Włączasz stary album, a potem coś wydanego współcześnie. Niby jedno i drugie to muzyka. Niby masz te same słuchawki. Sama piosenka może mieć wokal, gitarę, perkusję, bas i wszystko, czego potrzebujesz do szczęścia. A jednak brzmi inaczej. Nowe nagranie jest jakieś takie… płaskie. Stary utwór może mieć momenty wyraźnie cichsze i głośniejsze. Za częścią tych różnic stoi zjawisko, które w świecie produkcji muzycznej nazywa się loudness war, czyli wojną głośności. I chociaż nazwa brzmi trochę tak, jakby realizatorzy dźwięku spotykali się nocą na parkingu i licytowali: “A ja zrobię jeszcze głośniej!”, chodzi o coś innego – o sposób, w jaki muzyka jest nagrywana, miksowana i przede wszystkim masterowana. I tu pojawia się ważne pytanie: skoro muzyka jest coraz głośniejsza, to czy przy okazji nie niszczy nam uszu? Sprawdźmy to!
Gitarowa rewolucja lat 00. Oto 5 hymnów indie rocka
Początek XXI wieku przyniósł nam modę na brzmienia stanowiące symbiozę gitarowego grania z popowo-tanecznym feelingiem, mocno zainspirowane zarówno post-punkiem, nową falą, synth-popem, jak i garage rockiem. Przedstawiamy Wam 5 kawałków, które pokazały, że surowość równa się przebojowości.
14.10.2026
Elvis Strzelecki
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Franz Ferdinand – “Take Me Out”
W jednym z odcinków podcastu “Song Exploder” lider szkockiej formacji, Alex Kapranos wyznał, że inspiracją do powstania jednego z największych przebojów Franz Ferdinand była scena pojedynku snajperów z filmu “Wróg u bram”. Uznał bowiem, że jest ona doskonałą metaforą romantycznej sytuacji, w której dwie osoby są sobą zainteresowane, ale boją się zrobić pierwszy krok.
Hard-Fi – “Hard to Beat”
W przypadku Richarda Archera z grupy Hard-Fi inspiracja przyszła od Fatboy Slima. Artysta wszak słuchał wówczas kawałka “Going Out of My Head”, który zawiera charakterystyczny riff gitarowy (w rzeczywistości będący samplem z utworu “I Can’t Explain” Yvonne Elliman, który notabene był coverem piosenki The Who, przyp. red.). Richard odgrywał go tak często, że w końcu zamienił tę melodię w zupełnie nowy motyw, co dało początek “Hard to Beat”.
The Killers – “Somebody Told Me”
Do dziś pamiętam, jak znudzony muzyką taneczną serwowaną przez Vivę, przerzuciłem się na MTV2 Europe (późniejsze MTV Rocks). Był to czas, kiedy wiele zespołów rockowych inkorporowało do swojej twórczości elementy charakterystyczne dla nowej fali. Jedną z takich grup byli The Killers, którzy doskonale łączyli popową melodykę z naszpikowanym syntezatorami indie rockiem. Słychać to m.in. w ich wielkim przeboju “Somebody Told Me”, czyli drugim singlu z debiutanckiej płyty “Hot Fuss”.
Bloc Party – “Banquet”
Podobna historia, co z “Somebody Told Me” – pomogło MTV2 Europe. Charakterystyczny riff tak mocno zapętlił się w mojej głowie, że do dziś, kiedy słyszę go w myślach, mam ochotę udać się na indietekę (dyskotekę dla fanów indie rocka, przyp. red.). Pomysł na kawałek zrodził się w trakcie trasy koncertowej zespołu w 2003 roku. Wokalista grupy Kele Okereke był wówczas pod wrażeniem płyty “Doolittle” Pixies, zwłaszcza piosenki “I Bleed” oraz utworu “Prince Charming” formacji Adam and the Ants.
Co ciekawe, jeden z remiksów nagrania został stworzony przez samego Mike’a Skinnera, czyli The Streets.
Arctic Monkeys – “I Bet You Look Good on the Dancefloor”
Chaotyczny, energiczny i surowy – tak można by opisać debiutancki singiel Anglików. Jego pubowa prostota i garażowa dzikość sprawiają, że nawet człowiek, który na co dzień nie jest fanem tego typu brzmień, podnosi się i tańczy. Utwór prawie dwa tygodnie po ukazaniu się na rynku muzycznym znalazł się na szczycie brytyjskiej listy najlepiej sprzedających się singli i doczekał się kilku coverów, m.in. od girlsbandu Sugababes. Swoją interpretację piosenki zaprezentował również sam sir Tom Jones. Miało to miejsce 1 lipca 2007 roku podczas “Concert For Diana” na Stadionie Wembley w Londynie. W trakcie występu towarzyszył mu Joe Perry z Aerosmith.
Poprzedni artykuł











