Włączasz stary album, a potem coś wydanego współcześnie. Niby jedno i drugie to muzyka. Niby masz te same słuchawki. Sama piosenka może mieć wokal, gitarę, perkusję, bas i wszystko, czego potrzebujesz do szczęścia. A jednak brzmi inaczej. Nowe nagranie jest jakieś takie… płaskie. Stary utwór może mieć momenty wyraźnie cichsze i głośniejsze. Za częścią tych różnic stoi zjawisko, które w świecie produkcji muzycznej nazywa się loudness war, czyli wojną głośności. I chociaż nazwa brzmi trochę tak, jakby realizatorzy dźwięku spotykali się nocą na parkingu i licytowali: “A ja zrobię jeszcze głośniej!”, chodzi o coś innego – o sposób, w jaki muzyka jest nagrywana, miksowana i przede wszystkim masterowana. I tu pojawia się ważne pytanie: skoro muzyka jest coraz głośniejsza, to czy przy okazji nie niszczy nam uszu? Sprawdźmy to!
Rock and roll
Za nami premiera najnowszego albumu The Rolling Stones – “Foreign Tongues”. Brytyjczycy kolejny raz przypominają, dlaczego są uznawani z legendy rocka.
8 stycznia 1935 roku na świat przyszedł Elvis Presley. Nikt go nie znał i nikt nie przypuszczał, że ten maleńki chłopiec zmieni świat muzyki na zawsze. Urodził się w klasie robotniczej, a rodzice wychowywali go na przykładnego chrześcijanina. To właśnie w kościele po raz pierwszy zetknął się z gospelem i wtedy narodziła się jego miłość do muzyki. Z okazji 10. urodzin dostał w prezencie gitarę. Dzięki niej wygrał szkolny talent show.








