Nadchodzi czas podsumowania roku - również tego muzycznego! Przyglądamy się płytom, o których najgłośniej mówiło się w 2025 roku. W repertuarze pop, rap, metal, rock, muzyka alternatywna... i nie tylko! A w środku - Lady Gaga, Bad Bunny, The Weeknd, Deftones, Pulp, Sabrina Carpenter, Clipse, Ghost i więcej! Sprawdź, jak wyglądał ten rok. Kolejność chronologiczna.
Gry z serii "Wiedźmin" od CD Project RED przez lata były symbolem polskiej branży gier. Dziś w światowym gamedevie Polska znana jest z rozmaitych, udanych tytułów. "The Blood of Dawnwalker" od studia Rebel Wolves może zostać kolejnym z nich.
05.01.2026
Igor Wiśniewski
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
“Assassin’s Creed”, “God of War”, “Grand Theft Auto”, “Fortnite”. Są takie marki, które znają nawet najwięksi laicy. Takie produkcje nie tylko zmieniają zasady gry, ale odciskają piętno na całym rynku rozrywkowym. To jednak produkcje zagraniczne, a przecież polscy gracze nie gęsi i swoje gry też mają. Zarówno w gamingowym mainstreamie, jak i na scenie indie.
“Wiedźmin” CDPR sam ciśnie się na usta. Przygody Geralta z Rivii w interpretacji Redów to majstersztyk. Czerpiąc z prozy Andrzeja Sapkowskiego, deweloperzy zachowali najważniejsze elementy świata przedstawionego, znajdując przy tym sporo miejsca na eksperymenty, które pokochały dziesiątki milionów osób na całym świecie.

Ale przecież nadwiślański gamedev to nie tylko Biały Wilk szukający Ciri. Fanatycy wszelkich zombie zagrywają się w “Dying Light” Techlandu, studio Bloober Team ma na koncie wiele horrorowych produkcji jak “The Medium” czy “Layers of Fear”, a ukoronowaniem jest remake “Silent Hill 2” i tegoroczny “Cronos: The New Dawn”. Fool’s Theory ukazali XX w. Warszawę w trzymającym w napięciu, turowym RPG “The Thaumaturge”. Z kolei studio Flying Wild Hog zachwyciło klimatycznym “Trek to Yomi”, inspirowanym filmami Akiry Kurosawy. Niezależnie od upodobań, polscy twórcy gier mają wiele do zaoferowania.
Przeczytaj też:
Nowa saga wkrótce się rozpocznie
Wciąż powstają kolejne studia, oferujące całkiem nowe światy do poznania. Jednym z nich jest Rebel Wolves, niewielka (jak na standardy gamingowe) ekipa, prowadzona przez Konrada Tomaszkiewicza, reżysera “Dzikiego Gonu” i szefa produkcji “Cyberpunka 2077”. Wśród deweloperów znaleźli się także jego brat Mateusz (reżyser misji pobocznych w “Cyberpunku” i główny projektant questów w “Wiedźminie 3”), reżyser projektu “Wiedźmina” z 2007 Daniel Sadowski i reżyser artystyczny “Dzikiego Gonu” – Bartłomiej Gaweł.
Polecamy na eBilet.pl
Weterani powszechnie uwielbianego CDPR postawili sobie za cel bardzo ambitny projekt. “The Blood of Dawnwalker” to gra osadzona w Karpatach w XIV wieku, w nieistniejącej dolinie Sangora. Historia opowie o Coenie, półwampirze, który musi zdecydować między zemstą a ratowaniem rodziny. Mężczyzna ma 30 dni i 30 nocy, aby tego dokonać. W tym czasie stawi czoło krwiożerczej grupie wampirów dowodzonych przez Brencisa. Szlachetnie urodzonego krwiopijcę, pamiętającego czasy Cesarstwa Rzymskiego. Twórcy przekonują, że nasze decyzje będą miały kluczowe znaczenie w tym, jakie zakończenie ujrzymy.

Chociaż grę osadzono w fikcyjnym świecie, mogą pojawić się odwołania do rzeczywistości, jak np. imię papieża stojącego wówczas na czele Kościoła. Wybór Karpat pozwolił twórcom na stworzenia kulturowego tygla, w którym mieszają się wpływu czeskie, węgierskie, rumuńskie, a nawet polskie.
Jednym z głównych elementów rozgrywki będzie system dnia i nocy. Wykonanie misji będzie wiązało się z upływem określonej ilości czasu, a od pory dnia zależy, jak zadanie będzie wyglądało. W przeciwieństwie do “Wiedźmina”, w grze nie znajdziemy wielu nawiązań do popkultury, a ton historii będzie dużo poważniejszy.
Podczas rozmowy Macieja Pawlikowskiego z twórcami, jeden z nich zaznaczył: Chcieliśmy, aby humor wypływał z sytuacji i postaci, które ten humor tworzą. Mam nadzieję, że ludzie będą się śmiali. (…) Ale czy będą bon moty, które ludzie zapamiętają, a potem zacytują? Mam nadzieję, że tak (…), ale myślimy, że będą to cytaty właściwe dla danej postaci, osadzone w historii niż nawiązania popkulturowe.
Widać to już po pierwszych materiałach. Dużo krwawszych i ponurych od flagowego tytułu Redów. Paletą barw “The Blood of Dawnwalker” dużo bliżej do “Gothica”, a świat wydaje się dużo mniej baśniowy niż – i tak już przesiąkniętych złem i cierpieniem – królestw Północy.
Od graczy dla graczy
Na stronie Rebel Wolves czytamy, że “The Blood of Dawnwalker” to pierwszy rozdział zupełnie nowej sagi dark fantasy. Możemy więc z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczać, że losy Coena to dopiero początek wieloletniej przygody graczy z marką. Szczególnie istotne jest więc wsłuchać się w głos graczy.
Pierwsza prezentacja gry nie poszła całkiem po myśli deweloperów. Mimo optymistycznego przyjęcia, społeczność gamingowa prędko wytknęła autorom, że system walki wygląda co najmniej topornie. Twórcy, zamiast iść w zaparte, że wszystko wygląda tak, jak wyglądać powinno, potraktowali feedback bardzo poważnie. Niedługo później zaprezentowali materiały, w których wspomniany aspekt rozgrywki zmodyfikowano.

Co jednak najbardziej wyróżnia “The Blood of Dawnwalker” na tle konkurencji? Obiecywana swoboda. Rebel Wolves otwarcie przyznają się do inspiracji starymi “Falloutami”, w których mamy jasny cel, a każdą decyzję powinniśmy dobrze przemyśleć. Konsekwencje naszych czynów mamy dostrzegać na bieżąco, a linia fabularna pozbawiona będzie jednego, głównego questa. Tylko od nas zależy, jak pokierujemy historią Coena.
Kiedy premiera “The Blood of Dawnwalker”?
Debiutanckie dzieło Rebel Wolves ma trafić w ręce graczy już w 2026 roku. Nie znamy dokładnej daty premiery, a więc nie przywiązywałbym się nawet do tak mgliście określonego terminu. Dobrze znamy przywiązanie do detali twórców “Wiedźmina”, więc przesunięcie premiery nie byłoby żadnym zaskoczeniem.

Mimo tak doświadczonej ekipy, z materiałów bije chęć wykazania się i głód do stworzenia czegoś nietypowego. “The Blood of Dawnwalker” ma zapewnić graczom od 30 do 40 godzin rozrywki w głównym wątku. To jednak dość ostrożny rachunek, biorąc pod uwagę obiecaną swobodę, a tym samym potencjał na wielokrotne podejścia do eksploracji doliny.
Trudno więc nie mieć wysokich oczekiwań do gotowego produktu. Rebel Wolves postawili na znany setting i gatunek, w którym czują się jak wampir w krypcie. Flop wydaje się nie wchodzić w grę, jednak nigdy nie można mieć pewności. Dlatego, przed wyniesiem kolejnego polskiego giganta światowego gamedevu na ołtarze, pozostaje nam ciosać kołki z drewna w oczekiwaniu na Brencisa i jego towarzyszy.
Poprzedni artykuł
Następny artykuł









