Kategorie
eBilet

Rap

Im ciszej, tym głośniej. Przyglądamy się karierze Guziora

Fot. Materiały prasowe/Sony Music

Rynkiem muzycznym rządzi ciekawa zależność. Zmuszająca nowych artystów do wyskakiwania z lodówki, a tych o ugruntowanej pozycji do zrobienia kroku w tył. Jak wpłynęło to na karierę Guziora?

Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl

Ilu artystów, tyle strategii marketingowych. Jedni ładują pieniądze w reklamy, drudzy próbują swoich sił niezależnie i docierają do nowych odbiorców wszystkimi możliwymi kanałami. Jeszcze inni ostentacyjnie odwracają głowy, kiedy przechodzą obok nich twórcy piosenek nastawionych na virale, bo przecież nie o zasięgi chodzi w sztuce! Promocja własnej muzyki to ciągła gonitwa, w której każdy ma inny przepis na sukces.

Nie trzeba sięgać wzrokiem za granicę, żeby przyjrzeć się temu mechanizmowi. Doskonale widać go także w Polsce, gdzie wciąż eksplorowane są nowe formy dotarcia. Walka o uwagę słuchacza nie toczy się jednak wyłącznie wśród najmniejszych twórców. Często w szranki stają również ci, którzy mają na koncie pierwsze hity i, mogłoby się wydawać, zbudowany fanbase. 

Nie zawsze wychodzą na tym korzystnie, a prawdziwy przełom nadchodzi dopiero, gdy… zrobią sobie przerwę. Słuchacze zaczynają tęsknić, wybaczać dawne potknięcia, koloryzować dotychczasową dyskografię. Hype rośnie, wyświetlenia także, trasa koncertowa sprzedaje się sama. Tylko czy to wystarczy?

Konsekwencja czy kalkulacja?

Gdyby skupić się tylko na liczbach, ostatni album Guziora mógłby sugerować, że nie. “G” nie spotkało się z tak ciepłym przyjęciem jak “Pleśń”. Warto jednak podkreślić, że krążek z 2020 roku to prawdziwy fenomen na polskiej scenie muzycznej. Album uzyskał status Diamentowej Płyty (150 tys. sprzedanych kopii) i przez kolejne lata nie opuszczał zestawień najchętniej słuchanych płyt w kraju. “G” musiałoby osiągnąć co najmniej analogiczny wynik, a przecież przez ten czas scena muzyczna zmieniła się diametralnie. Mierzenie sukcesu jedynie na podstawie cyfr nie ma więc sensu.

“Pleśń” pokryła chartsy licznymi hitami, z “FALĄ” i “BLUEBERRY” na czele, pozycjonując Guziora jako jednego z najpopularniejszych nawijaczy nad Wisłą. Tracklista “G” nie obfituje w wielkie przeboje, za to nadrabia klimatem, który nie sprzyja viralowości. Zresztą, muzyka Guziora nigdy nie miała znamion skrojonej pod media społecznościowe. I to okazało się jej siłą.

Mimo to słuchacze wiernie czekali, aż Bluza wróci z nowym materiałem, a krążek pokrył się platyną. To wciąż imponujący wynik, raczej satysfakcjonujący dla rapera, który nie sili się na przeskakiwanie poprzeczki. Tę robotę wykonał z nawiązką, jeszcze jako członek QueQuality.

Daj się poznać

Zanim Guzior ukrył swoją prywatność przed światem, był całkiem aktywny muzycznie, jak i w mediach społecznościowych. Wrocławianin narobił niemałego szumu razem z “ylloM”, który właściwie otworzył Mateuszowi drzwi do wielkiej kariery. A jako pierwszy oficjalny zawodnik wytwórni Quebonafide, oczekiwania były wysokie. “ylloM”, gdzie oprócz gospodarza wystąpili także VNM, Que, Młody Zgred i Slim Szczegi, nie było jednak pełnoprawnym debiutem, lecz nielegalem wydanym ze wsparciem QQ.

Czas na debiutancki album przyszedł dopiero w 2017, kiedy na rynku ukazał się “Evil Twin”. Podobnie jak poprzednie wydawnictwo, płyta spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem. Guzior stał się bardziej energiczny i zadziorny, jednocześnie zachował charakterystyczną tendencję do przeciągania sylab i akcentowania w nietypowych miejscach. Projekt uzyskał Złotą Płytę, co w tamtym czasie było dużo bardziej imponującym osiągnięciem niż obecnie.

Fot. Materiały prasowe/Sony Music Polska

Prawdziwym utwardzeniem pozycji Mateusza okazał się jednak kolejny album. “EVIL_THINGS” z 2018 to chyba najlepszy krążek w dyskografii Guziora. Prócz charyzmy wylewającej się z kawałków, nie sposób nie docenić warstwy muzycznej, za którą odpowiadają m.in. D3W, LOAA (znany też jako Odys) i Barto Katt. Gospodarz zadbał także o staranny dobór gości, ze Szpakiem na czele, a single dobrano tak, aby niczego nie zostawić przypadkowi. “EVIL_THINGS” to wciąż jedna z najlepszych płyt 2018 roku i jednocześnie złoty bilet dla autora do rapowej elity w tym kraju. Tracklista składająca się przynajmniej w połowie z hitów, nośne ksywki, nowoczesne, trapowe bity z charakterem.

Lepsze jest wrogiem dobrego

Przez ponad dekadę obecności na scenie, Guzior zbudował swoją postać wokół kilku cech, które stale pielęgnuje. Jego twórczość pełna jest autodestrukcji, używek, gniewu i skomplikowanych relacji. Potrafi o nich opowiedzieć zarówno w ociężałym, spowitym dymem “Strzelam petem”, jak i energicznym “Kevlarze”. Mimo to Guziorowi daleko do najlepszych raperów w kraju. Autor “PLEŚNI” nie bryluje lirycznie, co dobitnie pokazał w “Przy sonecie”. Często budzi zastrzeżenia dykcyjne, a niektóre patenty regularnie powiela. Braki warsztatowe nadrabia jednak charyzmą i silnym zakorzenieniem w autorefleksyjnych tekstach, które są jedną z najsilniejszych stron Bluzy.

Równie istotne w utrzymaniu zainteresowania, jest jego… nieobecność. Raper prawie w ogóle nie udziela się gościnnie, próżno szukać go w mediach społecznościowych i kampaniach reklamowych, przez co sprawia wrażenie niedostępnego. Podobny mechanizm przez lata stosował Sokół, dzięki niemu pożegnanie Quebonafide odbywało się tak szumnie, a dziś tak wiele osób na świecie ostrzy pady na “GTA VI”. Im mniej “dostępny” jest dany produkt, tym bardziej ludzie go pożądają. W przypadku muzyki Guziora doskonale mogliśmy to zaobserwować przed premierą “G”, gdy słuchacze mieli aż 4 lata, żeby porządnie stęsknić się za ulubionym raperem.

Fot. Materiały prasowe/Sony Music Polska

Guzior zaprasza na przejażdżkę

Czy to zainteresowanie się utrzyma? Już wkrótce Guzior wyda “Stację Widmo”, którą dotychczas promują trzy single: “Stabilny grunt”, “Przy sonecie” i “Papirus”. Raper zapowiada album “osadzony w estetyce nocnej trasy” i “surową, wyrazistą formę”. Pierwsza z piosenek to jeden z lepszych singli zainteresowanego w ostatnim czasie, w którym po raz kolejny gospodarz otwiera się przed odbiorcami. A to właśnie wtedy jest najciekawszy.

Aura tajemniczości i celowe dawkowanie swojej obecności w przestrzeni publicznej to miecz obusieczny. Jedni wykroją nim spory kawałek tortu, inni zatną się w palec i będą musieli ustąpić pozostałym. Guzior, mimo że zdaje się mieć apetyt na więcej, zabrał dla siebie niemało i skutecznie czerpie z tego profit. Oby starczyło na owocną, nocną przejażdżkę, obiecaną przez wrocławskiego rapera.