Są takie filmy, płyty, seriale czy gry, o których dzisiaj mówi się, że są genialne lub przełomowe. Tylko że kiedy pojawiły się po raz pierwszy, niekoniecznie było to takie oczywiste. Czasem publiczność nie wiedziała, co właściwie zrobić z dziełem, które nie pasowało do znanych schematów. Czasem marketing obiecywał coś zupełnie innego. Bywało też tak, że twórca rzeczywiście zrobił coś nowego, ale odbiorcy potrzebowali kilku, kilkunastu albo nawet kilkudziesięciu lat, żeby oswoić się z tym pomysłem. A czasem sprawa jest jeszcze ciekawsza…
Czas na rozkwit… muzyczny! Dedykowane odkrywcom, entuzjastom podziemia i nie tylko. A w środku… Deadletter, Gorillaz, Otto Benson i więcej!
10.03.2026
Martyna Kościelnik
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
DEADLETTER, Gorillaz i więcej. Co zachwyciło na początku 2026 roku? [Poza nurtem]
Muzyczne przebudzenie, nuta futuryzmu, a może senna zaduma? Początek roku obfitował w wiele nowości, które aż proszą się o odkrycie. Przeżyjcie rozkwit z DEADLETTER – podlani filozoficznymi rozważaniami, wyszli na zewnątrz z dwunastoma nowymi kompozycjami, przez które przemawia nuta egzystencjalizmu i nie tylko. Na balans między życiem a śmiercią zaprasza Gorillaz, który przywiózł solidną dawkę inspiracji prosto z Indii. Otto Benson zasadził nowe plony – tym razem rozkwitające po indiepopowej stronie jego wrażliwości. Qasu soczyście powitał ten okres nieoczywistym spojrzeniem w przyszłość z solidną dawką black metalu. Samuel Organ zaprasza na dźwiękową przejażdżkę, zainspirowaną naturą Szkocji i oszałamiającym pięknem… ciszy.

Polecamy na eBilet.pl
DEADLETTER i świadectwo samoświadomości
Widmo, art-punk i eksploracja – tak zapowiadany był “Existence Is Bliss”, wyczekiwany drugi krążek studyjny DEADLETTER. Przypuszcza się, że zespół lada chwila wzbije się na szczyt fali popularności, a wydany w lutym album z pewnością mu pomoże. Twórcy zdobyli już uznanie wśród polskiej publiczności, a to wszystko za sprawą występu na Inside Seaside w 2025 roku. Od tamtego wydarzenia muzycy udowodnili, że stale się rozwijają i doprawiają swój repertuar solidną dawką nowego brzmienia.
Kolektywne pisanie i granie nowego materiału na żywo – DEADLETTER zaprosił za kulisy tworzenia w rozmowie DIY Mag. Podczas sesji twórczej muzycy ujawnili, że głównym składnikiem ich twórczości jest… samoświadomość! Nabrali jej, gdy zmierzyli się z nowymi pomysłami i doszli do wniosku, że są bardzo osadzeni w tym, co robią. Wynikiem tej pracy jest 12 nowych utworów, przez które przemawia punk w różnych jego odcieniach – post, art… i nie tylko. Niewątpliwie DEADLETTER przez sześć lat kariery zdążył “wyhodować” własną stylistykę, która z każdym kolejnym dziełem coraz mocniej rośnie w siłę.
“Miałem mały kryzys wewnętrzny, kiedy próbowałem zrozumieć, jak można dążyć do czegoś i być wolnym od wszelkich zanieczyszczeń. Zdałem sobie sprawę, że to niemożliwe” – przyznał Zac Lawrence dla DIY Mag. To właśnie te rozważania napędziły go do podjęcia się tematyki “Existence Is Bliss”. Wokalista sięgnął po dzieła Alberta Camusa i nakarmił się licznymi pracami na temat egzystencjalizmu. Jego balans pomiędzy filozofią a twórczością definitywnie wyznaczył ścieżkę nowego rozdziału DEADLETTER, który, chociaż pozornie może być ponury, w rzeczywistości niesie wiele nadziei. “Myślę, że jedyną rzeczą, którą ta płyta naprawdę ma – a poprzednia być może nie miała aż tak wiele – jest przestrzeń do zabrania oddech” – podsumował twórca dla Clash Music.
Pod ciężarem TikToka. Otto Benson i jego muzyczne odrodzenie
Otto Benson zaczyna nowy rozdział, tym razem pod własnym nazwiskiem. Zanim jednak do tego doszło, twórcę zalała fala nieoczekiwanego i niekontrolowanego hype’u jako Memo Boy.
Kilka lat wcześniej, tworząc w sypialni, oddając się własnemu pojmowaniu elektroniki, postanowił, że czas, by ten materiał wyjrzał poza mury jego domu i poszedł dalej w świat. Stwierdził, że idealną przestrzenią będzie Soundcloud i być może uda mu się dotrzeć do entuzjastów podobnych melodii. Wkrótce na jego konto zaczęły spływać dziwne wiadomości: “Znalazłem to!”, “Kto przyszedł z tego edita?”, co wprawiło go w niemałą konsternację. Jak się okazało, jego dźwięki zostały “wyniesione” na drugą aplikację i na dobre wpadły w sidła TikToka.
Jest 2021 rok, a aplikacje zalewają filmiki z Batmanem, Patrickiem Batemanem, a to wszystko obarczone jest etykietą sigma mindsetu. To właśnie tym krótkim przeróbkom w dużej mierze towarzyszył repertuar Memo Boya – zniekształcony, przyspieszony, spowolniony… lub oryginalny.
Autor nie spodziewał się, że jego repertuar spotka się z tak gorącym przyjęciem. Zderzył się też z zupełnie inną falą popularności – jego repertuar pojawił się w reklamach i wybrzmiał nawet na sali obrad Kongresu USA. W rozmowie z Elienis przyznał, że utwór “Brian Is the Most Beautiful” został nawet usunięty z TikToka, ponieważ bez jego wiedzy dzieciaki zabrały go jako podkład dźwiękowy do promowania niebezpiecznych działań. Benson przekonał się, że nie miał wpływu na moc algorytmu, a jego twórczość dotarła do rejonów, o których sam nie miał pojęcia. Jednak nie cieszy go ten rezultat, ponieważ takie “zautomatyzowanie” trendów nazywa bezrefleksyjnym i pozbawionym wrażliwości emocjonalnej.
Przygnieciony popularnością, Memo Boy wyparował, a jego miejsce przejął Otto Benson. Rozpoczął się długotrwały romans z indie popem, gwarantujący swoistą wyprawę w kosmos… lub zagłębienie się w samotny wieczór we własnym pokoju. Rezultat tej pracy może być satysfakcjonujący zarówno dla entuzjastów Aphex Twin, jak i Maca DeMarco. Jego nowa droga kariery, przyprószona tytułowymi “orzeszkami”, wcale nie jest wyboistym kierunkiem. Przemawia przez niego lekkość i spokój, a debiutujący wokal wydobywa kolejne warstwy ukojenia. Jak podaje bandcamp, “Penaut” to cichy akompaniament do podróży po amerykańskim krajobrazie, wydobywający spokój, wewnętrzną refleksję i tajemnicę. Niewątpliwie ta przeprawa wyszła poza ramy Ameryki i powoli wprawia w zachwyt resztę świata.
Polecamy na eBilet.pl
Kącik odkrywczy
Śmiałe spojrzenie w przyszłość
Autorzy określają się jako przedstawiciele ancient future black metalu, i choć ta nazwa pierwotnie może wydawać się niezrozumiała, repertuar Qasu udowadnia, że wymyka się jakimkolwiek standardowym etykietom. Zniekształcone dźwięki, doprawione nieoczywistymi bitami, wciągają słuchacza do czystego podziemia. Z biegiem czasu album doprawiony jest nieoczywistymi efektami, w tym autotune, który nadaje utworom pozaziemskiego klimatu.
Dla tych, którzy cenią spokój
Od malowniczych widoków do relaksujących pejzaży dźwiękowych. Oto Samuel Organ i jego zaproszenie do podróży… nie tylko muzycznej! Przemierzając Szkocję na rowerze, udał się do najbardziej oddalonych miejsc, by zjednoczyć się ze spokojem. Oddając się urokom ciszy, wyciągnął przenośny sprzęt i pod wpływem oszałamiającego piękna przyrody zaczął eksperymentować z brzmieniem, skłaniając się w stronę ambientu i sennego klimatu. W “Portal” odbijają się góry, krystalicznie błękitne jeziora i kamienne schroniska. To symbol eksploracji, ale i wejście do głębin emocji.
Chociaż w mainstreamie, to nadal “poza nurtem”
Samuel Organ zaprosił słuchaczy na górską wyprawę, więc nadal pozostajemy w tych rejonach. Muzyczne przebiśniegi zakwitły tu na dobre, a to wszystko za sprawą wyczekiwanego albumu Gorillaz. Chociaż projekt już dawno temu zanurkował w mainstreamie, udowadnia, że kroczy własną ścieżką i ucieka od szablonowego myślenia.
“The Mountain” wyrósł z poczucia straty i próby uporania się z nią w “najpiękniejszym miejscu na Ziemi”. Damon Albarn i Jamie Hewlett stracili ojców, więc gdy udali się do Indii w celu nagrania nowej płyty, skorzystali w pełni z potencjału tego miejsca i znaleźli sposób na poradzenie sobie z żałobą. Jednak ból sięga znacznie głębiej, a wybranie tego miejsca nie było przypadkowe.
Hewlett w rozmowie z Huck Mag przyznał, że poleciał do Indii, gdy jego teściowa była tam na wycieczce i trafiła tam do szpitala z powodu tętniaka mózgu. Gdy tylko udało mu się tam dostać, był przerażony, ale jednocześnie oczarowała go hojność i życzliwość ludzi, którzy go otaczali. Między szpitalnymi wizytami wychodził na spacery po okolicy, a zetknąwszy się z upałem, hałasem i swobodnie spacerującymi zwierzętami, doszedł do wniosku, że to miejsce zrobiło na nim ogromne wrażenie. Słynny rysownik, zainspirowany tym, co widział, stworzył obraz z postaciami Gorillaz w Indiach. Jak się okazało, to dzieło wyznaczyło przyszłość projektu.
I rzeczywiście tak się stało. Muzycy powrócili do Indii, i chociaż byli naładowani bólem, na miejscu zetknęli się z poetycką energią, która przyniosła im ukojenie. “Teraz dotarliśmy do punktu, w którym się starzejemy, straciliśmy ojców i matki, i zaczynamy zadawać sobie pytanie, co jest poza tym? To trzeba ustalić”. – powiedział Jamie w rozmowie z Homegrown. Te rozważania zaprowadziły ich do stworzenia wyjątkowego albumu, utrzymanego w duchu eksperymentów i idealnego oddania atmosfery miejsca, w którym powstawało dzieło.
Życie i śmierć nierozerwanie towarzyszy całej atmosferze “The Mountain”, ponieważ płyta obfituje w liczne kooperacje – zarówno z współcześnie tworzącymi artystami, jak i tymi, których nie ma już na tym świecie. Skorzystano z archiwalnych nagrań, dzięki czemu na dziele usłyszymy pracę takich cenionych muzyków, jak Bobby Womack, Dave “Trugoy the Dove” Jolicoeur, Dennis Hopper, Mark E. Smith, Proof i Tony Allen. “Zostały one ponownie wykorzystane na albumie jako ‘głosy z innego miejsca’” – Hewlett tłumaczył ten pomysł w rozmowie z Consequence. “Chcieliśmy po prostu wprowadzić ich do tego świata na płycie, tak jak w niektórych kulturach wydobywa się kości swoich przodków. Chodzi o pamięć, szacunek i integrację. Chodzi o ideę, że życie pozagrobowe jest z nami przez cały czas” – podsumował Damon Albarn w rozmowie z Homegrown.
Poprzedni artykuł
Następny artykuł












