Kategorie
eBilet

Rock

Angry Anderson nie żyje. Wokalista Rose Tattoo miał 79 lat

Fot. PAP/DPA

Świat muzyki obiegła informacja, że zmarł lider australijskiego zespołu Rose Tattoo. Angry Anderson miał 79 lat.

Nie żyje Angry Anderson, wokalista Rose Tattoo

Członkowie zespołu Rose Tattoo za pośrednictwem mediów społecznościowych poinformowali o śmierci lidera grupy. W oświadczeniu czytamy: “Z ogromnym smutkiem zawiadamiamy o śmierci Gary’ego „Angry’ego” Andersona, który odszedł w poniedziałek, 21 września 2026 roku w otoczeniu najbliższych w Australii. Angry był oddanym ojcem oraz postacią niezwykle cenioną przez przyjaciół, kolegów z zespołu oraz szerszą społeczność muzyczną i artystyczną. Jego śmierć jest bolesna stratą dla wszystkich, którzy go znali i kochali – zarówno w Australii, jak i poza jej granicami. Rodzina oraz członkowie zespołu proszą o poszanowanie prywatności i w tym trudnym czasie nie będą udzielać wywiadów. Prosimy o respektowanie tej prośby, podczas gdy bliscy próbują pogodzić się z tą druzgocącą stratą i potrzebują czasu na przeżycie żałoby. Dziękujemy wszystkim za modlitwy, wyrazy miłości i nieustające wsparcie”. Pod koniec sierpnia ujawniono, że Angry Anderson miał zawał serca i wymagał hospitalizacji. Odwołano wówczas koncerty Rose Tattoo, w tym występ, który miał odbyć się w Krakowie.

Ponad pół wieku na scenie – bo to właśnie koncerty na żywo dodawały mu energii i wnosiły radość do życia. Angry zaraził pasją do rock’n’rolla kilka pokoleń i sprawił, że nazwa Rose Tattoo stała się rozpoznawalna poza rodzimą Australią. Choć muzyk planował sceniczną emeryturę, a koncert w Krakowie miał być częścią pożegnalnej trasy, stanowczo zaprzeczał pogłoskom o zakończeniu kariery. Ambicja Angry’ego popychała go w stronę studia nagraniowego i w maju 2026 roku zdradził nam, że pracował nad nowym materiałem. To pokazuje, że do ostatnich chwil robił to, co kochał najbardziej na świecie.

“Życie nie jest ani łaskawe, ani okrutne. Życzymy sobie nawzajem życzliwości, a nie okrucieństwa, bo to drugie po prostu nie leży w naszej naturze. Życzymy sobie więc tylko tego, co dobre, ale jednocześnie mamy świadomość, że by wieść prawdziwe, produktywne życie z określonym celem, musimy doświadczyć też pewnej dawki bólu. To konieczne. Wracając do odpowiedzi – wszystko sprowadza się do nastawienia, tej pozytywnej energii, jaką ma się do swojego życia. Powinniśmy pamiętać, by nie nadużywać przywileju, jakim jest samo istnienie”- powiedział Angry Anderson podczas rozmowy, którą przeprowadziliśmy z nim w maju.