Dla mojego pokolenia, czyli osób urodzonych na przełomie wieków, termin "dubstep" nierozerwalnie kojarzy się z postacią Skrillexa. Początek lat 2010. Pierwsze internetowe virale. Ubasowione brzmienie potrafiące naśladować dźwięki wszelakiej maści narzędzi i sprzętów AGD. W początkowej fazie niezbyt przypadło mi to do gustu. Kiedy miałem okazję uczęszczać na imprezy rave’owe, podczas jednej z nich znajomy rzucił: „Chodź, pójdziemy się pobujać do dubstepu”. Pierwsze skojarzenie? Jakie pobujać? Chyba rozrobić sobie mózg z cementem w betoniarce. Tymczasem doświadczyłem czegoś zgoła odmiennego. Transowość, przestrzeń i oddech. Żadnych wiertarek, żadnych dropów. Dubstep ma swoją długą historię, a Skrillex, który go rozpromował, jest w niej tylko jednym z elementów.
Kendrick Lamar
Myśleliście, że wraz z zaprzestaniem wydawania dissów Kendrick Lamar zakończył beef? Nic bardziej mylnego.
Podczas Saturday Night Live, Dua Lipa wystąpiła w skeczu, w którym tłumaczyła widzom o co chodzi w beefie pomiędzy Drake’iem a Kendrickiem Lamarem.
J.Cole kilka dni temu zdissował Kendricka Lamara w swoim utworze 7 Minute Drill po czym… przeprosił i zapowiedział usunięcie utworu z serwisów streamingowych.
Kendrick Lamar postanowił po raz kolejny zaznaczyć, że nie dzieli się z nikim tytułem najlepszego rapera i wywołał burzę, którą żyje cały rapowy świat. Diss skierowany w stronę J.Cole’a i Drake’a już otrzymał pierwszą odpowiedź.









