Iron Maiden, Oasis, a może Shakira? Oto nominacje do Rock and Roll Hall of Fame 2026!
Efi debiutuje. “Ikigai” to album o sile rodzącej się w cieniu
22 stycznia 2026 roku Efi oficjalnie rozpościera muzyczne skrzydła. Jej debiutancki album "Ikigai" to nie tylko zbiór 18 utworów, ale osobista mapa lotu – od zwątpienia i emocjonalnego chaosu po świadome odnalezienie własnej siły. Tytuł, zaczerpnięty z japońskiej filozofii oznaczającej "powód, dla którego warto żyć", w interpretacji artystki nabiera wymiaru intymnego i bezkompromisowego. Zobacz wywiad!
27.02.2026
Jacek Stasiak
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
“Ikigai” to alt-popowa opowieść osadzona w mrocznych, elektronicznych teksturach. Album otwiera “Intro (Biały Wiatr)” – symboliczny autoportret, w którym lwie serce zderza się z perfekcjonizmem i kompleksami. Dalej Efi prowadzi słuchacza przez światy dualizmu (“Double Life”), blokad (“Szklany Sufit”), emocjonalnej pustki (“Anhedonia”) czy trudnych relacji (“EX-peryment”, “Nasz Epilog”). To muzyka osobista, bezpośrednia i pozbawiona filtra.
W centrum albumu znajduje się tytułowe “Ikigai” – utwór o odważnym szukaniu siebie na nowo i obronie tej iskry, która daje sens. To manifest pozostawania wierną własnym wartościom, nawet gdy świat próbuje je zagłuszyć. Finałowe kompozycje – “Spleen”, “Progi za Wysokie” oraz “Na Zawsze” – domykają emocjonalny proces, symbolicznie odbudowując skrzydła, które na początku albumu były ciężkie od doświadczeń.
Brzmieniowo to efekt współpracy z producentami takimi jak Ejten, Faded Dollars, Distroke, Filip Leon, NewLight$, Patryk Skoczyński i Jakub Liszko. Elektroniczne beaty przeplatają się z minimalistyczną melancholią, a głos Efi pozostaje centralnym punktem całej konstrukcji – szczery, intymny i wyrazisty.
“Ikigai” to album dla tych, którzy czują się “wyrzutkami gwiazd”, którzy zgubili sens, ale wierzą, że można go odnaleźć. To projekt o sile rodzącej się w cieniu i o skrzydłach, które bolą, zanim uniosą wyżej.
Poprzedni artykuł
Następny artykuł








