W kolejnym odcinku serii ponownie przenosimy się do Wielkiej Brytanii lat 90. Bristol, studenckie miasto w południowej Anglii, stał się w tamtym okresie centrum rodzącego się nowego stylu. Mimo że wielu znaczących artystów trip-hopowych pochodzi z innych miejsc, to właśnie z tym miastem najczęściej utożsamia się nurt znany jako trip-hop. Gatunek, który wyłonił się z soundsystemowych imprez, szybko stał się powiewem świeżości — początkowo czerpiąc inspiracje z dubu, a następnie rozszerzając swoje wpływy o jazz, soul, pop czy nawet industrial.
Najważniejsze utwory Davida Bowiego – których warto jeszcze raz posłuchać i dlaczego?
Większość artystów zostawia w muzyce jakiś ślad. David Bowie zostawił ich mnóstwo i widać je do dziś. Zmieniał tę muzykę, gdy tylko miał na to ochotę i robił to tak konsekwentnie, że trudno dziś wskazać jeden gatunek, jeden styl czy jedną dekadę, na którą nie miał wpływu. Kosmiczny rock'n'rollowiec, androgyniczny prowokator, berliński awangardzista, gwiazdor wielkich aren… a to i tak tylko część jego wcieleń. Nie był jednym artystą. Był kilkoma. A ponad dekadę po jego śmierci, wciąż mówimy o nim w czasie teraźniejszym. Przed tobą 10 utworów Davida Bowiego, bez których historia muzyki wyglądałaby zupełnie inaczej.
05.05.2026
Klaudia Jaroszewska-Kotradii
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Kim był David Bowie?
Urodził się jako David Robert Jones w 1947 roku w Londynie. Zmarł dekadę temu – 10 stycznia 2016 roku w Nowym Jorku. Był piosenkarzem, autorem tekstów, kompozytorem, multiinstrumentalistą, aranżerem i producentem muzycznym. Sporo? To dorzućmy jeszcze do tego aktorstwo, malarstwo i kolekcjonowanie sztuki.
Karierę muzyczną rozpoczął w 1962 roku i… nigdy nie przestał jej rozwijać. Występował do śmierci. W latach 70. był uważany za innowatora, ale i w innych “epokach” nie był typowym artystą. Wychodził poza wszelkie schematy, wyróżniał się barytonem, eklektyzmem i grą na kilkunastu instrumentach. Ponadto był i nadal jest uznawany za symbol androgynicznego piękna (czyli takiego, który łączy cechy męskie i żeńskie).
W 1996 roku trafił do Rock and Roll Hall of Fame, a potem:
- w 2002 roku na 29. miejsce na liście najwybitniejszych Brytyjczyków według BBC,
- w 2004 roku na 39. miejsce na liście 100 najwybitniejszych artystów muzycznych wszech czasów według “Rolling Stone”,
- w 2004 roku na 23. miejsce na liście najlepszych piosenkarzy wszech czasów według “Rolling Stone”,
- w 2006 roku na 64. miejsce na liście najlepszych metalowych wokalistów wszech czasów według “Hit Parader”,
- w 2011 roku jego utwór “Heroes” trafił na 46. miejsce na liście 500 najlepszych piosenek w historii muzyki według “Rolling Stone”…
Sporo sukcesów, prawda? Zaraz przejdziemy do konkretnych utworów, ale najpierw chcieliśmy opowiedzieć ci jeszcze parę ciekawostek o tym artyście.
Skąd wziął się pseudonim Davida Bowiego?
David Robert Jones przyjął pseudonim David Bowie dlatego, że nie chciał być mylony z Davym Jonesem – wokalistą zespołu The Monkees. Biorąc pod uwagę jego wizerunek i działalność muzyczną, a także pseudonim, nikt go pomylić nie mógł.
Wcielenia Davida Bowiego
Większość artystów odświeża wizerunek co kilka lat – nowa fryzura czy nowy kierunek, ot jak chociażby Avril Lavigne. Bowie nie odświeżał jednak wizerunku. On go budował za każdym razem od zera. Zrzucał skórę jak wąż i stawał się kimś zupełnie innym. Robił to wielokrotnie, za każdym razem przekonując świat, że to właśnie ta wersja jest prawdziwa. Ale czy któraś z nich była? Czy może to były tylko maski, którymi przykrywał prawdziwą tożsamość? Tak naprawdę nigdy nie będziemy mieć pewności.
Są trzy wcielenia, które na zawsze zapisały się w historii i często nawet te osoby, które nie kojarzą Davida Bowiego, kojarzą właśnie te jego wizerunki. Są to:
- Ziggy Stardust pojawił się w 1972 roku i wywrócił do góry nogami wszystko, co wiedzieliśmy wtedy o rockmanach. Jego zapowiedzią była okładka “The Man Who Sold The World”, na której pozował w sukience. Jaskrawy, androgyniczny, kosmiczny Ziggy nie pasował do żadnej szufladki. Bowie wcielał się w niego tak intensywnie, że podobno przez chwilę sam nie wiedział, gdzie kończy się postać, a zaczyna człowiek,
- Aladdin Sane to zarazem tytuł albumu, jak i mroczniejszy, bardziej niepokojący brat Ziggy’ego. To ta wersja, w której błyskawica przecina mu twarz (jeden z najbardziej rozpoznawalnych obrazów w całej historii muzyki). Poruszał wtedy temat rozpadu współczesnego społeczeństwa. Co ciekawe, “Aladdin Sane” to gra słów – A Lad Insane (pol. zwariowany chłopak),
- Thin White Duke przyszedł razem z Berlinem. Zimny, elegancki, nieprzystępny. Bowie uciekł wtedy od sławy i Hollywood, zamknął się w studiu przy Murze Berlińskim i nagrał albumy, które do dziś uważa się za jego największe artystyczne dokonanie.
I jeszcze jedno, bo trudno o tym nie wspomnieć: Bowie jako jeden z pierwszych artystów otwarcie mówił o swojej biseksualności. W czasach, gdy wymagało to naprawdę dużo odwagi, wyszedł przed szereg i pokazał innym, takim jak on, że nie muszą się ukrywać.
10 najważniejszych utworów w karierze Davida Bowiego
Sprawdźmy teraz, które z jego utworów warto sobie odświeżyć (lub poznać, jeśli nigdy wcześniej ich nie słuchałeś).
“Space Oddity” (1969 rok)
Po polsku to “Kosmiczna osobliwość”. Jest to ballada rockowa, która pochodzi z albumu o tym samym tytule, i która zarazem jej jego pierwszym hitem. Skąd taki tytuł? Artysta zainspirował się filmem “2001: Odyseja kosmiczna” (reż. Stanley Kubrick, 1968 rok). Utwór opowiada o astronaucie, który podróżował w kosmos i zaginął w tajemniczych okolicznościach. Początkowo był on zagubiony, niepewny. Potem stracił kontakt z Ziemią. Być może to opowieść o autodestrukcji oraz alienacji człowieka? Posłuchaj, przeczytaj tekst i sprawdź, jak ty go odbierzesz.
Co ciekawe, utwór został wydany tuż przed lądowaniem Apollo 11 na Księżycu. Być może właśnie dlatego w mgnieniu oka stał się bardzo popularny. BBC użyło go nawet w czasie transmisji z lądowania.
Już w 1969 roku Bowie otrzymał za niego nagrodę im. Ivora Novello (najleszy utwór roku), a potem trafił na listę piosenek, które ukształtowały rock & roll (według Rock and Roll Hall of Fame).
Słowa Ground control to Major Tom (czyli: kontrola naziemna do majora Toma) weszły do powszechnego użytku. Odpowiadają naszemu halo, tu ziemia! lub ziemia do…, gdy chcemy by osoba z głową w chmurach wróciła do rzeczywistości.
A co stało się z majorem Tomem? Tego dowiesz się w teledysku do “Blackstar”, także Davida Bowiego. No dobra, jeśli nie chce ci się oglądać, to został on odnaleziony martwy przez kobietę z obcej cywilizacji. Jego ciało zostało wyrzucone w przestrzeń.
“Changes” (1972 rok)
Zaczęło się niewinnie, od parodii piosenki kabaretowej, jak sam Bowie przyznał. A skończyło na manifeście całej kariery. “Changes” otwiera album “Hunky Dory” z 1971 roku. Trudno o lepszy wybór, bo ta piosenka mówi wprost: teraz zaczyna się prawdziwy Bowie.
Tekst jest autobiograficzny niemal do bólu. W chwili pisania Bowie miał za sobą kilka lat eksperymentowania z folkiem, hard rockiem i soulem i żaden z tych stylów nie przyniósł mu sławy. “Changes” to publiczne rozliczenie się z tamtym okresem i jednocześnie zapowiedź: “Turn and face the strange”.
Na fortepianie zagrał Rick Wakeman, który po pierwszym spotkaniu z Bowiem wspominał, że usłyszał wtedy najlepszy zestaw piosenek w całym swoim życiu. I słychać to w nagraniu – charakterystyczny riff fortepianowy to jeden z tych motywów, które rozpoznasz po kilku sekundach.
Co ciekawe, jako singiel “Changes” kompletnie przepadł. Dopiero sukces “Ziggy Stardust” sprawił, że świat wrócił do “Hunky Dory” i odkrył ją na nowo. Później trafił do Grammy Hall of Fame, na listę 500 piosenek, które ukształtowały rock według Rock and Roll Hall of Fame. Stał się także cytatem otwierającym “The Breakfast Club” Johna Hughesa.
Bowie grał go na koncertach przez całą karierę. Ostatni raz wystąpił na żywo w 2006 roku, kiedy to zaśpiewał go razem z Alicią Keys.
“Ziggy Stardust” (1972)
Tytułowy utwór z albumu, który zdefiniował całe wcielenie Bowiego (a właściwie to całą epokę). To ballada rockowa napisana w 1971 roku, wydana rok później jako część “The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars”. Już sam tytuł albumu mówi wszystko: to historia wzlotu i upadku. Bowie nie napisał po prostu piosenki, a historię.
Skąd “nazwisko” Stardust? Stąd, skąd najmniej byś się spodziewał – od Legendary Stardust Cowboy, amerykańskiego outsidera artystycznego, który tak naprawdę nigdy nie był sławny. Bowie zbudował wokół tego pseudonimu swoją postać.
Sam artysta powiedział kiedyś w magazynie Rolling Stone bez cienia skromności: W ogóle nie byłem zdziwiony tym, że “Ziggy Stardust” otworzył mi drzwi do kariery. Spakowałem zupełnie wiarygodną, sztuczną gwiazdę rocka. I miał rację – Ziggy był tak przekonujący, że świat przez chwilę nie wiedział, czy to tylko odgrywana postać, czy prawdziwy człowiek. Bowie zresztą też podobno nie był pewien.
Utwór trafił na listę 500 najlepszych piosenek wszech czasów według Rolling Stone.
“Rebel Rebel” (1974 rok)
Jest taki rodzaj riffu gitarowego, który rozpoznajesz po dwóch sekundach, a potem gra w twojej głowie przez kilka godzin (lub dni). “Rebel Rebel” ma dokładnie taki. Bowie podobno sam był zaskoczony, gdy na niego wpadł: To fantastyczny riff! Po prostu fantastyczny! Kiedy go znalazłem, pomyślałem: o, dziękuję! (oryg. It’s a fabulous riff! Just fabulous! When I stumbled onto it, it was ‘Oh, thank you!’). Nawiasem mówiąc, według gitarzysty Alana Parkera, który współtworzył ten riff w studiu, Bowie wymyślił go specjalnie po to, żeby zdenerwować Micka Jaggera. Czy mu się udało? Tego niestety nie wiemy.
Singiel ukazał się w lutym 1974 roku jako zapowiedź albumu “Diamond Dogs” i od razu stał się hymnem, a także ostatnim wielkim pożegnaniem Bowiego z glam rockiem.
A tekst? Młody buntownik, który nie pasuje do żadnej szufladki, miesza role płciowe i w ogóle się tym nie przejmuje (She’s not sure if you’re a boy or a girl). Gdy świat się wali, buntownik tańczy.
Ciekawostka: gdy Bowie nagrywał teledysk do piosenki dla holenderskiej telewizji, miał zapalenie spojówek. Postanowił więc założyć opaskę na oko i wyglądać jak pirat.
“Young Americans” (1975 rok)
1974 rok. Bowie właśnie skończył z glam rockiem, skończył z Ziggym i – zamiast odpocząć – postanowił zostać artystą soulowym. Sam Bowie ochrzcił to brzmienie jako “plastic soul”.
Tekst to impresjonistyczny portret Ameryki oczami Anglika – pełen odniesień do skandalu Watergate, walki o prawa obywatelskie (sit on your hands on a bus of survivors), Barbie, Forda Mustanga i McCarthy’ego (now you have been the un-American). Wspomina też prezydenta Nixona, który podał się do dymisji trzy dni przed nagraniem piosenki. Dlatego też podczas tras koncertowych Bowie konsekwentnie aktualizował tekst – Nixon zamieniał się w Reagana, Reagan w Busha. Ta piosenka o Ameryce zawsze będzie aktualna. Wystarczy zmienić nazwisko prezydenta (i liczyć, że nie będzie zbyt długie).
“Fame” (1975 rok)
David Bowie – wielki fan Johna Lennona – spotkał go w czasie tournée po Ameryce. Usiedli razem do jam session i napisali piosenkę o sławie. O tym, jak bardzo potrafi być pusta. Jak zmienia człowieka. Jak wszystko, czego potrzebujesz, i tak pożyczasz od innych.
To ostatnie to wyraźne nawiązanie do samego siebie. Bowie był przecież nazywany “kameleonem rocka”, mistrzem zapożyczania pomysłów, stylów i brzmień od innych artystów. Nie przeprosił za to.
Muzyczny fundament “Fame” zbudował gitarzysta Carlos Alomar, opierając główny riff na motywie z piosenki “The Flares”. Lennon dorzucił swoje, Bowie zaśpiewał i wyszło coś zupełnie nowego. Funk, soul, niepokój i chłód jednocześnie.
Efekt? Pierwszy numer jeden Bowiego na liście Billboardu w USA. Rock and Roll Hall of Fame uznało “Fame” za jedną z piosenek, które ukształtowały rock and roll.
“Heroes” (1977 rok)
Gdybyśmy mieli wskazać ci jeden utwór Bowiego, który jest naprawdę nieśmiertelny, byłby to właśnie ten. To ballada rockowa nagrana latem 1977 roku w berlińskim Hansa Studios, napisana razem z Brianem Eno. Prosta historia. Dwoje ludzi. Jeden mur.
Krąży legenda, że Bowie napisał ten utwór zainspirowany parą kochanków, których widział z okna studia, spotykających się potajemnie w cieniu Muru Berlińskiego. Brzmi pięknie, prawda? I właśnie dlatego tak dobrze się przyjął, bo “Heroes” to opowieść o miłości silniejszej niż mur, granica czy jakikolwiek system, a także opowieść o determinacji i rozpaczy.
Nawiasem mówiąc, z okien Hansa Studios Muru Berlińskiego nie było widać. Ale czy to zmienia cokolwiek w tym, jak brzmi ten utwór? Oceń sam.
Do nagrania Bowie zaprosił Briana Eno na syntezatorach i Roberta Frippa na gitarze. Sam zaśpiewał, zagrał na gitarze, saksofonie i instrumentach klawiszowych. Efekt? Jeden z 500 najlepszych utworów wszech czasów według Rolling Stone.
Co ciekawe, piosenka ukazała się w trzech wersjach językowych – angielskiej, niemieckiej (“Helden”) i francuskiej (“Héros”).
W 1992 roku Bowie wykonał ją na scenie podczas koncertu poświęconego pamięci Freddiego Mercury’ego. U jego boku stali Brian May, Roger Taylor, John Deacon i Mick Ronson. To jedno z tych wykonań, które ogląda się z ciarkami. Nie wierzysz? Sprawdź sam.
“Ashes to Ashes” (1980 rok)
Piosenka zaczyna się od pytania: Czy pamiętasz jednego gościa, który był w jednej z moich pierwszych piosenek?. Pamiętasz. To Major Tom, astronauta ze “Space Oddity”, który jedenaście lat wcześniej stracił kontakt z Ziemią i zaginął w kosmosie. Bowie postanowił sprawdzić, co się z nim stało.
Okazuje się, że Tom żyje i twierdzi, że jest szczęśliwy. Czy mu wierzyć? To już zależy od tego, jak to odbierzesz. Najczęściej “Ashes to Ashes” interpretuje się jako autobiograficzny opis wygranej walki Bowiego z uzależnieniem od narkotyków (Tom dryfujący w kosmosie, odcięty od rzeczywistości, który w końcu wraca).
Piosenka dotarła na pierwsze miejsce brytyjskiej listy przebojów. Ale równie głośno mówiło się o teledysku – jednym z pierwszych w historii, który był prawdziwą produkcją artystyczną, a nie po prostu zapisem koncertu czy nagraniem ze studia.
Historia Majora Toma nie skończyła się zresztą tutaj. Zainspirowała co najmniej dwójkę innych artystów – Peter Schilling napisał o jego powrocie do domu, a K.I.A. opowiedział tę samą historię z perspektywy żony Toma. A finał? Znajdziesz go w teledysku do “Blackstar”. Ale o tym już wiesz.
“Let’s Dance” (1983 rok)
1982 rok. Bowie podpisał nowy kontrakt z wytwórnią EMI i miał jedno konkretne życzenie: żeby jego nowy producent robił hity. Bowie zagrał mu folkową piosenkę, a Rodgers był zaskoczony, bo spodziewał się kolejnej płyty w stylu art rocka.
Do nagrania Bowie zaprosił zupełnie wtedy nieznanego gitarzystę – dwudziestośmioletniego Steviego Raya Vaughana z Teksasu, którego zobaczył na festiwalu jazzowym w Montreux. Vaughan dodał bluesowy pazur do piosenki, która miała być hitem tanecznym.
Singiel wyszedł w marcu 1983 roku i stał się największym komercyjnym sukcesem w całej karierze Bowiego. Numer jeden w Wielkiej Brytanii, USA i w kilku innych krajach jednocześnie. Po latach artystycznych eksperymentów i malejącej popularności Bowie wrócił na szczyt.
Teledysk nakręcono w Australii z parą tancerzy z aborygeńskiego teatru tanecznego. To nie był przypadek. Bowie użył czerwonych butów z tekstu piosenki jako symbolu wyzysku i nierówności rasowej, a cały klip to komentarz do traktowania rdzennych Australijczyków. Australia jest prawdopodobnie jednym z najbardziej nietolerancyjnych rasowo krajów na świecie – powiedział wprost w tamtym czasie. Największy przebój jego kariery był jednocześnie manifestem politycznym.
“Lazarus” (2016 rok)
7 stycznia 2016 roku David Bowie wydał album “Blackstar”. Były to jego 69. urodziny. Dwa dni później zmarł.
Teledysk do “Lazarusa” – nakręcony na ok. miesiąc przed jego śmiercią – pokazuje Bowiego leżącego w szpitalnym łóżku z zawiązanymi oczami. Śpiewa: Look up here, I’m in heaven. (pol. Spójrz do góry, jestem w niebie).
Piosenka powstała do musicalu o tym samym tytule, który Bowie napisał razem z dramaturgiem Endą Walshą. Musical jest sequelem filmu “Człowiek, który spadł na Ziemię” z 1976 roku. Bowie zagrał w nim główną rolę. “Lazarus” to historia zagubionego człowieka, byłego bogacza uwięzionego w Nowym Jorku, który pragnie stamtąd uciec.
Rolling Stone opisał piosenkę jako haunting – niedającą spokoju, dręczącą. Jeden z krytyków opisał ją jako sześć minut powolnie płonącej magii rozpalonej przez uwodzicielską linię basu. Inny wspomniał o tym, że utwór jest dla niego surowym przypomnieniem cudu, że Bowie jest jeszcze wśród nas.
Dwa dni później artysta zmarł.
Mało który artysta pożegnał się z taką klasą. Bowie wiedział, że odchodzi i zamiast milczeć, nagrał album i zagrał w teledysku. “Lazarus” to nie jest po prostu piosenka. To jedno z najbardziej przejmujących artystycznych pożegnań w historii muzyki.
Wpływ Davida Bowiego na kulturę
Gdybyś w 1972 roku powiedział komuś, że rockman wyjdzie na scenę w makijażu, szpilkach i kostiumie z innej planety – i że zostanie za to okrzyknięty ikoną, a nie pośmiewiskiem – pewnie by ci nie uwierzył. A jednak Bowie to zrobił.
Jego androgyniczny styl, przekraczanie granic płci, makijaż i kostiumy były prowokacją. Bowie rozsadzał społeczne schematy na długo przed tym, zanim stało się to tematem publicznej debaty. Jako jeden z pierwszych artystów otwarcie mówił o swojej biseksualności. Robił to spokojnie, bez manifestów. Dla społeczności LGBTQ+ był ikoną wtedy, gdy kultura głównego nurtu w ogóle nie była gotowa na tę rozmowę.
Wpływ na innych artystów? Trudno znaleźć kogoś, kto go nie czuł. Madonna, Prince, Radiohead, Lady Gaga, Billie Eilish – wszyscy przyznają, że Bowie był dla nich inspiracją (nie tyle muzyczną, co pokazał, że artysta może mieć wizję, tworzyć swój wizerunek, kreować go, podążać za jakąś ideą).
Bowie nigdy nie był tylko muzykiem. Grał w filmach (np. “The Man Who Fell to Earth”, “Labyrinth”), interesował się malarstwem, kolekcjonował sztukę współczesną. Był oczytany, ciekawy świata i naprawdę inteligentny. To czuć i słychać w każdej z jego piosenek.
Podsumowanie
Bowie nie zostawił jednego dziedzictwa. Zostawił ich kilkanaście – po jednym na każde wcielenie. Ziggy Stardust, Aladdin Sane, Thin White Duke, a także pożegnanie, które przeszło do historii… Każdy znajdzie w tej dyskografii coś dla siebie.
Poprzedni artykuł
Następny artykuł
Klaudia Jaroszewska-Kotradii – multipasjonatka, która nie potrafi usiedzieć w miejscu. Zafiksowana na punkcie rozwoju i zdobywania wiedzy wszelakiej. Prywatnie mama, żona i kreatywna dusza, która na równi uwielbia Sanah i The Hardkiss.











