Radiostacja była jednym z tych mediów, które trudno dziś opisać wyłącznie w kategoriach radia. Dla jednych była muzycznym objawieniem przełomu lat 90. i 00., dla innych pierwszym kontaktem z elektroniką, która później zdominowała klubową scenę w Polsce. Wyrosła z tradycji Rozgłośni Harcerskiej, ale szybko stała się czymś osobnym – anteną, która lepiej niż większość instytucji medialnych rozumiała zmieniający się świat młodych ludzi. Jej historia to opowieść o wolności programowej, narodzinach kultury klubowej, ale też o tym, jak szybko alternatywa może stać się mainstreamem, a później zniknąć w cieniu nowych technologii i internetu.
Nie tylko “Toy Story” i “Shrek”. Kontynuacje tych bajek powinny powstać!
Gdy Disney świeci triumfy po premierze "Toy Story 5", DreamWorks zmaga się z falą niezadowolenia wiernych fanów Shreka i jego przyjaciół po ostatnim trailerze. Mimo to studio wciąż liczy na hit. A co gdyby wytwórnie wróciły do mniej popularnych serii? Te animacje nigdy nie doczekały się sequeli!
14.07.2026
Igor Wiśniewski
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Recykling w popkulturze nie jest żadną nowością. To bardziej standard jakościowy i sprawdzony wzorzec, którym podążają zarówno największe wytwórnie, jak i mniejsze studia, które chętnie korzystają z pewnych rozwiązań. Można to zauważyć szczególnie w muzyce, jednak jest to zjawisko powszechne. “Powroty do korzeni”, wskrzeszanie marek po latach niebytu, remake’i, wersje live-action, przenoszenie formatów.
Trudno nie zgadzać się z głosami mówiącymi o odtwórczości. Korporacje chętnie sięgają po znane i sprawdzone marki, a całkiem nowe światy i historie powstają sporadycznie i – co niezwykle ważne – nie przyjmują się tak dobrze, jak te, w których rzekomo powiedziano już wszystko. Koronnym przykładem jest ostatnia wielka premiera od Pixara. Najnowsze przygody Chudego i spółki, przy budżecie wynoszącym ok. 250 mln dolarów, w sam weekend otwarcia zarobił ponad 310 mln, a dziś ta kwota opiewa na ponad 783 mln dolarów na całym świecie.
Polecamy na eBilet.pl
Czasem raz wystarczy
Z drugiej strony rozrywkowego muru, wytwórnia DreamWorks szykuje się do premiery “Shreka 5”. Powrotu po 16 latach, na który nikt nie czekał i nikt nie potrzebował. Dotychczasowe materiały promocyjne, ze zwiastunem na czele, jedynie mnożą wątpliwości, zamiast je rozwiewać. Fani utyskują na animacje, zaprezentowany humor i… sam fakt, że ten film powstaje. Czy obawy są słuszne – dowiemy się 30 czerwca przyszłego roku. Prawdą jest jednak, że formuła “Shreka” nie wystarczyła nawet na pozostałe cztery części. Jasne, możemy dyskutować, czy “Shrek 2” pobił pierwszą część, jednak na “Shreka Trzeciego” i “Forever” najchętniej spuściłbym zasłonę milczenia.
Bywają jednak produkcje, które, nawet jeśli uwielbiane przez widzów, nie powinny być kontynuowane, przynajmniej na wielkim ekranie. Jedną z takich animacji jest “Ratatuj”, którego zakończenie jest tak satysfakcjonujące i zamknięte, że nie ma sensu dopowiadać doń choćby jednego słowa. Nikt nie chciałby widzieć, jak sympatyczny Remy walczy z kolejnym szalonym szefem kuchni lub francuskim sanepidem. Nikt nie potrzebował także kontynuacji przygód Pocahontas czy kolejnych “Epok lodowcowych”, ale nie każda decyzja kreatywna musi być trafna. Jak te, przez które poniższe filmy nie doczekały się sequeli!
Ahoj przygodo!
Największy potencjał do ewentualnego sequelu upatruję w filmach z charyzmatycznymi bohaterami. Takimi, między którymi chemia wręcz wylewa się z ekranu. Dokładnie tak jest w przypadku Miguela i Tulio w “Drodze do El Dorado”. DreamWorks, z właściwą sobie umiejętnością stworzenia czegoś zarówno dla dzieci, jak i dorosłych, wysłała widzów w wartką przygodę w samym centrum Złotego Miasta. Film wypełniony jest ciętym żartem, zachęca jakością animacji i tempem historii, dając widzom na tacy wszystko, co potrzebne, by dobrze spędzić czas. Niestety, mimo gwiazdorskich nazwisk w creditsach (za muzykę odpowiadali m.in. Elton John i Hans Zimmer), film okazał się klapą finansową. Przy budżecie wynoszącym 95 mln dolarów, zarobił “tylko” 76,4 mln.
Równie przykry los spotkał “Planetę Skarbów”, która utopiła niemal 30 mln dolarów. A to przecież jedna z najlepiej opowiedzianych relacji quasi-ojcowskich spośród disneyowskich produkcji. Co więcej, twórcy mieli nawet pomysł na kontynuację! Jim miał zostać oficerem marynarki, znaleźć dziewczynę i osiągnąć wszystko, o czym marzyła jego mama, a następnie stawić czoła piratowi-cyborgowi, który terroryzuje okoliczne przestworza. Może gdyby nie premiera między “Komnatą Tajemnic” a “Dwiema Wieżami”, dziś nie wymieniałbym “Planety Skarbów” w tym tekście.
Polecamy na eBilet.pl
Ich historie powinny trwać!
Niektóre filmy niemal utwierdzają widzów w przekonaniu, że to nie koniec wspólnych chwil. Nierzadko twórcy nawet to sugerują przed zakończeniem lub nawet innych swoich produkcjach. Niejednokrotnie widzowie mogli bawić się w detektywów dzięki Pixarowi, który chyba w każdym swoim dziele nawiązuje do innego swojego filmu. Nie inaczej było z “Dawno temu w trawie”, gdzie dwójkę głównych bohaterów mogliśmy zobaczyć tuż przed tym, jak Buzz Astral przedzierał się przez krzaki. Mimo że opowieść o mrówce, która próbuje zmienić porządek świata, była uwielbiana przez widzów i przez lata była nadzieja na sequel żyła, studio w końcu porzuciło serię. Z czasem Flik i przyjaciele kompletnie zniknęli z radaru, a dziś wydają się tylko mglistym wspomnieniem w portfolio pełnym hitów.
Podobny los ze stajni Pixara spotkał “Wall-E” z 2008 roku. To prawdopodobnie jedna z najbardziej przytłaczających produkcji Disneya. Dystopijna opowieść pełna konsumpcjonistycznego nihilizmu i fatalistycznych scenariuszy spotkała się ze świetnym przyjęciem, otrzymując nawet Oscara dla najlepszego filmu animowanego. Choć mogłoby się wydawać, że zakończenie “Wall-E” – podobnie jak “Ratatuj” -nie pozostawia pola do kontynuacji, nic bardziej mylnego! Po powrocie ludzi na Ziemię, pozostaje przecież mnóstwo pracy w odbudowie planety i zbudowaniu synergii między ludzkością a robotami. To idealna przestrzeń do opowiedzenia kolejnej głębokiej opowieści, której prawdopodobnie nie uświadczymy.
Zamiast tego możemy wrócić do “Stalowego giganta”, który na relacji mechaniczno-ludzkiej stoi. Ta ciepła, wzruszająca bajka zostawiła małym widzom bardzo dużo miejsca do fantazjowania. Zakończenie, choć trzyma w napięciu do ostatniej minuty, daje nadzieję na to, by Hogarth i Gigant znów połączyli siły. Tak się jednak dotychczas nie stało.
Produkcji, które nie doczekały się kontynuacji, choć powinny, jest dużo więcej. Duży potencjał tkwi w ekipie zwierzaków z bajki “Skok przez płot” czy podwodnej bandzie Oskara i reszty “Rybek z ferajny”. Wielu z chęcią obejrzałoby dalsze losy “Meridy Walecznej”. Jak pokazują premiery, co jakiś czas wielkie studia wracają do zakurzonych marek, odświeżając je lub rebootując. Kto wie, czy za parę lat któraś z powyższych produkcji nie doczeka się jednak dalszego ciągu.
Poprzedni artykuł
Następny artykuł











