feel My Heart?”.
To kolejny moment, w którym kariery obu zespołów niezwykle się do siebie zbliżają. Siedem lat po debiutach zarówno Arctic Monkeys, jak i Bring Me The Horizon wydają albumy, które definiują ich pozycję na kolejne lata. Co więcej, dekadę później zarówno “Do I Wanna Know?”, jak i “Can You Feel My Heart?” przeżywają drugą młodość dzięki TikTokowi. Po osiągnięciu szczytowej popularności oba zespoły stanęły przed tym samym pytaniem: co dalej?
Jedni gonią za mainstreamem, a drudzy od niego uciekają
Bring Me The Horizon postanowili pójść w stronę mainstreamu. Kierunek wytyczony na “Sempiternal” sugerował, że powrotu do deathcore’u raczej już nie będzie. Mimo to “That’s The Spirit” z 2015 roku okazał się ogromnym zaskoczeniem. Jakby przyrównać karierę Bring Me The Horizon do Metalliki to jeśli “Sempiternal” było ich “Czarnym Albumem”, to “That’s The Spirit” stało się ich “Load”. Bring Me The Horizon całkowicie się przedefiniowali. Stracili część fanów zakochanych w “Count Your Blessings”, ale jednocześnie zdobyli znacznie szerszą publiczność. W dłuższej perspektywie ten ruch okazał się sukcesem. Zespół wyszedł z metalowej niszy i stał się mainstreamowym zespołem rockowym.
Arctic Monkeys wykonali ruch dokładnie w przeciwnym kierunku. Po ogromnym sukcesie “AM” zrobili sobie pięcioletnią przerwę, by wrócić z “Tranquility Base Hotel & Casino”, który okazał się być dotychczas ich najbardziej wymagającym albumem. Zamiast kolejnej kolekcji gitarowych przebojów zaproponowali artrockową opowieść osadzoną w kosmicznej scenerii, pełną fortepianu i subtelnych aranżacji. Wielu fanów było zaskoczonych, część rozczarowana, ale jednocześnie album pokazał, że zespół nie zamierza spełniać oczekiwań publiczności za wszelką cenę. Komunikat był prosty: mamy własną drogę.
I właśnie tutaj podobieństwo obu karier staje się najbardziej widoczne. Zarówno Bring Me The Horizon, jak i Arctic Monkeys przedefiniowali swoje brzmienie, ale zrobili to w zupełnie przeciwnych kierunkach. Ci drudzy, którzy bardzo szybko zdobyli mainstreamową popularność, zaczęli tworzyć muzykę coraz bardziej wymagającą. Bring Me The Horizon przeszli odwrotną drogę. Od ciężkiego, undergroundowego grania do coraz bardziej przystępnych i melodyjnych kompozycji.
Dwa wielkie zespoły XXI wieku? Chyba tak..
Choć wywodzili się z różnych muzycznych baniek, ich historie zaskakująco często się ze sobą przecinają. Powstali w tym samym czasie, dorastali w tym samym mieście i uczyli się w tej samej szkole. Dziś wiemy już, dokąd zaprowadziły ich te dwie zupełnie różne drogi. Na szczyty festiwalowych plakatów i do grona zespołów, które na nowo zdefiniowały gitarową muzykę w XXI wieku.
Poprzedni artykuł
Następny artykuł











