Włączasz stary album, a potem coś wydanego współcześnie. Niby jedno i drugie to muzyka. Niby masz te same słuchawki. Sama piosenka może mieć wokal, gitarę, perkusję, bas i wszystko, czego potrzebujesz do szczęścia. A jednak brzmi inaczej. Nowe nagranie jest jakieś takie… płaskie. Stary utwór może mieć momenty wyraźnie cichsze i głośniejsze. Za częścią tych różnic stoi zjawisko, które w świecie produkcji muzycznej nazywa się loudness war, czyli wojną głośności. I chociaż nazwa brzmi trochę tak, jakby realizatorzy dźwięku spotykali się nocą na parkingu i licytowali: “A ja zrobię jeszcze głośniej!”, chodzi o coś innego – o sposób, w jaki muzyka jest nagrywana, miksowana i przede wszystkim masterowana. I tu pojawia się ważne pytanie: skoro muzyka jest coraz głośniejsza, to czy przy okazji nie niszczy nam uszu? Sprawdźmy to!
Analiza fenomenu “Sad Girl Pop” – dlaczego Billie Eilish, Lorde i Lana Del Rey ukształtowały nowe pokolenie?
Smutna dziewczyna w popkulturze nie jest niczym nowym. Złamane serce, samotność, tęsknota, poczucie niedopasowania czy zwyczajny gorszy dzień – o tych sprawach śpiewano na długo przed tym, zanim powstał Instagram, Tumblr i TikTok. A jednak w pewnym momencie coś się zmieniło. Sprawdźmy, skąd wziął się fenomen Sad Girl Pop i jak zmieniał się na przestrzeni lat.
13.10.2026
Klaudia Jaroszewska-Kotradii
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Smutek jako sposób budowania wizerunku
Smutek przestał być wyłącznie tematem piosenki. Stał się również estetyką, sposobem budowania wizerunku, językiem komunikacji z fanami, a nawet elementem tożsamości. Pojawiła się sad girl – dziewczyna smutna, melancholijna, trochę zagubiona, ale jednocześnie bardzo świadoma własnych emocji (oczywiście głównie tych przytłaczających). Czasem siedząca samotnie w sypialni ze słuchawkami na uszach, czasem publikująca czarno-białe zdjęcie z podpisem o złamanym sercu, a czasem po prostu słuchająca kolejny raz tej samej piosenki, która najlepiej opisuje to, co czuje.
W tym momencie zaczyna się historia współczesnego Sad Girl Pop. Nie jest to przy tym ścisły gatunek muzyczny. Granice są płynne, a określenie obejmuje bardzo różne brzmienia i artystki. Można więc potraktować je raczej jako nazwę pewnego zjawiska kulturowego: połączenia muzyki, estetyki, emocjonalności, internetu i sposobu, w jaki młode osoby opowiadają o własnym doświadczeniu. Co więcej muzyka, która często mówi o smutku, samotności i trudnych emocjach, potrafi być dla słuchacza… pocieszająca. Dlaczego tak jest? Zacznijmy od początku.
Sad Girl Pop nie zaczęło się od Billie Eilish
Billie Eilish nie wymyśliła “smutnego popu”. Nie zrobiła tego również Lorde ani Lana Del Rey. Kobiety śpiewające o rozczarowaniu, samotności i emocjonalnym chaosie były w muzyce popularnej właściwie od zawsze. Wystarczy przypomnieć Billie Holiday, później Joni Mitchell, Carole King, a w bardziej współczesnej muzyce choćby Fiona Apple czy Alanis Morissette.
W latach 90. szczególnie wyraźnie pojawił się zresztą obraz młodej kobiety, która niekoniecznie chce być miła, pogodna i łatwa do polubienia. Fiona Apple śpiewała o gniewie, seksualności, niepewności i relacjach, Alanis Morissette zrobiła z frustracji i złości materiał na jeden z najważniejszych albumów dekady.
Co się więc zmieniło?
Przede wszystkim miejsce, w którym ta emocjonalność zaczęła funkcjonować. W drugiej dekadzie XXI wieku sad girl przestała być wyłącznie bohaterką piosenki. Zaczęła funkcjonować jako internetowa figura. Tumblr, Instagram i Twitter pozwalały nie tylko słuchać muzyki, ale również budować wokół niej całą estetykę. Zaczęły pojawiać się zdjęcia w określonej stylistyce, cytaty, ubrania, memy, playlisty, własne wyznania i poczucie przynależności do grupy. Badaczka Fredrika Thelandersson opisuje ten proces jako rozwój sad girl culture, w której smutek i trudne emocje zaczęły być przedstawiane jako część kobiecego doświadczenia, a media społecznościowe stworzyły przestrzeń do dzielenia się nimi.
Lana Del Rey pojawiła się więc w bardzo odpowiednim momencie i zrobiła z melancholii coś znacznie większego niż temat kilku piosenek.
Lana Del Rey – kiedy smutek staje się całym światem
Jeśli współczesny Sad Girl Pop miałby mieć własną matkę chrzestną, trudno byłoby nie wskazać Lany Del Rey. Jej Born to Die z 2012 roku pojawiło się w czasie, gdy pop kojarzył się przede wszystkim z energią, imprezą i maksymalnie lekką produkcją. Lana zaproponowała coś innego:
- wolniejsze tempo,
- smyczki,
- filmową atmosferę,
- nostalgię,
- rozczarowanie
- i bardzo charakterystyczną wizję kobiecości.
Summertime Sadness stało się jednym z najbardziej rozpoznawalnych przykładów tego połączenia. Ale najważniejsze było to, że Lana nie sprzedawała wyłącznie piosenek, tylko świat. Świat pełen takich obrazów jak amerykańska flaga, stare Hollywood, dziewczyna z kwiatami we włosach, luksus, miłość, rozpadające się związki, młodość, przemijanie, melancholia.
W jej przypadku smutek stał się swego rodzaju estetyką. Dlatego określenie sad girl przykleiło się do Lany jak rzep do psiego ogona. Badania nad kulturą sad girl wskazują ją jako jedną z najważniejszych figur tego zjawiska, a jej wizerunek stał się częścią internetowej estetyki rozwijającej się w drugiej dekadzie XXI wieku.
Swoją drogą, jest w tym pewien paradoks. Lana śpiewa o smutku, ale jej świat jest piękny. Bardzo piękny. Dlatego tak bardzo przyciąga.
Lorde zrobiła coś innego – zabrała popowi brokat
Kiedy w 2013 roku pojawiło się Pure Heroine, Lorde nie wyglądała jak kolejna gwiazda przygotowana przez przemysł muzyczny według ściśle określonej instrukcji obsługi.
Utwór Royals nie opowiada o życiu, które znamy z luksusowych teledysków. Zamiast tego pojawił się minimalizm, chłodniejsza produkcja, nastoletnia obserwacja świata i dystans do popkultury, która wcześniej często mówiła młodym ludziom: “Chcesz być szczęśliwy? Kupuj, imprezuj, wyglądaj dobrze i baw się”.
Lorde sprawiła, że zaczęliśmy się zastanawiać, czy to aby na pewno słuszna droga. Może jednak nie musimy mieć czerwonego dywanu, drogich samochodów i szampana, żeby mieć coś do powiedzenia? Może nawet nie musimy być super szczęśliwi?
Jej znaczenie dla całej kultury Sad Girl Pop nie ogranicza się wyłącznie do śpiewania o smutku. Lorde pokazuje, że intymność i niedoskonałość mogą stać się atrakcyjne.
Późniejsze pokolenie artystek dostało dzięki temu znacznie więcej miejsca na piosenki brzmiące jak prywatne zapiski. W analizach współczesnego popu Lorde jest wskazywana jako jedna z artystek, które pomogły przesunąć mainstream w stronę większej autentyczności i emocjonalnej bezpośredniości.
A potem pojawiła się Billie Eilish.
Billie Eilish – cichy smutek
Lana Del Rey stworzyła cały melancholijny świat. Lorde pokazała, że gwiazda pop nie musi być błyszcząca – może być niedoskonała. Billie Eilish zrobiła coś jeszcze innego: ściszyła wokal niemal do poziomu szeptu.
Jej muzyka nie brzmi jak przeznaczona na wielką scenę. Często sprawia wrażenie, jakby ktoś szeptał ci coś do ucha, kiedy siedzicie obok siebie w pokoju. To bardzo dobrze współgra z dzisiejszym światem pełnym słuchawek, streamingu i słuchania muzyki w pojedynkę.
Badacze zwracają uwagę na znaczenie charakterystycznego, cichego wokalu Eilish oraz jego intymnego odbioru. Jej muzyka bywa analizowana jako przykład tego, jak współczesny pop może opracowywać muzycznie doświadczenia depresji i innych trudnych stanów emocjonalnych, jednocześnie tworząc poczucie bliskości między artystką a słuchaczem.
Być może właśnie dlatego Billie Eilish stała się tak ważna dla pokolenia dorastającego w czasie, gdy rozmowy o zdrowiu psychicznym zaczęły być znacznie bardziej obecne nie tylko w życiu prywatnym, ale również w kulturze popularnej.
Nie oznacza to oczywiście, że każdy fan Billie cierpi np. na depresję. Tego, jakiej ktoś słucha muzyki, nie należy traktować jak diagnozy. Sam fakt, że dana osoba słucha piosenki o depresji, nie mówi nam, że jest na nią chory. Może po prostu lubić brzmienie danego utworu, rozpoznawać w nim własne doświadczenia, współczuć bohaterowi piosenki albo czerpać przyjemność z samego emocjonalnego napięcia.
Dochodzimy tutaj do bardzo ciekawego pytania:
Dlaczego właściwie lubimy smutne piosenki?
Skoro smutek jest czymś, czego zazwyczaj nie chcemy doświadczać, dlaczego dobrowolnie włączamy piosenkę, która może jeszcze bardziej nas przytłoczyć? Przecież jeśli mamy fatalny dzień, teoretycznie powinniśmy włączyć coś wesołego – na pocieszenie. A jednak często wybieramy dokładnie odwrotnie.
Badania Liili Taruffi i Stefana Koelscha pokazują, że słuchanie smutnej muzyki może wiązać się z kilkoma różnymi rodzajami nagrody:
- regulowaniem emocji,
- empatią,
- uruchamianiem wyobraźni,
- przywoływaniem wspomnień.
Co ciekawe, w ich badaniu nostalgia była nawet częściej wskazywaną emocją niż sam smutek.
Co więcej, smutne utwory pomagają nam czasem poczuć daną emocję i przeżyć ją do końca. Często jest tak, że przez cały dzień udajemy, że wszystko jest w porządku, nawet jeśli świadomie wiemy, że nie jest. Wieczorem zakładamy słuchawki i włączamy piosenkę, która idealnie trafia w nasz nastrój – nagle nie musimy już niczego udawać. Możemy zacząć czuć, przyznać się do tych emocji sami przed sobą i je przeżyć.
Muzyka może również dawać poczucie, że nie jesteśmy sami na świecie; że ktoś jeszcze przeżył lub czuje coś podobnego. Nie jesteśmy wtedy sami ze swoim problemem; nawet jeśli osoba śpiewająca znajduje się tysiące kilometrów dalej i nigdy nas nie pozna.
Właśnie dlatego muzyka może działać trochę jak wirtualny przyjaciel – badacze i specjaliści cytowani przez GRAMMY zwracają uwagę, że słuchacz może odbierać smutną piosenkę jako formę emocjonalnego współodczuwania.
To jednak nadal nie wszystko. Muzyka pozwala przeżywać emocje w kontrolowanych warunkach. Możemy włączyć smutną piosenkę i wyłączyć ją wtedy, gdy poczujemy taką potrzebę. Możemy słuchać jej w bezpiecznym miejscu, kiedy nic złego aktualnie się nie dzieje, i przeżywać sytuacje, które wydarzyły się wcześniej.
Polecamy na eBilet.pl
Sad Girl Pop mówi, że nie musimy być cały czas szczęśliwi
Przez długi czas kultura popularna bardzo mocno promowała obraz szczęśliwej, produktywnej i odnoszącej sukcesy kobiety. Masz się rozwijać. Masz być niezależna. Masz dobrze wyglądać. Masz mieć pasję, pracować z uśmiechem, podróżować. Masz mieć znajomych. I oczywiście – masz być szczęśliwa.
W takim świecie smutek może być czymś niewygodnym. Dowodem, że coś robimy źle. Sad Girl Culture trochę odwróciła ten komunikat. Pojawiły się hasła:
- możesz być zmęczona,
- możesz tęsknić,
- możesz nie wiedzieć, co dalej,
- możesz mieć złamane serce,
- możesz nie być girlboss.
Thelandersson opisuje ten zwrot jako pojawienie się większej przestrzeni na negatywne emocje i rozmowę o zdrowiu psychicznym. Jednocześnie zwraca uwagę na drugi, znacznie bardziej skomplikowany proces: podatność na zranienie może zostać zamieniona w coś atrakcyjnego, rozpoznawalnego i… dobrze się sprzedającego.
A to już druga strona tego medalu…
Kiedy smutek staje się produktem
Można zaakceptować własny smutek. A można też zacząć go stylizować. Sad Girl Pop funkcjonuje właśnie na granicy tych dwóch sytuacji. Z jednej strony dał młodym kobietom język, którym mogą mówić o doświadczeniach wcześniej marginalizowanych albo bagatelizowanych. Z drugiej strony przemysł muzyczny bardzo szybko nauczył się, że podatność na zranienie jest atrakcyjna. Smutek można przecież opakować – w piosenkę, teledysk, okładkę albumu, merch, koncert…
Thelandersson zwraca uwagę właśnie na tę sprzeczność: współczesna kultura może jednocześnie tworzyć przestrzeń, w której ludzie naprawdę dzielą się trudnymi doświadczeniami i otrzymują wsparcie, oraz przekształcać wrażliwość i trudności natury psychicznej w atrakcyjny, rynkowy element wizerunku.
To zresztą nie dotyczy wyłącznie Sad Girl Pop. Popkultura bardzo często robi dokładnie to samo z innymi emocjami. Bierze coś autentycznego, nadaje temu nazwę, tworzy estetykę i po chwili możemy już kupić kubek z napisem opisującym nasze doświadczenie.
A kto właściwie może być sad girl?
Tutaj pojawia się jeszcze jedna ważna kwestia: nie każda forma kobiecego smutku jest odbierana w taki sam sposób.
Badania nad kulturą sad girl zwracają uwagę na jej silne powiązanie z białą, młodą i stosunkowo uprzywilejowaną wizją kobiecości. Krytycy tego zjawiska wskazywali również, że estetyzowanie smutku przez białe artystki może przesłaniać wcześniejsze tradycje, w których czarne i latynoamerykańskie kobiety wykorzystywały opowiadanie o bólu i wykluczeniu w znacznie bardziej bezpośredni, społeczny i polityczny sposób.
Co naprawdę zmieniły Lana, Lorde i Billie?
Każda z nich zrobiła coś trochę innego:
- Lana Del Rey pomogła zamienić melancholię w rozpoznawalny świat estetyczny. Jej muzyka połączyła smutek, nostalgię, kobiecość, filmowość i amerykańskie wyobrażenia o miłości oraz młodości. Born to Die było nie tylko albumem, ale również bardzo wyrazistym projektem artystycznym, który wpłynął na późniejszą estetykę popu.
- Lorde pokazała natomiast, że młoda kobieta może wejść do mainstreamu bez przyjmowania typowej dla niego, błyszczącej popowej pozy. Jej minimalizm, obserwacja świata i dystans wobec konsumpcyjnej kultury stworzyły przestrzeń dla bardziej intymnego rodzaju popu.
- Billie Eilish poszła jeszcze bardziej w stronę emocjonalnej bliskości. Jej niemal szepczący wokal, mroczniejsze produkcje i sposób mówienia o trudnych emocjach sprawiły, że Sad Girl Pop bardzo dobrze zgrał się z erą słuchawek, streamingu i mediów społecznościowych. Badacze zwracają uwagę również na to, że jej muzyka stała się dla młodych odbiorców sposobem na nazywanie i komunikowanie własnych doświadczeń związanych ze zdrowiem psychicznym.
To nie jest tylko muzyka dla smutnych dziewczyn
Najciekawsze w Sad Girl Pop jest chyba to, że jego nazwa trochę nas oszukuje. Bo ostatecznie chodzi przecież o zgodę na przeżywanie emocji, które przez lata niekoniecznie dobrze pasowały do popowego ideału i świata, który promuje radość i sukces.
Smutek może być intymny, ale może być też wspólnotowy. Piosenka o rozstaniu może opowiadać o jednym konkretnym związku, a jednocześnie stać się soundtrackiem dla tysięcy zupełnie różnych historii. Jedna osoba słucha Billie Eilish, bo rozpoznaje w jej muzyce własne doświadczenie. Ktoś inny słucha Lany, bo lubi jej filmową estetykę. Kolejna osoba włącza utwór Lorde, bo chce na chwilę wrócić do emocji z czasów nastoletnich.
Określenie Sad Girl Pop jest jednocześnie użyteczne i problematyczne. Pomaga zauważyć pewien wyraźny trend, ale może również sprowadzać bardzo różne artystki do jednej emocji. Kobieta, która śpiewa o depresji, złamanym sercu czy samotności, nie musi chcieć, żeby całe jej życie zostało zamknięte w szufladce “smutnej dziewczyny”.
Co więcej, Sad Girl Pop może tak samo dobrze trafiać do chłopaków i mężczyzn, którzy też potrzebują przeżywania emocji i nie powinni tłumić smutku, udając twardzieli.
Koniec końców fenomen Sad Girl Pop nie sprowadza się tylko do smutku. Wychodzi naprzeciw trudnym uczuciom, które były spychane na margines. Pomaga poczuć się zrozumianym. A w dzisiejszym świecie naprawdę tego potrzebujemy.
Źródła
[1] https://online.ucpress.edu/jams/article/76/3/785/198574/Billie-Eilish-and-the-Feminist-Aesthetics-of (dostęp z dnia 17.09.2026)
[2] https://link.springer.com/book/10.1007/978-3-031-16756-0 (dostęp z dnia 17.09.2026)
[3] https://www.grammy.com/news/lana-del-rey-born-die-album-record-year-anniversary/ (dostęp z dnia 17.09.2026)
[4] https://www.grammy.com/news/lorde-pure-heroine-10th-anniversary-royals-team-tennis-court/ (dostęp z dnia 17.09.2026)
[5] https://journals.plos.org/plosone/article?id=10.1371%2Fjournal.pone.0110490 (dostęp z dnia 17.09.2026)
[6] https://www.grammy.com/news/sad-girl-pop-olivia-rodrigo-billie-eilish-gracie-abrams-mental-health-music-psychology-analysis/ (dostęp z dnia 17.09.2026)
Poprzedni artykuł
Następny artykuł
Klaudia Jaroszewska-Kotradii – multipasjonatka, która nie potrafi usiedzieć w miejscu. Zafiksowana na punkcie rozwoju i zdobywania wiedzy wszelakiej. Prywatnie mama, żona i kreatywna dusza, która na równi uwielbia Sanah i The Hardkiss.












