Nowy rok, nowe ogłoszenia! Mystic Festival ujawnia kolejne zespoły, które już w czerwcu zaprezentują się w Gdańsku.
5 mainstreamowych albumów, na które czekamy w 2026 roku
Za nami rok 2025, dlatego czas spojrzeć w stronę 2026 z nadziejami i oczekiwaniami. Oto 5 mainstreamowych albumów, na które czekamy najbardziej w tym roku.
09.01.2026
Jakub Wojakowicz
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Co czeka nas w 2026 roku?
2025 rok jeśli chodzi o muzykę mainstreamową dowiózł całą masę głośnych albumów. Długo wyczekiwaną płytę wydała Lady Gaga. Swoim “DeBÍ TiRAR MáS FOToS” świat zachwycił Bad Bunny. Na “Hurry Up Tomorrow” The Weeknd zafundował wielkie pożegnanie z dotychczasowym pseudonimem artystycznym. No i jeszcze nowy album Taylor Swift, który zawsze jest wydarzeniem. A co czeka nas w nadchodzących dwunastu miesiącach? Oto pięć typów mainstreamowych albumów, które mogą namieszać w 2026 roku.
Adele – TBA
Myśląc o tym, która naprawdę duża gwiazda światowej muzyki prawie zapomniałem o Adele. A mówimy o laureatce aż 16 nagród Grammy! Artystka, nie należy jednak do postaci, które szukają fleszy kamer. Co więcej, na jej social mediach próżno szukać aktywności w 2025 roku. W przeciwieństwie do mnie nie zapomnieli z pewnością fani, którzy liczą, że to zniknięcie zwiastuje prace nad nowym albumem, tym bardziej, że nie brak plotek dotyczących powrotu w 2026. I trzeba przyznać, że są one ciekawe. Nowy album miałby być bowiem inspirowany muzyką house’ową i nocnej energii londyńskich pubów, co daleko odstaje od wydanego w 2021 roku albumu “30” i w zasadzie wszystkiego, co robiła do tej pory Adele. Trudno mi to sobie wyobrazić, ale zdecydowanie jestem na tak. I oby faktycznie premiera miała miejsce w 2026 roku.
Bruno Mars – “The Romantic”
To się nazywa ekspresowy rollout (ucz się panie Rocky). Zaledwie kilka dni temu otrzymaliśmy informację, że Bruno Mars szykuje pierwszy od dziesięciu (!) lat solowy album, a już dziś znamy tytuł, a także datę premiery (27 lutego), przystanki na trasie koncertowej, a także pierwszy singiel “I Just Might”. Po drodze przez tę dekadę oczywiście ukazało się fenomenalne “An Evening with Silk Sonic” nagrane z Andersonem .Paakiem, ale aż do 2024 roku Bruno zdecydowanie nie rozpieszczał swoich fanów. W związku z tym, jak długo kazał na siebie czekać pojawiły się wręcz plotki jakoby powrót na scenę był związany z przegraniem przez artystę majątku w kasynie, którym zaprzeczyło jednak MGM Grand Casino. Zostawiają jednak plotki, to jakimi hitami stały się jednak single “Die With A Smile” i “APT.” najlepiej oddaje, jak bardzo świat muzyki potrzebował powrotu tego artysty.
Drake – “Iceman”
Nie będę specjalnie ukrywał – w zasadzie od dekady nie jestem entuzjastą muzyki Drake’a. No, może z drobnymi wyjątkami. Nie zmienia to jednak faktu, że “Iceman” zapowiada się niezwykle ciekawie, głównie ze względów pozamuzycznych. Beef z Kendrickiem Lamarem, zdaniem zdecydowanej większości osób przegrany, miał mocno podkopać karierę Drizzy’ego. Patrząc na liczby jakie wygenerował wydany z PARTYNEXTDOOREM “$ome $exy $ongs 4 U” można mieć wątpliwości, czy faktycznie miało to miejsce, ale bezsprzecznie beef postawił Kanadyjczyka w warunkach, które trudno nazwać komfortowymi i spokojnymi. Kolejnym solowym albumem, który już wiemy, że będzie zatytułowany “Iceman” będzie musiał pokazać, dlaczego zasłużył na miejsce w którym się znalazł i, że wciąż potrafi wydawać muzykę mającą prawdziwy wpływ na scenę.
Harry Styles – TBA
To kolejny artysta obok Bruno Marsa, który zasugerował swój powrót w 2026 roku, choć zdecydowanie mniej wymownie. Nie mamy bowiem oficjalnej zapowiedzi, ale wideo, które trafiło na kanał YouTube’owy artysty buduje nadzieję. “Forever, Forever” to ponad ośmiominutowe wideo, na którym znajduje się nagranie z ostatniego koncertu z trasy “Love On Tour” z 2023 roku. Harry wykonuje na nim niepublikowaną dotąd balladę na fortepianie. Daleko temu do ogłoszenia nowego albumu, ale patrząc na to jak długo fani musieli czekać na nowości od swojego idola można się w tym dopatrywać się w tym zapowiedzi powrotu. Tym bardziej, że już teraz możemy mówić o najdłuższej przerwie wydawniczej w karierze Brytyjczyka. Jego ostatni album, “Harry’s House”, ukazał się w 2022 roku.
Rihanna – TBA
Tak, tak wiem, to na pewno się nie wydarzy. Ale to samo mówiono o powrocie Oasis, a Rihanna pomimo upływu lat, wciąż pozostaje artystką, której powrót jest prawdopodobnie najbardziej wyczekiwanym na świecie. To kolejna po Bruno Marsie artystka, która zostawiła swoich fanów na dekadę bez nowego albumu. Tylko, że w jej wypadku ciężko mówić nawet o jakichś pobocznych projektach muzycznych. Riri poświęciła się innym gałęziom swojej działalności, a także życiu rodzinnemu. Ale skoro jej partner, A$AP Rocky postanowił (odpukać) wreszcie wydać “Don’t Be Dumb” po ośmiu latach oczekiwania, to może czas również na Rihannę? No chyba, że artystka ogłosi kolejny raz, że jest w ciąży. Szczerze mówiąc, to ogłoszenie jest to bardziej prawdopodobne niż nowy album w 2026 roku, ale jak to śpiewała kiedyś Sasza Strunin: “warto mieć marzenia!”.
Poprzedni artykuł
Następny artykuł








