W jednym pokoju spotykają się fani, którzy znają Chivasa jak swojego najlepszego przyjaciela. Problem w tym, że jedna osoba tylko udaje i próbuje przetrwać kolejne rundy bez zdemaskowania.
10 najlepszych bitów Kubiego Producenta
Kubi Producent wydał już kolejny album producencki w karierze. Wadowiczanin zebrał na "JEZU CHRYSTE KUBI” śmietankę polskiej sceny, zachowując unikalny styl, który doprowadził go do pozycji jednego z najważniejszych producentów swojego pokolenia. Z tej okazji przypominamy 10 bitów z obszernej dyskografii Kubiego, które po prostu trzeba znać.
10.08.2026
Igor Wiśniewski
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
O tym, jak trudne jest wydanie płyty przez producenta, pisałem przy okazji jubileuszu “Nowej Starej Szkoły” Returnersów. Wielu beatmakerów albo nie decyduje się na takie wydawnictwo nigdy, albo po jednym projekcie stwierdzają, że nigdy więcej nie będą upominać się o gościnki przez nieokreśloną ilość czasu. Kubi Producent dołączył do dość wąskiego grona osób, którym udało się wydać pełnoprawny album producencki już trzeci raz. I to w stosunkowo krótkich odstępach.
Najsłynniejszy producer tag w Polsce
Tym razem Kubi nie prowadził długiego rolloutu. Od zapowiedzi projektu do jego publikacji minęło zaledwie kilka dni, podczas których gospodarz skupił się na odsłonięciu listy gości. Sam album – jak wspomina w mediach społecznościowych – to dość spontaniczna inicjatywa. Pierwotnie producent z Wadowic miał zamiar wydać wersję deluxe krążka “Sen, którego nigdy nie miałem” z 2024, jednak “dostał taki zastrzyk motywacji, że zamiast zamknąć ten rozdział, zrobił cały nowy album”. “JEZU CHRYSTE KUBI” rzeczywiście miewa momenty, w których cierpi na syndrom post-deluxe’owego projektu, jednak w całości broni się koncepcją i stylistyką, która Kubi opanował do perfekcji.
Po ponad dekadzie intensywnej pracy, obszernej dyskografii, w tym płytach z najpopularniejszymi raperami w kraju, i licznych hitowych singlach, Kubi Producent bez wątpienia należy do najbardziej wpływowych beatmakerów w kraju. To jeden z tych, którzy mimo stania na drugim planie, mają aparycję frontmana, stawiającą go na równi z rapującymi kolegami pod względem rozpoznawalności i przebojowości. Poniżej znajdziecie 10 bitów, które pokazują, dlaczego tak się stało.
Przeczytaj też:
Opowieść w trzech (t)aktach
Znakiem rozpoznawczym Kubiego jest jego zamiłowanie do budowania napięcia i teatralizacji produkcji. Zwłaszcza w obecnym etapie jego kariery. Zaczyna minimalistycznym intrem, wychodzi z energicznym dropem, w międzyczasie przełamuje krótką partią pozornie zmieniającą charakter całej produkcji. Doskonale to widać w singlu “Pusty pokój, ale płyty diamentowe”, gdzie klimatyczne intro z wokalami Tulii trwa ponad minutę. Dopiero potem uderza w słuchacza agresywnym, trapowym brzmieniem i charakterną nawijką Szpaka. Napięcie rośnie do granic, patos niemal wylewa się z głośników, by wraz z początkiem zwrotki zrzucić wszelkie pozory.
To popularny patent, który świetnie pasuje do singli, które informują słuchacza, że mają do czynienia z czymś ważnym, przełomowym. Tę samą rolę pełni podkład w ostatnim utworze Bedoesa 2115 “Kamień z serca”. Lider 2115 zaczyna z delikatnym akcentem w tle, by wszystko przybrało zupełnie odwrotny bieg w odpowiednim momencie.
W mniej zakrojonej, lecz nadal satysfakcjonującej formie, Kubi bryluje w “Młodym Mansonie” Young Multiego i Szpaka. Poszatkowane, gitarowe intro budzi niepokój, tworzy napięcie. Dudniący, nieco przesterowany drop dezorientuje słuchacza, jednocześnie skupiając jego uwagę do końca numeru. Delikatny przester prowadzi całość, nadając jej surowości, a dynamika całego podkładu świetnie prowadzi nawijaczy. Zwrotki wybrzmiewają należycie, a refren rozpycha się w membranach.
Trap prosto z Wadowic
Jeśli któryś z bitów z całej akcji Młode Wilki Popkillera miał przejść do amerykańskiego pierwowzoru, tj. akcji XXL Freshman, nie byłoby lepszego kandydata niż Kubi Producent i jego bit do Cyphera #3 z udziałem Smolastego, Anatoma, PlanaBe i Bedoesa. To podkład na miarę najlepszych zwrotek cypherowych, jakie przychodzą nam do głowy. Od Denzela Curry’ego przez Joeya Bada$$a czy Travisa Scotta. Bit jest surowy, rozbudowuje się etapami i nie bawi się w efekciarstwo, ale dokłada smaczków pod konkretnego rapera. Mocna, trapowa stylistyka daje nawijaczom przestrzeń do zabawy flow, zwalnia pod bridge Smoły, switchuje pod follow-up Bedoesa, odświeżając całość, po czym wraca do motywu przewodniego. Jest mocno, angażująco, ciekawie.
Dokładnie jak w “Kielichu” z najnowszej płyty. Wyraźna, dudniąca stopa niesie całość, lecz switch na zwrotce AG przełamuje kompozycję. Sprawdzian zdaje też baza bitu, luźno nawiązująca do brzmienia lat 80.
Czasem, by utwór nabrał mocy, wystarczy dać mu trochę więcej światła. Do bitu w “Jolce” chillwagonu Kubi wlał mnóstwo słońca, trapową formę obdarł z ciężkich dodatków, co pozwoliło ekipie Borixona stworzyć jeden ze swoich skocznych hymnów. W “Amerykańskich Teledyskach” OIO zmieszał trap z popową lekkością. Ciekawy, lekki sampel w tle, dobrze wybrzmiewająca perkusja, leniwa, pozytywna otoczka. To bit na miarę viralowego hitu, którym zresztą stał się singiel supergrupy.
Innym razem wystarczy postawić na jeden, silny akcent, jak w “Hypebae” Queby. To jeden z najciekawszych utworów Quebonafide z okresu “Egzotyki” i towarzyszących EP-ek. Kubi po raz kolejny nie skupia się na efekciarstwie, a czystej energii. Muzycznie wiele dzieje się na drugim planie, lecz dominuje wyrazista 808-ka, która sprzyja bardziej technicznym popisom Grabowskiego i gości (singiel ukazał się w dwóch wersjach: pierwszej z Young Igim, drugiej ze Sferą Ebbastą).
Z nutą nostalgii
Choć niedaleko pada teatralna dramaturgia od taniego patosu, Kubi zachowuje balans. W “05:05” producent świetnie buduje napięcie coraz mocniej wybrzmiewającą stopą. Jest nostalgicznie, mrocznie i ciężko, a zarazem delikatnie i prawie intymnie. Lekko zaakcentowana gitara współgra z autotune’em w refrenie, tylko uwydatniając ładunek emocjonalny przekazywany przez gospodarzy.
Jeśli ktoś wątpi, że w prostocie jest metoda, to argument ostateczny. Spokojny, w jakimś sensie minimalistyczny i oszczędny, pozwalający wybrzmieć słowom, a nie je przyćmiewać. Bit do “Nic już nie muszę” KęKę stoi na silnych nogach, lecz kompletnie bez próby dominacji. Pianino wprowadza spokój, hi-hat w tle dodaje dynamiki, stopa prowadzi całość i to właściwie koniec opowieści. A mówimy przecież o utworze, który niesie ze sobą olbrzymi ładunek pozytywnej siły i nadziei.
Można zarzucać Kubiemu Producentowi, że niektóre jego produkcje są przekombinowane. Zdolność do przesady rekompensuje jednak jego wszechstronność i umiejętność dopasowania się do ogólnego motywu oraz tworzenie opowieści z pomocą podkładu. To coś więcej niż wybranie sampla, dodanie snare’a i kilku ozdobników. Słychać w tym pomysł i cel, do którego Kubi Producent konsekwentnie dąży.
Poprzedni artykuł
Następny artykuł











