Nie masz pomysłu na to, jak zorganizować dzieciom czas? Oto nasz przewodnik po weekendowych atrakcjach kulturalno-edukacyjnych dla całej rodziny, przygotowany na podstawie bieżących ofert z naszego eBiletowego katalogu! Aktualizujemy go dla was na bieżąco w każdy czwartek!
Gregory Porter już latem wróci do Polski!
Jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów gatunku modern jazz, soul oraz gospel, uwielbiany przez publiczność i doceniany przez krytyków. Już w sierpniu dwukrotny zdobywca nagrody Grammy, Gregory Porter, ponownie wystąpi w naszym kraju! Poznaj szczegóły tego wyjątkowego koncertu!
06.03.2026
Aleksandra Gieczys
Artykuł może zawierać autopromocję eBilet.pl
Gregory Porter 7 sierpnia wystąpi w Gdańsku
Gregory Porter – powszechnie uznawany za jeden z najważniejszych głosów pokolenia, który przywrócił jazzowi duszę i popularność na miarę gwiazd popu – jest niezmiernie lubiany przez polską publiczność. Na przestrzeni lat artysta zgromadził u nas wierną grupę fanów, która podobnie jak reszta świata pokochała jego elegancki i pełen magicznych mocy baryton, który budzi zaufanie od pierwszej sekundy, otula słuchacza jak aksamitny koc i o którym The New York Times swego czasu napisał, że “wydaje się pochodzić z innej, lepszej planety”.
Tym bardziej miło nam poinformować, że Gregory Porter już za kilka miesięcy wróci do nas, by wystąpić 7 sierpnia w wyjątkowej, pełnej zieleni przestrzeni Letniej Sceny Starego Maneżu w Gdańsku.
– Jego fenomen polega na tym, że potrafi sprawić, iż każdy w wypełnionej po brzegi hali czuje się, jakby śpiewał tylko dla niego. To najbardziej autentyczny artysta, jakiego jazz widział od dekad – pisze o koncertach Portera Rolling Stone.
I tak właśnie jest! Koncerty artysty to za każdym razem intensywne, emocjonalne, pełne szczerości i bezpośredniego kontaktu z publicznością spotkanie, które staje się duchowym i majestatycznym przeżyciem.
W Gdańsku Gregory Porter zabierze słuchaczy w podróż przez swoje najbardziej znane kompozycje, które na stałe zapisały się w historii współczesnej muzyki jazzowej.
Przeczytaj też:
Gregory Porter – autentyczny artysta, jakiego jazz nie widział od dekad
Kariera Portera jest często podawana jako przykład “slow burn” – sukcesu budowanego na fundamencie talentu, a nie chwilowej mody. Artysta urodził się w Bakersfield w Kalifornii, gdzie jego muzyczne korzenie mocno osadziły się w tradycji kościoła gospel. I to właśnie w kościelnym chórze zdobywał pierwsze muzyczne szlify, nim nie usłyszał głosu Nata Kinga Cole’a, który przyciągnął jego uwagę w stronę bardziej “świeckiego” repertuaru, w tym soulu i jazzu.
Jednak jego kariera mogła potoczyć się zupełnie inaczej, gdyż pierwotnie zamierzał związać swoją przyszłość z futbolem amerykańskim. Dzięki swojemu talentowi na boisku zdobył nawet stypendium sportowe na San Diego State University. Niestety kontuzja ramienia przedwcześnie zakończyła jego marzenia o sporcie, co skierowało go w stronę profesjonalnego śpiewu. Swój głos szlifował latami w małych klubach jazzowych i występując w teatrach muzycznych. To właśnie w jednym z nich wypatrzył go Kamau Kenyatta, który zaprosił go do współpracy przy nagraniach w studiu w Los Angeles, co następnie pomogło mu w zdobyciu pierwszego kontraktu płytowego.
Jego wydany w niezależnej wytwórni debiutancki album “Water” z 2010 roku natychmiast zapewnił mu rozgłos, przyciągnął uwagę krytyków i przyniósł mu pierwszą nominację do nagrody Grammy w kategorii “Najlepszy jazzowy album wokalny”. Płyta ta – jak zgodnie uznali krytycy – pokazała światu artystę dojrzałego, który mimo późnego debiutu, miał w pełni ukształtowany styl. Jak pisał Billboard “Porter nie goni za trendami, on sam je wyznacza”.
– On jest dowodem na to, że prawdziwy talent zawsze znajdzie drogę na szczyt – zachwycał się z kolei Chicago Tribune.
Fenomen “Water” polegał również na tym, że Porter mistrzowsko zatarł na nim granice między jazzem, soulem a muzyką R&B, co otworzyło te gatunki na nową publiczność.
Wydany dwa lata później krążek “Be Good” z 2012 roku także przypadł do gustu słuchaczom i krytykom, co zaowocowało kolejną nominacją do Grammy, tym razem w kategorii “Najlepszy tradycyjny występ R&B” i ugruntował pozycję Portera nie tylko jako wybitnego wokalistę, ale też kompozytora.
Jednak prawdziwy przełom nastąpił w 2013 roku, kiedy muzyk podpisał kontrakt z legendarną wytwórnią Blue Note Records, którego pokłosiem był album “Liquid Spirit”. Wydawnictwo to stało się globalnym fenomenem, czyniąc z Portera jednego z najczęściej streamowanych artystów jazzowych. Jako pierwszy album jazzowy w historii “Liquid Spirit” został pobrany ponad 20 milionów razy! Płyta otrzymała też statuetkę Grammy za “Najlepszy jazzowy album wokalny” i pokryła się złotem oraz platyną w wielu krajach na całym świecie.
– To album, który sprawia, że jazz znów wydaje się istotny dla mas – pisał o “Liquid Spirit” Rolling Stone. – To klasyk od momentu wydania! Każdy utwór na tej płycie brzmi jak przyszły standard – chwaliła z kolei wydawnictwo prestiżowa rozgłośnia NPR.
Jedno jest pewne: “Liquid Spirit” to płyta, która zdefiniowała współczesny soul-jazz, a Portera wprowadziła do Panteonu wielkich mistrzów.
W 2016 roku Porter wydał album “Take Me to the Alley”, który potwierdził jego status lidera współczesnego jazzu i przyniósł mu drugą w karierze statuetkę Grammy, ponownie w kategorii “Najlepszy jazzowy album wokalny”.
Następnie – w 2017 roku – artysta zdecydował się złożyć hołd dla swojego największego muzycznego idola, wydając album “Nat King Cole & Me”. Nagrana z orkiestrą płyta była nie tylko spełnieniem marzeń Portera – znakomicie pokazała też jego kunszt w interpretowaniu wielkich standardów.
Z kolei rok 2020 przyniósł premierę zakotwiczonego w brzmieniach gospel i soul albumu “All Rise”, który jest opisywany jako najbardziej radosne i podnoszące na duchu dzieło w jego karierze. Wydane w trudnym czasie pandemii wydawnictwo doskonale rezonowało z nastrojami społecznymi tamtego okresu, eksplorując tematykę miłości, nadziei, wiary i ludzkiej godności. Każdy utwór na tej płycie niesie ze sobą ogromny ładunek emocjonalny, a głos Portera jest tu potężniejszy niż kiedykolwiek wcześniej.
– W świecie pełnym chaosu, ten album jest kojącym balsamem dla duszy. To celebracja życia, miłości i wszystkiego, co w nas najlepsze – napisał o tej wyjątkowej płycie magazyn Rolling Stone.
Poprzedni artykuł
Następny artykuł








