Kategorie
eBilet

Muzyka

Letnie kino plenerowe Glass Animals. Dramat czy romans? Recenzja “I Love You So F**ing Much”

Fot. Shutterstock/Fred Duval

Glass Animals są zespołem z bardzo długą wakacyjną tradycją. Premiery wszystkich ich albumów korelują z latem - może to przypadek, a może staranne dobranie treści pod narzucającą się nastrojowość. Najnowsza płyta, “I Love You So F*king Much”, w tym żarze i skwarze ma wyjątkowo trudne zadanie - unieść ciężar genialnego poprzednika - “Dreamland”

Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl

Chociaż Glass Animals zakodowało się z falą upałów, wyjątkowo nieuprzejme byłoby spychanie brytyjskiego zespołu do tyrki w produkcji tzw. letniaczków. Osobiście nie mam nic przeciwko temu określeniu (wiem, że niektórym nóż się w kieszeni otwiera), jak i przeciwko temu konkretnemu typowi piosenki. Czas trwania maks trzy minuty, refren zbudowany tak, by wżerał się w pamięć i charakterystyczny bridge gdzieś pomiędzy. Są o miłości,  o gubieniu się w małych miastach, tańczeniu na bosaka, dotykaniu trawy albo o wkroczeniu w swoją boss era. Nie to, że nieambitne: kpiny z popiar to szczyt snobizmu. Letniaczki są jak rosamundy, młode ziemniaczki i świeża fasolka szparagowa. Trzeba z nich korzystać, póki trwa sezon. 

Fot. Materiały prasowe

Glass Animals ocierają się o kategorię letniaczków, ale nie stoją w niej nawet jedną nogą. Pukają do drzwi, bo wydają się w czerwcu, lipcu i sierpniu – nocne spacery po osiedlu nagle brzmią jak “I Love You F**ing Much” (trochę sadomasochizm), działka u znajomych od czterech lat wciąż kojarzy się z “Tangerine”, a za każdym razem, gdy w beach barze butelka robi pssst, mózg przełącza się na intro z “Pork Soda”. Zespół ma jednak w sobie sporo mroku. I właśnie tutaj jest pies pogrzebany.

Letni romans, kochanie aż do przesady

Pierwsze ogólne wrażenie: piosenki z “I Love You So F**ing Much” to perfekcyjne fity do scen filmowych. Bliżej niesprecyzowane: nie myślę w kategoriach wykolegowania ikonicznych Pixies czy Davida Bowiego, totalnie nie. To tylko myśl, która utkwiła z tyłu głowy po pierwszym, pośpiesznym przesłuchaniu albumu. Soundtrackowość jest z kolei wytrychem, może mówić wszystko, może nie mówić nic. Zasadniczo jednak: to komplement.

“I Love You So F**ing Much” przez czterdzieści minut zachowuje bardzo równe tempo, którego porządek chwieje się w ściśle kontrolowanych warunkach. Single (tylko dwa – szok!) są jak punkty kontrolne. Po pierwsze, dobrze się do nich wraca, po drugie, pilnują gęstości atmosfery. Która jak przystało na letni album indie zespołu, jest lepka i zawiesista, jak ulewa w wybitnie duszny dzień. Gdyby z piosenkami Glass Animals był powiązany Alert RCB, telefon nie przestawałby pikać. Dave Bayley snuje swoje historie wręcz intrygancko: zachęca i zniechęca jednocześnie, słuchanie trochę boli, ale jakoś nie można się powstrzymać. Fascynacja ewidentnie jest niezdrowa, a fani muszą być uwiązani syndromem sztokholmskim, zahipnotyzowani wystrzelonymi klawiszami.

Glass Animals: trening czyni mistrza. Ignorowanie tego, co niewygodne

Otwarcie albumu od razu robi kisiel z mózgu. Metoda na właściwe wchłanianie Glass Animals bez ryzyka popijania meliski na uspokojenie to odciąć się i po prostu słuchać. Twórczość zespołu idealnie odzwierciedla mem z domami w Santa Monica w Kalifornii. Słowa kontra muzyka, jeden z najbardziej akuratnych przykładów (chociaż nie jedyny). “Show Pony” jest obiecujący  – moim zdaniem to top utworów z “I Love You So F**ing Much”, który nie oczywiście przemyca kinowe efekty prosto do muzyki. Słuchając, widzę te klatki i choć czas jest nieokreślony, to i tak wiem, że jesteśmy świadkami okrutnej intymności sprzed co najmniej dwudziestu lat. Wibrujące gitary i synthy przeczą grawitacji, wszystko dzieje się w bańce. Chef’s kiss. 

O “whatthehellishappening” wolę nie myśleć w kategorii postępującej narracji czy alternatywnej rzeczywistości, po prostu dodaję ten numer do playlisty do biegania. Komentarz jest zbędny, numer za to really kickin’ in. Operowe wejście w “Wonderful Nothing” sugeruje luksus i pożądanie, a mi przywodzi na myśl wyłącznie kulinarne tropy. “Hannibal” (ten z Madsem Mikkelsenem), “Menu”, a może nawet (bardziej metaforycznie) “The Bear”. Wjeżdżają basy, pojawia się “wiertara”, pozory są już pozamiatane, a obecność Elvisa (“Devil in Disguise”) nie może być bardziej ironiczna. Wiemy kim był, co robił i ile lat miała Priscilla. “Creatures in Heaven” jest stosunkowo bezpieczną singlową propozycją i niekoniecznie fawroytem całości, ale “A Tear in Space (Airlock)” zjada i nie zostawia po sobie nic. Wystarczyły aliteracje w refrenie, naprawdę.

Miłość w kosmosie. “I Love You So F**ing Much” z ukrytym motywem w tle?

W tekstach pojawia się kilka astronomicznych pojęć, ale same słowa mało znaczą. Zachodzi za to między nimi płynna korelacja z galaktycznym brzmieniem fundowanym kolektywnie przez dygoczący bas i klawisze w wysokiej częstotliwości. Z (wymyślonego) motywu wyłamuje się “How I Learend To Love Bomb”: w tym kawałku perkusja jest zbyt przyziemna, co sprowadza na ziemię z wcale nie tak krótkiego lotu. Powrót do dryfowania w “White Roses” moim zdaniem nie porywa: kolejny zgrzyt, a w odsłuch wkrada się lekka nuda.

Entliczek-petliczek, finisz to wyliczanka, bo “On the Run” nadrabia jak w sztafecie. Rozkręcające się tempo piosenki to zabieg oczywisty w relacji z tytułem utworu, ale działa, zwłaszcza w ostatnim refrenie. Podkręcona marszowa perkusja to zabieg jak z koszar, a dzwoneczki w tle – nie wiem, skąd się wzięły, ale w uszach faktycznie dzwonią, czyniąc słuchanie numeru bardzo zbliżonym do rzeczywistości. Bieg, pęd powietrza, skoki ciśnienia: wrażliwi sensorycznie mogą tu odczuwać dyskomfort. A to tylko muzyka, nie doświadczymy tam przyspieszonego oddechu czy tupotu buciorów – co na sto procent znalazłoby się w przepisowym letnim hicie. “Lost in the Ocean” zamyka album klamrą kompozycyjną i tekściarstwo tam jest wszystkim. Kupuje mnie normalność, stitcom w tle (u mnie “Young Sheldon” albo “Modern Family”) i rysowanie na zaparowanym lustrze albo drzwiach prysznica. Preferuję jednak, gdy album kończy się hukiem, nie skomleniem.

Glass Animals – tym razem bez cliffhangera

Glass Animals przespali swoje pięć minut po “Dreamland”, za co jednak totalnie ich nie winię. Virale na TikToku to nie jest ich bajka, pandemia położyła koncerty. Minęły cztery lata, ukazało się “I Love You F**king Much”, które w kategorii sequel zbiera wysokie noty. Osobno: też, choć moim zdaniem, bez przełomu. Brytyjczycy popłynęli w swojej fantazji, równocześnie neonowo miejskiej i kosmicznej, jakby pomieszali coś więcej niż gatunki. 

Tło do filmu klasy B – a może raczej produkcji udającej szmirę i czerpiącą na pełni z jej kampu i rekwizytów – czy jego scenariusz? Synteza obroniła się na tyle, że wyczekuje się kolejnej rundy.

Gorące wydarzenia

Gorące wydarzenia

Dawid Podsiadło OBROTOWY TOUR 2026

Romantyczny Chopin – Wystawa Immersyjna

19.09.2025-31.10.2025
Warszawa

Preorder płyty: Dawid Podsiadło i Artur Rojek na żywo w Katowicach – ZORZA 2025

eBilet

Festiwale dla Ciebie

ARK: Victoria

21.11.2025-22.11.2025
Poznań, Warszawa

Zwiedzanie ZOO Warszawa

Warszawa

COMA RE-START: Gra o Wszystko

05.10.2025-07.12.2025
Gdańsk/Sopot, Katowice, Kraków i inne

Pekao S.A. Superpuchar Polski 2025

27.09.2025-28.09.2025
Warszawa

Krzysztof Zalewski “ZGłowy Tour III”

10.10.2025-12.12.2025
Białystok, Częstochowa, Gdańsk i inne

12th Warsaw Tattoo Convention powered by Perła

06.09.2025-07.09.2025
Warszawa

Visual Concert 4 Koncert Muzyki Filmowej i Epickiej z Wizualną Podróżą po Świecie

11.10.2025-30.11.2025
Gorzów Wielkopolski, Kraków, Olsztyn i inne

Driftingowe Mistrzostwa Polski 2025 – 15 Years Of Smoke

30.08.2025-27.09.2025
Kielce, Przeźmierowo

Kabaret Neo-Nówka: Pokolenie DNA – Nowy Program 2025

10.10.2025-28.03.2026
Białystok, Brodnica, Dąbrowa Górnicza i inne

Kadebostany

10.03.2026-10.03.2026
Warszawa

FIBA EuroBasket 2025

28.08.2025-04.09.2025
Katowice

FAME 27: Soldić vs Adamek

06.09.2025-06.09.2025
Gliwice

Modestep Live

13.11.2025-13.11.2025
Warszawa

Jann: Liminal Tour (it could sound like this)

03.12.2025-10.12.2025
Gdańsk, Katowice, Poznań i inne

Acid Drinkers – Return Of The Varran Tour

04.10.2025-13.03.2026
Katowice, Poznań, Warszawa i inne

XTB KSW 112 Szczecin

15.11.2025-15.11.2025
Szczecin