Wyruszamy na muzyczną podróż z australijskim zespołem Jet! Oficjalnie potwierdzono, że gwiazdy rozgrzeją tegoroczną edycję Łódź Summer Festival. Sprawdź szczegóły i poznaj historię ich największego przeboju - "Are You Gonna Be My Girl"!
Muzyczne przebiśniegi, czyli co zachwyciło na początku 2026 roku
Czas na rozkwit… muzyczny! Dedykowane odkrywcom, entuzjastom podziemia i nie tylko. A w środku… Deadletter, Gorillaz, Otto Benson i więcej!
10.03.2026
Martyna Kościelnik
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
DEADLETTER, Gorillaz i więcej. Co zachwyciło na początku 2026 roku? [Poza nurtem]
Muzyczne przebudzenie, nuta futuryzmu, a może senna zaduma? Początek roku obfitował w wiele nowości, które aż proszą się o odkrycie. Przeżyjcie rozkwit z DEADLETTER – podlani filozoficznymi rozważaniami, wyszli na zewnątrz z dwunastoma nowymi kompozycjami, przez które przemawia nuta egzystencjalizmu i nie tylko. Na balans między życiem a śmiercią zaprasza Gorillaz, który przywiózł solidną dawkę inspiracji prosto z Indii. Otto Benson zasadził nowe plony – tym razem rozkwitające po indiepopowej stronie jego wrażliwości. Qasu soczyście powitał ten okres nieoczywistym spojrzeniem w przyszłość z solidną dawką black metalu. Samuel Organ zaprasza na dźwiękową przejażdżkę, zainspirowaną naturą Szkocji i oszałamiającym pięknem… ciszy.

Polecamy na eBilet.pl
DEADLETTER i świadectwo samoświadomości
Widmo, art-punk i eksploracja – tak zapowiadany był “Existence Is Bliss”, wyczekiwany drugi krążek studyjny DEADLETTER. Przypuszcza się, że zespół lada chwila wzbije się na szczyt fali popularności, a wydany w lutym album z pewnością mu pomoże. Twórcy zdobyli już uznanie wśród polskiej publiczności, a to wszystko za sprawą występu na Inside Seaside w 2025 roku. Od tamtego wydarzenia muzycy udowodnili, że stale się rozwijają i doprawiają swój repertuar solidną dawką nowego brzmienia.
Kolektywne pisanie i granie nowego materiału na żywo – DEADLETTER zaprosił za kulisy tworzenia w rozmowie DIY Mag. Podczas sesji twórczej muzycy ujawnili, że głównym składnikiem ich twórczości jest… samoświadomość! Nabrali jej, gdy zmierzyli się z nowymi pomysłami i doszli do wniosku, że są bardzo osadzeni w tym, co robią. Wynikiem tej pracy jest 12 nowych utworów, przez które przemawia punk w różnych jego odcieniach – post, art… i nie tylko. Niewątpliwie DEADLETTER przez sześć lat kariery zdążył “wyhodować” własną stylistykę, która z każdym kolejnym dziełem coraz mocniej rośnie w siłę.
“Miałem mały kryzys wewnętrzny, kiedy próbowałem zrozumieć, jak można dążyć do czegoś i być wolnym od wszelkich zanieczyszczeń. Zdałem sobie sprawę, że to niemożliwe” – przyznał Zac Lawrence dla DIY Mag. To właśnie te rozważania napędziły go do podjęcia się tematyki “Existence Is Bliss”. Wokalista sięgnął po dzieła Alberta Camusa i nakarmił się licznymi pracami na temat egzystencjalizmu. Jego balans pomiędzy filozofią a twórczością definitywnie wyznaczył ścieżkę nowego rozdziału DEADLETTER, który, chociaż pozornie może być ponury, w rzeczywistości niesie wiele nadziei. “Myślę, że jedyną rzeczą, którą ta płyta naprawdę ma – a poprzednia być może nie miała aż tak wiele – jest przestrzeń do zabrania oddech” – podsumował twórca dla Clash Music.
Pod ciężarem TikToka. Otto Benson i jego muzyczne odrodzenie
Otto Benson zaczyna nowy rozdział, tym razem pod własnym nazwiskiem. Zanim jednak do tego doszło, twórcę zalała fala nieoczekiwanego i niekontrolowanego hype’u jako Memo Boy.
Kilka lat wcześniej, tworząc w sypialni, oddając się własnemu pojmowaniu elektroniki, postanowił, że czas, by ten materiał wyjrzał poza mury jego domu i poszedł dalej w świat. Stwierdził, że idealną przestrzenią będzie Soundcloud i być może uda mu się dotrzeć do entuzjastów podobnych melodii. Wkrótce na jego konto zaczęły spływać dziwne wiadomości: “Znalazłem to!”, “Kto przyszedł z tego edita?”, co wprawiło go w niemałą konsternację. Jak się okazało, jego dźwięki zostały “wyniesione” na drugą aplikację i na dobre wpadły w sidła TikToka.
Jest 2021 rok, a aplikacje zalewają filmiki z Batmanem, Patrickiem Batemanem, a to wszystko obarczone jest etykietą sigma mindsetu. To właśnie tym krótkim przeróbkom w dużej mierze towarzyszył repertuar Memo Boya – zniekształcony, przyspieszony, spowolniony… lub oryginalny.
Autor nie spodziewał się, że jego repertuar spotka się z tak gorącym przyjęciem. Zderzył się też z zupełnie inną falą popularności – jego repertuar pojawił się w reklamach i wybrzmiał nawet na sali obrad Kongresu USA. W rozmowie z Elienis przyznał, że utwór “Brian Is the Most Beautiful” został nawet usunięty z TikToka, ponieważ bez jego wiedzy dzieciaki zabrały go jako podkład dźwiękowy do promowania niebezpiecznych działań. Benson przekonał się, że nie miał wpływu na moc algorytmu, a jego twórczość dotarła do rejonów, o których sam nie miał pojęcia. Jednak nie cieszy go ten rezultat, ponieważ takie “zautomatyzowanie” trendów nazywa bezrefleksyjnym i pozbawionym wrażliwości emocjonalnej.
Przygnieciony popularnością, Memo Boy wyparował, a jego miejsce przejął Otto Benson. Rozpoczął się długotrwały romans z indie popem, gwarantujący swoistą wyprawę w kosmos… lub zagłębienie się w samotny wieczór we własnym pokoju. Rezultat tej pracy może być satysfakcjonujący zarówno dla entuzjastów Aphex Twin, jak i Maca DeMarco. Jego nowa droga kariery, przyprószona tytułowymi “orzeszkami”, wcale nie jest wyboistym kierunkiem. Przemawia przez niego lekkość i spokój, a debiutujący wokal wydobywa kolejne warstwy ukojenia. Jak podaje bandcamp, “Penaut” to cichy akompaniament do podróży po amerykańskim krajobrazie, wydobywający spokój, wewnętrzną refleksję i tajemnicę. Niewątpliwie ta przeprawa wyszła poza ramy Ameryki i powoli wprawia w zachwyt resztę świata.
Polecamy na eBilet.pl
Kącik odkrywczy
Śmiałe spojrzenie w przyszłość
Autorzy określają się jako przedstawiciele ancient future black metalu, i choć ta nazwa pierwotnie może wydawać się niezrozumiała, repertuar Qasu udowadnia, że wymyka się jakimkolwiek standardowym etykietom. Zniekształcone dźwięki, doprawione nieoczywistymi bitami, wciągają słuchacza do czystego podziemia. Z biegiem czasu album doprawiony jest nieoczywistymi efektami, w tym autotune, który nadaje utworom pozaziemskiego klimatu.
Dla tych, którzy cenią spokój
Od malowniczych widoków do relaksujących pejzaży dźwiękowych. Oto Samuel Organ i jego zaproszenie do podróży… nie tylko muzycznej! Przemierzając Szkocję na rowerze, udał się do najbardziej oddalonych miejsc, by zjednoczyć się ze spokojem. Oddając się urokom ciszy, wyciągnął przenośny sprzęt i pod wpływem oszałamiającego piękna przyrody zaczął eksperymentować z brzmieniem, skłaniając się w stronę ambientu i sennego klimatu. W “Portal” odbijają się góry, krystalicznie błękitne jeziora i kamienne schroniska. To symbol eksploracji, ale i wejście do głębin emocji.
Chociaż w mainstreamie, to nadal “poza nurtem”
Samuel Organ zaprosił słuchaczy na górską wyprawę, więc nadal pozostajemy w tych rejonach. Muzyczne przebiśniegi zakwitły tu na dobre, a to wszystko za sprawą wyczekiwanego albumu Gorillaz. Chociaż projekt już dawno temu zanurkował w mainstreamie, udowadnia, że kroczy własną ścieżką i ucieka od szablonowego myślenia.
“The Mountain” wyrósł z poczucia straty i próby uporania się z nią w “najpiękniejszym miejscu na Ziemi”. Damon Albarn i Jamie Hewlett stracili ojców, więc gdy udali się do Indii w celu nagrania nowej płyty, skorzystali w pełni z potencjału tego miejsca i znaleźli sposób na poradzenie sobie z żałobą. Jednak ból sięga znacznie głębiej, a wybranie tego miejsca nie było przypadkowe.
Hewlett w rozmowie z Huck Mag przyznał, że poleciał do Indii, gdy jego teściowa była tam na wycieczce i trafiła tam do szpitala z powodu tętniaka mózgu. Gdy tylko udało mu się tam dostać, był przerażony, ale jednocześnie oczarowała go hojność i życzliwość ludzi, którzy go otaczali. Między szpitalnymi wizytami wychodził na spacery po okolicy, a zetknąwszy się z upałem, hałasem i swobodnie spacerującymi zwierzętami, doszedł do wniosku, że to miejsce zrobiło na nim ogromne wrażenie. Słynny rysownik, zainspirowany tym, co widział, stworzył obraz z postaciami Gorillaz w Indiach. Jak się okazało, to dzieło wyznaczyło przyszłość projektu.
I rzeczywiście tak się stało. Muzycy powrócili do Indii, i chociaż byli naładowani bólem, na miejscu zetknęli się z poetycką energią, która przyniosła im ukojenie. “Teraz dotarliśmy do punktu, w którym się starzejemy, straciliśmy ojców i matki, i zaczynamy zadawać sobie pytanie, co jest poza tym? To trzeba ustalić”. – powiedział Jamie w rozmowie z Homegrown. Te rozważania zaprowadziły ich do stworzenia wyjątkowego albumu, utrzymanego w duchu eksperymentów i idealnego oddania atmosfery miejsca, w którym powstawało dzieło.
Życie i śmierć nierozerwanie towarzyszy całej atmosferze “The Mountain”, ponieważ płyta obfituje w liczne kooperacje – zarówno z współcześnie tworzącymi artystami, jak i tymi, których nie ma już na tym świecie. Skorzystano z archiwalnych nagrań, dzięki czemu na dziele usłyszymy pracę takich cenionych muzyków, jak Bobby Womack, Dave “Trugoy the Dove” Jolicoeur, Dennis Hopper, Mark E. Smith, Proof i Tony Allen. “Zostały one ponownie wykorzystane na albumie jako ‘głosy z innego miejsca’” – Hewlett tłumaczył ten pomysł w rozmowie z Consequence. “Chcieliśmy po prostu wprowadzić ich do tego świata na płycie, tak jak w niektórych kulturach wydobywa się kości swoich przodków. Chodzi o pamięć, szacunek i integrację. Chodzi o ideę, że życie pozagrobowe jest z nami przez cały czas” – podsumował Damon Albarn w rozmowie z Homegrown.
Poprzedni artykuł
Następny artykuł








