Kategorie
eBilet

Pop

Cisza na scenie. Oto muzycy, których pożegnaliśmy w 2026 roku 

Fot. PAP/Jules Annan/Avalon

Choć muzyka jest nieśmiertelna, jej twórcy opuszczają ten świat. Wspominamy artystów, którzy zmarli w 2026 roku.

Angry Andreson

Legenda, inspiracja i wulkan energii – tak prezentowała się ścieżka kariery ikonicznego wokalisty australijskiego zespołu Rose Tattoo. Angry Anderson do ostatnich chwil życia robił to, co kocha, a w planach miał wydanie nowej płyty. Ponadto, miał odwiedzić Polskę w ramach pożegnania ze sceną. Niestety, występ się nie odbył ze względu na problemy zdrowotne artysty. Pod koniec sierpnia miał zawał serca i wymagał hospitalizacji. We wrześniu 2026 roku na mediach społecznościowych zespołu pojawiła się informacja o śmierci lidera grupy.

Angry Anderson na początku 2026 roku w wywiadzie udzielonym eBilet NOW podzielił się swoimi rozważaniami dotyczącymi życia i śmiertelności. “Życie nie jest ani łaskawe, ani okrutne. Życzymy sobie nawzajem życzliwości, a nie okrucieństwa, bo to drugie po prostu nie leży w naszej naturze. Życzymy sobie więc tylko tego, co dobre, ale jednocześnie mamy świadomość, że by wieść prawdziwe, produktywne życie z określonym celem, musimy doświadczyć też pewnej dawki bólu. To konieczne. Wracając do odpowiedzi – wszystko sprowadza się do nastawienia, tej pozytywnej energii, jaką ma się do swojego życia. Powinniśmy pamiętać, by nie nadużywać przywileju, jakim jest samo istnienie”.

Bonnie Tyler

Minęło prawie pół wieku, od kiedy świat poznał niezwykły wokal Bonnie Tyler, a to wszystko za sprawą debiutanckiego “The World Starts Tonight”. Z biegiem lat jej charakterystyczny wokal przeplatał się z dźwiękami z pogranicza rocka, popu, country i nie tylko, a jej dorobek artystyczny zyskiwał uznanie wśród słuchaczy z różnych zakątków świata. Jednymi z jej największych wizytówek muzycznych stały się utwory “Total Eclipse of the Heart” oraz “Holding Out for a Hero”, które do tej pory rozgrzewają słuchawki fanów emocjonalnego repertuaru.

Ceniona artystka w maju trafiła do szpitala z powodu perforacji jelita. Została wprowadzona w stan śpiączki farmakologicznej. Zmarła 8 lipca w wieku 75 lat.

Brad Arnold

Ta informacja wstrząsnęła światem muzyki! Na początku lutego 2026 roku w wieku zaledwie 47 lat zmarł Brad Arnold, wokalista 3 Doors Down. Zespół poinformował o jego śmierci za pośrednictwem mediów społecznościowych, nakreślając, że “Odszedł spokojnie, we śnie, po odważnej walce z rakiem, w otoczeniu ukochanej żony Jennifer i rodziny (…).  Jego muzyka odbijała się echem daleko poza sceną, stwarzając chwile zjednoczenia, radości, wiary i dzielenia się doświadczeniami, które pozostaną żywe na długo po jego ostatnim zejściu ze sceny”.

Artysta był współzałożycielem zespołu, który odcisnął solidny ślad w świadomości entuzjastów hard rocka, alternatywnego rocka czy post-grunge’u i stworzył hity, które wpisały się w swoiste klasyki lat 2000. Do największych przebojów 3 Doors Down należą takie przeboje, jak “Kryptonite”, “Here Without You”, “When I’m Gone” oraz “It’s Not My Time“. Słuchacze zgodnie uznali, że po śmierci Brada ten repertuar nabierze zupełnie innego wymiaru.

Cronos

Legenda metalu i założyciel kultowego zespołu, który na dobre odcisnął swój ślad w historii ciężkiego brzmienia – oto Cronos, ceniony twórca, który opuścił ten świat na początku października w wieku 63 lat. W 1981 Venom zrewolucjonizował rynek muzyczny za sprawą albumu “Welcome to Hell”.  Zaledwie rok później światło dzienne ujrzała płyta “Black Metal”, definiująca gatunek i figurująca jako jeden z żelaznych klasyków tego obszaru dźwiękowego. Z biegiem lat muzyk stawiał na eksploracje brzmieniowe i zatapiał się w różnych podgatunkach metalu, a wierni słuchacze śmiało podążali za jego śladami. Ostatnim albumem wydanym przez grupę jest “Into Oblivion” z maja 2026 roku.

„Venom nigdy nie podążał utartymi szlakami – wytyczał własną drogę, a Conrad był w samym jej centrum – bezkompromisowy, nieustraszony i niepowtarzalny”– napisał zespół, podkreślając, że Cronos był trzonem i sercem całej formacji.

Dolly Parton

Światowa ikona country, która na dobre odcisnęła się w historii muzyki. Dolly Parton od lat była przedstawiana jako matka tego gatunku, a jej poruszające single “Jolene” oraz “I Will Always Love You” wsiąknęły do popkultury i doczekały się wielu interpretacji od artystów z różnych zakątków świata. “Ikona globalnej kultury i humanistka, Dolly Parton, znana na całym świecie jako ukochana piosenkarka, autorka tekstów piosenek, filantropka, aktorka, dramatopisarka i pisarka, zmarła dziś spokojnie w Nashville w stanie Tennessee” – czytamy w jednym z oświadczeń, które znalazło się na BBC. Dolly Parton miała 80 lat.

Uznana wokalistka zostawiła za sobą około pięćdziesięciu albumów studyjnych – i choć nie ma jej już na tym świecie – nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. Kilka lat temu piosenkarka wzięła udział w specjalnej akcji i umieściła do kapsuły czasu niepublikowany wcześniej utwór, którego premiera odbędzie się dopiero w 2045 roku.

Francis Buchholz

W styczniu poinformowano, że w wieku 71 lat po walce z chorobą nowotworową zmarł Francis Buchholz, były basista Scorpions. Muzyk tworzył z zespołem w latach 1973-1992 i to właśnie z jego udziałem zarejestrowano takie kluczowe hity grupy, jak “Wind of Change”, “Rock You Like a Hurricane”, “Still Loving You” czy “Send Me An Angel”, które na dobre odcisnęły swój ślad na gruncie rockowego podwórka. Po jego odejściu z grupy spełniał swoje twórcze pasje u boku Michaela Schenkera oraz z zespołami Dreamdite i Phantom 5.

Frank Beard

“Elwood i ja straciliśmy wspaniałego przyjaciela i współpracownika, a świat stracił jednego z najbardziej innowacyjnych perkusistów i cudownego, prawdziwego syna Teksasu. Jego charakterystyczny rytm był kluczem do utrzymania ZZ na szczycie. Zespół, w którym grał przez sześć dekad, będzie kontynuował działalność zgodnie z jego marzeniem” – napisał Bill Gibbons, informując za pośrednictwem mediów społecznościowych o śmierci Franka Bearda.

Wieloletni perkusista ZZ Top miał na swoim koncie niemal 60-letnie sceniczne doświadczenie, którego mógł pozazdrościć niejeden fan rocka. Muzyk pojawił się na wszystkich albumach studyjnych grupy, co oznacza, że przyczynił się do powstania takich hitów, jak “Gimme All Your Lovin’”, “La Grange” czy “Sharp Dressed Man”. Choć nie zapuścił brody, ona dumnie „powiewała” w jego nazwisku, które stało się niezwykle głośne dla perkusistów na całym świecie.

Kavinsky

Francuski DJ od lat rozgrzewał parkiety klubów na całym świecie. Uwielbiali go zarówno imprezowicze, jak i entuzjaści kina, a to wszystko za sprawą kultowego już kawałka “Nightcall” zasilającego ścieżkę dźwiękową filmu “Drive”. Pod pseudonimem Kavinsky krył się Vincent Pierre Claude Belorgey, czyli specjalista od sceny french house i synth tech. Informacja o jego śmierci wstrząsnęła światem muzyki. Twórca zmarł tuż przed swoimi 50 urodzinami, i choć nie podano do informacji publicznej oficjalnej przyczyny śmierci, podejrzewa się, że miał udar.

Moya Brennan

Od lat krytycy muzyczni twierdzili, że Moya Brennan odznaczała się najbardziej charakterystycznym głosem w Irlandii. Była sercem zespołu Clannad, w którym występowała wraz z rodziną od lat 70. Ta długa sceniczna podróż zachwyciła rodzimych słuchaczy, a grupa znalazła należyte uznanie, gdy światło dzienne ujrzała ścieżka dźwiękowa do serialu “Robin Hood”. To właśnie utwór “Robin (The Hooded Man)” wzbił formację na falę popularności również w naszym kraju.

Przez lata Moya Brennan rozwijała się twórczo – zarówno pod szyldem zespołu, jak i solowo. W 2019 roku za całokształt twórczości nagrodzono ją statuetką RTÉ Radio 1 Folk Awards. Wokalistka zmarła w kwietniu 2026 roku. Miała 73 lata.

Oliver Tree

Gdy ta szokująca informacja obiegła media społecznościowe, fani myśleli, że to żart. Oliver Tree zmarł w czerwcu 2026 roku, stając się jedną z ofiar wypadku dwóch helikopterów. Piosenkarz miał 32 lata.

Wielu krytyków twierdziło, że wokalista jest dopiero na początku swojej muzycznej wędrówki, a najlepsze dopiero przed nim. Artysta zdążył zostawić za sobą cztery albumy studyjne, w tym przeboje “Miss You” oraz “Life Goes On”, które stały się niekwestionowanymi hitami TikToka. Od śmierci Olivera Tree już minęło trochę czasu, lecz jego słuchacze nadal nie mogą ochłonąć z powodu tej straty.

Phil Campbell

“Z wielkim smutkiem zawiadamiamy o śmierci naszego ukochanego ojca, Philipa Anthony’ego Campbella, który odszedł w pokoju wczoraj wieczorem po długiej i odważnej walce na intensywnej terapii po złożonej poważnej operacji” – takie oświadczenie wydali w marcu synowie słynnego muzyka, informując, że ich ojciec zmarł w wieku 64 lat. Phil Cambpell od 1984 roku był związany z legendarną grupą Motörhead, a pierwszy krążek z jego udziałem – “Orgasmatron” – stał się ogromnym sukcesem wsród entuzjastów dynamicznego brzmienia.

Gdy Lemmy Kilmister opuścił ten świat w 2015 roku, gitarzysta postanowił, że kontynuuje to muzyczne dziedzictwo i złoży przyjacielowi swoisty hołd. Powołano projekt Phil Campbell and the Bastard Sons, a ze sceny wybrzmiewały zarówno hity brytyjskiej legendy, jak i autorskie kompozycje. Zespół kontynuuje dziedzictwo – synowie przejęli stery projektu i składają swoisty hołd ojcu. O tym polscy słuchacze przekonali się podczas ostatniej trasy Judas Priest, na którą zaproszono zespół jako gości specjalnych.

Phil Campbell był naszym rozmówcą podczas zeszłorocznego wywiadu przeprowadzonego dla eBilet NOW.

Tim Curry

W tym muzycznym zakątku wspomnień nie mogło zabraknąć akcentu dla Tima Curry’ego. Aktor był znany między innymi z roli w “The Rocky Horror Picture Show”, produkcji, która cieszy się ponownym rozkwitem popularności. To właśnie tam artysta zaśpiewał utwór “Sweet Transvestite” figurujący jako jeden z kluczowych momentów filmu. Fani horroru identyfikują go z postacią Pennywise’a z miniserialu “To” z 1990 roku. Poza bogatą filmografią, artysta spełniał się także muzycznie, mając na swoim koncie utwory solowe i kilka płyt studyjnych. Aktor zmarł pod koniec sierpnia 2026 roku w wieku 80 lat.