Jointy, melanże i malinowa wódka. Postać bambi, którą kreowała od debiutu w Baila Ella Records, rezonowała z młodymi odbiorcami. Była bezkompromisowa i prowokacyjna. Łączyła aparycję gwiazdy z miss osiedla. Na "B" artystka wraca z kilkuletniej imprezy ze złamanym obcasem i rozmazanym makijażem.
Eksperyment czy artystyczna dojrzałość? Jak wygląda nowe oblicze bambi?
Jointy, melanże i malinowa wódka. Postać bambi, którą kreowała od debiutu w Baila Ella Records, rezonowała z młodymi odbiorcami. Była bezkompromisowa i prowokacyjna. Łączyła aparycję gwiazdy z miss osiedla. Na "B" artystka wraca z kilkuletniej imprezy ze złamanym obcasem i rozmazanym makijażem.
19.10.2026
Igor Wiśniewski
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Jak niebezpieczna może być sława? Popkultura dała nam mnóstwo przykładów, jak przytłaczająca popularność potrafi wpłynąć na dobrobyt psychiczny. Celebryci coraz częściej mówią o szukaniu wsparcia, by dźwigać presję narzuconą przez fanów lub radzić sobie z hejtem. “B” to kolejny głos w tej dyskusji.
Niepozorne początki i spektakularny debiut
Żeby trafić na języki, najpierw trzeba osiągnąć sukces, a tego bambi nie odmówi nikt. Udział w SBM Starter, akcji skierowanej dla młodych artystów, uchylił niepozornej dziewczynie z Wielkopolski drzwi do wielkiej sławy. Taranem okazał się transfer do Baila Ella Records. Young Leosia wraz z całym zespołem uruchomiła marketingową machinę, dzięki której dziś możemy mówić o największym kobiecym debiucie w polskim rapie. I jednym z największych w ogóle. Pod tym względem autorka “B” stoi w jednym rzędzie m.in. z Matą czy Taco Hemingwayem.
bambi wdarła się do mainstreamu, robiąc to w sposób bezprecedensowy. O Michalinie mówił każdy, kto w okolicach “in real life” interesował się polskim hip-hopem, a single promujące wydawnictwo stawały się kolejnymi viralowymi hitami. Starczy spojrzeć, jakim echem poniosło się “Millie Walky”. Singiel zdobył status Diamentowej Płyty (najwyższe sprzedażowe wyróżnienie w kraju), a teledysk do utworu pozostaje drugim najpopularniejszym klipem na kanale Baila Ella. Wkrótce po tym przyszły wielkie współprace, jak ta z McDonald’s, kolejne wyróżnienia i koncerty z wielotysięczną publiką.
Na “in real life” gospodyni pokazuje pazur, jakby była na scenie od dawna. Śpiewa, rapuje, rzuca paroma celnymi punchline’ami. Zgrabnie porusza się między trapem a cukierkowym hyperpopem. Silną potrzebę ugruntowania pozycji niweczyła jedynie kiepska próba legitymizacji swojej ksywy. bambi przekonuje słuchacza o stabilności jej pozycji wymieniając kolejnych kolegów po fachu, w tym m.in. Malika Montanę, Kizownika i Białasa. W jednym z wersów znalazło się nawet miejsce dla Roberta Biedronia.
Syndrom drugiej płyty?
O ile na “in real life” bambi balansuje między nieświadomą skali nastolatką a pewnym siebie, skrojonym na miarę potrzeb produktem, na drugim krążku stąpa dużo pewniej. Nie jest już 19-latką, której główną atrakcją jest wyjście na piwo po szkole, co wyraźnie rzutowało na poprzednią płytę. “TRAP OR DIE” to bardziej wulgarna i zadziorna wersja raperki.
Krzykliwa okładka nawiązująca do wczesnych lat 00., zgrabny tribute w postaci “Drin za drinem 2” czy singiel-manifest “MADONNA” nie wystarczyły, by po drugim albumie nie został niedosyt.
Starając się utrzymać w ryzach konwencję, wypadła dużo mniej przekonująco niż nastoletnia traperka. Niezachwiana pewność siebie z debiutu na “TRAP OR DIE” zdaje się podważana przez samą raperkę, przez co “RUW bambiCZE” czy “NIE CHODZĘ Z FANAMI FREESTYLE” wypadają przerysowanie. Na przestrzeni całego albumu bambi kreuje się na niepokorną gwiazdę, która zawojuje scenę nie tylko skillsami, lecz też wyglądem. Nie sposób się dziwić, że po tak opakowanym albumie na “B” 23-letnia artystka całkiem zmieniła kierunek.
bambi doszła do głosu
“B” z całą pewnością jest najdojrzalszym materiałem w dotychczasowej drodze Michaliny. Na przestrzeni 16 utworów dzieli się ze słuchaczem wieloma trudnymi emocjami. Mówi o hejcie, stracie, presji i dorastaniu na oczach milionów osób. Stawia się w roli smutnego błazna, który po chwilowej ekscytacji światłem jupiterów, zaczyna przed nim uciekać w strachu przed oceną i spojrzeniami. “B”, mimo gościnnych występów innych artystów, ma w sobie coś z monodramu, w którym nie ma miejsca na tuszowanie emocji.
Zrzucając branżowe okowy, bambi zdaje się zrzucać ciężar, który rósł wraz z kolejnymi premierami. Maska nieposkromionej gwiazdy trapu w końcu opadła, nadając głębi nie tylko zawartości płyty, lecz przede wszystkim jej autorce. Choć wciąż zdarza jej się posłużyć banałem czy prawidłem rodem z ulicznego hymnu, odbiorca w końcu ma wrażenie, że usłyszał coś więcej niż tylko zapiski z 1001 melanżu.
Całość dopełniają produkcje Francisa, z którym bambi ściśle współpracuje od dłuższego czasu. Podobnie jak w warstwie lirycznej, muzycznie również jest dużo ciekawiej. Krążek dominują elektroniczne aranżacje, świetnie wyważone między artyzmem a mainstreamowością. Niektóre z produkcji, jak np. “WARTO KŁAMAĆ” czy “CYRK” lawirują między stylistykami, a całość brzmi mrocznie, drapieżnie i przytłaczająco, kontrastując z cyrkową wydawnictwa.
Nie mam wątpliwości, że “B” jest najbardziej dopracowanym krążkiem w dyskografii bambi. Motyw przewodni wraz z monodramową estetyką przywodzi na myśl “PÓŁNOC/POŁUDNIE” Quebonafide, lecz w mniej konsekwentnej formie. Od strony producenckiej, wydawniczej i koncepcyjnej dostaliśmy pełnoprawny, dojrzały materiał. Przeplatany śpiewem i nawijaniem. Rapem, popem i elektroniką, w którym artystka odważnie stawia czoła konsekwencjom dokonanych wyborów.
Przeczytaj też:
W walce o tożsamość
Wciąż zadziwia mnie, jak w kobiecym rapie dominuje wizerunek boss bitch. bambi, której drugi album odbił się czkawką, stanęła w kompletnej opozycji do koleżanek ze sceny, tym samym wydając jedną z ciekawszych premier tego roku.
Po odejściu z Baila Ella 23-latka mogła walczyć o utrzymanie się na powierzchni, powielając sprawdzone patenty. Zamiast tego stanęła przed odbiorcami, pokazując swoją kruchszą, wrażliwszą twarz. Potencjalnie wystawiając się na jeszcze większą ocenę niż do tej pory. bambi wciąż zdaje się szukać swojej tożsamości twórczej. Trudno więc wyrokować, czy “B” okaże się kierunkiem, w którym podąży. To w końcu wymagająca i trudna droga. Jednak nie umiałbym wskazać innej raperki w Polsce, która mogłaby ją przejść.











