Dziś wystarczy jeden tweet, żeby rozpętać prawdziwą wojnę (albo tzw. gó*no burzę). Ktoś napisze, że nowy album Taylor Swift jest przereklamowany, ktoś inny stwierdzi, że BTS ma lepszą dyskografię od wszystkich zachodnich zespołów razem wziętych, a po kilku minutach pod postem pojawiają się setki komentarzy, w których fani bronią swoich idoli, porównują wyniki sprzedaży, wyciągają stare wypowiedzi i… tak to się zaczyna. Może się wydawać, że to typowo współczesny problem. W końcu dopiero media społecznościowe dały fanom możliwość natychmiastowego reagowania, organizowania się i docierania do milionów osób. Tyle że wojny fandomów są znacznie starsze niż Twitter, a nawet internet.








