Co łączy takich artystów jak Jane Seymour, Jesse Eisenberg, John Krasinski, Juliette Binoche, Kesha, Leelee Sobieski i Lisa Kudrow? Nie wszyscy są aktorami czy muzykami, ale – jeśli przeczytałeś tytuł – wiesz już, że każde z nich ma polskie korzenie. Jak głęboko sięgają? Kto z nich ma polskie obywatelstwo? Czyja matka urodziła się w Częstochowie? Wszystkiego dowiesz się z tego artykułu.
Artur Boruc – skandalista i legenda
Były bramkarz to jedna z najbardziej barwnych postaci polskiej piłki ostatnich dwóch dekad. Dziś trudno znaleźć kogoś o takiej charyzmie, dzięki której stał się legendą Legii Warszawa i Celticu Glasgow.
21.04.2026
PC
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Artur Boruc zaczynał karierę w Pogoni Siedlce, a rozgłos zdobył w Legii Warszawa, z którą w 2002 roku zdobył mistrzostwo Polski. W 2005 roku trafił do Celticu Glasgow, gdzie przez pięć lat był podstawowym bramkarzem i wywalczył m.in. trzy tytuły mistrza Szkocji. Później grał w Fiorentinie oraz w angielskich klubach Southampton i Bournemouth, z którym awansował do Premier League. W 2020 roku wrócił do Legii, zdobył mistrzostwo Polski w 2021 roku, a rok później zakończył karierę.
Suche fakty piłkarskie nie są jednak tak fascynujące jak to, co działo się wokół jego kariery. Gdy trafił do Celticu, błyskawicznie stał się ulubieńcem kibiców swojego klubu. Nie trzeba było na to długo czekać, bo Polak doskonale wiedział, jak skutecznie wkurzyć fanów odwiecznego rywala The Bhoys – Glasgow Rangers.
Gesty, które doprowadzały do furii Rangersów
Polak wykonał znak krzyża przed pierwszym meczem z Rangersami na Ibrox; w normalnych warunkach byłby to zwykły gest, ale w klimacie Glasgow – gdzie manifestowanie religijności na stadionie Rangersów jest traktowane jako prowokacja – został uznany za “podżeganie tłumu”. O jego zachowanie błyskawicznie zaczęły się rozpisywać brytyjskie media. Fani Rangers błyskawicznie znaleźli w bramkarzu wroga “numer jeden”. Kilku z nich po tamtej sytuacji zdecydowało się złożyć zawiadomienie na policji. Finalnie sprawa zakończyła się dla Polaka zwykłym pouczeniem. Natomiast kibice Celtic natychmiast go pokochali.
@ArturBoruc He's off his F*cking rocker and he says.. "GOD BLESS THE POPE" Awww Artur Boruc HE HATES THE HUNS 🙊🙈🙉 💚🍀👏👏👏👏👏👏 ⚽👌 pic.twitter.com/cksza6TQ3s
— JohnaliStanton1985 (@stantonbhoy) January 27, 2017
To oczywiście nie był jedyny moment, w którym Boruc mocno grał na nerwach fanów lokalnego rywala. Jak sam przyznawał, kochał “prowokować” i czuć napięcie, a jego gesty i zachowanie miały podkręcać emocje. Dobrym tego przykładem było choćby paradowanie po jednym z wyjazdowych spotkań w koszulce z napisem “God bless the Pope”.
“The Pope T-shirt? Well I think sometimes the way people act to situations shows more for them than it did about me.”
— CelticQuote (@CelticQuote) April 22, 2017
Artur Boruc pic.twitter.com/uJB5ajX8sQ
Były bramkarz miał taki zwyczaj, że po spotkaniach z Rangersami nie podawał rywalom ręki. Po jednej z takich sytuacji dziennikarze zapytali, dlaczego tak się zachowuje. – Martwiłem się o nadwerężone ścięgna – wypalił. – A pan podaje rękę komuś, kogo pan nie lubi? – zapytał retorycznie dziennikarza. – Nie ma takiego obowiązku. Nic nie muszę. Nie lubię ich. Świąt z nimi nie będę spędzał – mówił, cytowany przez portal sport.pl.
Or: The time the Scottish media lost their minds about Artur Boruc pieing Rangers handshakes…🤝
— Born (C)eltic (@born_celtic) February 26, 2026
But not about 50,000 Rangers fans singing about killing Catholics 🦵🩸
pic.twitter.com/enV9ah8fvZ
Chciał się bić z 300 kibicami Rangersów
Jego podejście do życia i piłki najlepiej oddają anegdoty przytoczone przez Paula Caddisa w podcaście “Undr the Cosh”. Jedna z nich dotyczyła wydarzeń, które miały miejsce po derbach Glasgow. Po tych meczach piłkarze zwykle trzymają się z dala od miasta, bo napięcie między kibicami potrafi szybko przeobrazić się w burdy. Boruc jednak zupełnie ignorował te zasady. Jak relacjonował jego były kolega, dla polskiego bramkarza nie stanowiło to żadnego problemu.
Przeczytaj też:
– Graliśmy z Rangers u siebie w jednym z jego pierwszych meczów. Zamieszki non-stop. Skończył się mecz, wziął prysznic, przebrał się i poszedł do centrum miasta. Ktoś zadzwonił do ochrony, mówiąc: “tam jest 300 kibiców gotowych zabić Artura Boruca”. Ktoś zszedł na dół, złapał go i zapytał: “co ty wyprawiasz?”, a on, jak gdyby nic odpowiedział: “dla mnie to normalne, jeśli chcą walczyć, to będę z nimi walczył” – stwierdził cytowany przez portal sport.tvp.pl.
To jednak tylko jedna z wielu historii pokazujących jego charakter. Caddis wspominał też sytuację, gdy Boruc przejął flagę Irlandii od fanów Celticu i ostentacyjnie umieścił ją na stadionie Rangers. Choć jego styl życia daleki był od ideału profesjonalisty, nie przeszkadzało mu to w osiąganiu świetnych wyników na boisku – co szczególnie zapadło w pamięć jego kolegom z drużyny.
Oczywiście, nie tylko w Szkocji Boruc potrafił podgrzać atmosferę. W Legii nie wystarczył mu status gwiazdy, zapisał się więc do stowarzyszenia kibiców klubu i już jako bramkarz Celticu jeździł na mecze zespołu z Warszawy. Kiedyś na spotkaniu z fanami Legii zafundował im kilkadziesiąt skrzynek piwa. Ponadto regularnie pojawiał się na “Żylecie”, by z “gniazda” prowadzić doping całej trybuny.
Przeczytaj też
Konflikt z selekcjonerem, którego nazywał “Dyzmą”
O skandalach alkoholowych nie ma sensu się rozpisywać, bo te pojawiały się dość regularnie i nie robiły nadmiernego wrażenia. Znacznie większe poruszenie wywołały słowa Artura Boruca na temat ówczesnego selekcjonera reprezentacji Polski, Franciszka Smudy.
W latach 2008–2011 był de facto pierwszym golkiperem reprezentacji, jednak kompletnie się nie dogadywał ze szkoleniowcem. Jak wynika z ówczesnych doniesień, już przy pierwszym spotkaniu Smuda miał postawić Arturowi Borucowi twarde ultimatum dotyczące abstynencji. W oczach Boruca mogło to zostać odebrane jako brak uznania dla jego dotychczasowych osiągnięć oraz pozycji w drużynie.

Swoją niechęć Artur tłumaczył tak: “Zawsze miał problem z osobami, które mają coś do powiedzenia, które mają swoje zdanie. A że nazwałem go Dyzmą? Cały czas uważam, że trafiłem w dziesiątkę” – przyznał po latach w jednym z wywiadów.
Konsekwencją tego konfliktu był brak powołania na najważniejszą imprezę piłkarską w historii polskiej piłki – Euro 2012, mimo iż Boruc był w topowej formie, uznawany wówczas za jednego z najlepszych golkiperów na świecie. Bez względu na rozrywkowy styl bycia Artura, wynik polskiej kadry na tamtym turnieju pokazał, że niestety piłkarz miał rację, krytycznie postrzegając Smudę. Fatalny występ Biało-czerwonych jasno udowodnił, że doświadczony szkoleniowiec kompletnie nie nadawał się na to stanowisko.
Tak charakternych i barwnych piłkarzy w Polsce już nie ma i zapewne długo nie będzie. Kluby starają się znacznie bardziej zwracać uwagę na to, co zawodnik robi poza boiskiem. Ponadto dziś młodzi piłkarze bardzo przywiązują się do marki osobistej i zanim coś powiedzą lub zrobią, dwa razy się zastanowią, jakie będzie to miało konsekwencje. Z jednej strony to dobrze, bo pokazuje, że młode pokolenie piłkarzy patrzy na swoją karierę bardziej profesjonalnie. Z drugiej jednak strony nic tak bardzo nie wzbudza zainteresowania jak charyzma, której Borucowi absolutnie nie brakowało.

Już niebawem Boruc znów stanie w bramce
Sam bramkarz jest już dzisiaj na emeryturze, ale od czasu do czasu pojawia się na boisku w meczach sparingowych. Tak właśnie będzie podczas Ultimate Legends Night: Polska – Reszta Świata, które odbędzie się 27 maja we Wrocławiu. Artura Boruca i naszą drużynę czeka poważne wyzwanie, ponieważ po drugiej stronie pojawią się m.in. legendarni: Rivaldo, Del Piero, Szewczenko, czy Hamsik.
Ultimate Legends Night: Polska – Reszta Świata
Poprzedni artykuł
Następny artykuł














