W nowym odcinku podcastu Scena Główna nowość. Gośćmi podcastu byli Franek Warzywa i Młody Budda, duet znany jako vgtbl.pl.
Powroty, debiuty, rekordy. Podsumowanie 2025 roku w polskim hip-hopie + Top 15 albumów
2025 rok za nami. Jak wyglądał on dla polskiego hip-hopu? Czym się emocjonowaliśmy? Kto może uznać się za jego zwycięzcę? Oto podsumowanie ostatnich 12 miesięcy w polskim rapie.
02.01.2026
Jakub Wojakowicz
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Cierpliwość popłaca
Święta, święta i po świętach. Ci czekający na pierwszą gwiazdkę oczywiście znaleźli ją na niebie, ci którzy do dziś liczą, że na wigilię ukaże się nowy projekt od duetu Brudne Serca kolejny raz obeszli się ze smakiem, a barszcz z uszkami doprawili najszczerszymi łzami “truskula”. Ja nie czekałem, bo wiara w ukazanie się tego projektu całkiem we mnie umarła lata temu, ale niespieszenie się z podsumowaniem roku nagrodził ktoś inny. Taco Hemingway swoim albumem utarł nosa niektórym redakcjom i fanpage’om wydając “Latarnie Wszędzie Dawno Zgasły”. Dlatego na spokojnie poczekaliśmy w redakcji do końca roku i oto jest. Podsumowanie roku 2025 na polskiej, rapowej scenie. Działo się wyjątkowo dużo i jak to zwykle bywa, z jakością tych wydarzeń było bardzo różnie.
Komercyjni zwycięzcy
Zacznijmy od faktów, opartych na twardych danych. Choć w Stanach Zjednoczonych obserwujemy spadek zainteresowania rapem na rzecz popu (spadek udziału w rynku na przestrzeni dekady o ponad 10%), w Polsce cały czas to hip-hop dominuje na scenie muzycznej. Wystarczy spojrzeć na podsumowanie roku najpopularniejszej platformy streamingowej w naszym kraju – Spotify. W dziesiątce najchętniej słuchanych artystów roku znaleźli się wyłącznie raperzy, producenci lub osoby, które nieco wybiegają poza ramy rapu, ale wywodzą się z niego i nierzadko z niego korzystają w swojej twórczości. Najbardziej oczywistym przypadkiem oddającym zatarcie się granic garunkowych jest Sobel, czwarty najczęściej słuchany artysta roku i autor najchętniej słuchanej płyty “Napisz jak będziesz”, na której rapu jest niewiele. Pojawia się on jednak sporadycznie, a przy jej produkcji pracowali typowo rapowi producenci. Wydanie najpopularniejszej płyty roku nie wystarczyło Soblowi do statusu najchętniej słuchanego artysty roku. Wyprzedzili go Mata, Oki oraz francis i to w nich upatrujemy największych komercyjnych zwycięzców minionych dwunastu miesięcy.
Przypadek Maty pozwala zaobserwować ciekawą tendencję. Choć wydał sporo muzyki w 2025 roku i dwa z jego tegorocznych singli trafiły na listę dziesięciu najchętniej słuchanych, jeśli chodzi o albumy, w zestawieniu znajdziemy “100 dni do matury” i “Młodego Matczaka”, które mają już kilka lat. W całej dziesiątce najchętniej słuchanych albumów znajdziemy zresztą zaledwie cztery płyty, które faktycznie ukazały się w 2025 roku. Z singlami sytuacja wygląda zgoła odmiennie i większość z nich ukazała się w ostatnich miesiącach. Liderem został jednak “Dom nad wodą” Pezeta i Auera z 2022 roku. To dowód na kolejną rynkową tendencję – TikTok, który według licznych badań nie pomaga budować artystom stałego fanbase’u cały czas może dać wielki hit, a czasem to, jaki utwór zostanie hitem dzieje się zupełnie niespodziewanie bez ingerencji artysty.
Rok beefów
Co jeszcze w kwestii scenicznych tendencji? Przez cały rok towarzyszyły nam beefy. I to nie tak jak zwykle, postaci, z całym szacunkiem, ze średniej półki. Dwa beefy w zasadzie w jednym czasie sprawiły, że sierpień był zdominowany przez bitewny nastrój. Konflikt Tego Typa Mesa i Tedego, był prawdziwą gratką, szczególnie dla starszych fanów, choć jak mogliśmy wyczytać z dissów, jego geneza była ciężka do zrozumienia nawet dla TDF-a. I tak jak dziwna była geneza tak dziwny był też ten beef, w którym Mes zrobił z warszawskich Kabat pole ziemniaków, wyciągał na wierzch pochodzenie przodków i walił pięścią w domofon. Stanę jednak nieco kontrowersyjnie w obronie Mesa, którego odklejki i dyspozycja w beefie przesłoniły słuchaczom całkowicie jego formę muzyczną w 2025 roku. A tę, na swoim tegorocznym albumie “Bukowski” Ten Typ Mes prezentuje wysoką, dając jeden z ciekawszych projektów w swojej karierze. Tylko na teksty trzeba czasem przymknąć oko.
Dużo bardziej konwencjonalny był beef Bedoesa 2115 z Eripe, choć również nie zabrakło zaskoczeń. Dla jednych zaskoczeniem mógł być fakt, jak sprawnie poradził sobie członek 2115 wykorzystując charyzmę i humor, ale i składając naprawdę ciekawe punchline’y. Dla innych, jak w zderzeniu z tak dysponowanym rywalem wypadł prosty styl Eripe, oparty właściwie jedynie na punchline’ach, niekiedy odwołujących się dość płytko m.in. do wagi Bedoesa 2115, kiedy mówimy o raperze na tyle kontrowersyjnym, że można znaleźć więcej “brudów” i to nie tylko takich sprzed ponad dekady. Nie zabrakło również kontrowersji, jak chociażby tych, związanych z bitem do “Helikoptera w ogniu”, ale najciekawszy jest krajobraz po bitwie. Tu w przeciwieństwie do beefu Mesa i Tedego, opinie słuchaczy dotyczące zwycięzcy są podzielone. Wskazanie jest jednak Bedoesa 2115. Jednocześnie wydawało się, że to Eripe za sprawą tego beefu przypomni o sobie i ruszy z wydawniczą ofensywą, a tak naprawdę stało się odwrotnie i cała sytuacja napędziła rapera z Bydgoszczy, który wydał jeden z najbardziej imponujących singli roku. “Kamień z serca” to przekrojowe spojrzenie na swoją karierę zarówno poprzez tekst, jak i niesamowity klip, chętnie followupujący “Gustawa”, przełomowy utwór w karierze Bedoesa 2115. Wszystkie te czynniki sprawiły, że “Kamień z serca” stał się polskim rekordzistą jeśli chodzi o liczbę odtworzeń utworu w ciągu pierwszych 24 godzin od premiery.
Koniec roku przyniósł nam jeszcze jeden duży beef, pomiędzy Young Leosią i Fagatą, ale w skali roku ciężko ostatecznie uznać, go za wydarzenie znaczące, czy ze względu na poziom, czy jego konsekwencje. Te widzimy za to bardzo mocne w innej tegorocznej tendencji.
Polecamy na eBilet.pl
Cały świat w rytmie reggaetonu
Najchętniej słuchanym artystą roku na Spotify został Bad Bunny, którego “Debí Tirar Más Fotos” osiągnęło ogromny sukces komercyjny i zostało ciepło przyjęte przez krytyków. I choć nie jest to typowo reggaetonowy album, to z pewnością jego popularność przybliżyła nieco słuchaczom z naszej części Europy właśnie ten gatunek i otworzyła ich na nieco inne brzmienia. Z reggaetonu chętnie czerpie też zresztą hip-hop i ta moda przyjęła się wreszcie również w Polsce, a pierwszym wielkim zwycięstwem tego połączenia była “Casablanca” Sentino. Ten kontrowersyjny raper od lat przemyca latynoamerykańskie brzmienia na nasz rynek, ale to pierwszy jego singiel w tak oczywisty sposób reggaetonowy, który stał się aż tak ogromnym hitem. Równie istotny, a może nawet istotniejszy jest projekt Maty “2038: Złote Piaski EP”, w całości poświęcony latynoskim brzmieniom. I choć bije od niego aura żartu, to bezsprzecznie jest przeniesieniem reggaetonu na grunt polskiego mainstreamu, a sukces singla “Kamikaze” może sugerować, że zarówno on jak i “Casablanca” to nie są to jednorazowe strzały i wśród słuchaczy istnieje zapotrzebowanie na takie reggatonowych brzmień.
Wielkie powroty
Mówiąc o 2025 roku nie można także zapomnieć o pożegnalnych koncertach Quebonafide, które jednocześnie były jego wielkim powrotem. Kontrowersji dotyczących tego powrotu było mnóstwo. Od drugiej daty koncertu, która nie spodobała się fanom (był to dzień wcześniej niż “pierwszy” koncert), po opóźnienia z dostawą zamówionych przez fanów płyt oraz boxów, po premierę musicalu na serwisie streamingowym szybciej, niż część się tego prawdopodobnie spodziewała. Nie wchodząc w to, ile z tych rzeczy jest winą Quebonafide i jego managmenetu, a ile zostało zbyt rozdmuchane przez fanów trzeba mu oddać jedno – udało mu się przygotować show, o którym mówili wszyscy. Choć plotki o musicalu pojawiały się od dawna, skala i rozmach przerosły oczekiwania, a głosów osób zawiedzionych samym koncertem na PGE Narodowym próżno szukać. No i fani otrzymali sporo nowej muzyki. Powrót i pożegnanie idealne? Nie, ale z pewnością godne postaci, jaką był dla sceny Quebonafide.
2025 to także kilka mniej spektakularnych powrotów, ale niezwykle ważnych dla sceny. Sitek, niegdyś uważany za jedną z największych nadziei sceny wypuścił po trzech latach nieobecności “5 EP”. Fanów podziemia z pewnością ucieszyły powroty ekipy Na pół etatu, niezwykle płodnego w zeszłym roku Junesa czy Deobsona. Z mojej strony największy powrót roku… wcale nie jest powrotem. Jednak patrząc na formę Żabsona na ostatnich projektach, “Hollywood Smile” można uznać prawie, że za powrót z martwych. Gdy wiele osób dążyło spisać go na straty (w tym ja), raper z Opoczna przypomniał czemu zawdzięczał swoją pozycję w szczycie kariery. Świeży, momentami zaskakujący, a przede wszystkim jakościowy i autorski trap, gdzie oprócz typowej przewózki znalazło się nawet miejsce na rozkminy, o co niektórzy mogliby nie podejrzewać Żaby. Ukoronowaniem najlepszego albumu w jego karierze jest wersja deluxe, na której znalazł się zapowiadany od dawna utwór z Wizem Khalifą, z marszu stający się jednym z najważniejszych utworów pod kątem zagranicznych gościnek w historii polskiego rapu.
No i wreszcie wspomniany we wstępie Taco Hemingway. “1-800 Oświecenie” ukazało się zaledwie dwa lata temu, więc pod kątem częstotliwości wydawniczej żaden to wielki powrót. Ale już rozwinięcie historii znanej z debiutanckiego “Trójkąta Warszawskiego” to powrót przez duże P, nawet gdyby jego poziom pozostawiał wiele do życzenia. I sam jestem w szoku, że to piszę, ale “Latarnie Wszędzie Dawno Zgasły” dotrzymały kroku materiałowi wyjściowemu. Taco, który w ostatnich latach pozwolił niektórym zwątpić w swoje ponadprzeciętne umiejętności liryczne, kolejny raz zbudował historię, którą śledzi się z zaciekawieniem i w której smaczków dla fanów “Trójkąta” jest cała masa. Służy temu też nieco bardziej staroszkolna forma na jaką zdecydował się Taco, choć nie zabrakło tu miejsca na murowany hit, jakim jest “Zakochałem się pod apteką”.
Newcomerzy i debiutanci
A co jeśli chodzi o świeżą krew na scenie? Mówiąc o 2025 roku w tym kontekście należy zacząć od zaznaczenia absolutnej nowości, czyli istnienia i roli talent shows dla młodych artystów. O uczestnikach “Rap Generation”, za wyjątkiem OG Kamki, nie było w tym roku zbyt głośno, ale już “Nowe rozdanie: Rythm + Flow Polska” przełożyło się na popchnięcie do przodu karier, szczególnie finałowej trójki: zwycięzcy, Zippy’ego Ogara, po prostu Kajtka i Borona. Jako trio wydali EP-kę i wystąpili m.in. na Open’er Festivalu. O tym czy to tylko krótkotrwały wystrzał popularności czy realna trampolina do długoletniej kariery przekonamy się w nadchodzących miesiącach. Tak samo jak o tym, czy zobaczymy kolejną edycję “Nowe rozdanie: Rythm + Flow Polska”, choć szczerze mówiąc bylibyśmy ciężko zdziwieni, gdyby to się nie wydarzyło.
Ksywką (a w zasadzie to nazwiskiem) odmienianym przez wszystkie przypadki w tym roku był Kosma Król, którego “Polot” z Kanią znalazł się w prawie każdym zestawieniu najlepszych płyt z tego roku. Jestem w zdecydowanej mniejszości, wskazując “kino femina” z Kubą Więckiem jako lepszy i ciekawszy projekt. Oba jednak pokazują szeroki wachlarz umiejętności zwykłego, szczerego gościa, który nie próbuje udawać kogoś kim nie jest i bawi się tą muzyką. Wydawałoby się, że tylko tyle, ale w dzisiejszym rapie to aż tyle.
Sporo mówiło się też o kuqe 2115, czyli debiutancie z aż dekadą stażu na scenie. I choć “nareszcie w domu” jest bardzo nierównym projektem, to poziom niektórych utworów i szum jaki wywołały single nie pozwalają o nim nie wspomnieć. Niezwykle istotnymi debiutantami, już w pełnym tego słowa znaczeniu są AG i wane. Szczególnie ten drugi, stylem inspirowanym mocno brytyjskim undergroundem na czele z fakeminkiem w moment stał się jedną z najgłośniejszych ksywek polskiego undergroundu.
A skoro o undergroundzie mowa, na szczególne wyróżnienie zasługuje rap eksperymentalny, którego przedstawiciele zaczęli zgarniać coraz szersze grono słuchaczy, także tych, którzy jak do tej pory nie słuchali rapu. Takie postaci jak Karuzelkaaa, Ziomcy, Korekcja Linii, Saalfrat Alarhaji czy Cichoń, tworzący bardzo często we współpracy stworzyli prawdziwy movement, który wraz z kolejnymi, jeszcze bardziej dopracowanymi wydawnictwami będzie tylko rósł.
Subiektywne top 15
Na koniec, to co tygryski lubią najbardziej, a więc ranking. Jak zwykle bywa w przypadku takich list czysto subiektywny, będący kombinacją rzeczy, których słuchałem najwięcej w minionym roku i tych, które zrobiły na mnie największe wrażenie przy pierwszym zetknięciu. Pozostaje mi życzyć wam, by przyszły rok w polskim hip-hopie był co najmniej tak dobry jak 2025, bo patrząc na to ile się w nim działo i ile dobrych płyt wyszło, nie mieliśmy na co narzekać. A oto najlepsze 15 płyt ubiegłego roku w polskim rapie:
01. Gruby Mielzky – To się więcej nie powtórzy + Zaraz Wracam EP
02. Biak – Chwasty EP
03. Żabson – Hollywood Smile
04. Taco Hemingway – Latarnie Wszędzie Dawno Zgasły
05. AG – Let’s Dance Mixtape
06. Zero89/Sajk – +ULTRA
07. Frosti – Wróciłem do domu EP
08. Kosma Król/Kuba Więcek – kino femina
09. Hvncwoty – Do Trzech Razy Sztuka
10. Ćpaj Stajl – M.E.L.I.N.A.
11. Ten Typ Mes – Bukowski
12. Saburrakap/$andro – Organy
13. Andrzej Szewczyk – Piosenki hip-hopowe LP
14. Shellerini – Razjefiber
15. BonSoul – Do picia i do mordobicia







