Dave Grohl podzielił się ostatnio historią riffu, który miał zasilić repertuar Ozzy’ego Osbourne’a. Ostatecznie trafił na poboczny projekt wokalisty Foo Fighters. Poznaj jego historię!
High Five: pięć najciekawszych wydarzeń w polskim rapie w minionym miesiącu [luty 2026]
High Five to nowa seria na naszym portalu, gdzie prezentujemy pięć najciekawszych wydarzeń w polskim rapie w każdym miesiącu.
03.03.2026
Jakub Wojakowicz
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Nowa hip-hopowa seria na eBilet NOW!
Wraz z zakończeniem projektu Orient Ekspresem prowadzonego na innych portalach, brakowało mi cyklu, w którym mógłbym się dzielić z wami tym, co najlepsze w polskim rapie. Sam pomysł kiełkował we mnie długo, aż wreszcie zrodziło się High Five, którego największą zaletą jest prostota. Nie ma tu ograniczania się tylko do albumów czy singli, artystów mniej bądź bardziej znanych. W wybieranej przeze mnie co miesiąc piątce znajdziecie także zjawiska, niezwykłe historie i wydarzenia, które akurat okażą się na tyle istotnymi, by znaleźć się w piątce najciekawszych wydarzeń danego miesiąca. Jeśli więc chcecie być na bieżąco trochę bardziej niż tylko poprzez przeglądanie najpopularniejszych rapowych playlist Spotify ta seria jest dla was. Serdecznie zapraszam!
Karwel, Soulpete – “BYŁO MINĘŁO”
Przy całej mojej ogromnej sympatii i bardzo dobrym wrażeniu o dotychczasowej twórczości Karwela i Soulpete’a ich drugi wspólny projekt nie porwał mnie tak, jak myślałem, że będzie miało to miejsce. Może to kwestia ciężaru, z jakim się wiąże. Karwel zaprasza nas w naprawdę mroczne zakątki swojego życia i nie jest to łatwa przeprawa. Jest zgryźliwy wobec rzeczywistości i brutalnie szczery wobec przeszłości. To właśnie przeszłości dotyczy utwór, którego nie mogło zabraknąć w High Five. Tematycznie wjazd w “BYŁO MINĘŁO” może od razu przypomnieć “Szósty zmysł” Pezeta i Noona. Jednak szersza obserwacja Pawła z Ursynowa dotycząca polskiej obyczajowości, tutaj jest osobistą tragedią, którą potem gonią kolejne traumatyczne przeżycia, które dotknęły Karwela zdecydowanie za wcześnie. Idealnie, choć w nieoczywisty sposób, w ten ciąg wpasowuje się bit Soulpete’a, któremu bliżej niż do tła dla dramatu, jest soundtrackowi do horroru. I może “BYŁO MINĘŁO” nie jest utworem, który zapętlałem najwięcej w tym roku, ale zdecydowanie najdłużej o nim myślałem po pierwszym odsłuchu.
Kony – “Dublin Story”
Gdyby ktoś mi powiedział, że najlepszą płytę ostatnich miesięcy nagra Kony, raczej bym nie uwierzył. Nie zaprzeczam, robił już w swojej karierze rzeczy wielkie, jak chociażby “Młodego Synka”, “Dzięki Ci tato” czy “Krowodrzą”, ale żyłem w przekonaniu, że jego współpraca z Cool P w ramach Ćpaj Stajlu jest idealnie dopełniającą całością i solowo nie uda się powtórzyć tego sukcesu, a jeśli już komuś, to będzie to raczej Cool P. Tymczasem Kony zamknął mi usta swoim “Dublin Story”, nagranym w całości na bitach nieznanego mi do tej pory Hakima. Oczywiście nastąpił przechył w stronę surowej ulicy kosztem eksperymentów, ale np. “Postęp” oferuje groove, jakiego nie spodziewałem się po tym albumie. Im dalej na “Dublin Story” tym ciężej i gęściej, ale bywa też… chwytliwie. Produkcyjnie jest prościej, niż na albumach spod szyldu ĆS, ale nie ma tu mowy o chałupniczości, bo sample dobrane są świetnie, a aranż i miks całości stoją na wysokim poziomie, o co przed pierwszym odsłuchem miałem drobne obawy. Przede wszystkim jednak udało się przenieść to uczucie autentycznego brudu, hardkoru, ciężaru, smutku, ale i pogodzenia z własnym losem, znanym tak dobrze z nagrań Ćpaj Stajlu i poświęcić mu cały album, a to wartość na naszej scenie absolutnie unikatowa.
Polska scena exp-rapowa zaczyna świetnie kolejny rok
Każdy, kto mnie zna wie, że wszelkie eksperymentalne, nieco bardziej abstrakcyjne formy hip-hopowe nie są zazwyczaj “moją bajką”. Oczywiście mam w tych podgatunku albumy (głównie amerykańskie), które uwielbiam, ale zazwyczaj mój stosunek do tego typu muzyki najlepiej określa popularne stwierdzenie “szanuję, nie wracam”. Dlatego gdy cała masa polskich słuchaczy zachwycała się w zeszłym roku tym co robili Karuzelkaaa, Ziomcy, czy Korekcja Linii, paradoksalnie najwięcej pierwiastka eksperymentalnego szaleństwa, które lubię najbardziej odnalazłem w zupełnie odjechanym i ostatecznie bardzo nierównym “HYPNOZIZ” Drabusheyki. Niemniej cieszył mnie rozwój tej sceny, jako jednego z najprężniejszych undergroundowych nurtów w Polsce i tak samo cieszy, mnie, że luty potwierdza stabilizację dobrej formy. Powszechnie zachwalane “Po drugiej stronie” Cichonia i pozostające w jego cieniu “PRZED GWAŁTOWNYM ROZPĘDEM” duetu PGR stoją na poziomie na tyle wysokim, że zostałem z tymi albumami na dłużej, mimo, że nie jest to do końca to, czego szukam w rapie. Dla fanów eksperymentalnego rapu jest to więc świetny czas, a waszą uwagę chciałbym zwrócić na ucho do sampli, które widać szczególnie u Cichonia, ale które wyróżnia także PGR na tle pozostałych ekip.
Sentino i Diho ponownie razem
2026 rok w wykonaniu Sentino, to na ten moment seria zaskakujących ruchów. Z końcem stycznia pojawił się na wywiadzie w RMF MAXX, dostajemy doniesienia o kolejnych koncertach (w tym pojawienie się na Roztańczonym Narodowym) i sądząc po jego socialach, Sebastian jest mentalnie w najlepszym miejscu od dawna. I choć można się kłócić, co do jakości jego obecnej twórczości, jego polskie początki wraz z GM2L (wówczas GMLL) były powiewem świeżości na naszej scenie i z dzisiejszej perspektywy czynią Sentino jedną z najważniejszych postaci drugiej dekady XXI wieku w polskim rapie. Wówczas jego nieodłącznym towarzyszem był Diho, z którym nagrali m.in. legendarne “Szampana do ręki”. W wyniku konfliktu, którego szczegóły do dziś pozostają tajemnicą, ich drogi się rozeszły. Do listy zaskakujących ruchów Sentino w 2026 roku musimy więc dołożyć ponowną współpracę z Diho. Chociaż “WAWA022” nie jest najbardziej udanym utworem w dorobku obu raperów, a na klip najlepiej spuścić zasłonę milczenia, to wspólny singiel należy uznać za kolejny duży krok, jaki Sentino postawił w przywróceniu swojej kariery na tory, jakich spodziewaliśmy się po serii “Zabójstw Lirycznych”.
Wyga “robił siano, a teraz wraca rapować”
Zastanawiając się nad tym, komu poświęcić rubrykę powrotów, miałem niemałą zagwozdkę. Deobson wydał wreszcie wyczekiwane i naprawdę udane “Uciekam z miasta”, jednak pierwszy singiel z tego projektu poznaliśmy już w październiku 2025. Z kolei Rau Performance, na którego powrót czekałem osobiście bardzo mocno, zaprezentował kolejne single z nadchodzącego albumu, z których szczególnie “Rollercoaster” spełnił oczekiwania mimo bardzo wysoko zawieszonej przez “Mieszane uczucia” poprzeczki. Powrotu Raua jednak się spodziewałem, czego nie można powiedzieć o Wydze. Chociaż weteran łódzkiej sceny dość chętnie dogrywał się kolegom w ostatnich latach gościnnie, to jego ostatni projekt “Cham nie dzieciak Mixtape” ukazał się dekadę temu i nic nie zwiastowało, żebyśmy mieli doczekać kontynuacji. Tymczasem Wyga wrócił, udowadniając, że życie zaczyna się po czterdziestce. Na “Szumie” pokazał należną wiekowi mądrość, na “Back to the 90s” młodzieńczą energię, a co jeszcze bardziej zaskakujące, oba te utwory zostały wydane na bitach @atutowego. Nie brak komentarzy, że Wyga wraca na poziomie godnym płyt Afrontu. Dla rapera wracającego po tylu latach ciężko o lepszy
Poprzedni artykuł
Następny artykuł








