Kiedyś trzyminutowa piosenka wydawała się krótka. Dziś coraz częściej zdarza się, że utwór kończy się dokładnie wtedy, gdy zdążysz się w niego wciągnąć. Dwie i pół minuty? Nic nadzwyczajnego. Dwie minuty? Też się zdarza. A intro trwające kilkadziesiąt sekund? Dla współczesnego słuchacza może być już testem cierpliwości. Skąd ta zmiana? Czy artyści naprawdę piszą coraz krótsze piosenki, bo tego chcą ich słuchacze, czy może dlatego, że tak działa świat streamingu, algorytmów i playlist? I dlaczego w nowszych utworach refren powinien pojawić się jak najszybciej?
Avenged Sevenfold wystąpi w Polsce!
Wiadomo już, że Avenged Sevenfold tym razem nie ominie naszego kraju! To wspaniałe wieści dla wszystkich fanów grupy, bo do tej pory zespół wystąpił w Polsce tylko raz, w 2014 roku. Zobacz, gdzie i kiedy zagra jedna z najpopularniejszych metalowych grup na świecie.
05.12.2024
Aleksandra Gieczys
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Metalowa gwiazda znana z hitów “Hail to the King” i “Nightmare” przyjedzie do Wrocławia 22 czerwca 2025. Amerykańscy metalowcy wystąpią w Hali Stulecia. Europejska trasa formacji promować będzie ich ostatni album “Life Is But a Dream…”.
Life Is But a Dream
Zespół, który powstał w 1999 roku na swoim koncie ma osiem studyjnych albumów, z czego ostatni – zatytułowany “Life Is But a Dream…” – ukazał się na rynku w czerwcu 2023 roku.
Krążek wyprodukowany został przez Joe Barresiego (znanego ze współpracy z Tool i Queens of the Stone Age) i sam zespół. Pierwsza nowa muzyka Avenged Sevenfold od 2016 roku zainspirowana jest filozofią i książkami Alberta Camusa, w szczególności powieścią “Obcy”. Motywem przewodnim płyty jest podróż poprzez egzystencjalny kryzys.
– To bardzo osobista eksploracja znaczenia, celu i wartości ludzkiej egzystencji z lękiem przed śmiercią – piszą o płycie członkowie grupy.
Jednym z singli promujących wydawnictwo był utwór zatytułowany “Nobody”:
A7X jeszcze dalej od “Hail To The King”
– To nasz najodważniejszy album i najbardziej rewolucyjne dzieło do tej pory – pisze o swoim najnowszym wydawnictwie zespół.
Zrealizowany rzeczywiście z wielkim rozmachem album – zespół do nagrań zaprosił m.in. 78-osobową orkiestrę symfoniczną – spotkał się jednak ze skrajnymi recenzjami ortodoksyjnych fanów zespołu – jedni się nim zachwycają, inni płaczą nad odejściem od brzmienia, które pokochali na płycie “Hail To The King”.
Przeczytaj też:
- Agnostic Front: ojcowie chrzestni hardcore’u
- Tarja Turunen & Marco Hietala: gwiazdy Nightwish Jednej Trasie Koncertowej
- Dream Theater. Giganci Progresywnego Metalu
Nic dziwnego – załoga Avenged Sevenfold na “Life Is But a Dream…” zupełnie zaskoczyła słuchaczy eksperymentalnym brzmieniem. Kalifornijczycy najwidoczniej mieli już dość tego, że nazywani są “nową Metallicą” i tworzą muzykę będącą odtwórczym odpowiednikiem słynnego “Czarnego Albumu”.
Artystyczna ewolucja Avenged Sevenfold
Już na ostatnim albumie “The Stage” (2016) Avenged Sevenfold porzucili swój patentowy – nastawiony na produkcję radiowych hitów – miks nowoczesnego metalu z mainstreamową przebojowością na rzecz nieco bardziej skomplikowanych utworów. “Life Is But a Dream…” jako następca “The Stage” jeszcze bardziej stawia na łączenie metalowych wstawek z elementami szeroko pojętej progresji.
Nie brakuje tutaj klasycznego A7X i siarczystych gitarowych riffów oraz metalcore’owych screamów, ale jest to płyta jednak mocno eksperymentalna i pokazująca, jak styl Avenged Sevenfold ewoluował na przestrzeni lat. Grupa, która zaczynała jako kapela metalcore’owa a z czasem nabrała bardziej hardrockowego i heavymetalowego sznytu na “Life Is But a Dream” pokazuje, że wciąż nie powiedziała ostatniego słowa w sprawie samorozwoju i eksploracji nowych brzmieniowo terytoriów.
– Recenzje naszej nowej płyty to albo oceny 10 na 10 albo 0 na 10. Ludzie, którzy jej nienawidzą, naprawdę jej nienawidzą. W 2023 roku ocena 0 na 10 to najlepsze, co można sobie wymarzyć, bo ludzie mówią o tej płycie. Żyjemy w dziwnym świecie. Artysta powinien odzwierciedlać w swojej sztuce to, kim aktualnie jest. Najgorsze by było, gdybyśmy próbowali pisać to samo, co w wieku 20 lat. Mamy różne, eklektyczne inspiracje. Gdy dorastaliśmy słuchaliśmy The Residents i Mr. Bungle. I to u nas słychać. To inna płyta. Cała filozofia za nią stojąca jest inna. Nie spodoba się tym, którzy chcą tego samego – broni wydawnictwa wokalista grupy, M. Shadows.
Mike Portnoy o “Life Is But a Dream”
Jedną z osób, która jest zachwycona tą płytą jest Mike Portnoy – członek Dream Theater, który wspierał Avenged Sevenfold występem na albumie “Nightmare”. Muzyk w swoich mediach społecznościowych napisał o “Life Is But a Dream”:
– Jestem pewien, że nowy album Avenged Sevenfold bardzo podzieli fanów, bo jest mocno przesadzony, różnorodny i eksperymentalny. Ale mnie na serio powalił. Uważam, że to skończone, dźwiękowe dzieło. Mam wielki szacunek dla ich woli do przesuwania granic (nawet jeśli ryzykują tym, że wkurzą i odsuną od siebie część fanów), rozwijania się i artystycznej ewolucji. To jest prawdziwa definicja progresywności. Brawo! – napisał perkusista.
Poprzedni artykuł
Następny artykuł












