W 2019 roku The Weeknd wydał Blinding Lights. Wiele osób odniosło wrażenie, że już gdzieś kiedyś tę piosenkę słyszało, choć była de facto nowa. Nie mogli jej znać wcześniej, ale brzmiała… jak muzyka z lat 80. Co ciekawe, wielu słuchaczy tej piosenki nawet jeszcze nie było wtedy na świecie! A jednak muzyka lat 80. w nowoczesnym, synth-popowym wydaniu ma wielu fanów. The Weeknd nie nagrał tego kawałka przez przypadek. Świadomie wybrał takie, a nie inne wpływy muzyczne. Jak się okazuje, wybór był trafny. Tylko… dlaczego?
5 artystów na powitanie demure autumn
Charli xcx mówimy pa pa, żegnamy się z jortsami, kubkami z lodem i wieczornymi przejażdżkami na hulajnogach, a witamy oversizowe swetry, pumpkin spice latte i filmowe seanse pod kocem. Wraz ze zmianą czasu następuje też zmiana soundtracku - letniaczki zostają na tematycznych playlistach, a do obecnego moodboardu wkrada się coś poważniejszego - welcome demure autumn.
24.09.2024
Maja Kozłowska
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Z bólem serca, ale BRAT SUMMER się skończyło. Cieszyliśmy się nim cały sezon i wystarczy. Każde pokolenie ma własny czas, każde pokolenie chce zmienić świat: rewolucja faktycznie była i trwała, a jako że historia kołem się toczy, przyszła pora na kontrę. Demure autmun to pojęcie, które prawdopodobnie nie jest jeszcze znane wszystkim. Rozpowszechniła je tiktokerka Jools Lebron, a bycie “very demure, very mindful” błyskawicznie stało się viralem. W uproszczeniu: chodzi o powagę, uprzejmość, elegancję, subtelność czy powściągliwość. Trend demure ewidentnie stoi w opozycji do zachowywania się jak brat (ang. bachor) i idealnie pasuje do jesieniarkiej aury, która lada chwila sprawi, że zapomnimy o lecie.
@joolieannie #fyp #demure ♬ original sound – Jools Lebron
#1 Adele – pierwsza lady demure autumn
Nie ma co się oszczędzać. Zaczynamy z grubej rury od artystki, której pozycja jest silna i niepodważalna. Adele to diwa z krwi i kości, personifikacja każdej nazwanej do tej pory emocji. I tak, może na nagraniach z Monachium, na których krzyczy do publiki “lauder”, trudno doszukać się w jej postawie ogłady, ale overall, każdy jej album dostarcza ekstremalnych wrażeń w wyważonym tonie. Kręcąc się w popowej sferze możemy sięgnąć kultury wysokiej, a to wszystko dzięki Adele. Moje rekomendacje na demure autumn: niestarzejąca się w ogóle płyta “21” z ognistym “Rolling in the Deep” i rozrywającym serce “Someone Like You” no i oczywiście “30” – zdecydowanie dojrzalszy album z wpływami soulu i R’n’B z numerami zbyt prawdziwymi, by uwierzyć, że istnieją naprawdę, jak “I Drink Wine” czy “To Be Loved”.
#2 Nick Cave – pozaziemski sznyt
Współczesny prorok religii, której prawa nigdy nie zostały spisane. Nick Cave wytworzył wokół siebie specyficzną aurę: władzy, pasji, a nawet namiętności. Popkultura pokochała go za “Red Right Hand” w czołówce “Peaky Blinders” oraz “O Children” w słynnej tanecznej scenie w “Harrym Potterze” – powinna za to bardziej pamiętać o “Niebie nad Berlinem”. W idealnym świecie pod hasłem “klasa” w słowniku synonimów znalazłby się Nick Cave. Tu nie ma nad czym dyskutować.
Poezję przekłada na muzykę i odwrotnie, przy czym zawsze czyni to w sposób trudny i wymagający. Z tym artystą nie doświadczy się czegoś takiego, jak separacja, jego sztuka to ciągła synteza, od tekstów, przez brzmienie, aż po niemal nieludzki ryk, który wciąż potrafi z siebie wydobyć na żywo. “Murder Ballads” to klasyk, który fenomenalnie sprawdzi się jesienią, jako reinterpretacja historii na dobranoc, idealnych na coraz dłuższe wieczory.
#3 Ralph Kaminski – szczególnie “ten stary”
Cofnijmy się w czasie do 2016 r. Ralph Kaminski nie nosił jeszcze peruk, nie występował na stadionach z Dawidem Podsiadło i nie grał sztuk telewizyjnych. Debiutuje albumem “Morze” i… to jest to. Igranie konceptem minimalizmu i maksymalizmu zostało mu od pierwszej płyty, która każdej jesieni przechodzi swój renesans. “Lato” przewija się w tytule jednej z piosenek, ale to tylko semiotyka, fałszywy alarm. Wczesny Ralph Kaminski wyzwala nagłą potrzebę komfortu, ciepła, rozchwianego światła zapachowych świec i wicia gniazdka na spokojne przezimowanie.
Tytułowy utwór jest definicją demure autumn, wzmocniony całą kolejką podobnie nostalgicznych piosenek. Od “Apple Air” po “Meybick Song” – słuchanie tego albumu przywodzi na myśl malowanie po numerkach jesiennego pejzażu z wieloma easter eggami. Rodzinne sekrety Jasła, miłość w Trójmieście, przyszłość w Warszawie. Very mindful.
#4 St. Vincent – złamana zasada decorum
Dla mnie zawsze będzie odkryciem, choć na rynku jest od 2007 r. Jej twórczość zaskakuje obfitością: to siedem pełnokrwistych albumów, z których najnowszy, “All Born Screaming” to dzieło życia, napisane i wyprodukowane całkowicie samodzielnie (z wyjątkiem “Big Time Nothing”, gdzie swoją cegiełkę dołożyła także Cate Le Bon). Eklektyzm i niespodziewanie dużo hałasu, momentami zakrawającego o brzydką grunge’ówę: to dziwne, lecz egzystencjalizm St. Vincent gra jednak w jej brzmieniu pierwsze skrzypce. Zdezelowana gitara, rozpychające się synthy, chillujące wpływy funku z agresywnym pazurem stanowią tło dla szukania sensu – czyli dokładnie tego, czym powinniśmy zajmować się podczas demure autumn.
#5 Pola Chobot & Adam Baran – bez nich jesień odwołana
Pola i Adam są tak bardzo jesień coded, jak tylko można być. Słuchajcie ich zawsze, serio, ale jesienią – szczególnie. Tworzą zgrany duet, na przemian dołujący i napawający nadzieją. Jak zabawa światłem: klik-pstryk; zmiana nastroju w zależności od pogody za oknem, tego czy zdążyliśmy złapać autobus i numeru piosenki na trackliście.
Grają barowo, ich ekspresja jest jak uśmiech po polsku: przykryta cieniem i ciężarem. Słowa Poli swoje ważą, dobite pianinem i gitarą to prawdziwe kamienie. “Jak wyjść z domu, gdy na świecie mży” kopie ku stonowanej proaktywności, natomiast “Burza” inspiruje do przeżywania. Prosto, zastanawiająco i po prostu. Demure autumn w pigułce.
Poprzedni artykuł
Następny artykuł












