Niektórzy artyści dosłownie żyją na walizkach. Co kilka dni mieszkają w innym hotelu w innym mieście (a czasem nawet w innym kraju). O ile nie śpią w autobusie w drodze do kolejnego celu. O domowym jedzeniu mogą pomarzyć (chyba, że mają swojego kucharza, bo sił i czasu na gotowanie po prostu im już nie wystarcza). Wieczorami zaś wchodzą na scenę i występują przez kilkunastoma, a nawet kilkudziesięcioma tysiącami ludzi. Tak przez miesiąc czy dwa wygląda rzeczywistość wielu artystów. Ale w przypadku niektórych ciągnie się to przez… lata. A nawet dekady.
Zapomniane, sensacyjne nagrania duetu Soyka / Stańko nareszcie ujrzały światło dzienne!
Odnalezione po niemal 40 latach nagrania Stanisława Soyki i Tomasza Stańki z ich wspólnej sesji w warszawskim Studiu S-4 trafiają dziś do słuchaczy! Album "Soyka / Stańko" to niezwykłe spotkanie dwóch gigantów polskiej muzyki, które przenosi nas do 1988 roku i przynosi niesamowitą, genialną fuzję gospelowo-soulowej pianistyki i jazzowej awangardy.
21.08.2026
Aleksandra Gieczys
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Soyka i Stańko: sesje z 1988 roku znalezione po latach
Rzadko miewamy okazję do obcowania z dziełami o tak bezdyskusyjnym statusie i doniosłości, jak ma to miejsce w przypadku dzisiejszej premiery album “Soyka / Stańko”. Stanisław Soyka – wokalny kameleon, pianista o gospelowym sercu i jeden z najbardziej charyzmatycznych artystów polskiej estrady – oraz Tomasz Stańko, bezkompromisowy koryfeusz światowego jazzu, którego ikoniczne brzmienie trąbki zdefiniowało europejską awangardę, od zawsze zajmowali osobne, niemal monumentalne panteony we współczesnej historii kultury naszego kraju.
Dlatego też wydany właśnie nakładem Agencji Muzycznej Polskiego Radia album to archiwalne odkrycie najwyższej próby: zapis niezwykłego spotkania tych dwóch genialnych muzyków i ich współpracy złożonej z dwóch intensywnych, jednodniowych sesji z 1988 roku nagranych w legendarnym Studiu S-4.
Przeczytaj też:
Soul, gospel i jazz językiem buntu i wolności u progu ustrojowego przełomu
Historia odnalezienia tych taśm przypomina zresztą filmową opowieść, bowiem na materiał z zapomnianych sesji dwóch kultowych artystów natrafiono niemal przypadkiem. Pracownik Agencji Muzycznej Polskiego Radia – Adam Domagała – podczas swojej kwerendy w radiowych archiwach dowiedział się o tych historycznych, sensacyjnych nagraniach podczas koleżeńskiej pogawędki z legendarnym realizatorem dźwięku Tadeuszem Sudnikiem, który wspomniał mu o tym, że był świadkiem spotkania muzyków w Studiu S-4:
– Te nagrania leżały sobie, nie niepokojone przez nikogo, chyba tak naprawdę zapomniane przez wszystkich, przez czterdzieści lat w radiowym archiwum. Po ich pierwszym odsłuchaniu byłem zmieciony z powierzchni, bo to są genialne nagrania. No i w ten sposób pan Tadeusz Sudnik ocalił od zapomnienia to, co sam nagrał – mówi o swoim odkryciu Domagała.
Taśmy zachowały się w znakomitym stanie, a dzięki współczesnemu masteringowi laureata Grammy Jacka Gawłowskiego otrzymujemy album ukazujący genialne porozumienie dwóch wybitnych, muzycznych indywidualności – młody, 29-letni Soyka buduje potężny fundament na fortepianie, podczas gdy Stańko wzbogaca tę materię swoją improwizacją.
Utworem promującym wydawnictwo jest sześcioelementowa “Suita zaduszna” – kompozycja przesiąknięta z jednej strony gęstym, melancholijnym nastrojem, a z drugiej wolnym od schematów formy transowym pulsem stanowiącym harmoniczną bazę późniejszego klasyka Stanko “Play It Again”.
Drugim singlem została suita “Medula oblangada” – abstrakcyjna, pełna czystej ekspresji kompozycja, która – jak wspominał po latach Tadeusz Sudnik – swój zabawny tytuł zawdzięcza zniekształconemu celowo przez duet łacińskiemu terminowi medycznemu. Jak powiedział Pan Tadeusz w podczas swoich sesji nagraniowych artyści sporo żartowali i “lubili bawić się słowami i wymyślać nieistniejące wyrazy. Wpisali tytuł roboczy tego utworu do dokumentacji i… tak już zostało”.
Wszystkie wydane na płycie utwory nie zestarzały się ani o jeden dzień i dobitnie dowodzą o bezdyskusyjnym talencie obydwu artystów. Ale te odnalezione po latach nagrania niosą też ze sobą coś znacznie więcej niż tylko bezcenną wartość artystyczną i archiwalną – mają wyjątkowo silny wymiar symboliczny. Rejestrowana w szarej, dusznej Warszawie 1988 roku muzyka, w której soul, gospel i czysta jazzowa awangarda splatają się w bezkompromisowy muzyczny dialog, jawi się dziś jako uniwersalny język buntu, artystycznej niezależności i absolutnej wolności u samego schyłku komunizmu w Polsce.
Przeczytaj też:
Poprzedni artykuł












