25 lat temu w odstępie zaledwie tygodnia ukazały się dwie płyty, które wywróciły świat metalu do góry nogami i po których nie był on już taki sam. Po tych albumach System of a Down i Slipknot na stałe zapisały się w jego historii. Przypomnijmy sobie okoliczności ich powstania i to jaki wywarły wpływ na późniejsze pokolenia.
“Wiecznie żywy” album Pearl Jam. “Ten” obchodzi 35-lecie!
Ta płyta jest pozycją obowiązkową dla wszystkich fanów grunge’u! Owiany legendą album "Ten" obchodzi swoje 35-lecie. Oto ciekawostki o przełomowym wydawnictwie Pearl Jam!
28.08.2026
Martyna Kościelnik
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Oto historia “Ten”, słynnej płyty Pearl Jam
Wpisany w ramy klasyków gatunku, przełomowy, ponadczasowy i inspirujący – tak prezentuje się “Ten”, debiutancki album Pearl Jam. Płyta trafiła na półki sklepowe 27 sierpnia 1991 roku i na zawsze zmieniła bieg kariery muzyków z Seattle. Przypominamy historię powstania tego wyjątkowego dzieła!
Polecamy na eBilet.pl
“Zastanawiam się: jak to się stało? Dlaczego? Nadal nie znam na to odpowiedzi – to raczej po prostu los, czas, szczęście lub talent” – w taki sposób Mike McCready skomentował ponadczasowy sukces wydawnictwa, co przytoczył LouderSound. Choć z perspektywy czasu może to brzmieć absurdalnie, w latach 80. Seattle często było pomijane przez ogólnoświatowe zespoły rockowe, o czym Matt Cameron wspomniał w wywiadzie z The Line Of Best Fit. Aspirujący muzycy nie mieli okazji oglądać scenicznych gigantów na żywo, więc postanowili zabrać sprawy w swoje ręce… i rozwinąć twórczość undergroundową. “To, co naprawdę wciągnęło naszą scenę muzyczną, to duch ‘zrób to sam’” – wytłumaczył perkusista. W ten sposób muzycy przez lata zbierali swoje doświadczenia w takich grupach, jak Green River czy Mother Love Bone, jednak ich życie zmieniło się, gdy wszyscy spotkali się pod szyldem Pearl Jam.
Nagła śmierć Andrew Wooda (wokalisty Mother Love Bone) i liczne zawirowania w innych formacjach doprowadziły do tego, że Mike McCready, Stone Gossard, Jeff Ament i Dave Krusen spotkali się razem w studiu, by zarejestrować pierwszą próbkę wspólnej burzy mózgów. “Nie było żadnej presji, bo to tak naprawdę nie były nawet piosenki, tylko pomysły, improwizacje i tego typu rzeczy. To było super, bo w tamtym momencie po prostu podchwytywaliśmy klimat i podążaliśmy za nim” – powiedział basista dla Spin. Owoc tego jam session wpadł w ręce Eddiego Veddera, który sięgnął po mikrofon… i od razu wpasował się w atmosferę projektu. Zdeterminowany wokalista wkroczył do sali prób z gotowymi tekstami, w tym – z napisanym “Black”. Wiedział, czego chce – prosił pozostałych, żeby od razu przeszli do rzeczy i oddali się twórczości. Dzięki wspólnej determinacji i doskonałemu dopasowaniu, muzycy już pierwszego dnia stworzyli szkielet “Alive”.
“Był brakującym elementem naszego zespołu. W zespole było pięciu facetów, wszyscy grali na najwyższych obrotach, a Eddie był człowiekiem, który mógł nas zaprowadzić do ziemi obiecanej. Nie miałem pojęcia, że to będzie aż tak wielkie, ale wiedziałem, że jesteśmy dobrzy” – Mike wspominał pierwsze chwile z Vedderem.
Choć “Ten” jest jedną z flagowych pozycji grunge’u i płytą, która na dobre zapisała się w muzycznej historii, jej sukces nie przyszedł natychmiast. McCready powiedział, że o płycie zrobiło się głośno dopiero po kilku miesiącach od premiery. Nic dziwnego – stacje radiowe i telewizyjne programy muzyczne opanowały single “Alive”, “Even Flow” i “Jeremy”, które na dobre ugruntowały pozycję Pearl Jam na arenie międzynarodowej i zachęciły słuchaczy do eksploracji całego repertuaru z debiutanckiego krążka.
Wiecznie żywy hit Pearl Jam
Od tej piosenki się zaczęło! Jak wspomniano wcześniej, “Alive” było pierwszą pozycją, która zjednoczyła Pearl Jam w sali prób. To właśnie wtedy muzycy odkryli muzyczne połączenie i wiedzieli, że ich praca zaowocuje satysfakcjonującym efektem. Nic dziwnego, że kawałek został wypuszczony jako debiutancki singiel. Krytycy nie kryli zachwytu, a dziennikarz z Los Angeles Times porównał utwór do “My Generation” z repertuaru The Who, co stało się ogromną nobilitacją dla debiutującego zespołu.
Eddie Vedder, wczytując się w opinie słuchaczy, zauważył, że wielu z nich traktuje “Alive” jako afirmację życia. “To świetna interpretacja. Ale tak naprawdę ten utwór jest… torturą! Dlatego to dla mnie trochę popieprzone. Chyba powinienem nauczyć się śpiewać inaczej, byłoby łatwiej” – skomentował wokalista w rozmowie z Rolling Stone. Wytłumaczył, że piosenka opowiada o rodzinie, w której umiera ojciec. To poruszająca historia, ponieważ syn dorasta i staje się odbiciem człowieka, którego straciła jego matka, więc zaczyna go pragnąć, bo ta miłość “wciąż żyje”. Chłopak nie radzi sobie z tą krzywdą, więc wychodzi na ulicę i zabija ludzi, o czym opowiada utwór “Once”. Vedder podpowiedział magazynowi, że finałowa część tej muzycznej trylogii ma swoje odbicie na kawałku “Footsteps”, gdzie na bohaterze zostaje wykonany wyrok śmierci.
Utwór zainspirowany tragedią
Jedną z najbardziej rozpoznawalnych pozycji w muzycznym katalogu Pearl Jam jest “Jeremy”. Pełen emocji utwór w rzeczywistości jest zainspirowany tragiczną historią, o której Eddie Vedder przeczytał w gazecie. W rzeczywistości tytułowy Jeremy na początku lat 90. popełnił samobójstwo na oczach kolegów z klasy, a ta wstrząsająca opowieść obiegła świat. Wokalista zainspirował się tą makabrą, a do narracji dołożył własne, emocjonalne doświadczenia, tworząc jeden z najbardziej poruszających hymnów pokolenia.
Przeczytaj też:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł













