Cywilizacja ISU, ukryte ostrze, Animus, Abstergo – fani gier znają te słowa aż za dobrze. Seria "Assassin’s Creed" od lat jest jedną z największych marek Ubisoftu, a za chwilę Francuzi wydadzą remake uwielbianej przez graczy części. Skąd aż taka sympatia do "Assasin’s Creed: Black Flag"?
Metallica – 30 lat Load. Album, który podzielił świat metalu
Na ostatnim koncercie Metalliki w Chorzowie z ery "Load"/"Reload" wybrzmiał tylko jeden utwór: "Fuel". Kompozycja, która dzięki swojej bezpośredniości, dynamice i ikonicznemu refrenowi od lat pozostaje koncertowym pewniakiem. Kiedy byłem na koncercie zespołu w Warszawie w 2019 roku, wybór padł z kolei na "The Memory Remains". Charakterystyczna linia wokalna Marianne Faithfull, powtarzana przez tysiące gardeł, ponownie udowodniła, że materiał z połowy lat 90. potrafi doskonale odnaleźć się w stadionowej skali.
28.05.2026
Krzysztof Szyc
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Era “Load”/”Reload”
Zanim przejdziemy dalej, konieczne jest doprecyzowanie. Choć w centrum tego tekstu pozostaje “Load”, jego historia nierozerwalnie łączy się z wydanym rok później “Reload”. Oba albumy powstały podczas tych samych sesji nagraniowych i pierwotnie rozważano ich wydanie w formie podwójnego wydawnictwa. Finalnie zespół zdecydował się jednak na rozdzielenie materiału na dwa osobne krążki.
Utwory bardziej dopracowane i spójne stylistycznie trafiły na “Load”, podczas gdy kompozycje wymagające dodatkowego szlifu odłożono na “Reload”. Przez lata utrwaliło się przekonanie, że drugi z albumów stanowi zbiór odrzutów. To jednak uproszczenie, które nie oddaje pełnego obrazu. Oba wydawnictwa mają swoje mocne momenty, choć to “Load” częściej uznawany jest za bardziej spójny artystycznie. Nie tu jednak leży źródło kontrowersji. Aby je zrozumieć, trzeba cofnąć się kilka lat wcześniej.
Jesteśmy wielcy i co dalej?
Po wydaniu “Black Album” Metallica znalazła się na absolutnym szczycie — zarówno artystycznym, jak i komercyjnym — definitywnie wychodząc poza swoje thrashmetalowe środowisko. Długa, blisko dwuipółletnia trasa koncertowa ugruntowała ich status jednej z największych formacji rockowych świata. W tym momencie pytanie nie brzmiało już “czy są wielcy?”, lecz “co dalej?”.
Muzyczny krajobraz zaczął się gwałtownie zmieniać. Grunge zdążył się narodzić i równie szybko umrzeć, w podziemiu rozwijały się coraz bardziej ekstremalne odmiany metalu, a do mainstreamu przebijały się zespoły takie jak Machine Head, Korn czy Sepultura, przesuwające ciężar gatunku w stronę groove’u. Równolegle rosła siła rocka alternatywnego, na Wyspach Brytyjskich trwała dominacja britpopu. Ikony lat 80. — Mötley Crüe, Guns N’ Roses czy Iron Maiden — przeżywały swoje kryzysy i coraz częściej postrzegane były jako symbole minionej epoki. Metallica nie zamierzała podzielić ich losu.
Przeczytaj też:
Wyjść poza schematy
Największym orędownikiem zmiany kierunku był Lars Ulrich. Od początku istnienia Metalliki to właśnie on nakreślał wizję zespołu i pozostawał motorem napędowym pchania grupy poza utarte schematy. “Kill ’Em All” uczyniło z zespołu jednego z protoplastów thrash metalu. Kolejne albumy: “Ride The Lightning”, “Master Of Puppets” i “…And Justice For All” — umacniały ich pozycję w thrashmetalowej elicie. Potem przyszedł “Black Album” i przepustka do absolutnego mainstreamu. Metallica przestała być zespołem funkcjonującym wyłącznie w metalowej niszy i zaczęła być stawiana obok takich gigantów jak Black Sabbath czy Judas Priest.
“Load” miał być kolejnym krokiem — próbą wyjścia poza ramy heavy metalu w jeszcze szerszym znaczeniu. Zmiana stylistyczna pociągnęła jednak za sobą coś znacznie bardziej widocznego: całkowitą redefinicję wizerunku, która stała się jednym z głównych punktów zapalnych.
Zmiana image’u
Poza Larsem Ulrichem najbardziej otwarty na zmiany był Kirk Hammett. W tamtym okresie zainteresował się surfingiem i buddyzmem, a także zapisał się do szkoły muzycznej, by zgłębiać tajniki jazzu. Ulrich z kolei był mocno zapatrzony w Oasis, których uważał wtedy za najlepszy zespół świata. To właśnie oni najmocniej poszli w stronę nowego image’u. Zamiast przepoconych T-shirtów pojawiły się eyeliner, piercing i ekstrawaganckie stylizacje. Największym symbolem zmiany było jednak obcięcie włosów przez wszystkich członków zespołu. Decyzja, która w oczach wielu fanów stała się jednoznacznym zerwaniem z wcześniejszą tożsamością zespołu. W kulturze metalu połowy lat 90. był to gest niemal radykalny, interpretowany przez część publiczności jako definitywne “sprzedanie się”.
Oskarżenia o komercjalizację pojawiały się wokół Metalliki już wcześniej, właściwie od momentu wydania drugiej płyty. Tym razem jednak nawet bardziej wyrozumiali fani — ci, którzy byli jeszcze w stanie zaakceptować “Enter Sandman” czy balladowe “The Unforgiven” — nie potrafili przejść obojętnie obok upaćkanych eyelinerem muzyków palących cygara w skórzanych kurteczkach. Nawet dla bardziej konserwatywnych członków zespołu, czyli Jamesa Hetfielda i Jasona Newsteda, tak mocne eksponowanie nowego wizerunku nie było do końca komfortowe. Hetfield po latach przyznawał, że choć broni muzyki stworzonej w tamtym okresie, sam aspekt image’owy wspomina raczej średnio i uważa go za zwyczajnie niepotrzebny.
Logo, okładka i teledyski
Transformacja objęła także identyfikację wizualną zespołu. Zmieniono logo, wygładzając charakterystyczne ostre litery “M” i “A”, a dodatkowo wprowadzono nowy symbol przypominający shuriken. Kontrowersje wywoływała również okładka albumu, czyli obraz autorstwa Andresa Serrano “Krew i sperma”. Następcę “Load” zdobiła z kolei inna praca artysty — “Krew i mocz”. Obie okładki można uznać za co najmniej niesmaczne, jednak Ulrich — prywatnie wielki fan sztuki abstrakcyjnej — uważał je za ważny element redefinicji zespołu.

Równolegle zmienił się język teledysków. Zespół odchodził od prostych rejestracji koncertowych na rzecz bardziej konceptualnych, często surrealistycznych narracji. “Until It Sleeps” — inspirowany między innymi “Heart-Shaped Box” Nirvany i malarstwem Hieronima Boscha — otworzył nowy rozdział wizualnej estetyki Metalliki. “Hero Of The Day” w reżyserii Antona Corbijna, w którym muzycy występują jako postacie telewizyjne oraz “Mama Said”, z Hetfieldem śpiewającym utwór w kowbojskim kapeluszu, tylko pogłębiały wrażenie artystycznego przesunięcia.
Nowe inspiracje
Produkcją ponownie zajął się Bob Rock i podobnie jak przy “Black Albumie” duża część materiału powstawała już w studiu. W rezultacie napisano ponad 30 utworów, z których 28 trafiło ostatecznie na dwa albumy. Poza fascynacją Ulricha Oasis pozostali członkowie również eksplorowali brzmienia wykraczające poza heavy metal. Hammett mocno wsiąkł w bluesowych klasyków pokroju Muddy’ego Watersa, ale też artystów takich jak Robert Fripp czy David Bowie. Newsted inspirował się falą funk rocka i zespołami w rodzaju Red Hot Chili Peppers czy Faith No More. Hetfield natomiast coraz częściej sięgał do country, folku i twórczości Johnny’ego Casha, Nicka Cave’a, Leonarda Cohena czy Toma Waitsa. Duże wrażenie robiły na nim również zespoły stonerowe pokroju Kyuss czy Corrosion Of Conformity.
Ten zlepek inspiracji zaowocował materiałem, w którym pojawiło się znacznie więcej hard rocka, bluesa, southern rocka i rocka alternatywnego. Znalazło się nawet miejsce na country w postaci “Mama Said”. Zespół chciał stworzyć album bardziej wyluzowany niż monumentalny “Black Album” i zdecydowanie mniej “chirurgiczny” od “…And Justice For All”. Jednocześnie cały czas słychać, że to Metallica. Charakterystyczne riffy Hetfielda, jego wokal i sposób gry Ulricha pozostają na tyle rozpoznawalne, że trudno pomylić ten zespół z kimkolwiek innym.

Intymność tekstów
Ogromną uwagę zwracają również teksty Jamesa Hetfielda — najbardziej osobiste i introspektywne w jego karierze. Na wcześniejszych albumach poruszał głównie uniwersalne tematy, dodając do nich własny komentarz. Pierwsze większe otwarcie przyszło wraz z “Nothing Else Matters”, ale dopiero na “Load” Hetfield pozwolił sobie na pełną szczerość.
Najmocniej wybrzmiewają tu utwory poświęcone jego matce, Cynthii — przede wszystkim “Until It Sleeps” i “Mama Said”. Należąca do wspólnoty Chrześcijańska Nauka odmówiła leczenia raka, co doprowadziło do jej śmierci, gdy James miał zaledwie 16 lat. W czasie prac nad albumem zmarł również jego ojciec, Virgil, z którym Hetfield zdążył odbudować relację po latach od opuszczenia rodziny. On również zrezygnował z leczenia nowotworu. Hetfield już wcześniej przemycał osobiste wątki do swoich tekstów, ale nigdy wcześniej nie zrobił tego w tak bezpośredni i emocjonalny sposób.
Przeczytaj też:
Zdania są podzielone
“Load” nie powtórzył gigantycznego sukcesu “Black Albumu”, ale i tak znalazł się w gronie najlepiej sprzedających się płyt roku, osiągając ponad pół miliona sprzedanych egzemplarzy w pierwszym tygodniu. Komercyjnie był to więc kolejny sukces. Single takie jak “King Nothing” czy “Hero Of The Day” regularnie pojawiały się w radiu i pomogły zespołowi zdobyć nowych fanów.
Krytycy pozostawali jednak podzieleni. Jedni doceniali odejście od schematów, inni zarzucali Metallice utratę własnej tożsamości. Rozczarowani byli również ortodoksyjni fani, dla których wraz z “Load” zespół właściwie przestał istnieć. Być może właśnie dlatego po powrocie do thrashowych korzeni Metallica przez lata dość niechętnie sięgała po materiał z tego okresu podczas koncertów. Utwory z “Load” nigdy nie należały do największych fanowskich faworytów. Paradoksalnie jednak “Until It Sleeps” do dziś pozostaje jednym z najczęściej granych utworów zespołu w radiu.
Mimo pewnej odwilży, zespołowi udało się jednak utrzymać wielu fanów. Na koncertach promujących album i tak lwia część setlisty opierała się na klasykach z lat 80. Grupa na żywo cały czas była w gazie i potrafiła dostarczyć energetyczne show, które było w stanie zadowolić nawet najtwardszych malkontentów.

Czas leczy rany
Przez lata wielu fanów patrzyło na ten okres jak na moment, w którym Metallica się pogubiła i najchętniej wymazałoby go z historii zespołu. Z czasem jednak emocje opadły i dziś łatwiej spojrzeć na “Load” z większym dystansem. W wielu przypadkach Metallica była pionierem — również wtedy, gdy postanowiła wykonać tak radykalny artystyczny zwrot. W połowie lat 90. metalowa scena była znacznie bardziej “true” niż obecnie, dlatego podobna zmiana wywoływała dużo większe oburzenie niż wywołałaby dziś. Fakty też są takie, że wielu pieniaczy po latach przeprosiło się z tym materiałem. Czas leczy rany. Nawet w metalu.
Co ciekawe, podobne rozdziały ma w swojej historii wiele innych zespołów. Nawet Slayer — często uznawany za symbol metalowej konsekwencji — pod koniec lat 90. flirtował z nu metalem na “Diabolus In Musica“. O ile więc można mieć zastrzeżenia do samego image’u Metalliki z tamtego okresu, o tyle muzyka po latach zwyczajnie się broni. Zarówno na “Load”, jak i “Reload” znajduje się sporo naprawdę dobrych utworów, choć przewaga jakościowa pozostaje po stronie tej pierwszej płyty.
Poprzedni artykuł
Następny artykuł












