Jako obserwatorzy świata muzyki jesteśmy przyzwyczajeni do ewolucji. Artyści się zmieniają, dojrzewają, a my często patrzymy przychylnym okiem na tych, którzy nie chcą powielać jednego schematu. Czasem jednak ewolucja przeradza się w rewolucję. A te rzadko przechodzą bez echa. Taka zmiana może skończyć się różnie. Twórca może wyjść z niej zwycięsko i zmienić bieg historii, ale może też przegrać i stać się obiektem drwin. Bywa również tak, że wprawia odbiorców w konsternację i dzieli ich na dobre. W tym tekście przywołam kilka muzycznych rewolucji, które dla artystów kończyły się w różny sposób.
Chwilę przed premierą nowego albumu Kneecap dzielą się poruszającym filmem!
Trio z Belfastu udostępniło 12-minutowy krótkometrażowy film do utworu "Irish Goodbye" - najnowszego singla promującego album "FENIAN", który już jutro będzie miał swoją premierę. To poruszająca, bardzo osobista opowieść o żałobie i pamięci. Obejrzyj koniecznie!
30.04.2026
Aleksandra Gieczys
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Premiera nowego albumu KNEECAP już 1 maja
“FENIAN” ukaże się 1 maja nakładem Heavenly Recordings. Jest to drugie pełnowymiarowe wydawnictwo tria z Belfastu, które następuje po ich entuzjastycznie przyjętym debiucie “Fine Art”.
Za produkcję nowego krążka Kneecap odpowiada ceniony producent Dan Carey. Brzmienie płyty to muzyczne spotkanie gatunków na styku rave’u, hip-hopu, tripu i post-punka. Na albumie usłyszymy liczne kolaboracje, w tym z Kae Tempest, Radie Peat z zespołu Lankum w utworze “Cocaine Hill” oraz z palestyńskim raperem Fawzi.
Sami artyści opisują “FENIAN” jako “bardzo mroczny, szczery i konfrontacyjny” niż jakiekolwiek ich wcześniejsze wydawnictwa – w warstwie tekstowej zostanie oczywiście naładowany soczystymi komentarzami społecznymi i politycznymi w języku irlandzkim, co jest m.in. odpowiedzią grupy na ich konflikt z brytyjskimi władzami. Muzycy podkreślają, że nowa płyta to “manifest solidarności i energii”, łączący polityczny gniew z osobistymi doświadczeniami.
Mo Chara, Móglaí Bap i DJ Próvaí oświadczyli, że tytuł płyty jest formą odzyskania słowa “Fenian”, które z historycznej obelgi staje się w ich wydaniu manifestem prawdy i dumy. To jedno z najbardziej naładowanych emocjonalnie i politycznie określeń w historii Irlandii. Jego znaczenie ewoluowało od tożsamościowej dumy (pierwotnie słowo to zakorzenione jest w mitologii celtyckiej, gdzie Fenianie byli elitarną grupą pół-legendarnych wojowników), aż po obraźliwe wyzwisko, używane na Wyspach wobec katolików, osób pochodzenia irlandzkiego lub zwolenników zjednoczenia Irlandii. Dla Kneecap “Fenian” to osoba świadoma swoich tradycji, pochodzenia i historii, która nie boi się konfrontować z systemem w imię obrony tych wartości. Artyści deklarują, że ich misją pozostaje walka o przetrwanie języka irlandzkiego i kultury gaelickiej w nowoczesnym świecie.
Polskim fanom Kneecap zaprezentują nowy materiał na żywo 1 lipca podczas Open’er Festivalu w Gdyni.
“Irish Goodbye”
Na ostatniej prostej przed premierą krążka trio wydało singiel “Irish Goodbye”, który – jak deklarują muzycy – jest najbardziej osobistym momentem na całej płycie. Utwór stanowi hołd dla zmarłej matki Móglaí Bapa, który wyznał w mediach społecznościowych, że praca nad nim pomogła mu przepracować żałobę i skupić się na dobrych wspomnieniach z codziennego życia. Piosence towarzyszy pięknie nakręcony, poruszający, 12-minutowy krótkometrażowy film. Publikujemy go poniżej.
A tak brzmi wpis Móglaí Bapa (ze względu na jego wyjątkowe, ważne przesłanie publikujemy go w całości):
“Nigdy nie planowałem napisać piosenki o tym. Ktoś wysłał mojemu bratu dokument o moim ojcu z lat 90., kiedy był przewodniczącym Conradh na Gaeilge. Ekipa filmowa przyszła wtedy do naszego domu, a my byliśmy tylko dzieciakami – odrabialiśmy lekcje, wygłupialiśmy się. Nie byliśmy rodziną, która dokumentowała życie kamerą; zostawały nam tylko fotografie. Dlatego to był mój pierwszy raz, gdy mogłem zobaczyć mamę “w ruchu”. Była taka radosna. Ten widok niesamowicie mnie poruszył. Wcześniej napisałem już o niej utwór zatytułowany “MAM”, który ukazał się w 2020 roku. W tamtym czasie chorowała na depresję. Myślałem wtedy, że jeśli napiszę tę piosenkę, usłyszy ją i może poczuje swoją wartość, bo gdy cierpi się na depresję, to wcale się jej nie dostrzega. Poszliśmy wtedy na spacer i powiedziałem jej, że napisałem dla niej utwór, ale nie była jeszcze skończony, więc puszczę jej go w następnym tygodniu. Ale wtedy było już za późno.
Samobójstwo jest trudne. Kiedy ktoś choruje na depresję i odbiera sobie życie, trudno pamiętać dobre chwile. Człowiek zostaje uwięziony w mroku tamtych momentów. “Irish Goodbye” opowiada o zwyczajnych czynnościach, które robiłem razem z mamą. Nigdy nie zdawałem sobie sprawy, że gdy jej już nie będzie, najbardziej zatęsknię za “codziennością” – spacerami po parku, tego, jak mnie strofowała albo trzymała w ryzach, dawała rady. To właśnie te małe rzeczy bolą najbardziej. Obejrzenie tamtego nagrania i napisanie tej piosenki otworzyło we mnie coś, co pozwoliło zastąpić smutne wspomnienia innymi obrazami. Mogłem zacząć wyobrażać sobie szczęśliwsze chwile, zamiast ciągle złościć się na świat. Dan Carey napisał muzykę, a później dołączył Kae Tempest, co było dla nas ogromnym zaszczytem. Kae wnosi do utworu coś bardzo szczerego, kruchego i emocjonalnego. To był dla nas wyjątkowy moment. Samobójstwo to niezwykle złożona sprawa. Trudno zmierzyć się z rzeczywistością tego, co się wydarzyło. Kiedy próbujesz sobie z tym poradzić, tkwisz w świecie “pomiędzy” – raz rozumiesz, a raz nie rozumiesz, raz jest smutek, potem gniew, jest wstyd i poczucie winy. Oczywiście jest też żałoba, ale to specyficzny rodzaj żałoby. Czujesz, jakbyś niósł jakiś dodatkowy ciężar. To bardzo trudna rozmowa. Kto, do cholery, naprawdę chce o tym rozmawiać? Sama śmierć jest wystarczająco przygnębiająca. Ale musimy o tym mówić, bo trzeba zdjąć z ludzi dodatkowy ciężar wstydu i winy, który nakłada się na żałobę.
Nie da się zmienić tego, co się stało. Nie zawsze da się uratować ludzi przed nimi samymi. Ludzie pytają mnie, jak sobie poradziłem. Prawda jest taka, że sobie nie poradziłem. To proces, który trwa latami. Robisz po prostu to, na ile starcza ci sił w danym momencie. Ale pomoc istnieje.
Kiedy w końcu byłem gotów, terapia była tym, co mi pomogło. Pokolenie naszych rodziców często nie wierzy w terapię. My jesteśmy inni. Możemy prosić o pomoc, powinniśmy to robić i mieć warunki, które nam ją zapewnią. Jako Irlandczycy mamy dobrą relację ze śmiercią i rytuałami, które jej towarzyszą. Potrafimy pamiętać ludzi takimi, jacy byli, a nie takimi, jak skończyli. Mam nadzieję, że ten rodzaj śmierci, choć straszny, też może zostać objęty takim podejściem, nawet jeśli bardzo trudno się z nim zmierzyć.
Mam nadzieję, że gdy ludzie usłyszą piosenkę i zobaczą teledysk, poczują coś, co przyniesie im ulgę. Nie można nosić tego wszystkiego w sobie i obwiniać się. To nie twoja wina. To niczyja wina. Chodzi o proces radzenia sobie z tym. I można sobie z tym poradzić. Naprawdę można. Jest w tym utworze wers, który zawiera wszystko, co chciałbym powiedzieć: To nie jest problem, po prostu chcę powiedzieć, że za tobą tęskniłem. Właśnie taka koncepcja stoi za tym filmem – nie ma w nim gniewu wobec tych, którzy zdecydowali się odejść, odbierając sobie życie, lecz jest współczucie dla tych, którzy zostali z tą pustką i muszą z nią żyć. Ten film, ta piosenka, wszystko to dotyczy czegoś niezwykle osobistego i bardzo bliskiego mojemu sercu, a także sercom wielu innych ludzi. Możliwość bycia częścią tego projektu, pisania, myślenia i pracy nad czymś, o czym opowiada ten utwór, była przywilejem, ale też dużą odpowiedzialnością. Jestem dumny z udziału w tym projekcie. To doświadczenie było piękne, choć pełne smutku i refleksji; naprawdę mam nadzieję, że film to pokazuje”.
Przeczytaj też:
Poprzedni artykuł
Następny artykuł












