Specjalnie dla was przygotowaliśmy 5 trance'owych kawałków, które idealnie sprawdzą się podczas urlopowego plażowania.
Perkusiści i ich nieoczywiste zestawy
Słowo perkusja jest skrótem od pełnej nazwy: zestaw perkusyjny. Unikalność tego instrumentu polega na tym, że można go niezwykle spersonalizować nieustannie dokładając lub odejmując różne elementy. Wśród muzyków jest takie powiedzenie: jeśli cierpisz na nadmiar kasy to zostań perkusistą, ponieważ mnogość inwestycji w ten instrument może nie mieć końca. Większość bębniarzy stawia na sprawdzone konfiguracje i ustawia swoje zestawy w sposób konwencjonalny. Są jednak tacy, którzy lubią postawić na coś mniej oczywistego. Oto 10 perkusistów, których nieoczywiste wybory dotyczące ustawienia zestawów zapisały się w historii i stały się ich znakami rozpoznawczymi.
11.08.2026
Krzysztof Szyc
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Terry Bozzio – zestaw gigant
Zaczynamy od najbardziej jaskrawego przykładu, jeśli chodzi o gigantyczne rozmiary. Terry Bozzio, poza swoimi umiejętnościami, zasłynął w świecie perkusji prawdopodobnie największym użytkowym zestawem na świecie. Wielu zadałoby pytanie, czy rzeczywiście z tego wszystkiego korzysta. Jak się okazuje, tak. Bozzio pokazuje inne podejście do gry na perkusji, w którym nie pełni ona wyłącznie roli rytmicznej, ale także melodyczną. Każdy bęben ma inną wysokość dźwięku, dzięki czemu może za ich pomocą budować melodię i harmonię. Świetnie sprawdza się to zwłaszcza podczas jego solowych występów. Takie podejście zyskało również aprobatę szeregu muzyków, z którymi współpracował, z Frankiem Zappą na czele. Możemy jedynie współczuć jego technikom, którym postawienie tego olbrzyma zajmuje od dwóch do czterech godzin.
Polecamy na eBilet.pl
Danny Carey – rototomy i hi-hat na środku
Dla wielu perkusista Toola jest jednym z najlepszych w historii. Jego styl idealnie uzupełnia się ze skomplikowanymi kompozycjami, w których często występują nieregularne podziały rytmiczne i polirytmie. Najbardziej charakterystyczne są centralnie ustawiony hi-hat oraz wysoko zawieszony ride. Carey przyznawał, że początkowo wynikało to z konieczności znalezienia na nie dodatkowego miejsca wraz z coraz większą rozbudową zestawu. W praktyce dało mu to dużą swobodę poruszania się po zestawie bez konieczności krzyżowania rąk. Ważnym elementem są również rototomy, które u większości perkusistów pełnią rolę dodatku, natomiast u Danny’ego ustawione są centralnie, w miejscu tradycyjnych tomów, co jeszcze bardziej podkreśla niekonwencjonalny charakter jego zestawu.
Lars Ulrich – china w miejscu ride’a
Trudną relację z talerzem ride miał duński perkusista Lars Ulrich. Chętnie korzystał z niego na dwóch pierwszych płytach Metalliki, później jednak odszedł od tego rozwiązania. Ride powrócił na chwilę w erze “Load/Reload”, by następnie zniknąć na dobre. W połowie lat 90. Lars postanowił zmniejszyć swój zestaw, aby po odstawieniu dwóch tomów talerze mogły znaleźć się bliżej niego. W miejscu, w którym tradycyjnie pojawiłby się ride, zawisła druga china. Talerz o charakterystycznym wygięciu w wielu przypadkach pełni rolę akcentową, natomiast u Larsa stał się talerzem prowadzącym. Pytany o to przyznawał, że nie lubi wysokiego brzmienia ride’a i zdecydowanie bardziej odpowiada mu charczące brzmienie chiny. Co ciekawe, na ostatniej trasie ride wyjątkowo powrócił, ale tylko w dwóch utworach, (“Until It Sleeps” i “Bleeding Me”), które tego wymagały. Później ponownie był odstawiany.
Igor Cavalera – plemienne kotły
Max Cavalera w swojej książce mówił, że dopiero w okolicach płyty “Chaos A.D” Igor Cavalera kupił sobie zestaw na własność. Zmiana kierunku brzmienia na “Roots” wymagała dostosowania zestawu. I tak, w miejscu, gdzie zwyczajowo montuje się tomy o mniejszych rozmiarach, u Igora pojawiły się wielkie kotły, które dawały niższy i bardziej monumentalny dźwięk. Idealnie współgrało to z plemiennymi inspiracjami zespołu. Takie ustawienie zostało z nim do dziś. Warto dodać, że bębniarskie początki perkusisty miały miejsce na stadionie piłkarskim, gdzie, uderzając w wielkie bębny, zagrzewał kibiców Palmeiras do jeszcze głośniejszego dopingu.
Ray Luzier – z chiną w centrum uwagi
Perkusista Korna, będąc dzieciakiem w latach 80., mocno inspirował się epickimi zestawami gwiazd tamtej epoki. Zachwycony Tommym Lee z Mötley Crüe, ustawił wysoko dwie chiny, jedną po lewej, a drugą po prawej stronie. Gdy jedna z nich pękła, drugą umieścił na środku, aby móc uderzać w nią zarówno prawą, jak i lewą ręką. I tak już zostało, a ustawienie z jedną chiną na środku stało się jego znakiem rozpoznawczym i centralnym punktem zestawu. W zależności od trasy koncertowej Ray chętnie dobiera do niej customowe stelaże, aby jeszcze mocniej podkreślić jej miejsce. Takie ustawienie sprawia, że Luzier korzysta z niej bardzo często, a gdy to robi, daje to również wyjątkowy efekt wizualny.
Sugarfoot – talerze za plecami
Jonathan “Sugarfoot” Moffett przez lata napędzał wielkie widowiska koncertowe Michaela Jacksona. W związku z tym jego zestaw i sposób gry również musiały prezentować się wyjątkowo widowiskowo. Najbardziej charakterystyczne są dwa talerze ustawione za nim, na samym krańcu. Niezwykle efektownie wygląda jego gra, gdy uderza w tylne talerze, nie odwracając głowy od publiczności. Ma to również podłoże ergonomiczne. Dzięki takiemu ustawieniu wiekowy już perkusista nie musi narzekać na żadne przykurcze. Patrząc na jego grę można odnieść wrażenie, że tańczy za zestawem i podąża za krokami Michaela Jacksona.
Polecamy na eBilet.pl
Mike Bordin – open handed ratunkiem dla leworęcznych
Leworęczni perkusiści często mają spory problem, kiedy muszą dzielić zestaw z innymi kapelami, wymaga to od nich przestawiania całego sprzętu. Wielu z nich decyduje się na grę na praworęcznym zestawie, ale techniką open handed. Oznacza to, że ręce się nie krzyżują, a lewa ręka może pełnić role porwadzącej w grze na hi-hacie i ridzie. Tak właśnie grał perkusista Faith No More, który nie był protoplastą takiego sposobu grania, ale mocno je spopularyzował. W jego zestawie baza pozostaje praworęczna, jednak duża część talerzy, które tradycyjnie znajdują się po prawej stronie, została przeniesiona na lewą, z najbardziej charakterystycznym ride’em umieszczonym bezpośrednio nad hi-hatem.
John Stanier – crash pod sufitem
Bardzo ciekawie wyglądała kariera Johna Staniera. W latach 90. był podporą alt metalowej grupy Helmet, by pod koniec pierwszej dekady XXI wieku, będąc w okolicach czterdziestki, stać się częścią eksperymentalnej grupy Battles i osiągnąć z nią wielki sukces. Za czasów Helmet jego zestaw prezentował się tradycyjnie, natomiast w Battles postanowił zredukować go do absolutnego minimum, a jedynego crasha zawiesić sobie bardzo wysoko, praktycznie bezpośrednio nad sobą. Uderzenie w niego wymaga bardzo szerokiego zamachu, przez co korzysta z niego rzadko. Takie niewygodne ustawienie zmusza Staniera do skupienia się przede wszystkim na rytmie i mądrym, oszczędnym akcentowaniu. Przy takim zestawie zwykłe uderzenie w blachę staje się wydarzeniem.
Steve Lamos – ponad zestawem
Zestaw perkusisty American Football sam w sobie nie wyróżnia się niczym szczególnym. Jest dosyć minimalistyczny, co jest dość powszechne w zespołach emo rockowych. Uwagę zwraca jego stołek, który jest ustawiony niezwykle wysoko, przez co praktycznie cały jego zestaw znajduje się pod nim. Taka pozycja sprawia, że ręce podczas gry są mocno opuszczone, inaczej wygląda również praca nóg. Perkusista przyznawał, że takie ustawienie pomaga mu utrzymać wyprostowaną sylwetkę i wpływa na oszczędność jego gry. Wielu perkusistów preferuje wyższe ustawienie stołka, jednak nie aż takie jak u Lamosa. Dla większości takie ustawienie byłoby skrajnie niewygodne, natomiast dla niego sprawdza się wyśmienicie.
Gustav Guryanov – perkusja na stojąco
Na koniec przykład, który nie do końca wpisuje się w samo ustawienie bębnów, lecz w sposób siedzenia. A w tym przypadku – stania! Gustav Guryanov, perkusista legendarnej radzieckiej grupy Kino, zasłynął z gry na stojąco. Jak przyznawał, chciał być większą częścią zespołowego show, a dzięki stojącej pozycji nie był zasłonięty przez zestaw. Jego występy były opisywane bardziej jako artystyczny performance niż rockowe bębnienie, a jego statyczna, wyprostowana poza przypominała rzeźbę. Taki styl dobrze uzupełniał się z chłodnym, postpunkowym brzmieniem Kino, w którym rytm musiał pozostać mechaniczny. Stojąca pozycja nie pozwalała mu na skomplikowane przejścia, w związku z czym musiał skupić się przede wszystkim na trzymaniu rytmu.
Poprzedni artykuł
Następny artykuł












