Włączasz stary album, a potem coś wydanego współcześnie. Niby jedno i drugie to muzyka. Niby masz te same słuchawki. Sama piosenka może mieć wokal, gitarę, perkusję, bas i wszystko, czego potrzebujesz do szczęścia. A jednak brzmi inaczej. Nowe nagranie jest jakieś takie… płaskie. Stary utwór może mieć momenty wyraźnie cichsze i głośniejsze. Za częścią tych różnic stoi zjawisko, które w świecie produkcji muzycznej nazywa się loudness war, czyli wojną głośności. I chociaż nazwa brzmi trochę tak, jakby realizatorzy dźwięku spotykali się nocą na parkingu i licytowali: “A ja zrobię jeszcze głośniej!”, chodzi o coś innego – o sposób, w jaki muzyka jest nagrywana, miksowana i przede wszystkim masterowana. I tu pojawia się ważne pytanie: skoro muzyka jest coraz głośniejsza, to czy przy okazji nie niszczy nam uszu? Sprawdźmy to!
Ludovico Einaudi
Na chwilę przed premierą najnowszego albumu, włoski kompozytor uraczył swoich fanów singlem, który ma szansę powtórzyć sukces “I Giorni”. Ten iście wakacyjny utwór rozgrzewa słuchaczy w środku zimy.
Możesz cenić jego twórczość albo nie. Jednego jednak odmówić mu nie można - jego muzyka jest jak tlen! Jest wszechobecna i spotykamy się z nią na co dzień nawet, nie zdając sobie z tego sprawy. Ten niepozorny 60-letni mężczyzna jest obecnie najpopularniejszym w streamingu artystą muzyki współczesnej na świecie! W czym tkwi sekret jego fenomenu?








