Kategorie
eBilet
Fot. Materiały promocyjne/Mark Gregson

Jazz

Zabawa i eksperymenty. Nick Blacka i Chris Illingworth o twórczości GoGo Penguin

GoGo Penguin od ponad dekady zachwyca słuchaczy swoim nieszablonowym podejściem do twórczości, mieszając jazz z elektroniką i oddając się improwizacji. Nick Blacka i Chris Illingworth wtajemniczyli nas w ten świat, opowiadając nam o swoich inspiracjach, porozumieniu muzycznym, atmosferze panującej w zespole... i nie tylko. Przeczytajcie wywiad!

Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl

Martyna Kościelnik: Kiedy poczuliście, że nadszedł czas, by wymknąć się poza sztywne ramy pisania i oddać się improwizacji? Był to rodzaj buntu? Chęć eksploracji? A może jedno i drugie?

Nick Blacka: Nie myślę o tym jako o rodzaju buntu. Improwizacja to po prostu moment, kiedy uczysz się muzyki i masz ochotę na eksplorację wielu ścieżek. Jest w tym też coś ekscytującego. Tworząc z innymi ludźmi, czasami coś idzie źle, innym razem jest świetnie, a kiedy czuje się to naprawdę dobre porozumienie, wtedy można karmić się nim przez długi czas i staje się to swego rodzaju eksploracją. Ale to nie jedyna rzecz, którą robimy. To tak naprawdę mała część naszej twórczości, bo przecież piszemy mnóstwo muzyki i konstruujemy rzeczy.

Chris Illingworth: Na początku nie myślałem o tym jako improwizacji, ponieważ od najmłodszych lat chciałem testować własne pomysły i pisać melodie. Wiele z tego polegało na siedzeniu przy pianinie i próbowaniu różnych rzeczy, bawienia się pomysłami i próbowaniu wymyślania ich od podstaw, ponieważ pragnąłem tworzyć coś własnego. To było fajne samo w sobie, ale gdy poznałem muzyków, z którymi mogłem dołączyć do improwizacji, to stało się ciekawą częścią muzyki – czymś, co wykonuje się wspólnie. Robiłem to wiele razy w bardziej klasyczny sposób, ale granie z innymi twórcami, gdy wszyscy próbują reagować na pomysły pozostałych, jest innym doświadczeniem. Jak powiedział Nick, czasami wychodzi lepiej, innym razem gorzej. To ciekawe zajęcie, ale głównie dlatego, że świetnie się przy tym bawi. To bardzo różniło się od muzyki klasycznej, którą grałem, gdy byłem dzieckiem.

Jak to się stało, że złapaliście ze sobą porozumienie muzyczne? Czy od samego początku GoGo Penguin czuliście, że nadajecie na tych samych falach?

Chris: Pamiętam niektóre z naszych wczesnych prób, gdy Nick dołączył do zespołu, bo zrobił to właściwie na samym początku, ale wcześniej nagraliśmy jeden album z innym basistą. To była dobra płyta, ale pod wieloma względami mieliśmy poczucie, że dopiero próbujemy znaleźć nasze brzmienie i to, kim jesteśmy. W pewnym sensie wszystko wydawało się jeszcze takim ćwiczeniem, szukaniem właściwego kierunku. Kiedy nagrywaliśmy “v2.0”, bardzo przypominało to początek tego, co później ukształtowało GoGo Penguin. Czuć było, że to bardziej jak prawdziwy początek. Pamiętam, że na jednej z naszych początkowych prób patrzyliśmy na siebie, uśmiechaliśmy się i czuliśmy się bardzo szczęśliwi i podekscytowani, że coś się dzieje, choć nigdy o tym nie rozmawialiśmy. Cóż, mówiliśmy, jak bardzo cieszy nas wspólne tworzenie, ale nigdy nie przedyskutowaliśmy tego, co chcemy robić. Po prostu graliśmy i próbowaliśmy pewnych pomysłów. Nie usiedliśmy i nie mówiliśmy: “okej, tutaj będzie trochę improwizacji i trochę już napisanej muzyki, starajmy się czerpać z tych miejsc”. My byliśmy po prostu sobą, ale wiesz, dość szybko zaczęliśmy zdawać sobie sprawę, że nasze wzajemne pomysły nas napędzają i każdy chce wnieść coś do zespołu. Rezultatem tej pracy były dźwięki, które pokazywały nasze zaangażowanie i odzwierciedlały to, co się dzieje. Myślę, że w pewnym sensie – wiesz, rozmawialiśmy o tym z wieloma ludźmi – między sobą buduje się pewien język i jest to oczywiście część całego procesu. Możemy powiedzieć, że coś jest dobre i działa, nawet bez mówienia tego na głos, bo po prostu to czujemy. Wiedzieliśmy od samego początku, że to było dobre.

Fot. Materiały promocyjne/Mark Gregson

W zeszłym roku wydaliście album “Necessary Fictions”. Czy ten album ma swoje konkretne źródło inspiracji? Jest to wynik waszego spontanicznego działania czy może opieraliście się na konkretnej koncepcji, która pozwoliła wam się rozwinąć?

Nick: Od samego początku nie mieliśmy konkretnej koncepcji. Część z tego pochodzi z jam sessions, a część to pomysły, które przyniósł Chris lub ja sam próbowałem coś stworzyć. To wiele czynników, które łączą się w studiu, wtedy ma się pojęcie, co się dzieje, gdy kilka świeżych pomysłów unosi się w powietrzu. Myślę, że tak naprawdę chcieliśmy, by ten album był trochę mroczniejszy i w pewnym sensie cięższy od poprzednika. Poprzedni był trudny pod wieloma względami, ale muzyka była bardzo pozytywna i podnosząca na duchu, zupełnie inna, niż to, co robiliśmy wcześniej. Chcieliśmy, by ten był trochę ciemniejszy i miał agresywniejsze momenty.

Chris: To trochę zabawne, że “Everything Is Going To Be OK” było napisane w bardzo mrocznym czasie dla nas – zarówno personalnie, jak i zespołowo, wiesz, pod względem strat i sytuacji, które wówczas miały miejsce, ale muzycznie jest naprawdę pozytywnie. Natomiast kiedy w zespole wszystko układa się dobrze, to wtedy wolimy oddać się mroczniejszemu klimatowi. Tak jak powiedział Nick, duża część tego polegała na tym, że przynosiliśmy różne pomysły, nad którymi potem pracowaliśmy razem. To się zdarza bardzo rzadko. Chodzi mi o to, że na ostatniej płycie nie ma utworu, który po prostu został napisany w całości. Czasami tak się zdarzało w przeszłości, gdy kawałek był bardziej dopracowany, a później go tylko doszlifowywaliśmy. Tym razem w dużej mierze to raczej były małe pomysły, które składaliśmy razem, a ja i Nick chyba nigdy nie wcześniej nie współpracowaliśmy w studiu tak dobrze, jak teraz. I tak właśnie wylądowaliśmy w tym miejscu. Wszystko polegało na dojrzewaniu, dorastaniu i wspólnej pracy przez te wszystkie lata. Myślę, że przyzwyczailiśmy się do dzielenia się pomysłami i wspólnego ich rozwijania, ale to nie znaczy, że zawsze się zgadzamy. Wiesz, często mamy inny pogląd na jakiś pomysł, ale to bardzo użyteczna i produktywna część pisania. To coś, co pomaga i sprawia, że GoGo Penguin jest naprawdę zespołem. Od samego początku chodziło o trzy indywidualności, z których każdy wnosił do zespołu to, co chciał – swoją osobowość, charakter, umiejętności, wiedząc, że tam, gdzie czujemy się słabsi, reszta zespołu potrafi wykorzystać swoje mocne strony, by to scalić. Myślę, że bardziej niż kiedykolwiek zbliżyliśmy się do tego punktu twórczo.

Kiedy odkryliście, że połączenie jazzu z elektroniką przyniesie satysfakcjonujący rezultat? Co pociągnęło was ku tej wizji? Czy macie artystów, którzy was do tego zainspirowali?

Nick: Zawsze inspirujemy się różnymi twórcami, na przykład artystami muzyki elektronicznej, jak szwedzki Esbjörn Svensson, który miał na początku na nas duży wpływ. Ale i tak nie byłoby nikogo, kto robiłby to, co my. Po prostu czerpiemy z różnych gatunków muzycznych, ale tak naprawdę nie rozmyślaliśmy nad tym, że chcemy połączyć jazz z elektroniką. To nie była świadoma decyzja typu: to będzie działać i odniesie sukces. Myślę, że to raczej kwestia gustu. I w pewnym sensie to się sprawdziło.

Chris: Na początku, gdy próbowaliśmy to połączyć, istniała możliwość, że ta fuzja mogłaby nie zadziałać. Czasami wyglądało to tak, że mieliśmy pomysł na coś, na podstawie tego, co usłyszeliśmy w muzyce elektronicznej – na przykład “arpeggiowane” syntezatory albo coś w tym stylu. I zastanawialiśmy się, czy da się coś takiego zrobić na pianinie lub czy możemy w jakiś sposób połączyć bas i fortepian tak, żeby brzmiało to podobnie do tamtego efektu. To po prostu była zabawa i eksperymenty. Nigdy nie myśleliśmy w kategoriach, że próbujemy połączyć jazz z elektroniką albo z muzyką klasyczną czy hip-hopem, bo nigdy nie postrzegaliśmy siebie jako przedstawicieli któregoś z tych gatunków ani nawet jako ich połączenia. To było po prostu wspólne robienie muzyki, dobra zabawa i zastanawianie się, czy to w ogóle możliwe? Wiesz, uwielbiamy dużo rocka. Słuchamy Led Zeppelin i zespołów z tamtych lat, które poznaliśmy, gdy jeszcze byliśmy dziećmi. I ten pomysł słuchania gitary z przesterem, słuchania Jimiego Hendrixa, sposobu, w jaki potrafił sprawić, że gitara niemal krzyczała. A potem myśleliśmy sobie: “Ciekawe, czy da się zrobić coś takiego na fortepianie”. Taki efekt może zadziałać, a równie dobrze się nie sprawdzić. Próbowaliśmy wielu pomysłów, które ostatecznie nie brzmiały dobrze. Ale te rzeczy, nad którymi eksperymentowaliśmy, teraz łatwo jest ocenić z perspektywy czasu i powiedzieć “To pewnie było inspirowane indie rockiem albo elektroniką albo czymś innym”. Tyle, że wtedy to była po prostu zabawa – tak samo jak teraz – próbowanie różnych rzeczy.

Fot. Materiały promocyjne/Mark Gregson

Na ostatnim albumie nawiązaliście kilka współprac. Jaki był proces ich realizacji? Pierwsze mieliście gotowy utwór, a później zaprosiliście gości specjalnych? Czy może od podstaw razem budowaliście całe kompozycje?

Nick: Gdy dołączył do nas Daudi Matsiko, struktura była praktycznie skończona. Nie wiedzieliśmy, co z nią zrobić i próbowaliśmy nowych pomysłów. Na początku myśleliśmy o samplach lub nagraniach terenowych. Poszliśmy nawet w stronę czegoś typu spoken word i coś znaleźliśmy. Jest taki gość, nazywa się Alan Watts, zabraliśmy fragmenty jego nagrań i nałożyliśmy je na utwór, żeby sprawdzić, jak zabrzmi głos. To było naprawdę fajne. Ale od dawna rozmawialiśmy o współpracy z Daudim – znamy go od dziesięciu lat i zawsze o tym wspominaliśmy. Chyba Chris zasugerował, żeby pojawił się w tym utworze. Spróbowaliśmy… i zadziałało idealnie. Wszystko wydawało się bardzo naturalne. Utwór był już w pewnym sensie skończony, ale Daudi wniósł do niego bardzo dużo. Rozmawialiśmy też z nim o koncepcji stojącej za całym albumem, a później napisał do niego słowa i pracowaliśmy nad tym razem. Tak powstał ten utwór: potrzebował obu stron – zarówno Daudiego, jak i tego, co my zrobiliśmy.

Fot. Materiały promocyjne/Mark Gregson

Chris: W “State Of Flux” już napisałem partie smyczkowe, używając do tego elektronicznie brzmiących smyczków, za pomocą programu, którego wówczas używałem. Pomyśleliśmy, że ciekawie byłoby spróbować z prawdziwymi smyczkami. Na szczęście mamy znajomą, Rakhi, która prowadzi Manchester Collective. Pomyśleliśmy, że to świetnie, bo nie dość, że to znakomity zespół smyczkowy, to jeszcze są z Manchesteru, więc fajnie by było mieć to powiązanie z grupą. Spotkaliśmy się z Rakhi – gdy przyszła do naszego studia, od razu złapaliśmy nić porozumienia, nie tylko “po ludzku”, ale też muzycznie. Rozmawialiśmy o muzyce, a ona doskonale wiedziała, o co nam chodzi. Zaczęliśmy myśleć, że może warto poszerzyć inne utwory o smyczki, więc wróciliśmy do kilku rzeczy, nad którymi pracowaliśmy. “Luminous Giants” oraz “Forgive the Damages” miały już wyraźne kształty, ale czuliśmy, że czegoś im brakuje. Może po czasie sami byśmy do tego doszli, ale postanowiliśmy popracować z Rakhi. Zaczęła improwizować za pomocą skrzypiec – i to było świetne. Oczywiście były też elementy, które okazały się być nietrafione, ale było też mnóstwo takich, które były absolutnie znakomite i wniosły coś zupełnie nowego, czego chyba sami nie wymyślilibyśmy w taki sposób. Właśnie to zaczęło kształtować utwór. Ja i Nick wzięliśmy te pomysły i zaczęliśmy “wbudowywać” je w nagranie. Kiedy usłyszeliśmy, że skrzypce Rakhi idealnie działają jako instrument solowy, pomyśleliśmy, że zaprosimy też Manchester Collective do tego utworu. Zacząłem wtedy pisać partie smyczkowe, które słyszymy w późniejszym momencie kompozycji. Ale tak naprawdę te wszystkie współprace były bardzo naturalne. To był po prostu kolejny etap próbowania nowych rzeczy, eksperymentowania i sprawdzania, dokąd nas to zaprowadzi.

Czy jest twórca, z którym szczególnie chcielibyście kooperować?

Chris: Potencjalnie. Rozmawialiśmy o tym wcześniej, ale myślę, że jak tak teraz do tego podchodzimy, po prostu poczekamy i zobaczymy co się stanie, gdy zaczniemy tworzyć muzykę. Tak samo jak przy tej płycie – nie mieliśmy odgórnie przyjętych założeń, że będziemy pracować ze smyczkami, że zaangażujemy Rakhi czy Daudiego. Po prostu daliśmy temu płynąć i patrzyliśmy, dokąd nas to zaprowadzi. Więc kto wie? Chodzi mi o to, że ludzie pytają nas o najnowszy utwór, “Kai Dao”, który jest bardzo elektroniczny. Ale czy jest to kierunek, w którym zmierzamy? Prawdopodobnie nie, ale tak naprawdę sami nie wiemy, dokąd pójdziemy. Zobaczymy. Lubimy grać z elektroniką, lubimy współprace z innymi, ale równie mocno lubimy grać po prostu na fortepianie, basie i perkusji, tak jak robiliśmy to zawsze. Myślę, że dopiero kiedy znajdziemy się w tym momencie, zobaczymy, co z tego wyniknie.

Już wkrótce wystąpicie trzykrotnie w Polsce. Jakie różnice odczuwacie między nagraniami studyjnymi a występami na żywo? Co czujecie, gdy stajecie na scenie i widzicie tłum ludzi, który zgromadził się pod sceną specjalnie dla was?

Nick: Cóż, pod wieloma względami jest to o wiele bardziej ekscytujące niż granie w studiu, bo nie chodzi tylko o nas troje grających na scenie, ale i o wszystkich ludzi, którzy są wtedy z nami. Sala jest wypełniona ludźmi, a każdy z nich wnosi energię, przyczynia się do brzmienia i to naprawdę działa, czujemy to. Nie da się tego opisać – to uczucie, które nam towarzyszy i nie da się go odtworzyć w studiu. Myślę, że jest coś ekscytującego w graniu na żywo. Po prostu czujemy się szczęśliwi, że możemy robić to, co robimy. Nie możemy się doczekać powrotu do Polski i grania dla waszej publiczności.

Nadchodzące koncerty GoGo Penguin odbędą się 24 kwietnia w Gdańsku (Stary Maneż), 25 kwietnia w Warszawie (Progresja) oraz 26 kwietnia we Wrocławiu (Zaklęte Rewiry).

GoGo Penguin

24.04.2026-26.04.2026
Gdańsk, Warszawa, Wrocław
24.04.2026
GOGO PENGUIN
Stary Maneż
Dowiedz się więcej
25.04.2026
GOGO PENGUIN
Progresja
Dowiedz się więcej
26.04.2026
GOGO PENGUIN
Zaklęte Rewiry
Dowiedz się więcej
Fot.

Gorące wydarzenia

Gorące wydarzenia

Dawid Podsiadło OBROTOWY TOUR 2026

06.06.2026-28.06.2026
Chorzów, Gdańsk, Poznań i inne

Bungee Summer Edition

19.06.2026-15.08.2026
Bielsko-Biała, Gdańsk, Giżycko i inne

Molesta Ewenement – XXX lat na scenie

27.06.2026-27.06.2026
Warszawa

Igo na Wawelu.

30.05.2026-31.05.2026
Kraków

Taco Hemingway 2026 †††our

08.05.2026-31.05.2026
Gdańsk/Sopot, Kraków, Warszawa i inne

Orange Warsaw Festival 2026

29.05.2026-30.05.2026
Warszawa

XTB KSW 117

18.04.2026-18.04.2026
Warszawa

WWOFF

27.11.2026-28.11.2026
Warszawa

Open’er Festival 2026

29.05.2026-04.07.2026
Gdynia

Agnieszka Chylińska – Koncert Urodzinowy

23.05.2026-23.05.2026
Łódź

Roztańczony PGE Narodowy 2026

10.10.2026-10.10.2026
Warszawa

On Air Music Awards 2026

09.04.2026-09.04.2026
Katowice

EKIPA Festiwal 2026

06.06.2026-06.06.2026
Kraków

INNA – Poland Tour 2026

04.09.2026-30.10.2026
Kraków, Olsztyn, Poznań i inne

XTB KSW 118

16.05.2026-16.05.2026
Kalisz

Juwenalia Politechniki Lubelskiej 2026

08.05.2026-09.05.2026
Lublin

Red Bull Skoki w Punkt 

01.04.2026-01.04.2026
Zakopane

Thorgal – Pieśń Przeznaczenia

25.03.2026-25.03.2026
Warszawa

OFF Festival Katowice 2026

07.08.2026-07.08.2026
Katowice

Sunrise Festival 2026

31.07.2026-02.08.2026
Kołobrzeg

Bungee Summer Edition

19.06.2026-15.08.2026

Igo na Wawelu.

30.05.2026-31.05.2026

Orange Warsaw Festival 2026

29.05.2026-30.05.2026

XTB KSW 117

18.04.2026-18.04.2026

WWOFF

27.11.2026-28.11.2026

Open’er Festival 2026

29.05.2026-04.07.2026

Roztańczony PGE Narodowy 2026

10.10.2026-10.10.2026

On Air Music Awards 2026

09.04.2026-09.04.2026

EKIPA Festiwal 2026

06.06.2026-06.06.2026

INNA – Poland Tour 2026

04.09.2026-30.10.2026

XTB KSW 118

16.05.2026-16.05.2026

Red Bull Skoki w Punkt 

01.04.2026-01.04.2026

OFF Festival Katowice 2026

07.08.2026-07.08.2026

Sunrise Festival 2026

31.07.2026-02.08.2026