Kategorie
eBilet

Ciekawostki

Loudness war – dlaczego współczesna muzyka brzmi inaczej i czy niszczy nasze uszy?

Fot. Shutterstock/Gorgev

Włączasz stary album, a potem coś wydanego współcześnie. Niby jedno i drugie to muzyka. Niby masz te same słuchawki. Sama piosenka może mieć wokal, gitarę, perkusję, bas i wszystko, czego potrzebujesz do szczęścia. A jednak brzmi inaczej. Nowe nagranie jest jakieś takie… płaskie. Stary utwór może mieć momenty wyraźnie cichsze i głośniejsze. Za częścią tych różnic stoi zjawisko, które w świecie produkcji muzycznej nazywa się loudness war, czyli wojną głośności. I chociaż nazwa brzmi trochę tak, jakby realizatorzy dźwięku spotykali się nocą na parkingu i licytowali: “A ja zrobię jeszcze głośniej!”, chodzi o coś innego – o sposób, w jaki muzyka jest nagrywana, miksowana i przede wszystkim masterowana. I tu pojawia się ważne pytanie: skoro muzyka jest coraz głośniejsza, to czy przy okazji nie niszczy nam uszu? Sprawdźmy to!

Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl

Co właściwie oznacza loudness war?

Zacznijmy od podstaw. Każde nagranie ma określony zakres poziomów głośności. W jednej chwili pojawia się mocne uderzenie perkusji, chwilę później wokal może być spokojniejszy, a pomiędzy nimi znajdzie się jeszcze mnóstwo innych dźwięków, które znajdują się w różnych miejscach na skali głośności. 

Różnica między najcichszymi i najgłośniejszymi fragmentami nagrania to w uproszczeniu zakres dynamiki, czyli dynamic range. Im większy zakres dynamiki, tym większa różnica między spokojnymi i bardzo głośnymi momentami (dlatego niektóre piosenki są spokojne, a potem jest niezły huk).

Właśnie ta różnica jest jednym z powodów, dla których muzyka może wydawać się bardziej “oddychająca”. By to zrozumieć, wyobraź sobie spokojną zwrotkę, po której nagle wchodzi potężny refren. Jeśli różnica poziomów jest duża, refren naprawdę wychodzi na pierwszy plan. Cała piosenka staje się bardziej emocjonalna.

A teraz zróbmy coś zupełnie innego. Ściszmy najgłośniejsze fragmenty i jednocześnie podkręćmy te cichsze. Potem jeszcze trochę podbijmy całość. I jeszcze trochę, co będziemy się ograniczać!

W pewnym momencie nagranie będzie miało znacznie mniejszą różnicę między cichymi i głośnymi fragmentami. Całość może dzięki temu wydawać się bardziej intensywna i głośna, ale jednocześnie płaska. To właśnie jeden z mechanizmów stojących za loudness war.

Kompresor, limiter i “ściana” dźwięku. O co w tym wszystkim chodzi?

Żeby osiągnąć taki efekt, realizatorzy korzystają między innymi z kompresji. Nie chodzi jednak o kompresję pliku MP3. Kompresor to narzędzie używane podczas produkcji muzycznej. W dużym uproszczeniu zmniejsza różnice między głośniejszymi i cichszymi fragmentami sygnału. Jeśli wokal w jednym momencie jest bardzo głośny, a w innym dużo cichszy – kompresor może tę różnicę ograniczyć. Stosowany rozsądnie, może dać dużo dobrego, bo każdemu może zdarzyć się zaśpiewać coś nieco ciszej lub głośniej, niż to było w planie.

Limiter działa podobnie, ale jego zadaniem jest przede wszystkim pilnowanie, żeby sygnał nie przekroczył określonego poziomu. Dzięki temu można podnieść średnią głośność nagrania bez dopuszczania do przekroczenia ustalonego maksimum. 

Właśnie tutaj zaczyna się zabawa, bo można używać tych narzędzi subtelnie, z rozsądkiem. A można też używać ich bardzo intensywnie.

Kiedy kompresja i ograniczanie poziomu są stosowane ekstremalnie, muzyka może stracić dużą część swojej dynamiki. Zamiast wyraźnej różnicy między spokojniejszym i mocniejszym fragmentem dostajemy bardziej wyrównaną, gęstą ścianę dźwięku. Stąd wzięło się określenie brickwall, czyli “ściana z cegieł”. Jeśli spojrzysz na mocno skompresowany przebieg fali dźwiękowej, rzeczywiście może przypominać niemal prostokątną ścianę.

Tylko że słuchanie takiej ściany przez kilka minut może być zdecydowanie mniej interesujące niż oglądanie jej na wykresie (które też ekscytujące nie jest).

.Po co w ogóle robić głośniejszą muzykę?

No dobrze, ale po co ktoś miałby to robić? Przecież można po prostu zwiększyć głośność… Okazuje się, że przez lata głośniejsze nagranie mogło sprawiać wrażenie bardziej atrakcyjnego podczas szybkiego porównywania z innym. Jeśli w radiu, sklepie muzycznym czy na odtwarzaczu przełączałeś się między dwoma utworami, ten, który był odrobinę głośniejszy, mógł subiektywnie wydawać się bardziej energetyczny. Problem polegał na tym, że jeśli każdy próbował być głośniejszy od poprzednika, spirala loudness war nakręcała się zbyt szybko. Głośność stała się najważniejszym parametrem muzyki; jej odbiór zszedł na drugi plan.

Choć warto dodać od razu jeszcze jedną rzecz: historia walki o głośność jest starsza niż era płyt CD i cyfrowego audio. Głośność była ważnym elementem technologii nagrywania i odtwarzania muzyki już wcześniej. Cyfrowa produkcja po prostu stworzyła nowe możliwości manipulowania poziomem nagrania.

Metallica i Death Magnetic – album, który stał się symbolem loudness war

Jeśli szukasz jednego przykładu, który dobrze pokazuje, o co chodzi, trudno pominąć Death Magnetic Metalliki z 2008 roku. Album stał się jednym z najbardziej znanych przykładów problemów związanych z bardzo agresywną kompresją i ograniczaniem dynamiki.

Słuchacze zwracali uwagę na zniekształcenia i bardzo mały zakres dynamiki nagrania. Sprawa zrobiła się jeszcze ciekawsza, kiedy okazało się, że wersje utworów wykorzystane w grze Guitar Hero III miały większy zakres dynamiki i mniej słyszalnych problemów z clippingiem niż wersja z płyty CD. 

Czyli ta sama muzyka mogła brzmieć inaczej w zależności od wersji, więc pytanie “dlaczego ta piosenka brzmi tak dziwnie?” przestało być pytaniem o gust, a stało się pytaniem o sposób przygotowania nagrania i o to, dlaczego ktoś chciałby tak “zepsuć” nagranie, byle tylko wygrać wojnę głośności.

Clipping – czyli co się dzieje, kiedy przesadzimy

Jest jeszcze jedno pojęcie, które warto znać: clipping. Cyfrowy sygnał ma określony maksymalny poziom. Jeśli próbujemy wcisnąć powyżej niego jeszcze więcej informacji, szczyty fali zostają dosłownie “ścięte”. Efektem może być słyszalne w utworze zniekształcenie. W przypadku mocno zmasterowanych nagrań może to prowadzić do brzmienia, które jest bardziej agresywne, ostre i męczące. W Death Magnetic problem ten był jednym z powodów krytyki brzmienia albumu. 

Jak się okazuje – szok, wiemy! – głośniejsze nie zawsze oznacza lepsze.

Co to jest LUFS i dlaczego nagle wszyscy o nim mówią?

Jeśli choć raz zaglądałeś w techniczne informacje dotyczące masteringu, prawdopodobnie trafiłeś na tajemnicze LUFS. Nie musisz jednak kończyć szkoły realizacji dźwięku, żeby zrozumieć, o co chodzi. LUFS to sposób pomiaru postrzeganej głośności sygnału. Nie mówi więc dokładnie tego samego co zwykły pomiar maksymalnego poziomu dźwięku, bo to jak głośny jest dźwięk, a w jaki sposób jego głośność odbieramy, to dwie różne kwestie.

Utwór może mieć bardzo głośne, krótkie szczyty, ale przez większość czasu pozostawać stosunkowo spokojny. Inny będzie bardziej wyrównany i przez większość czasu utrzyma wysoki poziom energii. Dlatego też samo patrzenie na jeden parametr nie mówi nam wszystkiego o brzmieniu. Potrzeba analizy wielu z nich i umiejętnego manipulowania dźwiękiem, a nie prześcigania się w tym, kto da więcej.

Czy loudness war nadal trwa?

Przez lata jednym z argumentów przemawiających za wojną głośności było to, że głośniejsze nagranie mogło wygrać bezpośrednie porównanie dwóch utworów. Ale dzisiaj coraz częściej muzyki nie słuchamy z jednej płyty CD, którą wkładamy do odtwarzacza. 

Coraz częściej słuchamy playlist. A te playlisty potrafią być bardzo różne. Owszem, mamy takie na gorszy dzień czy bardziej skoczne do krzątania się w kuchni. Ale mamy też takie, na których przeskakujemy z Metalliki do Taylor Swift, potem do klasycznego rocka, a chwilę później do muzyki filmowej. Nie chcemy za każdym razem musieć dostosowywać głośności, żeby albo cokolwiek słyszeć, albo nie ogłuchnąć, szczególnie jeśli słuchamy muzyki na słuchawkach.

Dlatego serwisy streamingowe zaczęły stosować normalizację głośności. Spotify domyślnie wyrównuje poziomy utworów do około -14 dB LUFS. Jeśli piosenka została zmasterowana znacznie głośniej, serwis może ją po prostu ściszyć podczas odtwarzania. Jeśli została przygotowana ciszej, może zostać odpowiednio podbita, z uwzględnieniem jej zapasu poziomu i szczytów. 

To zupełnie zmienia zasady gry, bo jeżeli dwa utwory są normalizowane do podobnego poziomu, samo wygranie loudness war przestaje być tak skuteczną przewagą. Co więcej, Spotify wprost zwraca uwagę, że bardzo głośne mastery mogą być bardziej podatne na dodatkowe zniekształcenia podczas kodowania. 

Apple Music również oferuje funkcję Sound Check, która normalizuje poziomy głośności utworów. By ją włączyć, musisz wejść w “Ustawienia”, a następnie “Aplikacje” i “Muzyka”. Wybierz jedną z opcji:

  1. EQ: wybieranie ustawienia korekcji dźwięku,
  2. wyrównanie dźwięku: normalizowanie poziomu głośności dźwięku.

Czy wojna głośności się więc skończyła?

Najuczciwsza odpowiedź brzmi: nie możemy powiedzieć, że tak. Tak naprawdę trochę się zmieniła, bo zmieniły się warunki, w których powstaje muzyka. Normalizacja sprawia, że ekstremalne zwiększanie poziomu głośności nie daje już takiej korzyści podczas odtwarzania w stregamingach, które ją stosują. Jednocześnie nadal można spotkać mocno skompresowane i ograniczone nagrania. Po co je robić? To już pytanie do ich twórców.

Czy współczesna muzyka naprawdę brzmi gorzej?

A to już znacznie trudniejsze pytanie, bo “lepiej” i “gorzej” to nie parametry techniczne, które można jednoznacznie określić i umieścić na konkretnej skali. Jedna osoba usłyszy mocno skompresowany utwór i będzie nim zachwycona, podczas gdy druga stwierdzi, że nie da się tego słuchać. I obie mogą mieć rację, bo jesteśmy różni i różnie odbieramy dźwięki.

Nadmierna kompresja może ograniczać dynamikę i powodować zniekształcenia, ale kompresja sama w sobie nie jest przecież czymś złym. Jest jednym z podstawowych narzędzi produkcji muzycznej. Bez niej wiele nagrań brzmiałoby zupełnie inaczej (znów pytanie: czy gorzej?). Problemem jest więc sytuacja, w której użycie kompresji zaczyna odbierać nagraniu cechy, które były ważne dla jego brzmienia.

To trochę jak z przyprawami. Sól może wydobyć smak i sprawić, że danie będzie jeszcze lepsze. Ale jeśli wsypiesz do zupy zbyt dużo, nie dasz rady jej zjeść. Za to bez soli zupa będzie trochę mdła. Potrzeba balansu i odpowiedniego wyważenia.

A teraz najważniejsze: czy loudness war niszczy nasz słuch?

Loudness war dotyczy przede wszystkim sposobu przygotowania nagrania. Uszkodzenie słuchu zależy natomiast przede wszystkim od tego, jak głośny dźwięk rzeczywiście dociera do twojego ucha, jak długo go słuchasz i jak często jesteś na niego narażony. 

To naprawdę istotna różnica, bo jeżeli producent przygotował mocno skompresowany utwór, a ty słuchasz go z poziomem głośności np. 30% (czyli dość cicho), nie oznacza to automatycznie, że niszczysz sobie słuch. 

Jeśli natomiast słuchasz muzyki na bardzo wysokim poziomie głośności przez długi czas, ryzyko uszkodzenia słuchu rośnie – niezależnie od tego, czy utwór jest dynamiczny, czy został mocno skompresowany. To może być najspokojniejsza i najlepiej zmiksowana i zmasterowana piosenka na świecie, ale przy zbyt dużej głośności uszkodzi twój słuch. 

Koncert to zupełnie inna historia

Zjawisko loudness war nie dotyczy koncertów. Muzyka, którą tam słyszysz, jest tak głośna dlatego, że została podkręcona jej głośność (sam przyznaj, że czasem aż do przesady i o wiele lepiej by się jej słuchało, gdyby była nieco ciszej). 

Światowa Organizacja Zdrowia podkreśla, że ryzyko uszkodzenia słuchu zależy od poziomu dźwięku, czasu ekspozycji i częstotliwości narażenia. Według aktualnych zaleceń WHO osoba dorosła może przyjąć jako punkt odniesienia około 80 dB przez 40 godzin tygodniowo. Przy 90 dB ten czas spada do około 4 godzin. A przeciętny koncert rockowy osiąga poziom 100–120 dB. 

Więcej na ten temat przeczytasz w artykule: Głuchota koncertowa to nie żarty: dlaczego zatyczki do uszu powinny być twoim stałym wyposażeniem?

Swoją drogą, warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz: na koncercie nie możesz po prostu ściszyć utworu suwakiem. Poziom dźwięku docierający do twoich uszu zależy od miejsca, w którym się znajdujesz. WHO zaleca między innymi zwiększanie odległości od źródła dźwięku, robienie przerw i korzystanie z ochrony słuchu (zatyczek) podczas głośnych wydarzeń. 

Czyli czego właściwie nauczyła nas loudness war?

Przede wszystkim tego, że głośność i jakość to nie to samo. Przez lata producenci mieli powody, żeby walczyć o coraz wyższy poziom nagrań. Technologia pozwalała przesuwać granice, a słuchacze często oceniali muzykę podczas bezpośrednich porównań, w których głośniejszy utwór mógł wydawać się atrakcyjniejszy. 

Cena takich zabiegów bywała jednak wysoka: mniejsza dynamika, większe zmęczenie słuchaniem i w skrajnych przypadkach – słyszalne zniekształcenia, które zaburzały odbiór muzyki.

Dzisiaj streaming zmienił część tej układanki. Normalizacja głośności sprawia, że utwór nie musi być ekstremalnie głośny już na etapie masteringu, żeby zostać odtworzony na podobnym poziomie co konkurencja. I właśnie – niezależnie od efektów, zostanie odtworzony na podobnym poziomie, co konkurencja. Dlatego walka na głośność nie ma już najmniejszego sensu. 

 

Źródła:

[1] https://journals.gold.ac.uk/index.php/sysmus14/article/view/236 (dostęp z dnia 15.09.2026)

[2] https://www.soundonsound.com/sound-advice/dynamic-range-loudness-war (dostęp z dnia 15.09.2026)

[3] https://www.cambridge.org/core/journals/popular-music/article/abs/imperfect-sound-forever-loudness-wars-listening-formations-and-the-history-of-sound-reproduction/0338AC967CC96021B8C053264029B188 (dostęp z dnia 15.09.2026)

[4] https://www.soundonsound.com/techniques/inside-track-metallica-moth-flame (dostęp z dnia 15.09.2026)

[5] https://support.spotify.com/pl/artists/article/loudness-normalization/ (dostęp z dnia 15.09.2026)

[6] https://support.spotify.com/pl/artists/article/track-not-as-loud-as-others/ (dostęp z dnia 15.09.2026)

[7] https://support.apple.com/pl-pl/guide/iphone/iph5643d2c85/ios (dostęp z dnia 15.09.2026)

[9] https://www.who.int/news-room/questions-and-answers/item/deafness-and-hearing-loss-safe-listening (dostęp z dnia 15.09.2026)

Fot.

Gorące wydarzenia

Gorące wydarzenia

Puchar Świata w skokach narciarskich 2026/2027

04.12.2026-04.12.2026
Wisła, Zakopane

LOTTO Tennis Show

11.12.2026-11.12.2026
Gdańsk/Sopot

Open’er Festival 2027

30.06.2027-30.06.2027
Gdynia

Artur Rojek Mirafiori Tour 2027

02.04.2027-02.04.2027
Bielsko-Biała, Częstochowa, Gdynia i inne

Palaye Royale

09.03.2027-09.03.2027
Warszawa

Zakopower XX MIUOSH

18.10.2026-18.10.2026
Białystok, Bielsko-Biała, Gdańsk i inne

Home Alone Live in Concert: Film z muzyką na żywo

17.12.2026-17.12.2026
Kraków, Łódź

Slash feat. Myles Kennedy & The Conspirators

09.06.2027-09.06.2027
Warszawa

B-DAY Festival by bambi

25.10.2026-25.10.2026
Warszawa

Mystic Festival 2027

10.06.2027-10.06.2027
Gdańsk

OKI MOSHPIT MEMBER TOUR 2026

30.10.2026-30.10.2026
Gdańsk/Sopot, Kraków, Łódź i inne

22. Tauron Nowa Muzyka Katowice 2027

27.05.2027-27.05.2027
Katowice

Florence Road

05.05.2027-05.05.2027
Warszawa

Rzeszowskie Juwenalia 2027

Rzeszów

Up To Date Festival 2027

27.05.2027-27.05.2027
Białystok

FAME 33

17.10.2026-17.10.2026
Warszawa

Puchar Świata w skokach narciarskich 2026/2027

04.12.2026-17.01.2027
Wisła, Zakopane

LOTTO Tennis Show

11.12.2026-11.12.2026
Gdańsk/Sopot

Open'er Festival 2027

30.06.2027-03.07.2027
Gdynia

Artur Rojek Mirafiori Tour 2027

02.04.2027-14.05.2027
Bielsko-Biała, Częstochowa, Gdynia i inne

Palaye Royale

09.03.2027-09.03.2027
Warszawa

Zakopower XX MIUOSH

18.10.2026-21.12.2026
Białystok, Bielsko-Biała, Gdańsk i inne

Home Alone Live in Concert: Film z muzyką na żywo

17.12.2026-18.12.2026
Kraków, Łódź

Slash feat. Myles Kennedy & The Conspirators

09.06.2027-09.06.2027
Warszawa

B-DAY Festival by bambi

25.10.2026-25.10.2026
Warszawa

Mystic Festival 2027

10.06.2027-10.06.2027
Gdańsk

OKI MOSHPIT MEMBER TOUR 2026

30.10.2026-12.12.2026
Gdańsk/Sopot, Kraków, Łódź i inne

22. Tauron Nowa Muzyka Katowice 2027

27.05.2027-28.05.2027
Katowice

Florence Road

05.05.2027-05.05.2027
Warszawa

Up To Date Festival 2027

27.05.2027-28.05.2027
Białystok

FAME 33

17.10.2026-17.10.2026
Warszawa
Avatar autora wpisu
Klaudia Jaroszewska-Kotradii

Klaudia Jaroszewska-Kotradii – multipasjonatka, która nie potrafi usiedzieć w miejscu. Zafiksowana na punkcie rozwoju i zdobywania wiedzy wszelakiej. Prywatnie mama, żona i kreatywna dusza, która na równi uwielbia Sanah i The Hardkiss.